Bronisław Geremek w wielu sprawach miał rację

Jacek Żakowski, publicysta
Unikał zbędnego zamieszania, ale w razie potrzeby był wyrazisty do bólu
Unikał zbędnego zamieszania, ale w razie potrzeby był wyrazisty do bólu Piotr Jasieczek
Udostępnij:
Bronisław Geremek z pewnością nie zawsze miał rację, choć z perspektywy czasu widać, że w sprawach ważnych miał ją znaczenie częściej niż inni. Ale wyznaczył w polityce wysokie standardy, do których może kiedyś uda nam się wrócić.

Lech Wałęsa uważa, że był drugi po papieżu. Zbigniew Brzeziński uważa, że jego śmierć to dla Polski narodowy dramat. Parlament Europejski i Sejm mają nadać jego imię salom w swoich gmachach.

Papież i biskupi wyrażają mu wdzięczność. Ale część prawicowych publicystów się dziwi, dlaczego w pierwszych dniach po śmierci wszyscy dokoła go chwalą. Warto się zastanowić, czy rzeczywiście był aż tak wielki, jak teraz się o nim mówi, czy może - jak sądzą niektórzy - popadliśmy w histeryczną żałobniczą rutynę.

Gdyby ktoś zapytał, na czym polegała inność Bronisława Geremka, pierwsza odpowiedź byłaby dziecinnie prosta. Przez 30 lat był zawsze tam, gdzie trzeba, robił to, co trzeba, i robił to, jak trzeba, a zwykle nawet lepiej. Jako współtwórca Towarzystwa Kursów Naukowych był liczącym się uczestnikiem przedsierpniowej opozycji.

Jako jeden z doradców Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego i Lecha Wałęsy odegrał istotną rolę w negocjowaniu Porozumień Sierpniowych. Jako doradca Komisji Krajowej pierwszej Solidarności i jej przewodniczącego przyczynił się do przedłużenia "polskiego karnawału" i odsunięcia ostatecznego zderzenia z władzą. Kiedy odzyskał wolność po stanie wojennym, jako jeden z liderów opozycji miał ważny udział w umocnieniu przywództwa Wałęsy i jedności podziemnej Solidarności.

Przy Okrągłym Stole potrafił cenę za legalizację Solidarności, jaką miało być włączenie jej liderów do oficjalnych struktur politycznych, zamienić w zysk, jakim było stworzenie wybieranego demokratycznie Senatu i wolne wybory na jedną trzecią miejsc w Sejmie. Jako szef Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, dysponując ową jedną trzecią głosów, potrafił nie tylko przeprowadzić przez Sejm plan Balcerowicza, zniesienie cenzury, reformę samorządową, ale też doprowadził do zmian w konstytucji likwidujących system peerelowski.

Jako wieloletni przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych i szef MSZ przez marne dwa lata w dużym stopniu określił politykę zagraniczną Polski i stworzył nowoczesną służbę zagraniczną, którą Jarosław Kaczyński bardzo trafnie nazwał "korporacją Geremka". To ta korporacja mimo wciąż zmieniających się rządów, które zwykle chciały wnosić coś nowego i mieć "własne" sukcesy, wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej i NATO.

Wreszcie, gdy koalicja PiS-LPR-Samoobrona niebezpiecznie zradykalizowała polską politykę zagraniczną, obecność Geremka w Parlamencie Europejskim była dla wielu naszych partnerów znakiem, że Polska to nie tylko bracia Kaczyńscy, Anna Fotyga, Andrzej Lepper i rodzina Giertychów. Dzięki temu Zachód reagował na odloty IV RP odrobinę spokojniej.

Nie ma w polskiej polityce człowieka, który mógłby się szczycić tak bogatym dorobkiem. Ale fenomen Geremka polegał nie tylko na tym, co robił i zrobił. Nie mniej ważne są jego dużo trudniej uchwytne zalety, które można by nazwać stylem, klasą, etosem, charyzmą, osobistą jakością.

Tak jak Lech Wałęsa był dla świata i społeczeństwa symbolem uosabiającym wywodzącego się ze wsi polskiego robotnika, który wziął sprawy w swoje ręce i wyrwał kraj z komunizmu, tak Bronisław Geremek stał się w latach 80. symbolem polskiego inteligenta, od przeszło stu lat dźwigającego etos obywatelski i tradycje wysokiej kultury, podtrzymującego historyczną więź polskiej elity z Zachodem i jej udział w dorobku kultury śródziemnomorskiej.

Ci, których zaskoczyła wylewność Lecha Wałęsy po śmierci Bronisława Geremka, powinni pamiętać, że oni dwaj byli ze sobą symbolicznie zrośnięci tak, jak ich środowiska zrośnięte są w polskiej mitologii, gdzie narodowy cud polegać ma na tym, że "z szlachtą polską polski lud". Ludowemu buntowi Solidarności, na czele którego stał odważny, szlachetny duchem i sprytny, ale prosty samouk mogący robić wrażenie kulturowego półanalfabety, Geremek - należący w sposób oczywisty do najwyższych rejestrów polskiej i europejskiej kultury - stanowił nie tylko naturalne uzupełnienie, ale też gwarancję zachowania wysokich standardów przez ruch z natury plebejski. Nie tylko papież i osobistości kościelne, ale także zachodnie elity fascynowały się osobowością i witalnością Wałęsy oraz dynamiką ludowej rewolucji, lecz słuchać wolały Geremka, który ten fenomen rozumiał, objaśniał i - jak się wydawało - jakoś także intelektualnie formował.

Geremek oczywiście nie był jedynym inteligentem ważnym na drodze Polski od Sierpnia '80 do Unii Europejskiej i NATO, podobnie jak Wałęsa nie był na tej drodze jedynym ważnym robotnikiem. Ale - może zbiegiem okoliczności, a może dlatego, że obaj byli w swoich tożsamościach tak bardzo wyraziści - zrośli się ze sobą w jakiś bardzo wyjątkowy sposób łączący moc temperamentu Wałęsy z dystansem Geremka. Mimo niezwykłej bliskości nigdy nie przeszli na ty, ale też mimo częstych napięć, a nawet dramatycznych konfliktów, nigdy nie przekroczyli granicy wrogości.

Bronisław Geremek nie był jednak tylko fenomenem tego niezwykłego układu. Jego pozycja w środowiskach kościelnej hierarchii, w Watykanie, w elitach Ameryki i Europy Zachodniej, wśród polityków i intelektualistów wynikała z tego, że w dość niezwykły sposób potrafił w sobie połączyć cechy pozornie niepołączalne. Tradycyjna, romantyczna polskość łączyła się w nim z wiecznym poszukiwaniem jakiegoś lepszego świata i z zakorzenieniem w kulturze Zachodu.

Nieinstrumentalnie przykładał wielką wagę do roli Kościoła, popierał konkordat, niechętnie patrzył na likwidację poboru do wojska jako aktu budującego więź państwową, był nieufny wobec entuzjastów federacyjnej wizji Europy. Ale jednocześnie zagrożenie widział w nacjonalizmie, ksenofobii, klerykalizacji państwa. Intelektualny dystans łączył też z pozornie przeciwnym mu gorącym zaangażowaniem.

Dyplomatyczną ostrożność i taktyczną przebiegłość umiał połączyć z bezwzględną wiernością wartościom i gotowością zajęcia mocnego stanowiska, ilekroć to było konieczne.

Może na co dzień trudno było powiedzieć, czy idący po schodach Bronisław Geremek w istocie schodzi, czy wchodzi, ale gdy uznał to za konieczne, stawał się wyrazisty do bólu, i to nie bacząc, ile sam mógł za to zapłacić. Legitymację partyjną rzucił nie w Marcu ?68, kiedy zrobiło to wiele osób z jego środowiska, lecz w sierpniu, po inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, gdy to zrobiło niewielu. Gdy w roku 1989 część Zachodu chciała spekulować na temat polskiej granicy zachodniej, to on radykalnie usunął temat z agendy, twardo oświadczając, że tylko wojna może zmienić granice w Europie.

Kiedy w roku 1989 ważyły się losy pierwszego po wyborach premiera, gen. Kiszczaka, to on ku zaskoczeniu sali oświadczył z trybuny sejmowej, że Solidarność gotowa jest przejąć władzę. W polityce unikał zbędnego zamieszania, ale zawsze gdy było to konieczne, potrafił mówić prosto - "tak-tak, nie-nie". Ostatnio też tak mówił, gdy jako jedyny parlamentarzysta nie podporządkował się barbarzyńskiej ustawie lustracyjnej, ryzykując całą swoją przyszłość w polskiej polityce.

Ale nie tylko to decydowało, że przez ponad ćwierć wieku głos Bronisława Geremka był ważny w Polsce i Europie. O sile tego głosu stanowiło też to, że zawsze mówił - na Zachodzie raczej zapomnianym - językiem czytelnych wartości, a nigdy językiem własnych interesów. W polityce płacił za to cenę, bo inni na ogół takich skrupułów nie mieli. Jego partie ponosiły porażki, gdy odmawiały kupowania sobie elektoratu za państwowe pieniądze, obiecywania wyborcom gruszek na wierzbie albo walki na haki.

Ale dzięki temu ich głos nabierał moralnej wagi. Można bowiem się było z Bronisławem Geremkiem nie zgadzać, ale nie można było przypuszczać, że mówi coś, żeby sobie albo swoim stronnikom kosztem publicznego interesu jakąś sprawę załatwić.

Zachodni politycy, którzy na co dzień z nim nie konkurowali, umieli i to docenić. Polskim konkurentom przychodziło to z trudem, bo musieliby wówczas - choćby sami przed sobą - przyznać, że czegoś im nie dostaje.

Z pewnością nie zawsze miał rację, choć z perspektywy widać, że w sprawach ważnych miał ją znacznie częściej niż inni. Ale wyznaczył w polityce wysokie standardy, do których kiedyś może uda nam się wrócić.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jacek zarazek
Czy redaktorzy tej gazety naprawdę nie dostrzegają, że ten tytuł jest po prostu bezsensowny?
j
john
Bronisław Geremek był jednym z najważniejszych polityków w najnowszej historii Polski. Jak możecie pluć na takiego człowieka??? Padnijcie na kolana!!!
n
nonie
"gdy uznał to za konieczne, stawał się wyrazisty do bólu, i to nie bacząc, ile sam mógł za to zapłacić. Legitymację partyjną rzucił nie w Marcu ?68, kiedy zrobiło to wiele osób z jego środowiska, lecz w sierpniu, po inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, gdy to zrobiło niewielu. " Wiecie już teraz, na czym polegało prawdziwe bohaterstwo w 1968? Nie na tym, żeby rzucać czerwoną książeczkę od razu w marcu np. po pałowaniu studentów. Takie prymitywne odruchy właściwie są jednostkom niedojrzałym, ślepo idącym za stadem. Prawdziwy intelektualista i nonkonformista musiał odczekać kilka miesięcy po prostu dla zasady i naprawdę trzeba złej woli, żeby łączyć to z zainicjowaną już po marcu a oficjalnie usankcjonowaną w lipcu na XII plenum "antysyjonistyczną" czystką w szeregach PZPR, w wyniku której z legitymacją rozstało się setki jeśli nie tysiące towarzyszy żydowskiego pochodzenia. Wielu, którzy nie wystąpili sami, po prostu wyrzucono, i to jest dopiero heroizm - trwać w szeregach rządzącej partii do końca, na przekór władzy. Widać po p. Żakowskim dobrą szkołę dialektyki, nie?
K
Kenaj
Panie Żakowski! To nie jest cała prawda, to nie jest nawet ćwierć prawda, to jest g...o prawda. Wyjdź Pan wreszcie z d..y temu Gieremkowi, bo facet nie żyje, a Pan za nekrofila robisz. Chyba, że w waszym środowisku to zboczenie też uchodzi za postępowe.
A
A
Jakoś nie odbieram tego artykułu jako obrony - parę faktów historycznych, parę uwag. Ale na porządną polemikę biograficzną trzeba będzie jeszcze poczekać. Szkoda - jestem pewna, że będzie to bardzo ciekawa polemika, o ile utrzyma geremkowskiego ducha unikania haków i niedomówień...
M
Marcin Kasztelan
jw
m
martek
Jezeli byl az taki dobry jak to sie starasz nam wmowic to obroni sie sam i naprawde nie jest tu potrzebne twoje gledzenie ze ciemny narod sie na nim nie wyznal !
Dodaj ogłoszenie