Bogusław Leśnodorski: Wszyscy teraz mówią o Lidze Mistrzów. Prędzej czy później w niej zagramy

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Bogusław Leśnodorski
Bogusław Leśnodorski fot. Bartek Syta / Polskapresse
- W ciągu kilkunastu dni wykonamy dwa ruchy transferowe. Nie ma presji na rewolucję kadrową - twierdzi prezes i współwłaściciel Legii Bogusław Leśnodorski.

Grywa Pan w pokera?
Tak. Teraz już mniej, po prostu nie mam na to zbyt wiele czasu, ale lubię pokera i karty.

W roli prezesa spisał się Pan jak wytrawny pokerzysta. Wiele zaryzykował - obejmując stanowisko, idąc na rękę kibicom mimo presji ze strony UEFA i wojewody, zwalniając trenera w takim, a nie innym momencie czy zostając współwłaścicielem Legii. Wszystko rozegrał Pan na tyle dobrze, że dziś rządzi Pan świetnie prosperującym klubem, który obronił tytuł, a na atmosferę i frekwencję na trybunach nikt nie narzeka.
Nie myślałem o tym w ten sposób. W pokerze szczęście jest czynnikiem krótkoterminowym, na dłuższą metę nie ma tam przypadku. Tak samo jest z prowadzeniem klubu. Sukcesy Legii są wynikiem ciężkiej pracy ludzi z nią związanych. Nie dostaliśmy nic za darmo.

Jakie to było dla Pana 1,5 roku?
Wyczerpujące. Non stop coś się dzieje, jest coś do załatwienia. Zdaję też sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na mnie ciąży. Ale nigdy nie żałowałem tego, że tu jestem. Jasne, są ciężkie momenty, lecz nie mam tak, że wolałbym to wszystko zostawić i mieć święty spokój.

Zwolnienie trenera Urbana było najtrudniejszą decyzją, jaką musiał Pan podjąć?
Chyba tak. Na pewno jedną z najtrudniejszych.

Jaką widzi Pan różnicę między drużyną Urbana a tą Berga?
Na boisku wyglądamy trochę inaczej, każdy może to porównać i wyrobić sobie opinię. Osoba pierwszego trenera jest ważna, bo stoi na świeczniku. Ale nam chodzi o sposób funkcjonowania całego sztabu szkoleniowego. Podejście jest trochę inne. Pod wieloma aspektami, nie da się tego wytłumaczyć w kilku zdaniach. Tak samo jak określić, czy jest lepsze, czy gorsze niż wcześniej. Wydaje mi się, że zmiany były konieczne. Drużyna w pewnych okresach musi dostać impuls, a na tym etapie potrzebowaliśmy jak najwięcej nowych rozwiązań, które spowodują szeroko pojęty rozwój klubu. Podniesienia kultury organizacji i tak dalej. Właśnie tak się dzieje.

"Mamy superstadion, kibiców, ale organizacyjnie jeszcze jesteśmy strasznie słabi" - to Pana słowa z wywiadu dla naszej gazety. Przeprowadzonego rok temu.
(śmiech) Teraz jesteśmy dużo lepsi. Poprawiliśmy się właściwie na wszystkich frontach. Dalej jednak mamy bardzo dużo do zrobienia. Chcemy być najlepsi, więc długa droga przed nami. Nie wspominając o tym, że nie ma ona końca, bo zawsze może być lepiej. Dziś wszyscy mówią o Lidze Mistrzów. Prędzej czy później do niej awansujemy, ale jestem przekonany, że po tygodniu euforii wszyscy zapomną o latach oczekiwania na grę w tych rozgrywkach. Będą nowe cele, jeszcze bardziej ambitne.

Co jest najbardziej palącą sprawą, jeśli chodzi o organizację?
Choćby rozwój infrastruktury. Zarówno zagospodarowanie terenu wokół stadionu, gdzie chcemy wybudować dwa, trzy boiska, jak i powstanie siedziby Akademii poza Warszawą [najpoważniejszym kandydatem jest Sulejówek - red.]. To bardzo duże wyzwanie.

Jak wyglądają perspektywy na jego szybką realizację?
Prowadzimy bardzo zaawansowane rozmowy zarówno z osobami z miasta, jak i dotyczące lokalizacji, w której ma powstać siedziba Akademii. Zakończenie negocjacji powinno być kwestią kilku miesięcy. Jakiś czas temu zakończyliśmy proces planowania. Teraz jesteśmy w fazie formalnego domykania spraw. Kiedy już się uda, będziemy mieli przed sobą najtrudniejsze. Ale te obiekty muszą powstać. Model ma być taki, że pierwsza drużyna i dzieci trenują przy Łazienkowskiej. Im dzieciaki młodsze, tym projekt jest bardziej masowy, społeczny. Starsi podopieczni natomiast - powiedzmy od gimnazjum - mogą już dojeżdżać na treningi samodzielnie albo mieszkać w internacie, będą się szkolić w ośrodku zewnętrznym.

Są realne szanse na to, że Legia wkrótce może być klubem opierającym się na wychowankach?
Do tego dążymy. Może na stulecie uda się nam zagrać zespołem złożonym tylko z wychowanków. A żeby stanowili trzon zespołu… Na to trzeba poczekać co najmniej kilka lat.

Klub wypożycza młodych, żeby się ogrywali. Problem tylko w tym, że oni tam grzeją ławy. Bartosz Żurek - jeden mecz w Cracovii jesienią, Olek Jagiełło - wiosną trzy spotkania dla Lechii, Patryk Mikita - siedem w Widzewie, w tym trzy całe.
Żurka bardziej odpuściliśmy, niż wypożyczyliśmy. Jagielle chyba zbyt wcześnie wtłoczono do głowy, że jest już gwiazdą. A Mikita rozczarował, fakt. Ale chłopaki z roczników '92, '93 czy '94 są lepszymi przykładami, oni grają i rozwijają się.

Wymieniłem tych, którzy poszli do innych klubów ekstraklasy.
No tak. Chcieliśmy spróbować czegoś nowego. W tym roku będzie test tego, jak się to sprawdza. Większość chłopaków, którzy gdzieś trafią, będzie przygotowana, żeby grać w pierwszych zespołach. Okaże się, z jakim skutkiem.
Na co będzie stać pierwszą drużynę w przyszłym sezonie?
Będziemy walczyć o tytuł i Puchar Polski. Chcemy zagrać w Europie lepiej niż ostatnio. Jesteśmy silniejsi niż rok temu. I tyle. Zobaczymy, jak będzie.

Co z transferami?
Różne nazwiska się przewijają. Ważne, by poczynić pewne ruchy jak najszybciej, powiedzmy - do końca miesiąca. Okienko jest jednak otwarte przez lipiec i sierpień. Wtedy, mam nadzieję, będziemy grać sześć meczów eliminacyjnych. Obecna drużyna, z lekkimi korektami, jest na nie gotowa. W zależności od rozwoju sytuacji będziemy mogli coś jeszcze podziałać. Nie mamy dziś presji na to, by w ciągu tygodnia zrobić rewolucję kadrową. Ale jakieś dwa ruchy w ciągu najbliższych kilkunastu dni wykonamy.

Ktoś, oprócz będących na wylocie Raphaela Augusto, Alana i Lado Dwaliszwilego, odejdzie?
Gdyby jakiś klub był zdeterminowany, a dany piłkarz poważnie rozważał ofertę, to będziemy chcieli przeprowadzić transfer zimą. Nawet jeśli wszystkie szczegóły dopniemy teraz. W najbliższych dwóch miesiącach chcemy robić jak najmniej zamieszania wokół drużyny.

Nie jest tajemnicą, że Legia interesuje się Arkadiuszem Piechem. To napastnik na miarę LM?
Musimy mieć, w cudzysłowie, dwie drużyny. Albo trzy. W zależności od tego, gdzie i z kim gramy, nasza taktyka będzie się zmieniać. Ekstraklasa stawia przed piłkarzami inne wymagania niż eliminacje do LM. W zdecydowanej większości meczów ligowych to my mamy piłkę przez 70 proc. czasu. W pucharach pewnie będzie inaczej. Piech może być bardzo pożytecznym zawodnikiem, ma inną charakterystykę niż ci, których mamy. Może poza Michałem Kucharczykiem. Szybki, potrafiący się urwać obrońcom. W sam raz na kontry.

Co z Orlando Sá? Jest Pan zadowolony z tego transferu?
Jestem. Poza tym, że nie gra i z mojego zadowolenia nic nie wynika. Mieliśmy kilkanaście meczów, on na początku złapał kontuzję. Kiedy mógł wrócić, okazało się że wariant z "Rado" i Dudą funkcjonuje świetnie i nie ma co kombinować. Jesteśmy jednak świadomi, że na dłuższą metę musimy grać z napastnikiem. Zdrowy jest Marek Saganowski, który gwarantuje jakość jako zmiennik. Oprócz niego musi być jeszcze dwóch innych. Orlando dostanie swoją szansę. Ma potencjał na to, by zostać gwiazdą naszej ligi. Czy go wykorzysta, to zależy już tylko od niego.

W jednym z wywiadów mówił Pan, że Legia dostaje od sponsorów ok. 30 mln zł. Budżet to 90-110 mln. Jaka jest długofalowa strategia na wypełnienie różnicy?
Oprócz pieniędzy od sponsorów czerpiemy też zyski z biletów, praw telewizyjnych, pamiątek, wynajmowania stadionu… Dużo tego. Plan długofalowy to jak największa dywersyfikacja przychodów. Żebyśmy byli jak najmniej zależni od zmiennych, na które nie mamy wpływu. Chcemy też, by budżet systematycznie rósł.

Mówił Pan też, że na kary za zachowanie kibiców w ubiegłym sezonie zapłaciliście 5 mln.
Czy powiem 3 czy 15, każda liczba będzie prawdziwa. Poza wydatkiem związanym z bezpośrednimi karami mieliśmy np. zamknięty stadion. Jak dokładnie policzyć stratę z tym związaną albo uszczerbkiem na wizerunku klubu? Tak czy inaczej sezon był dla nas pod tym względem kosztowny.

Nie jest to argument za zaostrzeniem polityki wobec tych kibiców, którzy np. odpalają race, przez co klub musi płacić kary?
Nie jestem zadowolony z tego, że płacimy kary. Pytanie, czy jest inne logiczne rozwiązanie. I czy klub jest od tego, żeby wprowadzać jakieś represje. To trudny temat. Kiedy dzieje się coś niepokojącego, próbujemy dać znać rozmową czy zakazami, że czyjeś zachowanie się nam nie podoba. Poza tym patrząc na cyfry, najbardziej dała nam się we znaki krucjata przeciwko rasizmowi. Ideologicznie się z nią zgadzam, ale realizacja nie jest już w porządku. Można ponieść bardzo surowe konsekwencje za nieodpowiedzialne zachowanie grupki osób. Za race zapłaciliśmy dużo mniej, chociaż te sumy i tak bolą. Ale race to temat zastępczy, który najlepiej się sprzedaje. Kolorowe to, dym leci, jest o czym pisać. A nasza piłka, również w kwestii bezpieczeństwa, ma większe problemy niż to, że od czasu do czasu ktoś odpali race i zgasi je w kuble z wodą.

Z innej beczki - był Pan zwolennikiem reformy ligi. Jak ocenia Pan ją po pierwszym sezonie?
Moim zdaniem trzeba zagrać jeszcze jeden sezon. Są drobne rzeczy, które mi się nie podobają, ale one też mają gdzieś przyczynę. Na przykład kolejki są zbyt długie, liga gra w poniedziałki. Wynika to z tego, że jest ileś wozów transmisyjnych i gdybyśmy grali tylko w weekend, kluby miałyby do podziału kilka milionów mniej. My byśmy bez nich przeżyli, ale dla wielu klubów te kilkaset tysięcy to bardzo duża kwota.

Gdzie widzi Pan Legię za kolejne 1,5 roku?
Mam nadzieję, że w końcu zagramy w tej Lidze Mistrzów… Dokładnych celów nie ma co planować. Klub ciągle się rozwija, chcemy być lepsi na każdej płaszczyźnie. Ze względu na potencjał ludzi tu pracujących europejskie kluby traktują nas bardzo poważnie. Chciałbym, żeby naszą wizytówką były też wyniki sportowe.

Na koniec nie mogę nie zapytać o mundial w Brazylii.
Postaram się obejrzeć najciekawsze mecze. Liczę na Belgów - chciałbym, żeby wygrali. A jeśli nie oni, to Argentyna lub Urugwaj. Moim zdaniem mecz otwarcia zabrał wielu zagranicznych kibiców Brazylijczykom. Wiadomo - fajnie, kolorowo, ale sędziowanie było po prostu słabe. Gospodarze chyba nie powinni liczyć to, że sędziowie będą ciągnąć ich za uszy do samego finału.

Rozmawiał Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kibic WKS

Legia to stara ojojoj
Legia ojojoj jest,
Legię trzeba ojojoj,
Legię CWKS!

Zmieńcie zdjęcie!

s
spokojny

Też się zgadzam, że zagramy w Lidze Mistrzów. Z tym, że raczej później niż prędzej. Tak konkretnie to myślę, że już za sto dwa lata Polska będzie mistrzem świata.

Dodaj ogłoszenie