Bp Niemiec: Kościół nie może powiedzieć człowiekowi: radź sobie sam, musi być blisko ludzi. Rozmowa o kryzysie Kościoła i wiary

Maria Olecha-Lisiecka
Maria Olecha-Lisiecka
Bp Marian Niemiec, duchowny luterański, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej w Katowicach, zastępca zwierzchnika Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce, bp. Jerzego Samca Lucyna Nenow / Polska Press
Rozmowa z bp. Marianem Niemcem, duchownym luterańskim, proboszczem parafii ewangelicko-augsburskiej w Katowicach, zastępcą zwierzchnika Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce, bp. Jerzego Samca.
  • Bp Niemiec o reakcji duchownych luterańskich na wyrok TK zaostrzający prawo do aborcji
  • Mówi także o kryzysie wiary i głębokich podziałach w rodzinach
  • "Ogromną pracę do wykonania mają poszczególni duszpasterze"
  • W teologii luterańskiej jest rozdział Kościoła od państwa. Co to oznacza w praktyce?

***

Czy możemy już mówić o kryzysie wiary w polskim społeczeństwie?

W pewnym sensie tak, jednak zrobiłbym rozróżnienie między kryzysem wiary w Boga łaskawego i miłosiernego a kryzysem wiary w instytucje kościelne, nie wyłączając Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Niestety, jest to powiązane, bo jeżeli ktoś chce odnaleźć Jezusa Chrystusa, więc i odnaleźć zbawienie, ma znaleźć Kościół. Ale jeżeli ten Kościół nie do końca wskazuje na Jezusa Chrystusa, to nie dziwmy się, że taki kryzys wiary jest. Musimy oddzielać Kościół instytucjonalny od tego, o którym my, ewangelicy, mówimy od reformacji, że to Kościół ludzi wierzących, Kościół, który jest niewidzialny. To serca wierzące, które są we wszystkich Kościołach, bez względu na wyznanie. I tutaj ufam, że ta wiara w Boga w społeczeństwie polskim jest i będzie coraz większa tęsknota za okazywaniem i przeżywaniem tej wiary.

Przedłużający się Strajk Kobiet, protesty, które ciągle się odbywają, martwią księdza biskupa? Na ulicach protestuje bardzo dużo młodych ludzi.

Bardzo mnie to martwi. Oświadczenie Konferencji Biskupów Luterańskich wydane 2 listopada zostało temu poświęcone, bo obawialiśmy się, że może nastąpić eskalacja. Dlatego napisaliśmy, zacytuję: „Do rządzących zwracamy się z apelem o unikanie rozwiązań siłowych oraz poszukiwanie koniecznego w tej sprawie kompromisu”. To, co teraz się dzieje, kiedy obserwuję przekazy medialne, martwi mnie bardzo. Protestujący są zawsze tą słabszą stroną, więc używanie przemocy bardzo smuci, bo do niczego dobrego nie doprowadzi. Akcja budzi reakcję. Im większy będzie atak siłowy, tym bardziej ci protestujący, zwłaszcza młodzi ludzie, będą poturbowani wewnętrznie. Ich bunt od środka będzie się wzmagał. I ja się im nie dziwię.

Musimy oddzielać Kościół instytucjonalny od tego, o którym my, ewangelicy, mówimy od reformacji, że to Kościół ludzi wierzących, Kościół, który jest niewidzialny.

Czy okazywanie emocji przez ludzi wierzących jest zasadne, nawet jeśli są to gniew, złość, żal, rozgoryczenie? Emocje przecież dowodzą, że nam na czymś zależy, że się angażujemy. Można je w ogóle rozpatrywać w takich kategoriach dobra i zła?

Uważam, że okazywanie emocji jest potrzebne. Jesteśmy ludźmi, czasami wręcz trzeba wykrzyczeć to, co w człowieku siedzi. Każdy ma prawo do okazywania emocji, jesteśmy przecież ludźmi, nie maszynami. Mamy sumienie, rozum, rozeznanie świata, światopogląd kształtowany od dzieciństwa, również przez Kościół. Każdy ma prawo do okazywania uczuć i emocji. Jako luteranie ufamy, że – jak napisaliśmy w liście - „dzisiejsza fala protestów w młodym pokoleniu skutkować będzie trwałym wzięciem na siebie odpowiedzialności za sprawy publiczne”. Młodzi ludzie niejako biorą w swoje ręce sprawy przyszłości swojej i całego społeczeństwa.

Czytaj także

W teologii luterańskiej jest wyraźne oddzielenie Kościoła od państwa. Jak zatem duchowni luterańscy przyjęli wyrok TK zaostrzający prawo do aborcji w Polsce?

Kościół nie uzurpuje sobie prawa, aby powiedzieć: Trybunał Konstytucyjny działa właściwie lub nie, że jest umocowany dobrze lub źle, albo że wyrok, który wydał jest dobry lub nie, bo to są wypowiedzi polityczne. My jedynie zwracamy uwagę na to, że protesty są wynikiem decyzji Trybunału Konstytucyjnego. Decyzji, która narusza to, co wypracowano 27 lat temu, czyli rozwiązania, które może nie były najlepsze, ale dawały poczucie bezpieczeństwa, ochrony życia, zdrowia i godności kobiety będącej w ciąży. Żebyśmy się dobrze zrozumieli: już w 1991 roku w oświadczeniu Kościoła luterańskiego wyraźnie mówimy o ochronie życia. Ponieważ są głosy, że jesteśmy za aborcją, chcę jasno powiedzieć: absolutnie nie, jesteśmy za poszanowaniem życia od poczęcia, godnego życia, aż do śmierci. Nasz Kościół zawsze podkreśla przy tym ideę świadomego rodzicielstwa, dlatego dopuszczamy środki zapobiegające ciąży, za wyjątkiem środków wczesnoporonnych – właśnie w poczuciu świadomego i odpowiedzialnego macierzyństwa. Ja zawsze mówię, że trudno czasem być ewangelikiem, bo Kościół naucza, odwołuje się do sumień, ale na końcu mówi tak: znasz przykazania, znasz Ewangelię, teraz Ty w swoim sumieniu podejmujesz decyzję. Zdajemy sobie sprawę, że to są bardzo trudne decyzje, czasem dramatyczne. Kościół może danej decyzji nie akceptować, ale nawet wtedy nie może powiedzieć człowiekowi: radź sobie sam. Nie, właśnie wtedy chcemy być blisko ludzi, którzy stają przed dramatycznymi wyborami.

Każdy ma prawo do okazywania emocji, jesteśmy przecież ludźmi, nie maszynami. Mamy sumienie, rozum, rozeznanie świata, światopogląd kształtowany od dzieciństwa, również przez Kościół.

Czyli też blisko kobiet, które stoją w obliczu podjęcia dramatycznej decyzji o aborcji lub jej kiedyś dokonały.

Tak, zwłaszcza z nimi i ich współmałżonkami. To jest zawsze wielki dylemat moralny. Wsparcia i opieki potrzebują kobiety i małżeństwa.

Jesteśmy teraz jeszcze bardziej podzieleni jako społeczeństwo. Te podziały widać nawet w rodzinach.

Podzielnie społeczeństwa nas bardzo zaniepokoiło, dlatego zdecydowaliśmy się między innymi na wydanie oświadczenia. Te podziały idą przez Kościoły, przez parafie, niestety również przez rodziny. Mam dorosłe dzieci, rozmawiam z nimi, rozmawiamy z seniorami, z rodzinami w parafii i widzimy, jak te podziały przebiegają, jak są trudne, bolesne. Długo to potrwa zanim uda się to jakoś załagodzić. Ogromną pracę do wykonania mają poszczególni duszpasterze, bo nie da się odgórnie zarządzić, że ma być tak i tak, to są indywidualne dramaty i moralne dylematy. Potrzebna jest wielka duszpasterska troska, mądrość, żeby w tych domach szukać pojednania, przebaczenia, zrozumienia. Emocje są ogromne, w emocjach ludzie mówią czasem coś, czego potem żałują, a słowo wypowiedziane boli, ciężko o nim zapomnieć. Kiedy patrzę na młodych ludzi, którzy wchodzą do kościołów przerywając msze, krzyczą, to ja ich nie oceniam, że naruszają świętość. Uważam, że to akt ich desperacji. W sytuacji bezsilności człowiek robi różne rzeczy, których potem żałuje, czasami po latach ten żal dopiero przychodzi i trudno to odwrócić.

Ponieważ są głosy, że jesteśmy za aborcją, chcę jasno powiedzieć: absolutnie nie, jesteśmy za poszanowaniem życia od poczęcia, godnego życia, aż do śmierci. Nasz Kościół zawsze podkreśla przy tym ideę świadomego rodzicielstwa.

Najgorsze co Kościół może zrobić, to skreślić tych ludzi. To nie jest postawa chrześcijańska. Jaką rolę mają tu zatem Kościół i duchowni?

Kościół nie może się zamykać, zwłaszcza przed tymi, którzy potrzebują pomocy, potrzebują, aby ktoś ich wysłuchał. Bardzo potrzebna jest indywidualna troska duszpasterska. W poczuciu odpowiedzialności powiem, że kościoły ewangelickie są otwarte, jeśli ktoś potrzebuje troski, porady, wyrzucenia swojego bólu. Mamy telefony zaufania, służymy pomocą. Każdy zostanie wysłuchany.

Czytaj także

Pandemia sprawiła, że nasze życie przeniosło się do internetu. Home office, zdalna szkoła, msze online. Księża katoliccy zwracają uwagę, że przeniesienie życia parafii do sieci utrudnia kontakt z wiernymi. A jak sobie radzą duchowni luterańscy? Parafie w Kościele ewangelickim są znacznie mniejsze.

Rzeczywiście to plus taka mała parafia, do tysiąca dusz. Po kilku latach naprawdę duszpasterz zna wszystkich. Działamy teraz bardzo intensywnie przez kontakt telefoniczny albo Skype’owy. W mojej parafii ja, wikariusz czy pani diakon staramy się wydzwaniać zwłaszcza seniorów i pytać, jak się czują. Mamy też kontakt z rodzinami, z dziećmi poprzez lekcje religii, które są na platformach komunikacyjnych. Zachęcamy, aby używać kamerek, żeby dzieci się widziały wzajemnie, kontaktowały. Kościół rzeczywiście wchodzi coraz bardziej do sieci. Mamy kilkadziesiąt miejsc w Kościele, gdzie są transmisje online. W tej chwili duchowni przygotowują projekt „Kościół w sieci” we współpracy ze świeckimi. Chodzi o to, abyśmy byli jak najbardziej obecni w internecie, aby każdy mógł się odnaleźć w tej rzeczywistości, bo nikt nie wie, ile to potrwa. Poza tym po pandemii Kościół też będzie inny. Mieliśmy niedawno obrady synodu i też zwracaliśmy uwagę, że nawet organizacyjne zmiany muszą nastąpić. Może nie będzie takiego podziału terytorialnego na parafie jak dotychczas, ale parafianie będą mogli sobie wybierać, do jakiej parafii chcą należeć? Bo choć ktoś jest z Katowic, to woli należeć do parafii w Pszczynie. I tu nie ma się co obrażać, że ludzie zmieniają parafię, bo ważne, aby znaleźli nabożeństwo, spotkania, w których mogą się umacniać w wierze.

Mówiliśmy o pojednaniu, o przebaczeniu. Za niecały miesiąc święta Bożego Narodzenia, najbardziej rodzinne święta w Polsce. Jakie one będą?

Mam nadzieję, że będą szansą na skoncentrowanie się na istocie tych świąt. Wiem, że dla niektórych ludzi rodzinny charakter jest bardzo ważny. Będą spotkania w mniejszych gronach. Chciałbym, abyśmy wykorzystali ten czas i naprawdę przeżyli święta Bożego Narodzenia. Zwykle zwracamy uwagę na święta rodzinne, bo rodzina jest razem. Super. Ale co jest istotą Bożego Narodzenia? Tego, że spotykamy się razem? To, że patrzymy na tę szczególną Świętą Rodzinę i na Dzieciątko, które przyszło na świat. Bóg w Chrystusie jedna świat ze sobą, aniołowie zwiastują pokój ludziom dobrej woli! Życzyłbym wszystkim rodzinom, aby w tych małych gronach zastanowić się, po co jesteśmy razem. Dzieciątko przychodzi na świat i przynosi miłość, pokój, pojednanie i inne spojrzenie na rzeczywistość.

Bądź na bieżąco i obserwuj

Teleporada w jeden dzień?

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

i
iustus
27 listopada, 11:58, Gość:

Wyrazy szacunku dla ksiedza, w Kosciele Katolickim tacy ksieza sa nieliczni. Jak ktorys cos madrego powie to jest karany dyscyplinarnie przez zwierzchnikow.

To nie jest zaden ksiadz tylko pastor bo w protestantyzmie nie ma kaplastwa.

i
iustus

Panie pastorze regionalny nazwany biskupem choc takowych w protstantyzmie nie ma bo nie ma sukcesji apostolskiej. Kosciol Jezusa Chrystusa musi zawsze byc blizej Boga niz ludzi. Kosciol nie ma przekonywac Boga ze ludzie sa slabi ale ma prowadzic slabych ludzi do swietosci! Inaczej do niczego nie jest potrzebny.

c
cyl

z PISTOLETEM w łapie

Dodaj ogłoszenie