Bogusław Leśnodorski: Legia Warszawa kreuje trendy. Dzięki...

    Bogusław Leśnodorski: Legia Warszawa kreuje trendy. Dzięki nam polski futbol normalnieje

    Zdjęcie autora materiału
    Tomasz Dębek

    , Tomasz Biliński

    Aktualizacja:

    Polska

    O zmianach w funkcjonowaniu Legii, transferach, realiach polskiej piłki i planach klubu na przyszłość mówi prezes i współwłaściciel Legii Warszawa Bogusław Leśnodorski w rozmowie z Tomaszem Bilińskim i Tomaszem Dębkiem.
    Bogusław Leśnodorski chce wspólnie z Dariuszem Mioduskim zarządzać Legią dożywotnio. Na początku stycznia Mioduski odkupił od ITI 80, a Leśnodorski 20

    Bogusław Leśnodorski chce wspólnie z Dariuszem Mioduskim zarządzać Legią dożywotnio. Na początku stycznia Mioduski odkupił od ITI 80, a Leśnodorski 20 proc. udziałów w klubie ©Bartek Syta/Polskapresse

    Czuje się Pan polskim Silviem Berlusconim?
    Nie wiem, kto to wymyślił. Lud chce igrzysk i dziennikarze przez sensacyjne tytuły muszą codziennie zaskoczyć czymś nowym. Tak jak z transferami. Zdecydowanie nie czuję się polskim Berlusconim. Z nim akurat związanych jest wiele, nazwijmy to, humorystycznych historii. Nie jest to postać, która mi się szczególnie podoba.

    O czym Pan marzył, będąc małym chłopcem?
    Chciałem być strażakiem. Później sportowcem. Jeszcze później prawnikiem. Miałem różne plany.

    No i został Pan prezesem, a teraz współwłaścicielem klubu piłkarskiego. Wielu chłopców, dorosłych facetów też, by tak chciało.
    Tak panowie myślą?
    Nie wiem, czy każdy by chciał być na moim miejscu. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się lekkie, łatwe i przyjemne, ale poziom odpowiedzialności jest bardzo duży. Fajnie sobie kupić zabawkę jak Roman Abramowicz [właściciel Chelsea - red.] czy jakiś szejk. Ale w naszym przypadku nie jest tak, że pstryknęliśmy palcami i mamy klub. Dla Abramowicza kupić klub to tak jak dla mnie nowy rower. Model własności jest zupełnie inny. Oczywiście nie narzekam, żeby nie było. Bycie prezesem i współwłaścicielem Legii dla mnie też jest spełnieniem marzeń.

    A propos Berlusconiego, to rok temu przebojem wszedł Pan do polskiej piłki. Były transfery, pogodzenie się z kibicami. Teraz, nie licząc zmiany sztabu szkoleniowego i przejęcia przez Pana i Dariusza Mioduskiego kontroli nad klubem, jest dużo spokojniej.
    Zmiana sztabu to przecież rewolucja. Jeśli natomiast chodzi o zawodników, to mieliśmy trzy okienka transferowe, a do klubu dołączyło 12 nowych zawodników, z czego ośmiu gra w pierwszej drużynie. Zmian było bardzo dużo, uważamy nawet, że za dużo. Oczywiście każdy by chciał, żeby w tym okienku kupić napastnika. Ale musi być spełnionych kilka warunków. To musi być gość dużo lepszy od tych, których mamy. Musi też pasować do stylu gry, który będzie preferował nowy trener. Można wziąć byle kogo, ale my chcemy to zrobić z głową. Prędzej czy później musi to nastąpić, przed rozgrywkami europejskimi to konieczność.Śmieszna nazwa stadionu byłaby marketingowym strzałem w stopę. Strata na wizerunku będzie większa niż dodatkowa kasa

    Jeśli nowy napastnik dołączy do zespołu na dniach, nie będzie na to trochę za późno? Przecież liga rusza już za tydzień.
    W kontekście pierwszego miesiąca rundy wiosennej - tak. Ale nie ma to większego znaczenia. Z perspektywy całego roku kluczowe będą rozgrywki europejskie, które są jesienią.

    Jak teraz w Legii wygląda kwestia transferów? Henning Berg preferuje bycie menedżerem w angielskim stylu, w klubie powstał też pion skautingowy.
    Skauci aktywnie angażują się od strony koncepcyjnej. Bardzo dokładnie profilują zawodników, którzy - według nich - są potrzebni drużynie. Dochodzi do tego selekcja negatywna. Było dwóch napastników, do których byliśmy przekonani. Janek Urban i Henning Berg też. Ale doszliśmy do wniosku, że potrzebujemy kogoś innego. Procedura transferowa zaczyna się od pomysłu. Wydział skautingu ogląda tych ludzi, rozmawia z nimi. Później spotykamy się w szerszym gronie. Jeśli dochodzimy do wniosku, że mamy do czynienia z odpowiednią osobą, to próbujemy się dogadać. Podam przykład Marco Paixao, którego chcieliśmy. Uważaliśmy, że to sensowny napastnik na ekstraklasę, do tego ma inną charakterystykę niż Wladimer Dwaliszwili. Z drugiej strony, nikt nie uważał, że zbawi on Legię i dzięki niemu zrobimy niewiarygodny skok. Nasze zainteresowanie wynikało raczej z kontuzji Marka Saganowskiego.

    To, że w poważnych ligach okienko jest już zamknięte, jest dla Legii korzystne?
    Tak. Jest kilku graczy, których poważnie rozważaliśmy, ale do końca stycznia nie byli w naszym zasięgu. Teraz schodzą na ziemię, jeśli chodzi o swoje oczekiwania.
    1 3 4 5 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo