Bronisław Geremek, Metternich obozu Solidarności

Witold Głowacki
Polskapresse
25. rocznica rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu. I 15. rocznica wejścia Polski do NATO - wspomnienie obu tych kluczowych dla Polski wydarzeń każe nam pamiętać o demiurgu polityki lat 90.

25 lat temu był jednym z twórców polskich przemian. 15 lat temu wprowadzał Polskę do NATO. W lipcu minie 6 lat od śmierci w wypadku samochodowym polityka, któremu w sporej mierze zawdzięczamy Okrągły Stół. Zarazem zaś jednego z demiurgów krajowej sceny lat 90., a także współtwórcy aktualnych do dziś głównych doktryn polskiej polityki zagranicznej i europejskiej. Wychowankowie, uczniowie Bronisława Geremka, a niekiedy jego sojusznicy, którzy z czasem wybrali inną drogę, dziś trzęsą polską polityką. A on sam do dziś wspominany jest przez nich jako mentor i nauczyciel. Ale zarazem jako postać ze świata, który odszedł i już nie powróci.

Im mniej zaś ten dawny świat pamiętamy, tym trudniej nam rozumieć niektóre wybory i polityczne dylematy, które zadecydowały o formule końca PRL i początków III RP. Bo przecież tamte ustalenia i rozmowy przebiegały według nieaktualnych, anachronicznych już dziś reguł. To w grze według nich był Geremek mistrzem. Gdy odeszły w przeszłość, zaczął przegrywać. I tak już pozostało.

Bronisław Geremek był jednym z pierwszych po stronie "S" graczy, którzy w drugiej połowie lat 80. zorientowali się, że obóz władzy - teoretycznie ufortyfikowany żelbetonem stanu wojennego - w rzeczywistości zaczyna się rozsypywać. I którzy, uznając, że w sytuacji, w której konfrontacja osłabionej "S" z osłabioną PZPR może przynieść co najwyżej dalszy klincz, postanowili poszukać innej drogi prowadzącej do zmian w systemie. Drogi nie tyle rewolucyjnej - jak pierwsza "S", ile politycznej.

Z dzisiejszej perspektywy nie musimy już przeszacowywać trafności tych kalkulacji, tym bardziej zaś umiejętności odczytania bardziej długofalowych następstw wejścia na drogę porozumienia z władzą. Owszem w wyborach 4 czerwca 1989 roku PZPR została zdruzgotana, a po kolejnym półroczu wyprowadzono jej sztandar, jednak w roku 1986 czy nawet 1988 nikt - po żadnej ze stron - nie zakładał, że komunizm tak niewiele już dzieli od upadku. O ile najuważniejsi ludzie obozu władzy całkiem nieźle zdawali sobie sprawę z katastrofalnej sytuacji gospodarczej, w jakiej znalazła się PRL, jak też z postępującego rozkładu aparatu państwa, o tyle żadna z ówczesnych PZPR-owskich diagnoz nie obejmowała możliwości tak rychłej implozji systemu, która okazała się jego przeznaczeniem.

Bronisław Geremek po stronie "S" należał z kolei wówczas do tzw. realistów, jak określano opozycjonistów myślących raczej w kategoriach stopniowego rozmiękczania systemu, jego pełzającej demokratyzacji niż o jego nagłym obaleniu - z tej perspektywy taka możliwość była zresztą rozważana jedynie jako utopia. Z całą pewnością wejście na drogę prowadzącą do Okrągłego Stołu zawdzięczamy właśnie solidarnościowym realistom - na czele z Geremkiem.

I może właśnie stąd, że to on chyba najwcześniej po stronie "S" zdefiniował i nazwał tę możliwość, brał się ten dość powszechny - wyrażany i przez apologetów, i przez oponentów, i przez wrogów - szacunek dla jego politycznej przenikliwości i umysłu, którym cieszył się do końca swej politycznej drogi. Mówiono o nim z atencją, w Sejmie, a potem w Parlamencie Europejskim miał półoficjalny przydomek "Profesor". I choć w obu izbach można spotkać niejednego reprezentanta społeczeństw z tym tytułem naukowym, nikt nigdy nie miał wątpliwości, o kim akurat mowa.

- Bronisław Geremek jest niewątpliwie jedną z dwóch osób, od których nauczyłem się praktycznej polityki. Pierwszym moim mistrzem był w drugiej połowie lat 80. Zbigniew Romaszewski, drugim - właśnie Geremek - tak mówił w wywiadzie rzece udzielonym Michałowi Karnowskiemu i Piotrowi Zarembie nie kto inny, a Jan Rokita.

"To drugi człowiek za Ojcem Świętym o takim horyzoncie i takich możliwościach" - to z kolei Lech Wałęsa. Dawny lider "S", a później prezydent miał zaś w latach 90. co najmniej skomplikowane relacje z Geremkiem. I całkiem niemało powodów, by nie żywić do niego sympatii.
- Jest w najlepszym znaczeniu tego słowa politykiem XIX--wiecznym. Gdy o nim myślę, przychodzi mi do głowy porównanie z kanclerzem Met-ternichem, szefem rządu i dyplomacji Austro-Węgier. Umiarkowanie, zdolność donawiązywania kontaktów z osobami inaczej myślącymi, elastyczność - w jego wykonaniu - są zaletami. Jeśli mieliby zniknąć ludzie uprawiający politykę w taki sposób jak on, stałaby się ona sztuką albo zbędną, albo groźną. Walory, jakie ma profesor, są archaiczne, ale w polityce, a zwłaszcza w dyplomacji, niezbędne - tak w 2001 roku charakteryzował Geremka w rozmowie z "Życiem" dzisiejszy premier Donald Tusk.

Tusk doskonale wiedział, co mówi. Przez lata grał z Geremkiem w jednej unijnej drużynie (choć co najmniej tak samo zróżnicowanej wewnętrznie i podobnie mocno targanej frakcyjnymi konfliktami, jak dziś partia samego Tuska). Ostatecznie ich polityczne drogi się rozeszły - Tusk rzucił UW na rzecz tworzenia Platformy wtedy, gdy kontrolę nad Unią trzymał właśnie Bronisław Geremek. Dla Unii był to gwóźdź do trumny, dla Geremka - nóż wbity w plecy.

Już wtedy było jasne, że coś się nieodwołalnie kończy. Przez 14 lat, które upłynęły od tamtego czasu, w polskiej polityce zmieniło się wszystko. Dziś "polityk dziewiętnastowieczny" to w ustach Donalda Tuska bynajmniej nie komplement. A na scenie próżno szukać ludzi "uprawiających politykę w taki sposób jak Geremek". Łączenie doświadczeń gry z systemem w czasach PRL z lekcjami polityki w wydaniu Talleyranda czy przywoływanego przez Tuska Metternicha, zaprowadzi dziś donikąd.

Dlatego epoka Geremka - demiurga polityki obozu solidarnościowego, skończyła się ostatecznie właśnie tych 14 lat temu, wtedy, gdy rozpadała się koalicja UW-AWS, a on sam zrezygnował z funkcji ministra spraw zagranicznych. Próbował wtedy poprowadzić Unię, przejmując władzę nad partią od Leszka Balcerowicza, ale po przegranych z kretesem wyborach w roku 2001, ustąpił. Potem został już "tylko" europarlamentarzystą. Jednak na tyle ważnym - nie tylko z polskiej perspektywy - że dziś jeden z dziedzińców w Strasburgu nosi właśnie jego imię.

Nie było chyba w polskiej polityce postaci równie chętnie demonizowanej

Paradoksalnie schyłek ery Geremka przyszedł niemal natychmiast po czasach, w których Profesor był na szczycie. Jako minister spraw zagranicznych osiągnął najwyższe stanowisko państwowe w swej karierze. To jemu jako ministrowi przypadła akcesja Polski do NATO. To on też pomógł wejść Radosławowi Sikorskiemu wejść do wielkiej polityki.

W 2007 roku, broniąc Anny Fotygi, prezydent Lech Kaczyński rzucił słynne zdanie o "korporacji Geremka", które zbudowało i utrwaliło na lata popularny na prawicy mit o politycznej "loży" tworzonej przez protegowanych i wychowanków Profesora i "rządzącej" nie tylko MSZ, ale i Polską. W sumie coś w tym jest, bo na liście polityków, na których Geremek wywarł w którymś momencie istotny wpływ, są praktycznie wszyscy, których zaliczyć można do spadkobierców obozu Solidarności. Jarosław Kaczyński i Donald Tusk także.

Wszystko dlatego, że rola, którą odgrywał Bronisław Geremek w polityce pierwszej dekady wolnej Polski, ma swój fundament w znaczeniu Profesora dla procesu przemian lat 1988-89.

A była to rola kluczowa.

Najpierw był "Raport: Polska 5 lat po Sierpniu" z 1985 roku. Potem głośny wywiad w "Tygodniku Mazowsze", w którym Bronisław Geremek zasugerował możliwość rozmów ze stroną partyjną. Wreszcie w lutym roku 1988, w piśmie kontrolowanym przez władzę, wydawanym oficjalnie, ale pomyślanym jako coś w rodzaju wentylu bezpieczeństwa, czyli "Konfrontacjach" (pismo było tworzone i przez Marka Goliszewskiego, i przez słynnego płk. Wojciecha Garstkę z SB, wcześniej m.in. rzecznika MSW), ukazał się słynny do dziś (i często mitologizowany) wywiad z Bronisławem Geremkiem. W nim już niemal explicite poparł Geremek przewijającą się wcześniej w peerelowskiej publicystyce ideę "paktu antykryzysowego", który opozycja mogłaby zawrzeć z władzą. To był - w porównaniu z ostatecznymi ustaleniami Okrągłego Stołu - bardzo skromny program. Geremek mówił o możliwości poparcia przez opozycję reform gospodarczych - zmierzających do tzw. pluralizmu gospodarczego - tak zwano wówczas koncesjonowane urynkowienie gospodarki. Co miałoby być ceną za to poparcie? "Nie taję, iż główne znaczenie przywiązuję do pluralizmu związkowego. Na arenę publiczną powróciłby wówczas partner autentyczny, obdarzony społecznym zaufaniem, świadom odpowiedzialności" - mówił Geremek.
Wywiad został bardzo chłodno przyjęty przez mniej skłonną do porozumienia z PZPR część opozycjonistów. Ale zapoczątkowana wtedy po stronie "S", momentami bardzo burzliwa, dyskusja ostatecznie otworzyła drogę do myślenia o możliwości podjęcia rozmów ze stroną partyjną w realnych kategoriach i szerszych niż otoczenie Geremka kręgach.
W tę samą stronę już nieco wcześniej zmierzały analizy przygotowywane za wiedzą i zgodą generała Jaruzelskiego przez strategów strony partyjnej. Koncepcję paktu antykryzysowego czy ograniczonego dialogu z opozycją można odnaleźć np. w memorandum przygotowanym przez trzech doradców Jaruzelskiego - Jerzego Urbana, Stanisława Cioska i Władysława Pożogę. W latach 1986-1987 generał Czesław Kiszczak dość często rozmawia z przedstawicielami episkopatu - tą drogą sondowane są ewentualne możliwości negocjacji na linii władza - "S". To dość naturalne - bo z kolei ze strony "S" z episkopatem rozmawiają i Lech Wałęsa, i właśnie Bronisław Geremek.

W pierwszym, otwierającym negocjacje przed Okrągłym Stołem, spotkaniu Kiszczak - Wałęsa w sierpniu 1988 roku w willi MSW na Zawrat w Warszawie Geremek wprawdzie nie uczestniczy. Ale jest obecny stale podczas kolejnych rund rozmów w Magdalence. Zarówno ich uczestnicy ze strony "S", jak i generał Kiszczak i jego ludzie wspominają Geremka jako "drugiego poWałęsie" przy stole rozmów.

Jego kluczowa rola jest już zupełnie jawnie widoczna podczas obrad Okrągłego Stołu. Gdy kolejne "podstoliki" ogarnia impas, całe serie negocjacji i politycznych targów - często o zabawne z dzisiejszej perspektywy szczegóły i didaskalia - prowadzi właśnie Geremek. Udaje mu się ugrać naprawdę wiele - zarazem jednak można pokusić się o twierdzenie, że Geremek jest też wówczas po stronie "S" politykiem studzącym emocje, wciąż nie do końca wierzącym w możliwość rychłej całkowitej zmiany systemu. Cały czas gra raczej o kolejne w tym systemie wyłomy niż o całą pulę.

Niemniej gdy w grudniu 1988 roku przy Lechu Wałęsie powstaje Komitet Obywatelski, Geremek jest absolutnie kluczową postacią tego półpolitycznego gremium, które dosłownie po kilku miesiącach staje się centrum decyzyjnym obozu "S" przed czerwcowymi wyborami. Wzrost wpływów i znaczenia Geremka nie dla każdego z opozycjonistów jest wtedy do przełknięcia. To, że już wtedy ostro kontestują go Andrzej Gwiazda czy Krzysztof Wyszkowski, nie dziwi - także z dzisiejszej perspektywy. Mało kto dziś jednak pamięta, że właśnie wtedy obraził się i na Komitet, i na Geremka także Tadeusz Mazowiecki, który z tego powodu w ogóle nie kandydował w wyborach '89 roku.

Ale też między innymi dlatego w czerwcu i bezpośrednio po wyborach to nie Mazowiecki, a właśnie Bronisław Geremek - wybrany na szefa Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego - był powszechnie uważany za naturalnego kandydata na szefa rządu z rekomendacji "S", gdyby miało okazać się możliwe wymanewrowanie PZPR. Gdy to się w sierpniu 1989 stało - znów poszło to szybciej i łatwiej, niż ktokolwiek sądził - o tym, że Geremek premierem jednak nie zostanie, miał osobiście zadecydować Lech Wałęsa.

Do dziś więc, gdy mówi się i pisze o późniejszej "wojnie na górze" w obozie solidarnościowym, często podnosi się kwestię ewentualnych uraz, osobistych konfliktów i zawiedzionych ambicji na linii Mazowiecki - Geremek - Wałęsa. W "wojnie na górze" Geremek znów próbował drogi "realisty" - starał się zachować możliwość dialogu między dwoma zwaśnionymi ośrodkami władzy. Ale to okazało się już niemożliwe. W obozie "S" powstało pęknięcie, którego nie dało się już skleić, i które okazało się trwałe aż do dziś. A Bronisław Geremek zebrał wtedy pokaźne grono politycznych wrogów, z którymi już nigdy nie doszło do pojednania.

Warto pamiętać, że ostatnie, chyba poważniejsze - i ważniejsze - polityczne wystąpienie Geremka to ostry sprzeciw przeciwko ustawie lustracyjnej uchwalonej za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Geremek demonstracyjnie odmówił wtedy podpisania oświadczenia lustracyjnego. I został odżegnany od czci i wiary przez zwolenników rozliczenia.

Nie pierwszy to był jednak raz, gdy był diabolizowany przez prawą stronę sceny politycznej. Już w latach 80. uchodził za symbol tak zwanej solidarnościowej lewicy, o postrzeganiu go przez prawicę w wolnej Polsce zadecydowała zaś chyba przede wszystkim wojna na górze. Tym cenniejsze są te opisy działalności Geremka, które idą nieco w poprzek tych klisz. Bo jak to było z Geremkiem i prawicą naprawdę?

Tu warto znów na moment oddać głos Rokicie: "Bronisław Geremek na prawicy uchodził za tajemniczego demona zła. Za człowieka, który był wulkanem intryg i inicjatyw mających na celu zduszenie polskiej prawicy. Ja mam akurat to szczęście, że przez te sześć lat, gdy miał rzekomo przeciw prawicy knuć, pracowałem z nim na co dzień. Wiem, że to nieprawda. Zresztą trzeba pamiętać, że Bronisław Geremek też zmieniał swoje poglądy, choć bardzo nie lubił tego pokazywać. Ale zmieniał - na gospodarkę, od ciągot socjalistycznych ku umiłowaniu konkurencji. Na samorząd terytorialny - powoli przesuwał się ku decentralizacji. Na Kościół - coraz bardziej doceniał jego społeczną rolę. l na prawicę - był coraz mocniej otwarty na współpracę z nią".
Witold Głowacki
twitter: @witoldglowacki

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Minęło 25 lat od momentu rozpoczęcia rozmów przy Okrągłym Stole. Powspominajmy by podsumować, wyciągnąć wnioski.

Dziś, to oczywiste, wiemy o wiele więcej, myślę tutaj głównie o przedstawicielach ówczesnej strony rządowej, od nawet najlepiej poinformowanych uczestników tych rozmów.

Moim zdaniem jedynym czynnikiem, który należy uznać za godny pamięci i pochwały jednocześnie było to, że rozmowy miały przebieg pokojowy.

Przy Okrągłym Stole spotkali się ci - nie twierdzę, że wszyscy z nich byli tego wtedy w pełni świadomi - dla których Polska już nie była ich państwem, myślę tu o dzisiejszych „post ludziach honoru”, i ci, dla których Polska jeszcze nie była ich państwem. Obie strony bardziej były skoncentrowane na swoich (małych) partykularnych interesach niż na interesie, w danej chwili i w przyszłości, Państwa Polskiego i Polaków.

Jeśli chodzi o stronę społeczną to myślenie w kategoriach interesów, obecnych i przyszłych, kraju przerastało jej możliwości intelektualne. Dziś należy sobie jasno powiedzieć, że tzw. „strona obywatelska” reprezentowana była przez ludzi, którzy nie zdawali sobie sprawy z rzeczywistego stanu rzeczy. Mam choćby na myśli słabość, mimo pozorów siły, odchodzących, ustępujących komunistów. Nikt, ze strony solidarnościowej, nie był w stanie dostrzec, że to początek procesu zmieniającego wszystko w Polsce. Nikt nie wiedział jak tym procesem sterować, by osiągnąć pożądany cel. Tak naprawdę nie było osoby, która zdolna byłaby taki cel określić. To wszystko byli, począwszy od samego Wałęsy a na Geremku skończywszy, ludzie będący w stanie funkcjonować co najwyżej na poziomie taktycznym a nie strategicznym.

Według mnie, dylematy ówczesnych opozycjonistów bardzo dobrze zostały opisane przez Ryszarda Kapuścińskiego na ostatnich stronach „Szachinszacha”, mimo, że autor książki omawiał sytuację w Iranie po upadku Mohammada Rezy Pahlawiego w roku 1979. Znalezienie odpowiedzi na leninowskie pytanie – „Co robić?” – okazało się ponad siły tuzów z „Solidarności” i okolic.

Jaki wpływ miały rozmowy Okrągłego Stołu na to, jaka jest dzisiejsza Polska? Każdy z żyjących w tym kraju ma na ten temat swoje zdanie. Strach się bać zapytać o to!

Wniosek, czyli epilog i morał w jednym. By siadać do jakichkolwiek negocjacji trzeba mieć coś do powiedzenia. Trzeba także umieć nie tylko dawać, ale również żądać i brać. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest łatwo niewolnikowi pertraktować ze swym panem.

Pozdrawiam,
Andrzej Kołczyński

Dodaj ogłoszenie