Bugaj: Propozycje rządu ws. emerytur dyskusyjne. Ale opozycja tylko ujada

Redakcja
Piotr Król/Polskapresse
- Rząd postawił wszystko na jedna kartę. Niepowodzenie przyniesie ogromne konsekwencje. Ta reforma jest niezbędna. Ale otwartą sprawą jest proponowany wiek 67 lat. To wątpliwa propozycja. Kłopot w tym, że nasza opozycja po prostu ujada i nie przedstawia sensownych rozwiązań - ocenia ekonomista prof. Ryszard Bugaj w rozmowie z Anną Ziobro.

Po unijnym szczycie nazwał Pan politykę rządu "polityką żaby, która nadstawia nogę tam, gdzie kują konie". Można tak podsumować sto dni rządu?
Nie. Niesprawności dotyczą nie tylko rządu, ale też opozycji. W Polsce mamy problem jakości klasy politycznej. Po roku 90 nie udało się stworzyć kompetentnej, też z kompetencjami moralnymi, klasy politycznej. To będzie coraz większy problem.

Obecny rząd może pogrzebać poprzednia i proponowana reforma emerytalna?
Reforma z 1999 r. uzależniła świadczenia emerytalne od zmiennych koniunktur na rynkach finansowych. Ludzi przymusza się, aby część dochodu oddawali do prywatnych firm, które grają ich pieniędzmi. Gdy pękła bańka spekulacyjna, OFE straciły, a ludzie nadal muszą tam odprowadzać oszczędności. Co więcej, system oparty jest na zasadzie wewnętrznej redystrybucji na rzecz zamożniejszych. Świadczenie w obu filarach jest wprost proporcjonalne do zgromadzonego kapitału. Gromadzący wysoki kapitał zawsze mają wysokie dochody. Statystycznie żyją też dłużej, więc w stosunku do swojego wkładu z systemu wyjmują więcej.

W przeszłości rząd nabrał nas na nowy system emerytalny. O następnym nikt już nie chce słuchać

Państwo postanowiło myśleć za obywateli.
Ubezpieczony nie ma możliwości racjonalnego zachowania. Niesłychanie trudno jest wygrać z indeksem, by ugrać więcej, niż on wskazuje. Firmy ubezpieczeniowe też niewiele mogą z tym zrobić, a koszty transakcyjne są ogromne. Dano też monopol prawie wyłącznie firmom zagranicznym zarabiającym na polskich emerytach górę pieniędzy.

Premier stawia na konsultacje społeczne w sprawie podniesienia wieku emerytalnego.
A przed wyborami premier i jego partia ukryli przed obywatelami, że zamierzają podjąć tak drastyczną operację. W sensie politycznym to nieprzyzwoite i podważające ich wiarygodność. Trzeba nowych zmian w obecnym systemie, ale nie powinno to być wyłącznie podniesienie wieku emerytalnego, ale wiele złożonych działań. Tyle że 80 procent obywateli nie chce podniesienia wieku emerytalnego. Pamiętają, że w przeszłości rząd już ich nabrał na zmiany w systemie. Teraz reagują jak w bajce o pastuszku i wilku. Gdy potrzeba ucieczki od zła naprawdę przychodzi, już nikt pastuszka nie słucha.

Jak przygotowano społeczeństwo do reformy w 1999 r.?
W telewizji pokazywano starszych panów w towarzystwie pięknych kobiet wypoczywających pod palmami, co sugerowało, że emeryci będą bogaci. Przepisy te uchwalono w 1997 r. Choć dzisiaj członkowie SLD próbują zrobić wrażenie, że nie oni je uchwalili, to przecież były to ustawy Leszka Millera.

Nowe propozycje mogą zmieść Donalda Tuska?
Politycznie tak, bo rząd postawił wszystko na jedna kartę. Niepowodzenie przyniesie ogromne konsekwencje. Ta reforma jest niezbędna. Ale otwartą sprawą jest proponowany wiek 67 lat. To wątpliwa propozycja.

Premier nie bierze pod uwagę innych niż Platformy projektów tej reformy.
Poczekajmy, czy premier nie zrobi na końcu ustępstw po tzw. konsultacjach społecznych przypominających trochę PRL. Jest też rola dla opozycji, jeśli tylko ma dobrą alternatywę. Kłopot w tym, że nasza opozycja po prostu ujada i nie przedstawia sensownych rozwiązań.

Czytaj też:

* Bugaj: Niech bogaci zapłacą składki
* Bugaj: Premier chroni bogatych. Szczególnie tych na samozatrudnieniu
* Tusk: Bez reformy emerytur nastąpi katastrofa. Nie zgotujemy Polakom takiego losu
Porównanie konsultacji społecznych do zabiegów z PRL polega na tym, że dialog jest przeprowadzany, a premier i tak zrobi po swojemu?
Premier będzie patrzył, jak wygląda jego osobisty bilans polityczny. Na koniec zostaną wprowadzone poprawki. Niekoniecznie ważne, ale będą nagłaśniane, aby pokazać, że rząd słuchał głosu obywateli itp.

Jakie kwestie zostaną przemilczane?
Nikt nie podnosi problemu samozatrudnionych. Nikt nawet nie wie, ilu ich jest. Według różnych szacunków to grupa od dwóch do trzech milionów osób. Płacą składki od podstawy 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Zdarzają się ci, którzy rzeczywiście tak mało zarabiają. Ale większość ma znacznie wyższe dochody. Oskładkowanie ich rzeczywistego dochodu byłoby ważne dla bilansu funduszy ubezpieczeniowych. W tej sprawie jest cicho. Tymczasem status samozatrudnionych ma charakter często przypadkowy i patologiczny. Nie wspomina się też o limicie składkowania wynoszącego 2,5 przeciętnego wynagrodzenia średniego. Jeśli jakiś zatrudniony ma bardzo duże dochody, to nieraz już w lutym nie płaci składki i do końca roku dostaje miesięcznie kilkanaście tysięcy podwyżki. Ten limit powinien być wyższy.

Jak Pan ocenia projekt PSL, by matki mogły szybciej przechodzić na emeryturę?

Mam mieszane uczucia. Trzeba rozszerzyć i podnieść świadczenie, które za kobiety wychowujące dzieci płaci budżet. Po to, by nie ponosiły strat z tytułu okresu, gdy wychowują dzieci. Jestem też zwolennikiem dwóch granic wieku emerytalnego - jedna niższa z niższym świadczeniem, dająca prawo przejścia na emeryturę. A druga granica - wyższa, upoważniająca pracodawcę do rozwiązania umowy o pracę. Jeśli sytuacja na rynku pracy byłaby dla pracowników korzystna, to przechodziliby wcześniej na emeryturę i - nie ukrywajmy - nadal by pracowali. Gdyby sytuacja na rynku była zła, to pracowaliby do końca limitu. Ale najbardziej potrzebne jest wsparcie dzietności małżeństw, tak by zwiększyła się liczba urodzeń.

Będą poprawki reformy emerytalnej. Niekoniecznie ważne, ale nagłośnione, że rząd wysłuchał obywateli

Waldemar Pawlak woli mieć dobre relacje z dziećmi, niż liczyć na emeryturę z ZUS.
Powiedział głupstwo. Przypuszczam, że 80 procent emerytów utrzymuje się z emerytury. W trudniejszej sytuacji są rodziny wielodzietne i młodzi bez stałej pracy. Natomiast państwowe ubezpieczenie społeczne powinno być odporne na koniunktury i giełdowe wahania. W tym świetle świadczenia państwowe są niezastępowalne.

Jak Pan ocenia sto dni ministra Rostowskiego, którego resort w kryzysie jest kluczowy?
Utrzymuje on, że polska sytuacja jest niezła. To prawda, ale w dłuższej perspektywie byłbym ostrożny. Nie widzę też scenariusza, gdyby dotarł do nas drugi atak kryzysu. Trzeba zdecydowanych posunięć. Kłopot w tym, że potrzeby te zderzają się z politycznym targetem rządu. Mowa o podniesieniu podatku dochodowego od najzamożniejszych. Gdyby doszło do katastrofy z euro, odpryski trafią też w nas i będą bardzo bolesne.

Czytaj też:

* Bugaj: Niech bogaci zapłacą składki
* Bugaj: Premier chroni bogatych. Szczególnie tych na samozatrudnieniu
* Tusk: Bez reformy emerytur nastąpi katastrofa. Nie zgotujemy Polakom takiego losu

Wideo

Komentarze 22

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
cezar
Może jestem człowiekiem starej daty, ale wydaje mi się, że trudno żyć ludziom bez jakiejś wizji, marzeń. Debaty emerytalne, niezależnie od tego, czy skończą się przegłosowaniem wieku emerytalnego 67 dla panów i 105 dla pań (potrzebna byłaby jeszcze jednomyślna uchwała obu izb, że wszyscy dożyją 110 lat), porażają obrazem beznadziei.

Niezależnie bowiem od tego, kiedy pójdziemy na tę emeryturę (i czy w ogóle), nie ma mowy, że będzie to emerytura godziwa, to znaczy pozwalająca nie tylko przeżyć – co przy galopadzie kosztów czynszów, podatków, światła, ogrzewania wcale nie jest pewne – ale móc jeszcze wypoczywać, podróżować, oddawać się kulturze... Nic nie wskazuje, że zbliżymy się w owym 2040 r. do poziomu życia Greków czy Portugalczyków, których wydawało się, już, już przeganiamy. Chyba że ich poziom, o czym wie Jan Vincent, tak drastycznie spadnie, że nie będzie kogo dopędzać.
K
Kon Donek
Jest jeszcze wielu "zasłużonych byłych solidarnosciowców", jak Niesiołowski, Śpiewak, czy nawet moim zdaniem młodszy Gwiazdowski (którego skądinąd lubię i podzielam wiele poglądów ekonomicznych). A z drugiej strony awansowani za zasługi dla waadzy ludowej niejacy tzw. profesorowie Środa czy Jaskiernia.
K
Kon Donek
Jest tylko jedno lekarstwo - zmniejszyć bezrobocie poprzez likwidację sztucznych barier zatrudnienia, jak przymusowe składki (sic!). Nie jestem w stanie powrócić do prowadzonej niegdyś działalności gospodarczej, bo przymusowy haracz na zusy-srusy zabije mnie w ciągu roku - dwóch lat, kiedy jeszcze nie osiągnę zysku
K
Kon Donek
Z tym oddawaniem to nie takie proste - wynagrodzenia uległy ubruttowieniu, poza tym jest rynek pracy i większość pracowników interesuje, ile dostają netto na rękę.
w
wert
67 to tam, gdzie jest ABSOLUTNY dobrobyt, ludzie zdrowi i silni. Tylko dlatego mogą pracowac niemal do 70ki.
J
Jacek
Tylko w kilku krajach europejskich wiek emerytalny wynosi 67 lat. W wielu krajach podnosi się go dopiero do 65 albo nawet i mniej.
i
i tyle
Jest to ordynarny wyzysk ludzi przez władców. Aby żyło się lepiej ... władcom. Słowo "reforma" jest ordynarnym nadużyciem.
w
wiem
w eurpejskich krajach dzwigaja wiek emerytalny tylko w polsce robia z tego wielkie halo a najwiecej placze biedny Jarus prezesik i jego partyjka
T
Tomasz Kuza
Stary człowiek i może.
Czyje to stwierdzenie?
Myślicie, że wiecie może?
Ale z was jelenie.
Toż to nasz premier nieboże,
dokonał odkrycia:
Stary człowiek i może,
aż do końca życia.
S
SPRZECIW21
Polecam wywiad z ekonomistą drem Danielem Alain Koroną - prezesem Stowarzyszenia Interesu Społecznego zamieszczony na łamach Serwis21 z lutego br - "Wiek emerytalny, sto lat mało, dwieście". Pokazuje on cały absurd rządowych propozycji na dziś.
K
Kupa_Wojewucki
Minister finansów Jacek Rostowski w TOK FM: "Żeby emerytura była godziwa, no to niestety przejście na emeryturę musi być na tyle późne, żeby oczekiwana przeciętna długość życia nie była bardzo długa."

Innymi słowy, rząd Tuska, wydłużając wiek emerytalny mężczyzn o 2 lata i kobiet o 7 lat, chce doprowadzić to tego, aby po przejściu na emeryturę czas jej pobierania był możliwie jak najkrótszy.

Rzeczywiście podniesienie wieku emerytalnego mężczyzn do 67 lat przy oczekiwanej przeciętnej długości ich życia wynoszącej w Polsce niewiele ponad 71 lat doprowadzi do tego, że przeciętny Polak będzie cieszył się emeryturą zaledwie przez 4 lata.

W przypadku kobiet, gdzie przeciętna oczekiwana długość ich życia w Polsce wynosi niewiele ponad 79 lat, okres pobierania przez Polki emerytury będzie trochę dłuższy i wyniesie niewiele ponad 12 lat.

Jeżeli zestawimy te krótkie okresy pobierania świadczeń emerytalnych z długością czasu pracy wynoszącego po tych zmianach 40 lat i więcej, to płacenie przez ponad 40 lat składki emerytalnej, ma pozwolić tylko na od 4 do 12 lat pobierania emerytur.

Po 4 latach nic nierobienia poza podnoszeniem podatków i gigantycznym zadłużaniem kraju ( już ponad 815 mld zł.) Premier i rząd postanowili po raz kolejny uszczęśliwić Polaków. Tym razem oferując nam późniejsze przechodzenie na emeryturę w wieku 67 lat.

Dbając o nasze dobro mogli przecież pójść dalej i zaproponować 97 lat, wtedy problemu wypłacalności ZUS –u w ogóle by nie było. Można przecież wydłużyć jeszcze szkołę podstawową o 3 lata i liceum o 4 lata, wprowadzić podatek od pogrzebu. Już raz ta ekipa zapewniała nas o swej genialnej reformie emerytalnej tzw. II filara.

To Premier J.Buzek, Min.M.Boni i D.Tusk byli gwarantami obietnic, że OFE zapewnią polskim seniorom wakacje pod palmami, a po 12 latach funkcjonowania tego genialnego ponoć emerytalnego systemu kapitałowego tzw. II filara, zanosi się raczej na II filar ale pod Mostem Poniatowskiego. Emerytki z OFE średnio na łebka dostają od 57 – 100 zł. i łamią głowę jak żyć i z tego wyżyć.

Wierutnym kłamstwem są zapowiedzi rządu, że z powodu przedłużenia wieku emerytalnego dostaniemy znacznie wyższe emerytury i lepsze warunki życia na starość. Jeśli nie będzie wyższych wynagrodzeń i wysokiego wzrostu gospodarczego to nie będzie też godziwych emerytur. Zamiar wydłużenia czasu pracy wynika z niechęci rządu do przyznania się, że systemy emerytalne w dotychczasowej formie zbankrutowały.

Żadnych realnych pieniędzy w wysokości 2,1 bln zł. oszczędności emerytów w ZUS–ie nie ma. W tej sytuacji należy się zastanowić czy w ogóle nie zlikwidować ZUS –u i nie oddać pracownikom składek, by sami oszczędzali na starość, co z pewnością dawałoby im większe oszczędności.

Obecne pseudo-reformy emerytalne wpisują się w stare PRL-owskie hasło: “Emerycie, popieraj rząd czynem i umieraj przed terminem”.

Ta reforma tylko tak się nazywa przez grzeczność, bo tak naprawdę chodzi tylko o zredukowanie zobowiązań państwa wobec emerytów. Jak się wszystkim przedłuży wiek emerytalny chociaż o dwa lata i przy okazji za jednym zamachem zrówna kobiety z mężczyznami, to w przypadku kobiet będzie to aż całych siedem lat oszczędności. W przypadku mężczyzn – wprawdzie tylko dwa – ale przecież i przez dwa lata też niejedno można jeszcze wykombinować.

Do tego dochodzi przecież jeszcze Narodowy Program Eutanazji, ukryty zarówno w ustawie o refundacji leków, jak i przedsięwzięciach organizacyjnych państwowej służby zdrowia – dodatkowo wsparty przez Narodowy Program Depopulacji – Narodowy, bo dotyczący mniej wartościowego narodu tubylczego. Świadczy o tym na przykład umieszczenie środków antykoncepcyjnych na liście medykamentów refundowanych i to na wysokim poziomie refundacji.

Od razu widać, że chodzi nie tylko o poprawę rentowności mniej wartościowego społeczeństwa tubylczego – bo jak schorowani starcy poumierają z braku leków, to dla budżetu korzyść podwójna: nie tylko nie trzeba będzie ich leczyć, ale również nie trzeba będzie wypłacać im emerytur..

Warto przypominać ekonomiczne prawdy podstawowe, że emerytura to świadczenie pieniężne wypłacane przez państwo byłemu pracownikowi z pieniędzy, jakie zgromadził przez lata przymusowego oddawania państwu części swoich zarobków; dziś jest to 19,5 procent. Świadczenie to, płacone po przekroczeniu wieku emerytalnego aż do końca życia, ma służyć potrzebom byłego pracownika i oczywiście powinno być dziedziczone. Te pieniądze mu się należą, bo on je sam wypracował, bo był zmuszony oddawać państwu miesięczną składkę pomniejszającą miesięcznie jego zarobki netto.

To, że przez lata pieniądze te tracą na wartości, nie jest winą pracownika, tylko państwa i jego źle zarządzanych instytucji. To, że nie ma pieniędzy na emerytury, że są one głodowe, to wina ludzi odpowiedzialnych za państwo, tych, którzy zdecydowali się na okradanie obywateli. Szczególnie winni są ministrowie finansów zatykający funduszami ZUS tzw. dziury budżetowe.

Jest tylko jeden jedyny skuteczny sposób naprawy systemu emerytalnego i zatrzymania niekorzystnych tendencji demograficznych. Rozwój. Gospodarka. Wolność gospodarowania. Wolność słowa. Patriotyczne elity. I nowe miejsca pracy dla każdego Polaka. Tylko państwo, które stawia na rozwój i pracę: przemysł (własny), banki (polskie), budownictwo mieszkaniowe (rodziny), rolnictwo, handel, rzemiosło, daje szansę swoim obywatelom na godziwe życie. Tak jak to robią od wielu lat Niemcy. Ale czy ten rząd, poza propagandą, jest w stanie cokolwiek tworzyć i budować?
P
Późny emeryt
Ja przeszedłem na emeryturę w Polsce w 66 roku życia i mógłbym pracować jeszcze 2 lata - bo czułem się na siłach a były dwa duże projekty do zrealizowania, które w części rozpoczęłem. Pracodawcy ( których firma była w RFN ) chcieli abym dalej pociągnął te dwa do końca, mimo że swoich w ich kraju wysyłali na emeryturę w wieku juz 59 lat - ale zadziałały polskie przepisy i dowidzenia. No i tak sie złożyło, że nastepcy projekt zrealizowali inaczej do końca ( zagrało zbyt małe doświadczenie u napewno znakomitych młodych ). Trochę jest za to wiecej problemów w jednej zasadniczej dziedzinie - wiecznie reformowanej.
b
bond007
Coś mi się widzi Panie Rysiu, że w tym ujadaniu , to Pan też jest niezły. Wiem, że teraz papu daje zbiorowisko POpaprańców i wypada, żeby trochę dołożyć PiS-owi, ale żeby tylko ujadanie usłyszeć? To chyba zaczyna Pan ślepnąć, że nic Pan nie widzi po stronie opozycji.
J
Jacek
Ta "reforma" nie przyniesie korzyści, o których mówi premier, co pan profesor Bugaj, jako wybitny ekonomista, powinien wiedzieć lepiej ode mnie. Natomiast stworzy wiele nowych problemów, które pogorszą jeszcze obecną sytuację, co też pan profesor powinien wiedzieć lepiej ode mnie. Jeśli więc pan profesor nie jest głupi (skoro jest profesorem to nie powinien), to z pewnością jest nieuczciwy.
J
Jacek
Niestety, ale do tępaków pokroju szanownego pana profesora Bugaja żadne argumenty nie docierają. Także z uwagi na służalczość, chęć nieprzypodobania się władzy, a nie tylko ze względu na brak umiejętności myślenia.
Dodaj ogłoszenie