Brexit. Donald Tusk: To nie moment na histerię [VIDEO]

Aleksandra Gersz AIPZaktualizowano 
Decyzja Brytyjczyków o Brexicie wywołała lawinę komentarzy w całej Europie. Niektórzy snują katastroficzne wizje, inni apelują o solidarność wewnątrz Europy, a jeszcze inni gratulują Wielkiej Brytanii „odzyskania niepodległości”. Wyniki referendum stały się także motorem dla eurosceptycznych partii na naszym kontynencie, aby w ich krajach także przeprowadzić unijne referenda.

TVN24/x-news

Na niepomyślny dla Unii Europejskiej wynik referendum zareagowały już unijne władze. Jak podaje BBC, Parlament Europejski zwołał już na najbliższy wtorek nadzwyczajne posiedzenie, a ministrowie spraw zagranicznych sześciu państw założycielskich Wspólnoty – Niemiec, Francji, Holandii, Włoch, Belgii i Luksemburga, mają spotkać się w sobotę w Berlinie. Rozmowy kryzysowe w swoich własnych krajach zapowiedzieli już m.in. prezydent Francji Francois Hollande i premier Holandii Mark Rutte.

Jednak szef Rady Europejskiej Donald Tusk próbował uspokoić zaniepokojone państwa członkowskie. Jak stwierdził, „to nie jest moment na histeryczne reakcje”. Były polski premier, a także przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz, szef Komisji Komisji Europejskiej Jean Claude Juncker oraz Rutte, przedstawiciel Holandii, która obecnie sprawuje w Unii Europejskiej prezydencję, wystosowali wspólne oświadczenie, w którym stwierdzili: „Żałujemy decyzji [Brytyjczyków – red.], ale szanujemy ją”.

- To sytuacja bez precedensu, ale jesteśmy jednomyślni w naszej odpowiedzi. Będziemy silni i utrzymamy podstawowe unijne wartości, takie jak dążenie do pokoju i dobra naszych obywateli. Unia 27 państw członkowskich przetrwa – mówili unijni liderzy, apelując jednocześnie do Wielkiej Brytanii, aby rozpoczęła proces wychodzenia ze Wspólnoty jak najszybciej, gdyż „każda zwłoka będzie niepotrzebnie wydłużała niepewność”.

Wszystko wskazuje jednak na to, że nie stanie się to wcześniej niż w październiku. Premier David Cameron powiedział bowiem w swoim porannym wystąpieniu, że rezygnuje, a na stanowisku pozostanie do czasu październikowej konferencji Torysów. Oznacza to więc, że to nowy premier Wielkiej Brytanii uruchomi 50. artykuł traktatu lizbońskiego, który zapoczątkuje proces wychodzenia Londynu z UE. Następny szef rządu będzie prowadził także negocjacje z Unią Europejską w sprawie wyjścia ze Wspólnoty, które potrwają około dwóch lat. Niemiecki europoseł Manfred Weber już zaapelował do Unii Europejskiej, aby nie dawała Wyspom taryfy ulgowej. - Nie może być żadnego specjalnego traktowania Wielkiej Brytanii. Wyjście znaczy wyjście – powiedział polityk.

Wiele liderów unijnych państw członkowskich, podobnie jak Donald Tusk, apelowało jednak unijną solidarność. - Moje państwo należy do Unii Europejskiej – powiedział premier Danii Lars Loekke Rasmussen, a szef czeskiego rządu Bohuslav Sobotka stwierdził, że Europa musi uświadomić sobie, że „to nie jest koniec świata i absolutnie nie jest to koniec Unii Europejskiej”. Sobotka jednocześnie zaakcentował jednak potrzebę zmiany. - Europa musi działać bardziej sprawnie, być elastyczniejsza, mniej biurokratyczna i znacznie bardziej otwarta na różnorodność swoich państw członkowskich – mówił premier Czech.
W podobnym tonie brzmiał premier Włoch Matteo Renzi. - Musimy zmienić [Unię Europejską – red.] na bardziej ludzką i bardziej sprawiedliwą, ale Europa to nasz dom, nasza przyszłość - napisał włoski polityk na Twitterze. Premier Londynu Sadiq Khan, który był za pozostaniem w Unii, powiedział z kolei, że mimo Brexitu "brytyjska stolica będzie tak dobrze prosperującym miastem, jakim jest dziś”. Z kolei premier Ukrainy Wołodymyr Hrojsman powiedział, że to „nie jest najlepszy dzień dla Unii Europejskiej”, ale zaznaczył, że wierzy, że „jedność europejskich państw zostanie zachowana, ponieważ jest ona zbudowana na demokratycznych wartościach, które są dla wszystkich wspólne”. - My, Ukraińcy, pozostajemy tym wartościom wierni – powiedział Hrojsman.

Pojawiają się jednak także głosy znacznie bardziej pesymistyczne. Były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair stwierdził, że wyniki referendum będą miały „ogromne konsekwencje”, a niektórzy politycy, tacy jak szef austriackiego MSZ Sebastian Kurz, wyrażali w piątek zaniepokojenie, że Brexit wywoła efekt domina, który może zagrozić całej Wspólnocie. We Francji, Holandii i we Włoszech już pojawiły się apele eurosceptycznych partii, aby w ich ojczyznach także przeprowadzić unijne referenda. Polski minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski nazwał wyniki brytyjskiego głosowania „złymi wiadomościami dla Europy i Polski”, a jego niemiecki odpowiednik Frank-Walter Steinmeier – "smutnym dniem dla Europy i Wielkiej Brytanii”. Z kolei Nigel Farage, przewodniczący eurosceptycznej brytyjskiej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, stwierdził, że „Unia Europejska umiera”, a dzień 23 czerwca nazwał „dniem niepodległości” Wielkiej Brytanii.

O Brexicie jest także głośno za oceanem. Amerykański prezydent Barack Obama, który wcześniej apelował do Brytyjczyków o pozostanie w UE, ma zamiar przeprowadzić konsultacje z Davidem Cameronem w sprawie Brexitu – poinformował Biały Dom, dodając, że na oficjalne oświadczenie przywódcy USA przyjdzie jeszcze czas. Głos zabrał jednak już wiceprezydent Joe Biden. - Wolelibyśmy inny wynik - powiedział krótko polityk. Z kolei Donald Trump, kontrowersyjny kandydat na prezydenta Partii Konserwatywnej, powiedział, że to „wspaniałe, że Brytyjczycy odzyskali swój kraj”.

O wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii zdecydowało 51,9 proc. Brytyjczyków. Przeciwko Brexitowi zagłosowało o cztery procent brytyjskich obywateli mniej - 48,1 proc. Jak podaje BBC, po przeliczeniu głosów z wszystkich okręgów wyborczych wyniki prezentują się następująco: 17 410 742 Brytyjczyków powiedziało Unii Europejskiej "nie", a 16 141 241 zdecydowało, że chciałoby dalej pozostać we Wspólnocie. Frekwencja w historycznym referendum - trzecim referendum powszechnym w historii Wielkiej Brytanii - wyniosła rekordowe 72 proc. Do lokali wyborczych udało się ponad 30 mln ludzi spośród 46 499 537 osób uprawnionych do głosowania - mieszkańców Anglii, Szkocji, Walii, Irlandii Północnej, a także Gibraltaru - brytyjskiego terytorium zamorskiego na Półwyspie Iberyjskim.

Za pozostaniem w Unii Europejskiej optowała większość mieszkańców Irlandii Północnej oraz Szkocji. Decydujący głos miały jednak północna Anglia oraz Walia, które prawie jednym głosem powiedziały "nie" Wspólnocie. Już mówi się, że władze Irlandii Płn. i Szkocji planują przeprowadzić własne referenda w sprawie oderwania się od Wielkiej Brytanii, aby później przyłączyć się z powrotem do Wspólnoty. - To bardzo prawdopodobne – powiedziała pierwsza minister Szkocji Nicola Sturgeon. Przeciwko Brexitowi opowiedzieli się również mieszkańcy Londynu.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie