Blue Cafe: Między nami jest przyjaźń, ale nie kochanie

    Blue Cafe: Między nami jest przyjaźń, ale nie kochanie

    Rozmawiał Paweł Gzyl

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Blue Cafe: Między nami jest przyjaźń, ale nie kochanie
    1/2
    przejdź do galerii

    ©archiwum

    Grupa Blue Cafe wydała album - "Freshair". Dominika Gawęda i Paweł Rurak-Sokal opowiadają Pawłowi Gzylowi o walce z plotkami, dojrzewaniu w show-biznesie i kreowaniu seksownego wizerunku.
    Kiedy spojrzałem na okładkę Waszej nowej płyty, to pomyślałem, że to nowy album... Janet Jackson.
    Dominika Gawęda: (śmiech) O, to bardzo miło! Akurat robiąc tę moją stylizację nie myśleliśmy o niej, ale jeśli ty zauważyłeś jakieś podobieństwa, to tylko możemy się cieszyć.

    Chyba po raz pierwszy sięgacie po bardziej swojskie brzmienia i śpiewacie więcej po polsku.
    Dominika: To dlatego, że postawiliśmy na tej płycie na przekaz. Warstwa tekstowa jest głębsza. Taki jest już utwór singlowy - "Zapamiętaj" - który niesie ważne przesłanie.
    Paweł Rurak.: To hasło: "Patrz na to, czego nie widać". Warto bowiem czasem zatrzymać się i zobaczyć problemy innych, a nie skupiać się tylko na sobie. To będzie wiązało się z naszą akcją, którą przygotowujemy na wiosnę - "Człowiek nie zabija człowieka". Na razie jednak nie możemy zdradzić więcej szczegółów.

    Dominika: na nowej płycie wychodzisz w swoich tekstach poza tematykę miłosną. Co Cię do tego skłoniło?
    Dominika.: Bo w tej kwestii chyba już wszystko zostało powiedziane. Pisząc teksty czerpię ze swojego życia, wyobraźni, a nawet ze snów.

    Niedawno wymieniliście część składu zespołu. Co się stało?
    Paweł: Nie można stać w miejscu. Cały czas trzeba zauważać, co się dzieje dookoła. Nie wszyscy podchodzą w ten sposób do grania. Te osoby, które zostały w Blue Cafe, mają tego świadomość.

    Z czego to wynika?
    Paweł: Zawsze chciałem tworzyć płyty, które nie miałyby tej samej, gombrowiczowskiej gęby. Każdy nasz nowy album był więc szukaniem czegoś nowego. Niczym wilk stepowy podążałem za pewnymi dźwiękami, dotykałem ich, a one potem znikały i pojawiały się znowu. To stawianie sobie poprzeczki coraz wyżej - to właśnie jest Blue Cafe.

    Trzon zespołu to Ty i Dominika. Łatwiej w takim układzie pracować, niż z całym zespołem?
    Paweł: Kiedyś Tadeusz Kantor powiedział, że sztuka nie lubi demokracji. I coś w tym jest. Bardzo rzadko zdarzają się zespoły, w których jest czterech sterników. U nas Dominika bierze odpowiedzialność za warstwę tekstową, ja jestem odpowiedzialny za kompozycje i produkcję.

    Dominiko: jesteś w zespole już dziewięć lat. Trudno było Ci wejść w Blue Cafe?
    Dominika: Bardzo wiele nauczyłam się przez ten czas. Dojrzałam jako wokalistka. Teraz już pewnie czuję się na scenie. Początkowo nie było to wcale takie oczywiste. Kiedyś miałam w sobie tremę, która powodowała, że czułam się na estradzie zdenerwowana. Teraz uwielbiam już koncerty, to jest moja pasja, nie wyobrażam sobie wręcz życia bez tego. Ten okres bardzo szybko minął. Nie mogę uwierzyć, że to już prawie dekada!

    Nie czujesz już dziś na sobie cienia Tatiany Okupnik?
    Dominika: Po dziewięciu latach? Nie żartuj (śmiech).

    Kiedy zaczynałaś śpiewać z Blue Cafe byłaś prawie nastolatką. Dzisiaj jesteś już kobietą. Jak dojrzewa się w show-biznesie?
    Dominika: Niezwykle trudno. Bo bardzo szybko, wręcz ekspresowo. Przyszłam do zespołu mając 20 lat, a w ciągu kilku miesięcy musiałam mentalnie mieć trzydzieści. Wiesz o czym mówię. Dlatego szybko przestałam być dziewczynką.

    Zmieniłaś się też jako człowiek?
    Dominika: Cieszę się, że nigdy nie uderzyła mi woda sodowa do głowy. Dziwnie tak o sobie mówić, ale moi najbliżsi, rodzina i przyjaciele, mieli powiedziane, że muszą mi natychmiast dać znać, jak coś takiego się stanie. Tę trzeźwość oceny rzeczywistości zawdzięczam w dużym stopniu rodzicom, bo dzięki nim mam kręgosłup moralny i silny charakter. Dlatego stoję mocno na ziemi, a ta fala głupoty i próżności zalewająca show-biznes, nie dociera do mnie.

    Ubierasz się seksownie, ale gustownie. Ciekawy jestem, czy takie odsłonięcie się przed publicznością przyszło Ci bez problemów?
    Dominika: Nie było to proste. Ale pomagała mi w tym determinacja i chęć bycia na scenie, która rządzi się swymi prawami. Aby być na niej trzeba mieć odpowiednie predyspozycje psychiczne. Ja, całe szczęście, zdałam ten egzamin (śmiech).

    Muzyka pop ma dzisiaj tę przewagę nad rockiem, że jest seksowna. Wykorzystujecie ten element świadomie?
    Paweł: Naturalnie. Ale nie można przegiąć i epatować biustem, nie można też być Matką Teresą. Mam wrażenie, że nam się udaje.

    A czym rozczarował Was polski show-biznes?

    Dominika: Na sukces pracuje się bardzo długo. Zanim on nastąpi, trzeba zaliczyć wiele porażek. I nie są to najprzyjemniejsze momenty. Liczy się jednak determinacja.

    Najtrudniejsze jest chyba zderzenie się ze światem plotkarskich mediów. Mieliście takie momenty, że żałowaliście, że nie jesteście kimś anonimowym?

    Paweł: Wchodziłem do show-biznesu mając 38 lat, a nie 15. Dlatego potrafiłem odróżnić gówno od twarogu. I od razu zauważyłem, że przy każdej nowej płycie Blue Cafe pojawiały się historie wyssane z palca. Stwierdziłem jednak, że najlepszą odpowiedzią na to nie są prawnicy i sądy, ale po prostu muzyka.

    Dominika musiała zamieścić oficjalne oświadczenie, że Ty i ona nie jesteście parą. Bo coś takiego insynuowały niektóre media. Tym razem trzeba było aż tak jasnej deklaracji?
    Paweł: Czasem trzeba coś jednoznacznie wyjaśnić - i tak było w tym przypadku.

    No, ale kiedy w zespole jest piękna dziewczyna i przystojny facet, to chyba wszystko może się zdarzyć.

    Dominika: Każdy z nas ma swoje prywatne życie. I romantyczne uniesienia przeżywamy w tej sferze. Gdybyś mnie teraz zapytał o moje związki - to nic byś się nie dowiedział. Na tym etapie życia nie chcę o tym opowiadać.

    Ale jesteście przyjaciółmi?
    Dominika: Jasne! Lecz potrafimy też zachować swoją prywatną przestrzeń.
    Paweł: Spędzając z sobą wiele dni w trasie, potrzebujemy czasem od siebie odpocząć. Ale ostatnio byliśmy w Londynie i wariowaliśmy ostro. Spełniłem tam swoje nastoletnie marzenie - zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie na słynnych pasach na ulicy Abbey Road, po której kiedyś przechodzili Beatlesi, co zostało uwiecznione na okładce ich albumu.

    Planujecie teraz podbić świat?
    Dominika.: Motto naszej nowej płyty to: "Żyjesz, kiedy masz marzenia". Bez tego nie można być szczęśliwym. Chcielibyśmy wyjść poza granice Polski.
    Paweł: Jestem zwolennikiem małych kroków. Planujemy więc koncerty - niebawem Anglia, potem Szkocja i Australia. Wchodzimy na inną orbitę - a tam wszystko się może zdarzyć.

    Wiesz co się pojawia najczęściej, gdy w wyszukiwarkę internetową wpisujemy Twoje imię i nazwisko?

    Dominika: Nie. Ale pewnie zaraz mi powiesz.

    Tak jest: "Najpiękniejsze nogi w polskim show-biznesie". Robią na Tobie wrażenie takie komplementy?
    Dominika: To zależy z czyich ust padają. Jednak zawsze potrafię odpowiedzieć: "Dziękuję".

    Druga rzecz, która rozpala wyobraźnię internautów to Twój... wzrost. I nikt jeszcze go nie podał. Zdradzisz nam pierwszym tę tajemnicę?
    Dominika: (śmiech) 174 cm. Oto cała ja!

    Zobacz najświeższe newsy wideo z kraju i ze świata
    "Gazeta Krakowska" na Youtube'ie, Twitterze i Google+
    Artykuły, za które warto zapłacić! Sprawdź i przeczytaj

    Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    :)

    magda (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    uwielbiam ten zespół, a albumjest super!

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo