Borowski: Euro beze mnie chyba nie padnie

Piotr Olechno
Będę walczył o dobre imię - zapowiada Michał Borowski Grzegorz Jakubowski/POLSKA
Kilka dni temu nazwisko szefa Narodowego Centrum Sportu (a wcześniej naczelnego architekta Warszawy) pojawiło się w zeznaniach świadków obciążających podejrzanego o korupcję byłego ministra sportu Tomasza Lipca. Z Michałem Borowskim, który przekonuje, że jest czysty jak łza, rozmawia Piotr Olechno.

Być może już wkrótce straci Pan pracę. Minister sportu Mirosław Drzewiecki nie sugerował jeszcze dymisji?
Przeciwnie. Minister dzwonił do mnie ostatnio, ale po to, żeby mnie uspokoić, powiedzieć, żebym się nie przejmował. Jeśli poprosiłby mnie o dymisję, nie czekałbym z tą decyzją nawet pięciu sekund.

Nie będzie się Pan bronił rękami i nogami?
W tej chwili - bardziej niż o pracę - walczę o swoje dobre imię, które jest szargane przez niektóre gazety.

Zataił Pan w swoim oświadczeniu majątkowym, jak pisze jedna z gazet, udziały w szwedzkich spółkach?
Nie. Mam zamiar wytoczyć proces "Dziennikowi" i udowodnić, że to kłamstwo.

Jak?
Mam dokumenty, w których jest czarno na białym, że 21 sierpnia 2003 r., czyli jak tylko zostałem naczelnym architektem Warszawy, zrezygnowałem z udziałów we wszystkich spółkach, nie jestem w zarządzie żadnej. Nie pracowałem też w żadnej prywatnej firmie, gdy objąłem funkcję w gabinecie minister sportu Elżbiety Jakubiak. Mam opinie prawników w tej sprawie. Wszystkie te dokumenty zaprezentuję podczas konferencji prasowej w poniedziałek.

Pana nazwisko wciąż widniało w rejestrach niektórych z tych spółek.

Bo wyrejestrowanie często nie następuje od razu po złożeniu rezygnacji. Z jednej zostałem wykreślony rok później, z innej - dopiero niedawno.

Minister Drzewiecki Panu nie wierzy. Chce, żeby Pana prześwietliły CBA i Urząd Kontroli Skarbowej.
Wiem o tym z prasy. Do tej pory żaden z tych urzędów o nic mnie nie pytał, o niczym nie informował. Nie interesowała się mną prokuratura.

Boi się Pan takiej kontroli?
Nie. Po pierwsze sam prosiłem ministra, żebym został jak najszybciej prześwietlony. Po drugie jestem niewinny. Przypominam, że przez trzy lata pracowałem u Lecha Kaczyńskiego w urzędzie Warszawy. On niezwykle dokładnie dobiera
współpracowników. Już wtedy zostałem prześwietlony z każdej strony.

A spółka Universal Projects ze Szwajcarii? Podobno sprzedał jej Pan swoją firmę i reprezentował ją w Polsce. Media podają, że pod adresem, pod którym spółka miała być zarejestrowana, jest biuro pana znajomego, Szweda, Finna Borga, który o spółce Universal nawet nie słyszał?

Finn był przez jakiś czas jej właścicielem. A przy okazji jest prawnikiem. Wie, że nie musi mówić wszystkiego dziennikarzom. Po drugie transakcje między nami miały miejsce wiele lat temu, nie pracowałem wtedy w administracji miejskiej czy rządowej. Nie muszę nikomu się z nich tłumaczyć.

Ale już jako pracownik Ministerstwa Sportu podawał się Pan za doradcę firmy budowlanej Reinhold?
Nie podawałem się. Znam szefa tej firmy, któremu być może służyłem radą, a ktoś uznał mnie za zawodowego doradcę. A ja nie brałem za to wynagrodzenia.

Dlaczego ukrywa Pan swoje oświadczenia majątkowe jako prezes Narodowego Centrum Sportu i zakazuje ich pokazywania?
Nie ukrywam i nie zakazuję. Leżą one u ministra Drzewieckiego i to on decyduje, komu je pokazać.

Pojawiły się cięższe zarzuty. Tadeusz M., jeden z aresztowanych w związku z aferą korupcyjną w Centralnym Ośrodku Sportu, zeznał przed prokuraturą, że był Pan "zapleczem intelektualnym" konkurencyjnej grupy, która chciała zdefraudować na budowie NCS 100 mln zł i przekazać je komuś z PiS.
To kompletna bzdura.

Zna Pan osobiście ludzi zamieszanych w tę sprawę: byłego ministra sportu Tomasza Lipca i byłych szefów COS?
Spotkałem się z nimi kilka razy i wyłącznie służbowo.
To dlaczego Tadeusz M. wymienia Pana nazwisko?
Nie wiem. Trzeba się jego pytać.

Premier Tusk nie chce czekać na wyniki kontroli, podobno z chęcią by Pana już wyrzucił. Nie lubi Pana?
Nie znam premiera osobiście i nie wiem, czy mnie nie lubi. Jestem za to pewien, że zależy mu, żeby powstał na czas stadion.

Uważa Pan, że wszystko ze stadionem przebiega, jak trzeba? Nic nie ma Pan sobie do zarzucenia?

Do tego, że z budową stadionu na pewno zdążymy do Euro, przekonałem nawet ostatnio najważniejszą osobę w UEFA, Michela Platiniego.

A sprawa kupców ze stadionu? Miał Pan ich szybko usunąć i obiecał im centrum handlowe, choć w budżecie nie było na to pieniędzy.
Nie upierałem się, że to musi być zrobione za publiczne pieniądze. Na pewno znaleźliby się prywatni inwestorzy.

Ale kupcy wciąż są na stadionie.

Wyprowadzili się z korony obiektu, na razie nie przeszkadzają w jego budowie. Będą musieli zniknąć, jak zaczną się prace budowlane. Poza tym uważam, że to targowisko umrze śmiercią naturalną. Kupcy stopniowo się z niego wyprowadzają.

Myśli Pan, że bez Pana organizacja Euro będzie zagrożona, zapanuje chaos?
Bez przesady. Nie ma ludzi niezastąpionych. Po prostu musiałby mnie zastąpić doświadczony menedżer, a ja będę miał satysfakcję dzielić się z nim moim doświadczeniem, tym, czego do tej pory dokonałem.

Jak głoszą plotki, jednym z kandydatów na Pana miejsce jest Wiesław Wilczyński, dyrektor stołecznego biura sportu. To byłby dobry następca?
Znam go jako polityka i działacza sportowego. Nie słyszałem o jego dokonaniach jako menedżera, o realizowanych przez niego dużych przedsięwzięciach. A jeśli ich nie było, to bym mu poradził, żeby tak wielkiego wyzwania jak budowa Stadionu Narodowego się nie podejmował.

A Pan miał takie doświadczenie?
30 lat mieszkałem w Sztokholmie, tam zarządzałem spółkami i projektowałem budynki.

Podobno było ich kilka?

Nieprawda. Zarządzałem wielomilionowymi projektami, jak fragment dzielnicy w centrum tego miasta z dworcem kolejowym, biurami i mieszkaniami.

Nie zawdzięczał Pan posady w ministerstwie znajomościom? Przecież był Pan pupilem Lecha Kaczyńskiego, nazywano Pana "twarzą kaczyzmu".

Może i jestem lubiany, ale nigdy się nie angażowałem politycznie. Proszę zauważyć, że od ośmiu miesięcy jestem pracownikiem zatrudnionym przez Platformę.

Będzie Pan rozpaczał, jak Pana wyrzucą z NCS?
"Będę jęczał i łkał", jak napisała niedawno jedna z gazet (śmiech). Zawsze mogę pracować gdzie indziej.

Na przykład?
Jeszcze nie wiem, ale myślę, że ofert by nie brakowało.

Pan przecież kocha władzę, pracę w administracji.
To przesada. Ale muszę przyznać, że satysfakcja działania w sferze publicznej jest ogromna. Na przykład odczuwam radość, że to dzięki mnie odremontowano Krakowskie Przedmieście. Natomiast jest mi smutno, że nikt tego nie pamięta, nikt mnie nie zaprosił na otwarcie tej ulicy. Opracowałem też plan ścisłego centrum miasta...

Krytykowany...
Powiedziałbym, że różnie oceniany. Innego nie było przez ostatnie 18 lat.

Dlaczego prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zwolniła Pana ze stanowiska naczelnego architekta?
Nie chodziło o sympatie osobiste. Po prostu to był pierwszy etap decentralizacji urzędów w mieście.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie