Boni: Bez zmiany konstytucji nie będziemy mieli państwa na miarę XXI wieku

Redakcja
Bartek Ryży
PiS chce zabierać silnym regionom i dawać słabszym. Jednak w ten sposób Polska nie będzie się rozwijać. Trzeba pomagać także tym najsilniejszym i wzmocnić ich potencjał - mówi autor raportu "Polska 2030" w rozmowie z Agatonem Kozińskim

W raporcie "Polska 2030" przestrzegał Pan przed dryfem rozwojowym - sytuacją, w której kraj rozwija się w tempie ok. 2-3 proc. PKB rocznie. Pół roku po publikacji tego raportu wygląda na to, że spełnia się czarny scenariusz.
Ja bym tak ostro sprawy nie stawiał. Średnią tempa wzrostu należy wyliczać w dłuższej perspektywie czasowej. Teraz dotknął nas globalny kryzys, którego skali jeszcze półtora roku temu nikt nie mógł przewidzieć. Ale to nie oznacza, że już się zawaliły wszystkie założenia opisane w raporcie. W ciągu najbliższych 2-3 lat będziemy wychodzić ze spowolnienia gospodarczego. Gdyby jednak ktoś stwierdził, że Polska przez ten czas marnuje swój potencjał rozwojowy, to bym się nie zgodził. Mamy zbyt silne fundamenty, by stracić naszą szansę.

Co stanowi te fundamenty?
Polscy przedsiębiorcy są niesłychanie adaptacyjni. Umiemy wykorzystywać atuty, które są kluczowe w danym momencie. Na przykład świetnie wykorzystujemy środki unijne przeznaczone na inwestycje o charakterze publicznym. Umiemy też wykorzystywać atut związany z młodością polskiego rynku pracy i mobilnością pracowników. Mamy kompletnie inną charakterystykę bezrobocia niż na początku i w środkowym okresie transformacji. Wtedy ludzie starsi wypadali na stałe z rynku pracy, dziś natomiast bezrobocie obejmuje głównie młode osoby mające zatrudnienie na czas określony.

To duża zmiana?
Tak - i ona rodzi nowe zjawiska. W styczniu możemy być świadkami wzrostu bezrobocia, bo część osób ma umowy do końca roku, a pracodawca może nie zdecydować się ich przedłużyć. Tak było już na początku 2009 r., kiedy bezrobocie wzrosło najbardziej właśnie w styczniu. Ale ponieważ wiemy, że tak będzie, to nas to nie zaskoczy. Mamy dobrze adresowaną aktywną politykę rynku pracy. Generalnie obecnie pracę tracą głównie ludzie młodzi, co oczywiście jest dla nich dramatem, ale z drugiej strony - ich siła pozwala większości szybko ją odzyskać. Poziom rotacyjności i dynamiki na rynku jest dużo większy niż 10 lat temu.

W USA zawsze mówiono: nikt nie ma gwarancji pracy, ale każdy ma gwarancję zatrudnienia. Czyżby w Polsce wykształcił się amerykański model rynku pracy?
Akurat w USA mamy w tym czasie ok. 1,3 mln osób, które są bezrobotne ponad 12 miesięcy i dla nich to jest szok! Nigdy taka sytuacja nie miała u nich miejsca. W Polsce też przeżywamy szok - ale z zupełnie innego powodu. Stopa bezrobocia w kraju jest niższa niż przeciętna w Unii Europejskiej. Przez ostatnie 18 lat nigdy tak nie było. Ten element dobrze pokazuje potencjał rozwojowy Polski. Ale nie jako jedyny.

Jakie jeszcze może Pan wymienić?
Polacy mają w sobie głód innowacyjności. Jednym z przejawów jest chęć użytkowania internetu. Są większe środki na dostęp do szerokopasmowego internetu. Większy dostęp do światowej sieci przyspieszy kolejne projekty cywilizacyjne, czego efektem będzie jeszcze większa chęć innowacyjności. Problemem największym będzie spotkanie się świata biznesu i świata nauki, bo tu już technologie nie wystarczą, potrzeba ludzkiej zdolności do kooperacji i chęci inwestowania.

Uda się rozwiązać ten problem?
Rząd niedawno przyjął dokument o pomocy firmom w wychodzeniu z kryzysu. Powstanie w Agencji Rozwoju Przemysłu specjalna linia kredytowa o wartości 900 mln zł. Mogą z niej korzystać firmy, które wyjścia z kryzysu będą szukały poprzez innowacyjne rozwiązania. Jeśli do tego dodać nowy model finansowania nauki, jaki ma wejść w życie od 1 października 2010 r., a także nowy model funkcjonowania szkolnictwa wyższego z funduszem projakościowym, dzięki któremu znajdą się dodatkowe pieniądze dla najlepszych studentów i najlepszych wydziałów w różnych dziedzinach, to wszystkie te czynniki pozwolą na większą skalę budować przewagi konkurencyjne nowego typu - oparte na kapitale ludzkim i intelektualnym.
Inwestycje w studentów przyniosą efekt pewnie za dekadę. Czy przez ten czas nie popadniemy w dryf rozwojowy?
Nie sądzę. W tym roku będziemy mieli wzrost gospodarczy powyżej 1 proc. W przyszłym jest szansa na 2-3 proc. To są wyniki powyżej średnich dla państw Unii. Na razie trudno dokładnie przewidywać, co się wydarzy w 2011 czy 2012 r. Ale jeśli nie będziemy wtedy świadkami poważnego załamania gospodarki światowej, to możemy zakładać, że wzrost wyniesie 4-5 proc. Gospodarka zacznie się rozpędzać, wykorzystując także dobrą koniunkturę na zagranicznych rynkach oraz popyt wewnętrzny, a także zdolności inwestycyjne - przecież samych środków UE na różne projekty będzie w 2012 r. trzy razy więcej niż w mijającym roku, czyli przeszło 40 mld!

Ale naszą gospodarkę trzeba stymulować, by szansę wykorzystała.
W raporcie "Polska 2030" postulujemy, by dokonać zmian w systemie podatkowym i główny ciężar przenieść na podatki pośrednie. W ten sposób więcej pieniędzy zostanie w kieszeniach firm i obywateli. Oznaczałoby to, że pojawią się pieniądze na wzrost. Chcemy w tym czasie uporządkować także finanse publiczne, bo to klucz do tego, by nadmiar długu publicznego i deficytu nie stał się kulą u nogi w procesie rozwoju. Podejmując równocześnie w latach 2011-2012 reformy strukturalne i mając ich pierwsze wyniki, będziemy mieli szansę na spotęgowanie wzrostu gospodarczego. Nie możemy sobie jednak pozwolić na zaniechania.

W jakich dziedzinach?
Na przykład gdybyśmy do dziś nie zlikwidowali emerytur pomostowych, to co roku nasze wydatki rosłyby, a w ciągu paru lat byłaby to suma większa od 20 mld zł. Gdyby jeszcze udało się znaleźć rozwiązania dotyczące choćby tylko osób mających powyżej 15 ha, to ich udział w podatkach byłby o wiele większy, a budżet zaoszczędziłby w ten sposób do 2020 r. kilkanaście miliardów złotych.
Jeśli dobrze rozumiem, chce Pan zreformować KRUS w najbliższych latach.
Dobrze pan zrozumiał. Ale proszę nie wypaczać intencji - udział osób mających gospodarstwa powyżej 15 ha w powszechnym systemie podatkowym i w składce emerytalnej takiej, jaką płacą przedsiębiorcy, to klucz. Dzisiaj 85 proc. gospodarstw ma dochody do 20 tys. zł rocznie - z czasem ich dochodowość wzrośnie, gospodarstwa się powiększą, ale to proces rozłożony na lata. I w długim planie trzeba go realizować, wraz z poprawą sytuacji na wsi.

O jakich innych reformach strukturalnych Pan myśli?
Na pewno trzeba zmienić system emerytur mundurowych. Myślę też o priorytetach w wydatkach. Od 2010 r. zaczniemy opracowywać czteroletnie budżety. Będzie to wymagało, byśmy na początku 2010 r. określili, na co chcemy wydawać pieniądze nawet w 2014 r. Przez takie działania, dzięki regule wydatkowej, uporządkowaniu finansów publicznych, dobremu zarządzaniu finansami państwa, mam nadzieję, że tempo wzrostu gospodarczego wzrośnie do 5-6 proc. To by oznaczało, że do 2030 r. uda nam się uzyskać średnią taką, jaką założyliśmy w raporcie "Polska 2030".

Wspomniał Pan o priorytetach wydatków budżetowych, tymczasem najczęstszym zarzutem wobec raportu "Polska 2030" był właśnie brak jasno określonych priorytetów polityki państwa. Mógłby Pan je nazwać?
One są tam jasno określone, ale właśnie pracujemy nad dokumentem, który będzie się nazywał "Kalendarz działań". Tam będą ułożone w czasie kolejne priorytety i przedstawione poprzedzające ich przyjęcie rozstrzygnięcia dylematów. Dziś widać już np., że uda nam się przyspieszyć prace nad edukacją przedszkolną. W UE średnio 90 proc. dzieci między 3. a 5. rokiem życia korzysta z różnych form kształcenia. My ten wynik mieliśmy osiągnąć w 2020 r. - ale będzie to możliwe już w 2015-2016 r. Na tym drobnym przykładzie widać, jak udaje nam się skracać terminy realizacji odległych projektów. Do tego nie sądzę, by szkolnictwo wyższe musiało być odpłatne. To nie jest kluczem. Kluczem jest powszechność. Edukacja wyższa nie może być w żaden sposób limitowana, choć trzeba poprawić jej jakość. To jest ważne dla rozwoju obszarów wiejskich. W przyszłości duża część osób mieszkających na wsi znajdzie zatrudnienie w zawodach pozarolniczych. Od nas zależy, czy będziemy umieli na zasadzie dyfuzji zmniejszyć odległość między lokomotywami rozwoju a mniejszymi ośrodkami.
Słychać głosy kompletnie negujące dyfuzję proponowaną w raporcie "Polska 2030". Trudno uwierzyć, by duzi chcieli pomagać małym.
W naszym raporcie nikt nie mówi, że mali mają sobie radzić sami. Tam jest precyzyjnie opisane, jak generuje się warunki dla dyfuzji, wymienia się dźwignie rozwoju lokalnego. Jedną z nich jest poprawa warunków cywilizacyjnych, m.in. lepsze szkoły, zinternetyzowane biblioteki, edukacja na poziomie przedszkolnym, lepsze drogi i połączenia kolejowe, uruchamianie energii społecznej poprzez centra wolontariatu. Chcemy właśnie także poprawić jakość szkół wyższych. Już niedługo absolwenci będą otrzymywali dyplom z godłem szkoły. To spowoduje, że z rynku usług edukacyjnych będą odpadali ci, którzy dają dyplomy złej jakości, bo będzie wiadomo, że z tej szkoły są słabi absolwenci i nikt nie będzie ich chciał zatrudnić. Gdy wreszcie dzięki funduszom unijnym poprawi się jakość transportu, to jest szansa, że w perspektywie najbliższej dwudziestolatki ludzie z większą chęcią będą mieszkać na wsi i dojeżdżać do miejsc atrakcyjnych zawodowo albo wykonywać swój zawód poprzez powszechnie dostępny szerokopasmowy internet. To właśnie ma być ta dyfuzja, którą proponujemy w "Polsce 2030".

Profesor Piotr Korcelli na naszych łamach przedstawił wizję metropolii sieciowej - sieci lokomotyw rozwoju, które za pomocą dyfuzji mają generować rozwój mniejszych ośrodków. Uderza, że właściwie wszystkie duże ośrodki mają się znaleźć na zachód od Wisły.
To jest diagnoza na dzisiaj, kiedy funkcje metropolitalne jest w stanie pełnić od 6 do 8 ośrodków. Ale kto wie, czy nie powinniśmy uruchomić aspiracji i metropolitalnych ambicji w jeszcze czterech miastach. Rozmawiamy z Unią Metropolii Polskich, która trochę może nadwyżkowo daje stempel metropolii takim miejscowościom jak Rzeszów, Lublin, Białystok czy Szczecin. Zależy nam na tym z kilku powodów.

Może Pan je wymienić?
Widać to na przykładzie Lublina. Leży on zaledwie 147 km od Warszawy, ale jednocześnie jest prawie całkowicie odcięty od kraju pod względem transportowym. A przecież to miasto ma największy potencjał intelektualny w Polsce wschodniej. Powinno ono silniej oddziaływać i na Rzeszów, i na Białystok - także dzięki sprawnej wymianie w relacji ze stolicą kraju. Inne zagrożenia istnieją w przypadku Szczecina. Dlatego dyskutując teraz o stoczniach i tworzeniu przy nich specjalnych stref ekonomicznych, zadajemy sobie pytanie, jakimi czynnikami wspierać Zachodniopomorskie. Bo ważne jest, czy Szczecin pozostanie w kręgu oddziaływania Polski, czy Berlina. To w dużej mierze zależy od dostępności transportowej. Dlatego dzielimy projekt kolejowy Poznań - Szczecin na dwa odcinki: Poznań - Krzyż i Krzyż - Szczecin. Jeśli UE wyrazi zgodę, to przynajmniej jeden z nich ruszy dość szybko.

Według prof. Korcellego należy przede wszystkim wspierać duże ośrodki, gdyż tylko one będą w stanie wytrzymać konkurencję miast zagranicznych. Siłą rzeczy ośrodki mniejsze będą musiały czekać w kolejce.
Ale ja wcale nie twierdzę, że nie mamy wzmacniać najlepszych! Na tym polega różnica między PiS a Platformą Obywatelską. PiS mówi: silni niech się sami rozwijają, a wsparcia należy udzielić słabszym. My mówimy inaczej: muszą być dźwignie rozwoju dla silnych i tymi dźwigniami trzeba mądrze poruszać. Te dźwignie to projekty unijne, dostępność komunikacyjna, dobre uczelnie, atmosfera i kapitał społeczny, dobre rządzenie. I, oczywiście, są też dźwignie, które trzeba sensownie zastosować wobec mniejszych - im chcemy pomagać na zasadzie dyfuzji. Mówimy o różnych narzędziach. Powiedzenie sobie, że w polityce rozwojowej XXI w. jedynym narzędziem jest redystrybucja pieniędzy, jest błędem. Dzisiaj jedną z istotnych dźwigni rozwojowych jest uruchamianie potencjałów społecznych, intelektualnych. To też wymaga pieniędzy. Ale w przypadku Lublina uruchomienie kapitału intelektualnego wymaga synergii działania tamtejszych uczelni, a z perspektywy całego regionu lepszej współpracy samorządu Lublina z samorządami całego województwa. Istota dyfuzji to pozytywne promieniowanie. Dlatego nie będziemy zatrzymywali wysokiego tempa rozwoju polskich metropolii, bo one są naszymi lokomotywami rozwojowymi. Ale chcemy na szeroką skalę uruchomić dźwignie rozwojowe dla innych, z mniejszym na dzisiaj potencjałem rozwojowym. Przedstawia to dokument MRR - Krajowa Strategia Rozwoju Regionalnego - który zostanie niedługo przyjęta przez rząd. Jest również jeszcze jeden ważny aspekt - utrzymanie współczynnika skolaryzacji edukacji wyższej na poziomie 50 proc.
Będziemy produkować więcej absolwentów wyższych uczelni niż Wielka Brytania.
Ciągle mamy jeden z niższych wskaźników osób z wyższym wykształceniem w społeczeństwie w Europie. Trzeba też pamiętać, że jednym z najważniejszych napędów rozwoju są ludzkie aspiracje. Nie wolno ich wstrzymywać. Nawet jeśli będą to tylko dobra materialne. Chęć zaspokojenia materialnych potrzeb napędza popyt, a zarazem w oparciu o to generują się kolejne potrzeby, jak w klasycznej piramidzie Maslowa. Te wyższe potrzeby i aspiracje już się rozwijają, niektórzy mówią o całym wzorcu postmaterialnym społeczeństw rozwiniętych, ale chcemy je pobudzić, zmieniając m.in. system finansowania mediów publicznych. Trwają prace nad stworzeniem portalu mediów publicznych, z którego będzie można ściągnąć za darmo zamieszczone tam produkcje. Na jego stworzenie potrzeba dwóch lat. Na takim portalu można umieścić wszystko: spektakl teatralny, książkę, dobry artykuł. Powinno tam się znaleźć to, co inspiruje, uczy kreatywności. To właśnie zmiana, którą chcemy proponować.

Jak by Pan ją zdefiniował?
Siłą polskiej transformacji były przedsiębiorczość i adaptacyjność. Siłą następnego okresu powinny być przedsiębiorczość, adaptacyjność i kreatywność - ale one muszą mieć oparcie w aspiracjach. Pod tym względem mamy przewagę nad państwami zachodnimi, gdyż jako jedni z nielicznych mamy powojenny wyż demograficzny. Szykujemy na połowę nadchodzącego roku raport "Młodzi 2010". Chcemy w nim zadać sobie pytanie, czy ludzie między 15. a 35. rokiem życia mają w sobie specjalne atuty potrzebne do tego, by być siłą rozwojową Polski do 2030 r. Raport tworzymy po to, by pokazać słabe i silne strony tego pokolenia - a potem na tej podstawie prowadzić odpowiednią politykę. Na pewno trzeba poruszyć kwestię edukacji, rodziny, mieszkań. To ma służyć zbudowaniu przewag konkurencyjnych Polski, różnorodnych, w tym intelektualnych

Ale u młodego pokolenia. Tyle że ono będzie stanowiło o obrazie Polski właśnie w okolicach tego symbolicznego roku 2030. A co wcześniej? W jaki sposób stymulować tych, którzy już są na rynku pracy?
Za pięć lat dzisiejszy 35-latek będzie musiał dokonać bilansu swego życia i odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jestem w stanie i czy chcę dalej robić to, co robię teraz, czy tego rynek potrzebuje? Dziś znajduje się w potrzasku albo braku stabilności, albo pozornej stabilności. Jeśli jest zaradny, w razie problemów z pracą przeszkoli się i zmieni zawód. Ale to wymaga dodatkowych szkoleń. Ale dziś na rynku kursów uzupełniających jest mnóstwo śmieci. Być może trzeba będzie stworzyć system certyfikatów, by to uporządkować. To oznacza, że musimy mieć politykę uczenia się przez całe życie i w różnych okolicznościach. Na to wszystko nakłada się rewolucja, jaką niesie powszechna dostępność internetu, bo to zmienia charakter wielu prac, zawodów i kompetencji. Będą rodziły się nowe segmenty gospodarki. I muszą istnieć ramy pozwalające ludziom na dostosowywanie się do zmian. To obejmie nie tylko Polskę, ale cały nasz region gospodarczy.

Jak bardzo zmienią one Polskę?
Mam swoją fantasmagoryczną hipotezę, przedstawię ją na przykładzie relacji rodzeństwa. Gdy jest dwóch braci, to gdy są mali, starszy często bije młodszego. Ale gdy podrosną, to ich stosunki się zmieniają: młodszy podgląda starszego i próbuje go naśladować, natomiast starszy to widzi i chętniej różnych rad udziela. To samo będzie między metropoliami i mniejszymi ośrodkami - będziemy świadkami pozytywnego przepływu wiedzy, umiejętności i energii. Ale to nie ograniczy się tylko do relacji między Warszawą a Lublinem. Moja hipoteza jest taka, że ten przykład będzie oddziaływał też na Białoruś i Ukrainę. To przykład promieniowania rozwojowego opartego na 3 T zdefiniowanych przez Richarda Floridę: talentach, technologiach i tolerancji. Tolerancja to bliskie wzorce kulturowe i budowana otwartość. Wymaga to jednak zmiany w podejściu do zmian technologicznych i warunków do szlifowania talentów.

Dlaczego musimy to zmienić?
Jeśli wygenerujemy popyt na nowe usługi (te generowane przez nowe technologie), to będzie ich przybywać - ale też będzie przybywać odbiorców, bo ludzie się nauczą z nich korzystać. Dam przykład dowodu osobistego. Wiadomo, że niedługo będziemy go zmieniać. Ale jednocześnie minister edukacji Katarzyna Hall myślała o projekcie elektronicznej legitymacji szkolnej. Można to połączyć. Odejść od formuły dowodu osobistego i zastąpić go identyfikatorem tożsamości, który będziemy wydawać już dzieciom - przecież one potrzebują go do NFZ. Taki identyfikator nie dawałby żadnych informacji o nas, ale otwierałby dostęp do potrzebnych nam na styku z jakąś instytucją określonych informacji - w zależności, do jakiego czytnika go przytkniemy. Na przykład uczeń za jego pomocą udowadniałby w kasie kolejowej, że należy mu się 50 proc. ulgi na bilet pociągowy. W ciągu najbliższych kilku tygodni minister spraw wewnętrznych ma przedstawić założenia, jak stworzyć taki identyfikator.

Autorzy raportu "Foresight Polska 2020" uważają, że motorem rozwoju Polski powinny być zielone technologie, na przykład tworzone w oparciu o węgiel. One mogłyby stać się takim motorem rozwoju, jakim dla Finlandii stała się Nokia. To dobry pomysł?
Takich Nokii powinniśmy szukać w każdej dziedzinie. Polska nie jest bowiem takim krajem, który może sobie pozwolić na skupienie uwagi tylko na jednym zagadnieniu. Niewątpliwie zielone technologie mogą być dla nas ważne, ale mając świadomość, jak dużo Niemcy już w nie zainwestowali, nie jestem pewien, czy zdołamy ich dogonić. Oczywiście, nie oznacza to, że nie należy tego robić.
Niedawno na naszych łamach Andrzej Siemaszko przekonywał, że przełomową na skalę świata może być technologia podziemnego zgazowywania węgla opracowana przez Bohdana Żakiewicza.
Owszem, ale naprawdę nie możemy skupić uwagi tylko na jednym. Niedawno nagrodę zwaną polskim Noblem odebrał prof. Andrzej Koliński za analizę białka pozwalającą dopasowywać leki do poszczególnych organizmów i ich linii genetycznej, skrótowo mówiąc. To przyszłość farmakologii. To tylko jeden przykład pokazujący, że możliwości mamy w wielu dziedzinach - i nie możemy ich zaniedbywać. Polska jest w takim momencie, że powinniśmy - nawet z ryzykiem - inwestować w różne obszary gospodarki opartej na nowoczesnych technologiach, a po paru latach zobaczyć, które mogą nam dać rzeczywistą przewagę. Bo dziś możemy mieć co najwyżej hipotezę przewagi. Dlatego musimy te hipotezy sprawdzać. Ale nie wolno też lekceważyć mechanizmu imitacyjności.

Polska papugą narodów?
Gospodarka koreańska rozwinęła się jako nowoczesna i ze swoimi przewagami 20 lat po imitowaniu rozwiązań japońskich. Dlatego patrząc na całą gospodarkę, musimy dziś inwestować w nowoczesne rozwiązania w różnych dziedzinach, by wydobyć realne przewagi, ale powinniśmy też imitować w bardzo różnych dziedzinach. Przecież jesteśmy jednym z największych na świecie producentów ekranów ciekłokrystalicznych (LCD) - a to nie jest wyjściowo nasza technologia. To także jakiś rodzaj przewagi, mimo że opartej na imitacji. Choć przy okazji się uczymy. Przecież poprawki do tej technologii powstają w głowach polskich inżynierów.

Uważa Pan więc, że zadziała niewidzialna ręka nauki, która za jakiś czas wskaże dziedziny, w których Polska stanie się światowym liderem? Czy może jednak ten proces powinno się starać zaprogramować?
Musimy unowocześnić finansowanie badań i rozwoju, ale też rozwijać konkurencyjność w nauce. Musimy przede wszystkim stworzyć klimat, w którym będzie się cenić ludzi mądrych. Nie widzę żadnego powodu, dla którego w okienku telewizyjnym nieustannie pojawiają się osoby, które nie umieją poprawnie zbudować kilku zdań po polsku, a nie ma w nim młodych doktorantów, którym udało się coś wymyślić. Dlaczego nie mamy celebrytów innowacji, tylko celebrytów jakby wyjętych ze starego kina niemego z lat 30.? To jest duży problem. Musimy więc upowszechniać jak najbardziej wiedzę. Cieszę się, że w wkrótce zostanie otwarte Centrum Nauki "Kopernik".

Opowiada Pan o zmianach, jakie czekają Polskę. Czy można je realizować bez zmiany konstytucji?
Bez zmian konstytucji trudno będzie ruszyć. Zresztą w naszej ustawie zasadniczej brakuje kilku elementów. Po pierwsze, nie ma całego rozdziału Polska - Unia Europejska. W kontekście wejścia w życie traktatu lizbońskiego musimy dostosować konstytucję do nowego modelu. Po drugie, mamy formułę Senatu, która pasuje do lat 20. XX wieku, ale która nie pasuje do współczesnych czasów. Nie wiem jeszcze, czy Senat ma być izbą samorządową, czy izbą naukową, czy też izbą byłych premierów, prezydentów i ministrów. Być może ma to być izba refleksji nad tematyką unijną. Na pewno wymaga to przedyskutowania. Po trzecie, widać już, że trzeba jasno określić, jakie są relacje między organami wykonawczymi. Prezydent i premier nie mogą się nawzajem blokować. Stąd pomysł weta refleksyjnego - takiego, które można odrzucić taką samą liczbą głosów, jaka jest potrzebna do przyjęcia ustawy. W ten sposób można realizować plany wyborcze. Takie weto pozwoli jeszcze raz spojrzeć na ustawę, ale jednocześnie pozwoli szybko wrócić do danej sprawy i pchnąć ją naprzód.

Michał Boni jest członkiem Rady Ministrów oraz szefem Zespołu Doradców Strategicznych Prezesa Rady Ministrów

Najnowsze informacje o epidemii koronawirusa

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
ALI

To ja mówię a wiem co mówię -) UB SB itd itp ! BAJERY !

B
Barnaba

inteligencja i przenikliwość argumentów forumowiczów...

b
blog

wymagana przez Israel czy przez jego agentów?

s
stefan m (brat adasia)

czy ten boni przeprosił ministra Macierewicza?

M
Mosiek

.

W
Widukind

panowie, niestety, mamy rację a chciałoby sie choć trochę pożyć w normalnym kraju. Szacunek mój dla Panów. Widukind .

B
Bydlak z Krakowa

A ja twierdzę, że bez wysłania tej bandy złodzieji i tajnych ubeków do więzień, nie uda się W NASZYM?? ( a może już nie w naszym??) kraju nic zrobić i dalej będziemy niewolnikami tej i ich mocodawców chołoty.
A poza tym twierdzę, że Płathfołma winna być zdelegalizowana.

p
polo

Taka to ich zawszona mentalność.
A ten jeszcze bredzi o raporcie "Polska 2030" gdy wiadomo, że te ciemniaki nie potrafią nawet przewidzieć jak będzie wieczorem pogoda.

W
Widukind

Nie wstyd ci się w ogóle odzywać , kapusiu. A do pana Agatona :a nie wstyd panu z kapusiem rozmawiać? A może to następny człowiek honoru ?

p
polo

PiS nigdy nie mówił o zabieraniu silnym regionom. Mowa była o równych szansach.
Natomiast to kapuś Boni i jego kamrat Tusk dokonali zemsty na miastach, regionach które głosowały na PiS. Dokonali również zemsty na uczciwych Polakach wpędzając ich w kolejna falę bezrobocia i biedy.
Pejsaty kapuś i pół-Polak przelali swoja nienawiść do Polski - na Polaków.
Czy zatem warto czytać dalej te kłamstwa?

Dodaj ogłoszenie