Budżet UE: Donald Tusk bliżej obiecanych 300 mld zł. Ale do mety rozmów ciągle daleko

Agaton Koziński
Korowód nieustannych spotkań, narad, konferencji, oświadczeń i propozycji może przyprawić o zawrót głowy. Ostatnie dni to nieustanny napływ informacji o tym, w którym miejscu znajdują się negocjacje w sprawie unijnego budżetu w latach 2014-2020. Finał tych rozmów zaplanowano za tydzień - choć większość ekspertów nie wierzy, by tak szybko udało się sfinalizować trwające już ponad rok rozmowy.

Najważniejszą informacją z morza wiadomości dotyczących negocjacji budżetowych była nowa propozycja podziału pieniędzy w kolejnej siedmiolatce. Złożył ją Herman van Rompuy, przewodniczący UE, który w listopadzie wziął na siebie ciężar prowadzenia negocjacji. Przedstawiona przez niego propozycja budzi mieszane uczucia. Z jednej strony proponuje on cięcia w projekcie budżetu złożonym przez Komisję Europejską jeszcze głębsze niż wcześniejsze rekomendacje Cypru (sprawuje w tym półroczu prezydencję w Unii). Wcześniej Nikozja rekomendowała, by projekt budżetu Komisji Europejskiej, opiewający na ok. bilion euro, zmniejszyć o 50 mld euro. Teraz van Rompuy chce, by te cięcia zwiększyć do 75 mld euro.

Ale choć cięcia proponowane przez przewodniczącego UE są większe, to Polska mniej na niej traci. Według pierwszej propozycji KE w naszej kopercie na politykę spójności znajdowało się ok. 80 mld euro. Po dokumencie przedstawionym przez Cypr ta suma zmalała do 73 mld. A gdyby okazało się, że propozycja van Rompuya staje się ostatecznym rozwiązaniem, to dostalibyśmy 74 mld euro.

Skąd te zmiany? Van Rompuy zaproponował cięcia rozłożone równomiernie pomiędzy poszczególne części budżetu - dlatego w mniejszym stopniu uszczuplono pieniądze na politykę spójności, natomiast mocniej ucierpiała Wspólna Polityka Rolna. Oczywiście inne rozłożenie akcentów wywołało nową falę protestów. - Ta propozycja w żaden sposób nie stanowi podstawy dla negocjacji, które byłyby dla Francji do przyjęcia, w kwestii limitów proponowanych wydatków na wspólną politykę rolną - napisał w oświadczeniu Jean-Marc Ayrault, premier Francji.

Ostry ton tego oświadczenia może dziwić, gdyż zwykle Paryż unikał wyrazistych wystąpień publicznych - zamiast tego w kuluarach wspólnie z Berlinem dogrywał porozumienia, które później narzucał całej Unii. Jednak w tych negocjacjach jest inaczej. Tajemnicą poliszynela jest, że prezydent François Hollande nie umie znaleźć wspólnego języka z Angelą Merkel. Ten stan rzeczy zdaje się jeszcze pogłębiać, gdyż w czwartek na rozmowy z kanclerz Niemiec o budżecie do Berlina przyleciał nie francuski prezydent, ale premier. Tak niska ranga wizyty niemal jednoznaczenie oznacza, że tradycyjny motor francusko-niemiecki nie będzie tym razem napędzał obecnych negocjacji.

Ale życie nie znosi próżni. Wszystko wygląda na to, że w tę lukę między Francję i Niemcy wchodzi Polska. Na obronę tego wniosku można przytoczyć porównanie dwóch spotkań w Berlinie. Rozmowy Merkel z francuskim premierem były chłodne i od początku skażone brakiem obecności premiera. Całkowicie inaczej to wyglądało w przypadku wizyty w Berlinie Donalda Tuska. Polski szef rządu przyjechał do Berlina w otoczeniu swych ministrów: obrony narodowej, spraw wewnętrznych, finansów, środowiska, transportu, kultury i dziedzictwa narodowego, nauki i szkolnictwa wyższego, gospodarki, pracy i polityki społecznej. Te międzyrządowe konsultacje zakończyły się podpisaniem serii umów międzynarodowych. Merkel i Tusk na konferencji po spotkaniu podkreślili wprawdzie dzielące ich różnice w podejściu do nowego budżetu UE, ale nie było słychać, by te różnice były nie do przezwyciężenia. Można więc uznać, że Niemcy nie będą za wszelką cenę dążyć do jak największych cięć, które mogłyby radykalnie pomniejszyć polską kopertę na politykę spójności. W ten sposób Tusk wykonał kolejny krok w kierunku zrealizowania swej wyborczej obietnicy: wywalczenia 300 mld zł na spójność na lata 2014-2020.

Ale tych kroków, jakie mu zostały do wykonania, zostało jeszcze sporo. Przede wszystkim trzeba się przygotować na to, że przyszłotygodniowy szczyt UE, który będzie poświęcony tylko budżetowi, nie przyniesie efektu. Zbyt wiele krajów włożyło zbyt wiele wysiłku w to, żeby całkowicie obalić proponowany od ponad roku porządek. Wielka Brytania (ale także Szwecja i Dania) żądały lub żądają daleko idących cięć. Nawet jeśli się z tych żądań wycofają, muszą to zrobić z twarzą. Dlatego pewnie listopadowy szczyt będzie jedną wielką kłótnią i zakończy się niczym. Dopiero podczas kolejnego podejścia (w grudniu albo w styczniu) uda się prawdopodobnie dokończyć te rozmowy.

Jaki będzie ich rezultat? Wszystkie oczy skierowane są na Londyn. Jeśli jednak David Cameron zachował choć trochę politycznego rozsądku i uznał, że jednak nie zamierza całkowicie zrywać stosunków z Europą kontynentalną, to zgodzi się na kompromis inny niż radykalne cięcia, których teraz żąda Wielka Brytania. Jest duża szansa, że uda się te negocjacje zakończyć przy sumach zbliżonych do tych, które zaproponował w tym tygodniu Herman van Rompuy. - Polska dostanie na politykę spójności sumę z siódemką na przedzie - powiedział "Polsce" jeden z dyplomatów.

Warto też przyglądać się, jaką pozycję w UE utrzyma Francja. Paryż pod rządami François Hollande'a jest na forum unijnym słabszy niż kiedykolwiek wcześniej. W piątek prezydent Francji będzie w Warszawie. Do tej pory stosunki francusko--polskie układały się bezbarwnie. Może kryzys Paryża stanie się dobrą okazją do zmiany tego stanu rzeczy?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Budżet UE: Donald Tusk bliżej obiecanych 300 mld zł. Ale do mety rozmów ciągle daleko
j
jureq
Może jak się przyzwyczaimy, że mety nie ma (przynajmniej przez parę miliardów lat w przyszłość) to przestaniemy się tak spazmatycznie podniecać i wyrównamy oddech. To tylko ciągle przyszłość.
Dodaj ogłoszenie