Bogdan Gasiński złożył donos na Stokłosę

Łukasz CieślaZaktualizowano 
Waldemar Wylegalski/POLSKA
Henryk Stokłosa, były senator i właściciel firmy rolniczo-przemysłowej Farmutil, za pieniądze nakłaniał do składania fałszywych zeznań w procesie, w którym jest oskarżony - twierdzi Bogdan Gasiński, znajomy Stokłosy.

To oskarżenie poparte doniesieniem do warszawskiej prokuratury mają m.in. uwiarygodnić materiały z akt, które Gasiński podobno dostał od Stokłosy, i mejle od pracowników Farmutilu. - Gasiński jest chory - mówi Stokłosa, odrzucając te zarzuty.

Oskarżenie Stokłosy to medialny come back Gasińskiego, o którym ostatnio było cicho. W 2001 r. zasłynął odkryciem w mazurskiej wsi Klewki talibów, którzy mieli tam hodować zarazki wąglika. Dwa lata temu pod zarzutem kradzieży dwóch komputerów trafił do aresztu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Tam właśnie miał poznać Stokłosę, zatrzymanego pod koniec 2007 r. w Niemczech w związku z podejrzeniem o przestępstwa korupcyjne. Siedzieli osobno.

- W marcu 2007 r. przez trzy dni byli na jednym oddziale, ale nie siedzieli w tej samej celi i jest mało prawdopodobne, by nawiązali kontakt - twierdzi Luiza Sałapa, rzecznik Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Ale i Gasiński, i Stokłosa twierdzą, że kontakt nawiązali.

Gasiński wyszedł z aresztu latem 2008 r. W grudniu, po wpłaceniu 3 mln zł kaucji, wolność odzyskał także Stokłosa. Dwa miesiące później, w lutym 2009 r., Stokłosa miał w telefonicznej rozmowie zaprosić Gasińskiego do swej posiadłości w Śmiłowie. Pełną kurtuazji wizytę były senator miał zwieńczyć złożeniem propozycji, by Gasiński został świadkiem w procesie Stokłosy. Według aktu oskarżenia właściciel Farmutilu w latach 1989-2005 miał uzyskiwać nienależne wielomilionowe umorzenia podatkowe dzięki powiązaniom ze skorumpowanymi urzędnikami Ministerstwa Finansów.

W oddzielnym procesie przeciw tym urzędnikom resortu finansów Gasiński jest jednym ze świadków. Z wypowiedzi Gasińskiego wynika, że przed laty, jako pracownik firmy Inter Commerce, także pojawiał się w ministerstwie. Ta okoliczność miała uwiarygodnić zeznania Gasińskiego przeciw Marianowi J., byłemu dyrektorowi izby skarbowej w Pile i dawnemu doradcy podatkowemu Farmutilu. To właśnie zeznania J. zaprowadziły Stokłosę przed sąd. Z oskarżenia wynika, że J. pośredniczył w przekazaniu łapówek od Stokłosy dyrektorom departamentów w resorcie finansów, którzy wydawali korzystne decyzje dotyczące umorzeń podatków.

- Na procesie Stokłosy miałem skłamać, że w tamtym okresie poznałem Mariana J. i słyszałem, jak domagał się od Stokłosy łapówek dla kolegów z ministerstwa - mówi dziś Gasiński.

- Według tej wersji Stokłosa odmówił wchodzenia w korupcyjny układ i dlatego Marian J. postanowił się na nim zemścić - dodaje. Z opowieści Gasińskiego wynika, że nigdy nie spotkał się z J. Nie wiedział więc, jak wygląda człowiek, który pogrąża Stokłosę.

- Stokłosa dał mi zdjęcie Mariana J., które jest w aktach. By dobrze przygotować się do rozprawy, od Stokłosy dostałem także inne materiały ze śledztwa - mówi Gasiński. Na potwierdzenie pokazuje tablice poglądowe ze zdjęciami osób przewijających się w śledztwie. Na fotografiach widać Stokłosę i właśnie Mariana J.

Gasiński dysponuje też częścią aktu oskarżenia przeciw Stokłosie oraz kopią wniosku o wydanie listu żelaznego, podpisanego przez Zbigniewa Ćwiąkalskiego, jego dawnego obrońcę. Adwokaci senatora zabiegali o wydanie listu w 2007 r., gdy ich klient ukrywał się za granicą. Co ciekawe, w tym dokumencie znalazły się stwierdzenia podważające wiarygodność Mariana J. "Groził doprowadzeniem do upadku Farmutilu oraz skompromitowaniem Henryka Stokłosy. Materiały, które posłużyły do sformułowania zarzutów pod adresem Stokłosy, zostały w znakomitej mierze przygotowane w drodze prowokacji przez Mariana J." - pisał Zbigniew Ćwiąkalski, powołując się na zeznania Anny Stokłosy.

Ale pomoc Gasińskiego dla Stokłosy nie miała się ograniczać tylko do składania fałszywych zeznań. Były senator miał też płacić Gasińskiemu za budowanie jego dobrego wizerunku. Gasiński twierdzi, że dostał od Stokłosów pieniądze na założenie strony internetowej henrykstoklosa.rox.pl.
Taka strona istnieje i przedstawia Stokłosę jako więźnia politycznego oraz "ofiarę gier dyspozycyjnych organów ścigania".

Gasiński udostępnił nam 17 mejli, które miał dostać od osób z otoczenia Stokłosy. To na ich podstawie miał pisać korzystne dla Stokłosy artykuły do internetu. Mejle zawierają m.in. żądanie pilskich biznesmenów wydania listu żelaznego dla Stokłosy. Jeden z tych mejli nadano ze skrzynki Marka Barabasza, rzecznika Farmutilu.

- Ja miałem coś do niego wysłać? - dziwił się Barabasz. - Może jakiegoś mejla mu wysłałem, ale to mitoman - dodał.

Część wynagrodzenia za pracę nad wizerunkiem Stokłosy miała przekazać Gasińskiemu w Warszawie Anna Stokłosa. Żona biznesmena zaprzecza, ale nie potrafi jednoznacznie przyznać, czy spotkała się z Gasińskim.

- Tylu ludzi się przewija... Nie wiem, czy był u nas w domu, nie bardzo go kojarzę po nazwisku - mówi Anna Stokłosa. Po chwili dodaje, że Gasiński "chyba do niej dzwonił i chodziło o jakiś wywiad".
Sam Stokłosa niechętnie rozmawia o swym rzekomym PR-owcu. - Gasiński to chory i nieodpowiedzialny człowiek. Nikt mu niczego nie kazał. Wstyd w ogóle o nim rozmawiać - mówi Stokłosa. - Poznaliśmy się w areszcie. Różne osoby przychodziły tam do mnie po pomoc. Ale ja od takich ludzi jak Gasiński trzymam się z daleka.
- Gościł pan go w Śmiłowie? - zapytaliśmy.
- Nie chcę o tym rozmawiać. Niech on idzie swoją drogą, a ja swoją - odpowiedział.

Ekscentryk Mohammed Gasiński
Bogdan, a właściwie Bogdan Mohammed Hassan Gasiński (arabskie imiona są podobno skutkiem przejścia Gasińskiego na islam) ma 38 lat.

Przed laty był związany z firmą Inter Commerce, która prowadziła interesy m.in. w Afganistanie (jej prezesem jest poszukiwany obecnie przez organy ścigania Rudolf Skowroński). Został zapamiętany jako autor odkrycia z 2001 r., jakoby we wsi Klewki na Mazurach talibowie hodowali zarazki wąglika.

Ogłoszenie tej sensacji skompromitowało Andrzeja Leppera, którego doradcą był wówczas Gasiński.
Dziś Gasiński twierdzi, że w Klewkach rzeczywiście gościli Afgańczycy, ale byli to przeciwnicy talibów. Wśród nich miał się pojawić nieżyjący już gen. Ahmad szach Massud, dowódca wojsk Sojuszu Północnego, oraz syn innego afgańskiego komendanta, gen. Raszida Dostuma. Afgańczycy mieli pojawić się w Polsce, by rozmawiać o handlu szmaragdami.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3