Boris Becker: Jestem wielkim fanem Lewandowskiego i mam nadzieję, że Robert zostanie w Bayernie Monachium

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Boris Becker na meczu Bayernu Monachium z Tottenhamem w Lidze Mistrzów
Boris Becker na meczu Bayernu Monachium z Tottenhamem w Lidze Mistrzów Jan Huebner/Voigt via www.imago-images.de/Imago Sport and News/E
- Jestem jego wielkim fanem, a jako kibic Bayernu Monachium mam nadzieję, że będzie nadal kontynuował swoją karierę w moim ulubionym klubie - mówi o Robercie Lewandowskim Boris Becker. Z byłym numerem jeden na świecie i zwycięzcą sześciu turniejów Wielkiego Szlema rozmawiamy również o aferze na turnieju Novaka Djokovicia, powrocie cyklów ATP i WTA, Wojciechu Fibaku, Hubercie Hurkaczu i projekcie Top Level Tennis.

Spotykamy się [w Warszawie - red.], żeby porozmawiać o pana udziale w projekcie Top Level Tennis, ale zacząć chcielibyśmy od sprawy, która bulwersuje w ostatnich dniach całe tenisowe środowisko. Chodzi o turniej pana byłego podopiecznego Novaka Djokovicia, którego uczestnicy - w tym on sam - pozarażali się koronawirusem.
Novak na pewno popełnił błąd, ale mimo wszystko będę go bronił. Sam miałem kiedyś 30 lat i wiem, czym człowiek się kieruje w tym wieku. Życie nie jest czarno-białe. Intencje miał dobre. Nie zapominajmy, że on przede wszystkim jest tenisistą i po długiej przerwie z powodu pandemii koronawirusa bardzo chciał zagrać. Chciał też pomóc ludziom z Bałkanów, bo przecież dochód z imprezy miał być przeznaczony na cele charytatywne. W tych zawodach brało udział wiele gwiazd. Novak, Grigor Dimitrow, Borna Corić i Viktor Troicki mieli pecha, a uwaga koncentruje się na Djokoviciu, bo jest najbardziej znany z tego grona. To trochę nie w porządku, że tylko na nim.

Nie da się chyba jednak ukryć, że zachował się nieodpowiedzialnie...
Oczywiście, bezpieczeństwo jest najważniejsze. Novak zorganizował to wydarzenie w swoim kraju i regionie, dołączyło do niego wielu znanych zawodników. Grali w szczytnym celu, ale oczywiście trzeba przestrzegać zasad ostrożności. Zgadzam się, że gra w koszykówkę i wieczorne imprezy dla uczestników były niepotrzebne. Nikt nie spodziewał się chyba, że na trybunach pojawi się aż tylu kibiców. Cóż, żyjemy w dziwnych czasach... Pozostaje tylko mieć nadzieję, że wszyscy zakażeni uczestnicy turnieju - w tym sam Novak - szybko wrócą do zdrowia, a to co stało się w trakcie Adria Tour nie opóźni powrotu do zawodowego grania. Oczywiście wiele rzeczy w tenisowym świecie będzie wyglądało inaczej. Zostaną obniżone pule nagród, a zmiany w kalendarzu dotyczyć będą również przyszłego sezonu. Niektóre turnieje mogą zniknąć. Najważniejsze jest jednak, by wszystko w końcu ruszyło, a na dziś sytuacja jest taka, że sezon ATP ma wystartować w sierpniu w USA. Oczywiście na specjalnych zasadach. Będą testy dla każdego zawodnika przybywającego z zagranicy. Jeśli ktoś będzie chory, to go nie wpuszczą. Jest dużo lepsza sytuacja niż w marcu, a tenis jest jednym z niewielu bezkontaktowych sportów. Oczywiście, trzeba wprowadzić ograniczenia dla publiczności, ale Bundesliga wróciła, z najlepszym napastnikiem pochodzącym z Polski.

Rozumiemy, że ma pan na myśli Roberta Lewandowskiego?
Dobrze rozumiecie. Jestem jego wielkim fanem, a jako kibic Bayernu Monachium mam nadzieję, że będzie nadal kontynuował swoją karierę w moim ulubionym klubie. To wielki piłkarz, choć rekordu Gerda Müllera raczej nie pobije [rozmawialiśmy przed ostatnią kolejką Bundesligi - red.] i nie strzeli 40 goli. Ale i tak zaliczył niesamowity sezon.

A jaki był najlepszy sezon w pana wykonaniu?
Trudno powiedzieć. Gdy patrzy się z perspektywy czasu na to, czego się dokonało, to w pierwszej kolejności przychodzą do głowy największe sukcesy. Wielkie Szlemy, Wimbledon... Gdy wygrałem go po raz pierwszy, miałem 17 lat i to wydaje się teraz czymś nieprawdopodobnym. Ale kolejne wygrane w Londynie, albo w Nowym Jorku czy Melbourne również są czymś wielkim. Każdy sukces, każdy wygrany turniej był ważny. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że miałem bardzo udaną karierę.

Mówił pan, że ma nadzieję, ale - realnie - jakie są szanse na to, że turnieje ATP i WTA wystartują w sierpniu, tak jak zaplanowano?
Czas pokaże, jak się to wszystko zakończy, ale ja osobiście cieszę się, że podjęta została próba powrotu do zawodowego grania. Niezależnie od tego, co wydarzyło się w Belgradzie i Zadarze. Przedstawienie musi trwać, a prawda jest taka, że prawie wszyscy chcą grać, niezależnie od ryzyka. To ich praca, tak zarabiają na życie i chcą robić to dalej. Oczywiście z zachowaniem zasad zdrowego rozsądku.

Wojciech Fibak wspominał ostatnio wasze wspólne występy w deblu. Jak pan je wspomina?
Jak najlepiej oczywiście. Jak mógłbym zapomnieć o moich występach z Wojtkiem. Śniłem o nich i w tych snach przychodził do mnie z tym swoim pięknym slajsowanym bekhendem. (śmiech) A tak poważnie, to bardzo pomógł mi na początku mojej zawodowej kariery. Wziął mnie pod swoje skrzydła, był moim mentorem. O mało nie został moim menedżerem. Do tego ostatecznie nie doszło, ale został moim przyjacielem i jest nim do dziś. Wojtek był jednym z najmądrzejszych graczy, jakich spotkałem. W dzisiejszych czasach, gdy na kortach dominuje przede wszystkim siła fizyczna, tym bardziej to doceniam.

Jakie były pana najmocniejsze strony?
Zawsze byłem silny fizycznie. Wiedziałem jednak, że samą siłą nic nie zwojuję, dlatego starałem się pracować na korcie głową, a nie tylko mięśniami. Bardzo pomogło mi to, że sukcesy zacząłem odnosić w młodym wieku, więc moja samoocena zawsze była wysoka. Oczywiście presja również w tej sytuacji rosła, ale zawsze w siebie wierzyłem. Wiedziałem, że gdy jestem w formie, to ciężko jest mnie pokonać. W tenisie podstawą sukcesu jest głowa. Możesz mieć nie wiadomo jakie umiejętności, ale jeśli nie wierzysz w siebie, to lepiej zmień dyscyplinę. Albo w ogóle daj sobie spokój ze sportem, bo w innych dyscyplinach jest tak samo.

W dzisiejszych czasach siła fizyczna i kondycja są chyba w tenisie coraz ważniejsze...
Z jednej strony na pewno tak. Z drugiej, jak już mówiłem, na końcu wszystko i tak rozgrywa się w głowie. Ostatni finał Wimbledonu był tego najlepszym dowodem. Roger Federer był lepszy od Djokovicia w każdym elemencie gry, ale i tak przegrał, bo gdy przychodziło do tie-breaków, to Novak zachowywał więcej zimnej krwi. W tym w ogóle tkwi tajemnica sukcesów Rogera, Novaka i Rafy Nadala. Tenisowo oni nie są aż tacy kosmiczni, że reszta nie jest w stanie im dorównać. Są jednak od tej reszty mocniejsi mentalnie. I dlatego, gdy przychodzi im walczyć na Wielkich Szlemach, to wciąż są bezkonkurencyjni.

Mentalność mistrza... Co pan przez to rozumie?

Wiele razy o tym mówiłem. Chodzi o to, że nie zadowalasz się tym, co już osiągnąłeś i chcesz więcej. A do tego potrafisz grać swój najlepszy tenis pod presją. Przy 3:3 i po 15 w pierwszym secie każdy jest mistrzem. Sztuką jest umieć trafić bekhendem po linii przy piłce meczowej. Różnica pomiędzy graczem z pierwszej dziesiątki, a z pierwszej setki na świecie jest tylko w głowie. Na świecie jest wielu dobrze grających tenisistów, ale tylko nieliczni potrafią to robić pod presją.

Mierzył się pan z wieloma znakomitymi tenisistami, z Ivanem Lendlem, Matsem Wilanderem, Stefanem Edbergiem, Andre Agassim. Który był najtrudniejszym rywalem?
Moim największym rywalem zawsze byłem ja sam i to, co działo się w mojej głowie.

Wojciech Fibak mówił nam, że sporo ostatnio rozmawialiście o Hubercie Hurkaczu...

To prawda, Wojtek bardzo go chwalił. W pełni zasłużenie, bo to wschodząca gwiazda tego sportu, miałem zresztą możliwość komentowania jego ubiegłorocznych meczów i zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. To zawodnik bardzo wszechstronny, jego gra jest podobna do tej, którą pokazuje Andy Murray. Oby osiągnął tyle, co on.

Jak doszło do tego, że został pan jedną z twarzy platformy Top Level Tennis?

Kilka miesięcy temu dostałem propozycję od Tomka [Mrozowskiego - red.], a pomysł wydał mi się ciekawy. Fajnie jest mieć możliwość podzielenia się z innymi swoją wizją tenisa. Tym, jak postrzegam tę dyscyplinę. Z racji wieku nie jestem oczywiście w stanie wszystkiego sam zaprezentować, ale mam w swojej akademii młodych zawodników, których przeszkoliłem i którzy są w stanie zrobić to za mnie. Widziałem filmy, jakie nagrała Ula [Radwańska - red.], bardzo mi się podobały. Wierzę, że ten projekt ma przyszłość.

Pytał i notował Hubert Zdankiewicz

ZOBACZ TEŻ:

Głośne powroty piłkarzy do ekstraklasy.

Wideo

Materiał oryginalny: Boris Becker: Jestem wielkim fanem Lewandowskiego i mam nadzieję, że Robert zostanie w Bayernie Monachium - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie