reklama

„Boże Ciało”: Prawdę wyzwolenia można zbudować z pomocą blefu?

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Zaktualizowano 
„Boże Ciało” Jana Komasy to pierwszorzędne kino i znakomita, współczesna lekcja. Czasem niczego więcej od sztuki nie potrzeba.

Film inspirowany jest autentycznymi wydarzeniami - głosi napis na początku projekcji, a następnie wchodzimy w opowieść o chłopaku (w historii, do której odwołuje się produkcja - osiemnastolatku) udającym księdza. Daniel (jak prorok, którego imię znaczy „Bóg moim sędzią”), ma kryminalny życiorys, odsiaduje wyrok w poprawczaku, gdzie przeżywa duchowe odkrycia dzięki odwiedzającemu osadzonych księdzu. Wyraża nawet pragnienie podjęcia nauki w seminarium, ale szybko zostaje sprowadzony na ziemię informację, iż żadne z nich nie przyjmie ucznia, który był skazany na zakład resocjalizacyjny. Zwolniony, zostaje odesłany w drugi koniec Polski, do pracy w stolarni w prowincjonalnym mieście. Po drodze zachodzi do lokalnego kościoła, przedstawia się jako ksiądz. Jego blef staje się zaczynem rzeczywistej przemiany społeczności miejscowości. Fakty (zapisane wcześniej przez dziennikarzy) są konsekwencją nieujawnienia u ich źródeł całej prawdy. Jan Komasa, w swoim w końcu zbudowanym przy pomocy wyobraźni filmie, zdaje się sugerować, że czasem ten rodzaj „kłamstwa” może mieć intensywniejszy ładunek prawdy, niż najlepiej udokumentowane realia. I może nie legitymacje winny jedynie decydować o możliwościach działania, bo niekiedy istotniejsze są intencje, talent i oddanie temu, co się czyni.

Film Jana Komasy ma niebagatelną moc oddziaływania, zrealizowany zaś został z dużą wrażliwością i czułością wobec zbiorowości, o której opowiada. Artysta unika protekcjonalnego tonu i nierzadkiego w rodzimej sztuce przedstawiania peryferii jako zatwardziałej masy, tworzonej przez przerażające jednostki. Dzięki dawki empatii powstało dzieło uniwersalne, poruszające na różnych poziomach i choć dające się odczytać także, jako metafora znanych nam na co dzień podziałów, to jest tu jednak niemal nieobecne dzisiaj w przestrzeni publicznej szczere pragnienie pokonywania różnic i sprawiedliwego rozdziału racji. Reżyser i scenarzysta (debiutant Mateusz Pacewicz, który opisał w prasie przygodę prawdziwego Daniela), nie szafują słowem, nie wykorzystują swoich bohaterów do wygłaszania jedynie słusznych tez, nie rozwijają sztandarów. Pokazują, że przepracowywanie traum to nie przymus, ale raczej dar, który wymaga czasu i rozmaitego podejścia. Tutaj nic się nie zmienia jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a sumienia poruszane są bliskością, zaangażowaniem, wysłuchaniem, nie zaś nawoływaniem, straszeniem, odsądzaniem. Daniel kruszy mur, wybudowany po tragedii, która dotknęła mieszkańców miasteczka, bo - mimo że nikt go tego nie nauczył- w każdym dostrzega człowieka. Banał? Pozwoliliśmy zacietrzewionym podobną postawę z ironią nazywać symetryzmem. A to przecież zwykła przyzwoitość...

Całość jednak ległaby w gruzach z powodu nietrafionej decyzji obsadowej w głównej roli. Tymczasem Bartosz Bielenia jako Daniel to strzał w dziesiątkę. Aktor jest w tym wcieleniu absolutnie bezbłędny, idealnie rozpięty między świętością a grzechem, równie anielski co szatański. Świetnie gra emocjami, potrafi pokazać stany ekstremalne, ale nie przekracza granicy, nie atakuje, ani nie szantażuje widza. „Robi” ten film, lecz nie podporządkowuje wszystkiego sobie, tylko pracuje na sukces całego przedsięwzięcia. Fascynujące aktorskie objawienie w kinie.

„Ludzkie” potraktowanie postaci wszystkich planów sprawiło, że aktorzy dostali przestrzeń do nadania każdej z nich charakteru. Skwapliwie skorzystali z tego Aleksandra Konieczna jako matka, której miłość do ludzi umarła wraz ze śmiercią syna; Eliza Rycembel w roli osieroconej przez brata siostry, która potrzebuje uczucia, by zrzucić ciężar przeszłości czy Leszek Lichota, jako korzystający ze swojej władzy wójt. Komasa daje im Daniela, by się w nim przejrzeli, a następnie my w nich.

„Boże Ciało” autentyczność, dostrzeganie bliźniego stawia ponad formułki i i instytucjonalizowanie wszystkich sfer naszego życia. Modlitwą jest rozmowa - z Bogiem czy człowiekiem, to już kwestia wiary. Jest jednak też w tym filmie przekonanie, że jeżeli nie zaczniemy tonować złości i agresji, która z obrzeży przeniosła się do głównego nurtu, żadne pacierze nam nie pomogą.

Boże Ciało Polska obyczajowy, reż. Jan Komasa, wyst. Bartosz Bielenia, Eliza Rycembel

★★★★★☆

Muzotok: AniKa Dąbrowska

Wideo

Materiał oryginalny: „Boże Ciało”: Prawdę wyzwolenia można zbudować z pomocą blefu? - Dziennik Łódzki

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

K
Ks proboszcz

Boże ciało, a dokladnie to boskie ciało ma facet ktory jest moim partnerem.

Dodaj ogłoszenie