Boginie domowego budżetu

Sonia Ross
Udostępnij:
Nawet z niewielkiej pensji można zaoszczędzić, planując i kontrolując swoje wydatki. Tej umiejętności można się nauczyć. Tak jak czterysta kobiet z całej Polski, które w Akademii Domowych Finansów poznawały tajniki rodzinnej dyscypliny budżetowej. Tekst Sonia Ross

W polskich rodzinach to przeważnie kobiety trzymają w swoich rękach domowe budżety. Płacą bieżące rachunki, robią zakupy, spłacają raty. To one są domowymi ministrami finansów. I mimo że wiele z nich stało się mistrzyniami w gospodarowaniu nawet niewielkimi sumami, ciągle jednak brakuje im podstawowej wiedzy na temat zarządzania pieniędzmi. W dodatku często powtarzają błędy swoich rodziców, czasem zupełnie bezwiednie.

Jedna z uczestniczek opowiadała mi zabawną anegdotę. U niej w domu co roku przed świętami gotowano szynkę. Tak robiła babcia, później mama, wreszcie ona. I za każdym razem przed włożeniem do garnka obcinano końcówkę. Dopiero po latach zapytała babcię, dlaczego tak robią. Wyjaśnienie było zaskakujące. Babcia po prostu miała za mały garnek. Podobnie jest z codziennymi wydatkami. Jeśli matka zapominała o terminowym płaceniu rachunków, córka też będzie to lekceważyła.

Wydałam 200 złotych. A może 400?
Dlatego program społeczny Providenta, warsztaty dla kobiet, Akademia Rodzinnych Finansów, cieszyły się takim powodzeniem w całej Polsce. Zorganizowano je w 10 największych miastach Polski, wzięło w nich udział ponad 400 uczestniczek. Warsztaty rozpoczęły się od sondy wśród uczestniczek. Jej wyniki pokazują, jakie problemy i trudności z ułożeniem domowego budżetu mają kobiety. Az 32 proc. nie radzi sobie z systematycznym planowanie i zapisywaniem wydatków, 27 proc. z zapanowaniem nad zbędnymi, podejmowanymi pochopnie, zakupami, 17 proc. nie potrafi systematycznie oszczędzać.

- Kobiety boją się liczb - mówi prowadząca warsztaty Marzena Bogdańska, promotorka edukacji finansowej, trener biznesu i właścicielka Akademii MiB Partner. - Tylko niewielki procent robi stałe obliczenia codziennych wydatków. A to błąd. Warto podjąć taką próbę przez przynajmniej miesiąc lub dwa. Bez zebrania paragonów i zsumowania nawet najmniejszych zakupów w sklepie spożywczym i osiedlowym zieleniaku nigdy nie dowiemy się, ile i na co wydajemy pieniędzy.

Kobiety zdają się tu na intuicję, często wiedzą "mniej więcej". Sądzą, że wydały 200 złotych, ale tak naprawdę było to co najmniej 350 złotych. Żeby wiedzieć, jak zapanować nad wydatkami, trzeba znać kwotę, jaką rzeczywiście wydajemy co miesiąc na życie. Dlatego trzeba zacząć od kontroli domowego budżetu.

- Byłam zaskoczona, kiedy okazało się, że wydaję prawie dwa razy więcej, niż myślałam - mówi Wiola Winiarz, nauczycielka rytmiki w przedszkolu, tancerka i trenerka rozwoju osobistego z Rzeszowa. - Przez miesiąc skrupulatnie zbierałam rachunki. Co wieczór zamieniałam się w księgową i podliczałam wszystkie wydatki: gazety, worek ziemi do kwiatów, złotówka za precle, chusteczki higieniczne, klej szkolny dla syna. Nie miałam pojęcia, że aż tyle wydaję!

W dodatku wśród niezbędnych rzeczy znalazły się i takie, których wcale nie potrzebowałam: na przykład promocyjne opakowanie pianki do włosów, zapas jogurtów o smaku, którego i tak nikt w domu nie lubi, ale za to były tanie, rajstopy, których i tak nie będę nosić, bo kolor nie taki, ale były "okazją" dołączoną do paczki kawy, itd...

Kupowanie w czasie promocji ma sens tylko wtedy, gdy produkty naprawdę nam się przydadzą - wyjaśnia Marzena Bogdańska. - Sklepy zazwyczaj pozbywają się w ten sposób produktów, którym kończy się data ważności, albo łączą w pakiety te, które nie mają wzięcia, z kupowanymi chętnie. Bo po co nam zestaw różnych szamponów, skoro używamy tylko ziołowego, a na dodatek za miesiąc czy dwa będą przeterminowane?

Na ten sweter muszę pracować dwa dni
Według Marzeny Bogdańskiej nawet najmniejsze zakupy trzeba wcześniej przemyśleć. - To jest nawyk - przekonuje. - Jeśli zastanawiamy się nad kupnem telewizora, tak samo musimy zadać sobie pytanie, czy nowe spodnie o modnej linii, ale trochę za ciasne w pasie, są nam naprawdę potrzebne. A może nie uda się nam schudnąć? I przy najbliższej okazji oddamy je kuzynce z Tczewa?

Kobiety często idą za impulsem kupowania rzeczy, które wydają im się potrzebne. Łatwo też ulegają wszelkiego rodzaju "okazjom". Tłumaczą, że jak nie przyda im się to teraz, to później na pewno. A bez wielu rzeczy, które wydawały się nam konieczne, da się żyć. Na przykład ulegamy dziecku i kupujemy mu drogi, świetnie wyposażony telefon, bo "wszyscy w klasie już taki mają".

Wydajemy 300, 400 złotych, a ono i tak później nie korzysta z większości tych funkcji, tylko wysyła esemesy i robi zdjęcia. Albo zamarzy nam się rower z wieloma przerzutkami, dobrej firmy. Wydamy na niego fortunę, ale na wycieczkę rowerową pojedziemy tylko 3 razy w ciągu roku. Kupno tak drogiego sprzętu nie ma sensu, jeśli ktoś nie jest prawdziwym pasjonatem roweru i nie jeździ na weekendowe wycieczki za miasto. Żeby szybko zweryfikować, czy rzecz, którą chcemy kupić, jest rzeczywiście tego warta, zastosujmy prosty trick: przeliczymy wcześniej, ile zarabiamy na godzinę. Później łatwo nam będzie ocenić, jak długo musimy na naszą zachciankę pracować: pół dnia, cały dzień, a nawet tydzień. Może się okazać, że rzecz, którą chcemy kupić, wcale nie jest warta naszego wysiłku.

Myślenie ekonomiczne, wbrew potocznym przekonaniom, nie ma nic wspólnego ze skąpstwem. - To po prostu rozsądek - twierdzi Marzena Bogdańska. - Czasem złe nawyki nie pozwalają nam dostrzec możliwości zaoszczędzenia pieniędzy w sytuacjach, które aż się o to proszą: na przykład mieszkając w dużym mieście, nie warto jeździć w centrum samochodem, tylko poruszać się metrem lub tramwajem.

Na wykładzie w ramach Akademii Rodzinnych Finansów przy punkcie: "tworzenie finansowej rezerwy" prawie wszystkie kobiety głośno wzdychały. Z czego tu tworzyć rezerwę, jak i tak ledwo wystarcza na życie - narzekała podczas warsztatów w Gdańsku blondynka w czerwonym żakiecie. - Jak z tak niskiej pensji cokolwiek odłożyć?!

Wyłącz ładowarkę, wymień spłuczkę
- Zawsze można

UOKiK i Inspekcja Handlowa będą monitorować ceny w sklepach.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie