Bitwa o ACTA. Co zrobią polskie władze?

Redakcja
Na Twitterze grupa hakerów Anonymous oficjalnie przyznawała się do kolejnych blokad
Na Twitterze grupa hakerów Anonymous oficjalnie przyznawała się do kolejnych blokad
Protesty internautów przeciwko kontrowersyjnej umowie międzynarodowej ACTA, której oficjalnie celem ma być walka z szerzącym się piractwem, w weekend na dobre dotarły do Polski.

Od sobotniego wieczoru na dłużej lub krócej hakerom udało się skutecznie zablokować strony m.in. kancelarii premiera, Kancelarii Prezydenta, Sejmu, ministerstw: Obrony i Kultury oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

I choć rzecznik rządu Paweł Graś próbował na gorąco przekonywać, że nie ma mowy o ataku hakerów, a jedynie o awariach związanych z "ogromnym zainteresowaniem" tymi stronami, to grupa hakerów Anonymous oficjalnie przyznawała się do kolejnych blokad. Nie minęła zresztą godzina od słów Grasia, kiedy i jego strona przestała działać.

Co wobec tego zrobią polskie władze? Do wczoraj wydawało się jasne. Jeszcze w listopadzie rząd Donalda Tuska podjął uchwałę wyrażającą zgodę na podpisanie umowy ACTA. Miało to nastąpić już 26 stycznia.

- Nic w tej sprawie nie jest jeszcze przesądzone - oświadczył jednak rzecznik rządu w niedzielę. Wszystko za sprawą piątkowej interwencji ministra cyfryzacji Michała Boniego, który zwrócił się do premiera o ponowne przedyskutowanie sprawy. - Podpisu premiera pod upoważnieniem do podpisania umowy nie ma. Sądzę, że wszystko jest otwarte - mówił Boni. Za podpisaniem ACTA wyraźnie lobbuje w imieniu środowisk twórczych Ministerstwo Kultury. Wydało ono nawet komunikat, w którym przekonuje, że wbrew wątpliwościom w umowie nie ma zapisów będących zagrożeniem dla prywatności i wolności słowa w sieci.

Czytaj także: Anonymous jednak atakuje. Na Twitterze grożą upublicznieniem obciążających dokumentów

Blokady stron państwowych instytucji już wywołały u nas burzę polityczną. Opozycja zarzuca ekipie Tuska potajemne próby wprowadzenia tylnymi drzwiami cenzury w internecie. - Mamy do czynienia z jakąś konspiracją elit i rządów przed własnymi społeczeństwami, i to w sprawie fundamentalnej, czyli wolności słowa - grzmiał Jacek Kurski z Solidarnej Polski w Radiu Zet. - To kolejny przykład totalitarnych ciągot PO - wtórował mu tym razem Janusz Palikot.

Internauci ruszyli na wojnę, dokonując zmasowanej fali cyberataków w odwecie po tym, jak amerykańskie FBI zamknęło serwis internetowy Megaupload. Na posiadłość szefa portalu w Nowej Zelandii urządzono nalot, został on aresztowany; za kilkoma osobami, które z nim współpracowały, rozesłano listy gończe po świecie.

Serwis Megaupload.com, który przechowuje pliki udostępniane przez internautów, oskarżono o działalność piracką. Jego zwolennicy twierdzą, że dokonano zamachu na wolność internetu. I w reakcji hakerzy zaatakowali strony Białego Domu, amerykańskiego departamentu sprawiedliwości, wytwórni płytowych i FBI.

Czytaj też: Blokadę stron rządowych wywołali... internauci. Nie było ataku hakerów?

Do zamknięcia Megaupload doszło w chwili, gdy dyskusja o piractwie internetowym osiągnęła w USA punkt krytyczny. Protesty internautów i akcje hakerów sprawiły, że FBI wycofało się z operacji na taką skalę.

Wszystko zaczęło się w połowie ubiegłego tygodnia, kiedy serwis Wikipedia na 24 godziny zablokował dostęp do swoich stron w języku angielskim. W ten sposób zaprotestowano przeciwko planowanej przez amerykański Kongres ustawie SOPA (Stop Online Piracy Act). Wedle tego prawa antypirackiego właściciele stron internetowych, zamieszczając linki do pirackich wersji materiałów chronionych prawem autorskim, popełnialiby przestępstwo. Po protestach i akcjach hakerów prace nad SOPA wstrzymano.

Zdaniem śledczych tylko w 2010 r. firma z siedzibą w Hongkongu, należąca do aresztowanego w Nowej Zelandii Kima Schmitza, założyciela Megaupload, przyniosła mu 42 mln dol. zysku. On sam pławił się w luksusie, mieszkając w posiadłości za 30 mln dol. 37-letni Schmitz zmienił nazwisko na Dotcom, ma podwójne obywatelstwo, fińskie i niemieckie. Grozi mu teraz ekstradycja do USA. Za naruszanie praw autorskich zyskał przydomek Dr Zło.

- Megaupload zdjęto, choć SOPA nie weszła jeszcze w życie. Wyobraźcie sobie, co będzie się działo, gdy ją przegłosują. To będzie koniec internetu. Walczcie - grzmieli na Twitterze hakerzy z Anonymous.

Anna Wojciechowska, Kazimierz Sikorski

Czytaj także: Napisał na blogu, że nie było ataku hakerów. Zhakowali mu stronę
Będą wielkie demonstracje internautów przeciw ACTA

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Birmaam
Wiesz zarabiając 1200 zł po studiach..uwierz mi chciałbym kupić płytę wielu wykonawców...za co ? odpowiedz mi na to pytanie ?? coraz więcej kasy kradną z poborów. poszedł bym do kina na film ?? za co ?? a poza tym społeczeństwo się zbuntuje...dosyć już sobie nakradli....
W
Wątpiący
Wreszcie się ktoś weźmie za przestępczość przeciw Prawu Autorskiemu w Internecie. Tak wszyscy Polacy bronią swojego dostępu do nielegalnie (przez łamiących prawo Internautów) rozpowszechnianych filmów, muzyki i książek rozpowszechnianych , że zapomnieli o podstawowym "społecznym" siódmym przykazaniu NIE KRADNIJ. Stawiam sobie i Wam pytanie czy wszyscy Internauci to tych 5 procent niewierzących w Polsce? Bo jak pogodzić tę niedzielną przedpołudniową mszę z popołudniowym od złodzieja ściągniętym filmem czy naukę z ukradzionej wydawcy książki do angielskiego?
M
Mamon
To prawo to następny wykwit debilizmu z fabryki. Od dawna wiadomo że polityka USA jest sponsorowana najbardziej uwidoczniło się to za Ronald Reagana. Każdy widzi jak wprowadza się prawo bocznymi furtkami bez wiedzy społeczeństwa Orwell'owska wizja świata zaczyna się spełniać .

Ps. to co przeciekło do prasy chodzi mi to o artykuły to zbiór życzeń koncernów z domieszką paranoi anty terrorystycznych kraju który kocha niby wolność ?
d
dddddddddddd
Na początku XX wieku zaistniały dwie przyczyny, dla których do południowej Kalifornii przenieśli się niektórzy amerykańscy filmowcy. Pierwsza to znakomite warunki pogodowe do kręcenia filmów i dużo słońca. Druga to ucieczka przed agentami Motion Picture Patents Company Thomasa Alvy Edisona, który zarejestrował patenty na kilka kluczowych wynalazków umożliwiających kręcenie i projekcję filmów, oraz kontrolował wszystkie kina na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Kalifornia była wystarczająco daleko, aby utrudnić ściganie "PIRACKICH" wytwórni filmowych przez agentów Edisona. Ponadto "PIRACI" zorganizowali tu system "wczesnego ostrzegania", który umożliwiał im szybkie zwijanie nielegalnej produkcji gdy tylko jakiś agent Edisona pojawiał się na horyzoncie. WIKIPEDIA
Z
Zorro
Te rzekome ataki to mistyfikacja rządowa mająca na celu właśnie motywację wprowadzenia obostrzeń prawnych. Protesty przeciw wprowadzaniu ograniczeń de facto wolnych wypowiedzi i wymiany informacji bez cenzury są jak najbardziej jawne i słuszne, natomiast zainteresowani zmianą prawa chcą przekonać społeczeństwo, że w ten sposób walczą z wielkim cybernetycznym zagrożeniem i w ten sposób chronią nasze bezpieczeństwo, bzdury. Upadek demokracji faktem?
Dodaj ogłoszenie