Bolton: Rosja wciąż stanowi zagrożenie. Romney chce wzmocnić NATO, by zabezpieczało Polskę

Agaton Koziński
- Mitt Romney zamierza wzmocnić NATO. Tak aby zabezpieczało przed zagrożeniem ze strony takich krajów jak Rosja - mówi John Bolton, ekspert konserwatywnego think tanku American Enterprise Institute, ambasador USA przy ONZ w czasach prezydentury George'a W. Busha, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Mitt Romney przyjechał do Polski, odbył serię spotkań, wygłosił jedno przemówienie - i generalnie rozczarował. Żadnych deklaracji, propozycji współpracy, jedynie kilka ogólnych uwag o tym, że Polska jest piękna. Jaki był sens takiej wizyty?
Na pewno nie było jego celem przedstawiania jakichkolwiek zapowiedzi czy składanie politycznych deklaracji. Podczas swego europejskiego tournée gubernator Romney odwiedził trzy kraje, które najbliżej współpracują ze Stanami Zjednoczonymi, są jej najlepszymi sojusznikami. Jestem przekonany, że po rządami Romneya amerykańska administracja doceniłaby swoich sojuszników dużo bardziej, niż ma to miejsce teraz, gdy w Białym Domu zasiada Barack Obama. Poza tym wizyta Romneya w Polsce nie służyła temu, żeby wygłaszać przemówienia lub by składać deklaracje, lecz żeby słuchać. Zależało mu na rozmowie z wpływowymi politykami w Wielkiej Brytanii, Izraelu i Polsce po to, by móc usłyszeć ocenę sytuacji w ich częściach świata. Na pewno nie chciał powtarzać europejskiej wyprawy Obamy z 2008 r., podczas której prezydent wygłaszał wielkie przemówienia.

Swoje warszawskie wystąpienie Romney zakończył słowami o tym, jak polscy i amerykańscy żołnierze wspólnie walczyli i ginęli w Iraku oraz Afganistanie. Tyle że właśnie za te misje Polska ma największe pretensje do USA - do dziś czujemy się wciągnięci w nieswoje wojny. Taka końcówka przemówienia pozostawiła niesmak - tym bardziej że nic więcej po tym nie nastąpiło.
Ale przecież już wcześniej Mitt Romney powiedział wyraźnie, że rezygnacja z budowy tarczy antyrakietowej była błędem popełnionym przez administrację Obamy. Tak samo jak było błędem odejście od krytykowania Rosji. Romney, jeśli zwycięży w wyborach, zmieni ten stan rzeczy. On podkreśla, że Moskwa jest największym przeciwnikiem USA - jest zresztą mocno za to krytykowany, mówi się, że w ten sposób wskrzesza stare, zimnowojenne podziały. Podejrzewam jednak, że wiele osób w waszym regionie świata obawia się wpływów Rosji.

Czemu Mitt Romney odgrzewa zimnowojenną retorykę? Nawet w Polsce nie postrzegamy Rosji jako państwo na tyle wpływowe, żeby była w stanie rozdawać karty w naszym regionie.

Romney nie był w Polsce po to, by mówić, ale by słuchać. Chciał poznać sytuację w regionie

Bo uważamy, że Rosja stanowi zagrożenie. W czasach rządów George'a W. Busha staraliśmy się to państwo przyciągnąć bliżej Zachodu, ale nam się to nie udało. To jej wybór. Ale teraz naszą odpowiedzialnością jest sprawić, żeby NATO było na tyle skutecznym sojuszem, by zabezpieczać przeciwko zagrożeniom ze strony takich państw.

Jaką rolę Polska odgrywałaby w polityce Romneya po objęciu przez niego urzędu prezydenta?
Romney jest przekonany, że należy wzmacniać więzy między krajami należącymi do NATO. Administracja Obamy nie przywiązuje do tego większej uwagi, tymczasem Rosja próbuje odbudować swoją hegemonię na terenie państw dawnego Związku Radzieckiego, zagrażając bezpieczeństwu wielu niezależnych państw wchodzących w skład NATO. Poza tym Polska ma podobnie zamiary wobec złóż gazu łupkowego, jakie mają Stany Zjednoczone. Dla naszych państw to szansa, by się uwolnić od sprowadzania surowców energetycznych z Rosji czy z Bliskiego Wschodu. Wiele więc nas łączy, nie tylko historia, lecz także teraźniejszość.

USA zainwestują mocniej w polskie złoża łupkowe? Na razie amerykańskie firmy się wycofują, jak Exxon Mobil.
Nie jestem na bieżąco w tych inwestycjach. Ale nie można wykluczyć, że inne przedsiębiorstwa u was się pojawią. Na pewno złoża surowców w skałach łupkowych będą odgrywały ważną rolę w najbliższych dekadach.

Za czasów George'a W. Busha doszło do wybuchu dwóch wojen: w Iraku i Afganistanie. Czy objęcie władzy przez Mitta Romneya oznaczałoby wojnę z Iranem?
Na pewno nie można twierdzić, że to reguła. Wiele będzie zależeć od tego, jak zachowa się Izrael, a także Iran. Jest wiele zmiennych, które mają wpływ na sytuację - zbyt wiele, by stawiać jakiekolwiek dalekosiężne założenia.

Albo po prostu się o tym nie mówi - polityka zagraniczna w tej kampanii wyborczej nie odgrywa zbyt dużej roli.
Rzeczywiście, dominują w niej tematy gospodarcze. Ale niedawny sondaż Instytutu Gallupa pokazał, że dla Amerykanów po sytuacji ekonomicznej, bezrobociu, deficycie gospodarczym na czwartym miejscu wśród najważniejszych kwestii znajduje się zagrożenie atakiem terrorystycznym. Na pewno Amerykanie chcą mieć silnego przywódcę, który umocni pozycję ich kraju na świecie.

Romney nie zachowywał się jak silny lider podczas ostatniej podróży. Zdarzyło mu się kilka gaf w Londynie, z kolei w Izraelu prowokował, mówiąc o przenoszeniu stolicy do Jerozolimy.
To nie była prowokacja. W Ameryce mówienie otwartym tekstem jest zaletą. Poza tym Romney pytał jedynie o przenoszenie amerykańskiej ambasady do Jerozolimy. Nie oznacza to, że chciał przenosić stolicę Izraela.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
cichy
chory jankes i ma pisuar między uszami
S
S.O.
Obiektywnie oceniając historię i rzeczywistość ,stwierdzić można ,że tylko niebezpiecznie obłąkany może posądzać Rosję o chęć jakiejś agresji. To wielki i bogaty kraj ,tradycyjnie od wieków nikogo nienapadający ,tylko skutecznie się broniący przed agresją !
O
OcarO
Izraelu i Polsce... Romney nie był w Polsce po to, by mówić, ale by słuchać.” Czy Mr. John Bolton wie w takim razie o tym; dlaczego uznano, i kto tak uznał, że politycy dr Kaczyński & PiS, że mgr. Leszek Miller & SLD są politykami marginalnymi? A może i wręcz, że są z politycznego „marginesu”, których akurat nie warto posłuchać. Przecież w USA jest ogólnie wiadomym, a na pewno już tej 3 mln rzeszy Polonii - stanowi 10% populacji w USA - kim był śp. Lech Kaczyński, kim są dr Jarosław Kaczyński i mgr Leszek Miller. Statystycznie, też i faktowo, właśnie Ci „niewpływowi politycy” - zarazem odrzuceni przez gubernatora Mr. Matt Romney podczas wizyty w Polsce - osiągnęli w wyborach na terenie USA nie mniej jak 80% głosów Polonii. Notabene, tak wysokiego wyniku wyborczego należy życzyć gubernatorowi Mr. Matt Romney w Chicago! A zatem: Kto ustanowił marginalność merytorycznych polityków i szerokość marginesu? Kto podzielił grupy społeczeństwa - z lewej, z prawej flanki - na grupy „wpływowe” i nieważne? Naturalnie, było bardzo wielkim taktem ze strony gubernatora Mr. Matt Romney, że oficjalnie nie składał deklaracji. Albowiem, mamy wszelkich deklaracji całe kopy i po same uszy! Więc i tym razem, będąc narodem od wieków obytym i kulturalnym, poczekamy cierpliwie na jakieś fakty.
g
gosc
No i bardzo dobrze kacapom trzeba stale na lapy patrzec ,putin to wredny typ
Dodaj ogłoszenie