Biszof: Wszyscy powinni znać programy kandydatów na prezesa PZPN. Potrzebujemy debat

Hubert Zdankiewicz
Bogusław Biszof
Bogusław Biszof Fot. Ekstraklasa
Udostępnij:
- Na co dzień rozmawiam z ludźmi ze środowiska piłkarskiego. Przecież nawet to środowisko nie zna wielu odpowiedzi dotyczących strategii poszczególnych kandydatów. Nie wiemy dokładnie, w szczegółach, jaki który z nich ma program i atuty, czy słabości. Większość to spekulacje mediów. Organizujmy debaty. Także dla dobra delegatów, którzy będą ostatecznie oddawać swoje głosy - mówi Bogusław Biszof, nowy prezes zarządu spółki Ekstraklasa SA, w rozmowie z Hubertem Zdankiewiczem.

Grzegorz Lato powiedział niedawno: "Ekstraklasa SA musi nam oddać siedmiomilionowy dług. Jeśli tego nie zrobi, wypowiemy jej umowę współpracy"... Co Pan na to?
Zostałem powołany przez radę nadzorczą Ekstraklasy SA, żeby zrealizować dwa cele. Jeden ma charakter strategiczny i długofalowy. To kwestia polepszenia wizerunku polskiej piłki ligowej po to, by można z czasem uzyskiwać coraz większe przychody z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych i sponsorskich. Drugi cel ma charakter krótkookresowy. Chodzi o uporządkowanie sytuacji w spółce. Jednym z jego elementów jest to, że obiecano klubom nieco większe pieniądze, niż się powinno obiecać. Na skutek tego powstał krótkoterminowy problem z płynnością. Jednym z elementów tych zobowiązań są zobowiązania kontraktowe Ekstraklasy SA wobec PZPN. To nie jest żaden dług liczony w latach. Cały czas rozmawiamy o rozciągnięciu tego zobowiązania o kilka miesięcy tak, by wyczyścić sytuację, jaką zastałem. Nie miałem nic wspólnego z jej powstaniem, ale czuję się odpowiedzialny, by te kwestie jak najszybciej rozwiązać.

Z najnowszego raportu firmy Ernst&Young wynika, że długi to szerszy problem. Mają je niemal wszystkie kluby T-Mobile Ekstraklasy.
Uściślijmy, że nie chodzi o długi, tylko o zadłużenie. To wbrew pozorom czyni różnicę. Kluby sportowe, również piłkarskie, w Polsce i na świecie często są zadłużone. Korzystają z rozmaitych form kredytowania. To dotyczy ponad 90 proc. klubów na świecie, czyli jest to sytuacja powszechna. Podobnie jak w przypadku ponad 80 proc. firm w Polsce, które korzystają z kredytów. Zadłużenie nie jest problemem, o ile kluby potrafią je obsługiwać. Podkreślam, że zadłużenie, jako ryzyko dla bytu klubów, nie jest w Ekstraklasie większe niż przeciętnie w Europie.

A nie jest trochę tak, że zadłużenie jest skutkiem ubocznym tego, że my się dopiero uczymy, jak zarabiać na piłce?
O tak! Dobrze to Pan ujął i myślę, że ta nauka potrwa jeszcze ładnych kilka lat. Nie sądzę, by z dnia na dzień nastąpił jakiś fundamentalny przełom i zaczniemy robić biznes na miarę Barcelony czy Chelsea. Kluby dopiero niedawno zaczęły budować profesjonalne kompetencje marketingowo-sprzedażowe przystające do tego, co się dzieje w biznesie, czyli u naturalnych partnerów klubów. Będziemy wspierać te działania i współdziałać dla wzrostu wartości tego, czym jest produkt i marka Ekstraklasy.

W dodatku jedne kluby uczą się szybciej, a inne wolniej.
W każdej lidze w Europie są kluby o większych i mniejszych możliwościach. Z raportu wynika jednak, że polskim rośnie nie tylko zadłużenie, ale i przychody. Większość jest na dobrej drodze, by rok po roku poprawiać swoją kondycję finansową.

Niemniej z raportu wynika, że efekt Euro 2012 nie zadziałał na frekwencję, tak jak mundial w 2006 r. w Niemczech. Niektórzy sugerują, że wybudowaliśmy za duże stadiony.
Ja oddzieliłbym tu dwie sprawy. Projekt Euro i budowanie stadionów to jedna kwestia. Można się zastanawiać, a byłem wiele razy świadkiem takich rozmów, czy np. Stadion Narodowy nie powinien być jeszcze większy tak, by można było rozegrać na nim finał Ligi Mistrzów. Ekstraklasa to zupełnie inna sprawa. Zapewne będzie tak, że w ciągu najbliższych czterech lat nie wypełnimy tych nowych trzech stadionów z EURO 2012 w Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu w stu procentach, niemniej rok po roku frekwencja w Polsce rośnie. W ubiegłym sezonie o ponad 6 proc. W tym sezonie po pierwszych pięciu kolejkach wzrosła o 23 proc.! Nawet jeśli w przekroju całego sezonu wzrośnie, powiedzmy, o 15 proc., to uważam, że to będzie bardzo dobry trend. W ogóle z ekstraklasą jest tak, że jej postrzeganie, podobnie jak postrzeganie całego sportu, jest gorsze niż fakty i rosnąca frekwencja jest dobrym tego przykładem. Tak jest po części dlatego, że postrzeganie ekstraklasy jest funkcją postrzegania całości polskiej piłki, a wiec także percepcji dzisiejszego PZPN.

Na frekwencję wpływa chyba nie tylko jakość naszej ligowej piłki, ale też wracający jak bumerang problem z chuliganami. Niedawno znów mieliśmy eskalację konfliktu na Legii.
Poziom piłkarski ekstraklasy jest lepszy niż się potocznie mówi. Zobaczmy bramki w magazynie ligowym, wiele z nich jest klasy europejskiej. Oczywiście, boli brak awansu do grupowych rozgrywek pucharowych. Jeśli chodzi o konflikt z kibicami, ubolewamy nad tym, co stało się na Legii, to na pewno nie jest dobre dla wizerunku polskiej piłki. Tyle że według mojej wiedzy podobnych ekscesów nie mieliśmy na meczu ekstraklasy przez ostatnie siedem lat. To nie jest dobre, że przy każdej rozmowie mówi się tylko o tej sytuacji i wiem, że warszawski klub intensywnie pracuje nad tym, by podobne się już nie powtórzyły. Fakty są takie, że sytuacja systematycznie się poprawia i generalnie ludzie chodzą na stadiony coraz częściej, bo widzą, że jest na nich coraz bezpieczniej i bardziej komfortowo. Tak jest nie tylko w miastach, które gościły Euro. A w wielu dyscyplinach w kraju ta frekwencja spada.

Pirotechnika? Jedną z rozważanych opcji jest jej powrót na polskie stadiony. Pod pewnymi warunkami

Chwilami można jednak odnieść wrażenie, że kluby nie mają interesu, by na serio walczyć o porządek na stadionach, bo kibice z trybun ultras napędzają im sprzedaż lóż biznesowych.
Często mamy do czynienia z mylną percepcją tego, kto siedzi na trybunach ultras. Profil kibica z tych trybun w kwestii, np. wykształcenia, jest o wiele lepszy, niż mogłoby się wydawać. Burdy wywołują chuligani, którzy na tych trybunach są w mniejszości. To rzutuje niestety na całą resztę. Swoją cegiełkę dokładają tu media, które zbyt duży nacisk kładą na relacjonowanie negatywnych zachowań. Co ciekawe, temat bezpieczeństwa na stadionach ekstraklasy komentują często ludzie, którzy na te mecze nie chodzą. Na przykład politycy. Zapraszam ich na stadiony! Dzięki współpracy klubów z policją i samorządami lokalnymi poziom bezpieczeństwa poprawia się jednak z roku na rok i będzie z tym coraz lepiej. Musimy kontynuować te wysiłki.
Czy ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych nie jest w Polsce zbyt restrykcyjna?
Zgadzam się. Bywam na meczach i innych imprezach w Polsce i za granicą od lat i uważam, że w znacznym stopniu jesteśmy w piłce nadmiernie penalizowani. Płacimy z jednej strony za grzechy przeszłości, z drugiej za to, jak postrzegana jest polska piłka. Nad tym też pracujemy, m.in. dlatego spółka Ekstraklasa włączyła się intensywnie w okres przedwyborczy w PZPN, bo to co się tam dzieje, rzutuje na całe środowisko. Współpracujemy też z odpowiednimi ministerstwami, jesteśmy w stałym kontakcie z Komendą Główną Policji. Mam wrażenie, że ta sytuacja się stopniowo poprawia, bo wszystkie strony dostrzegają konieczność zmian.

Czyli jest szansa, że zobaczymy kiedyś mecz o Superpuchar na Stadionie Narodowym?
Tak, jest. Chociaż, pewnie mi pan za chwilę zada pytanie, czy trybuny będą pełne, a ja nie jestem wcale tego pewien, bo tych problemów jest kilka. To nie są tylko względy bezpieczeństwa - łączność czy strefy buforowe. Być może w ogóle powinniśmy zrobić sobie wakacje od Superpucharu na rok albo dwa. A może powinien być mecz i rewanż. Na dziś powiem tyle: w sierpniu nie byłem jeszcze w strukturach Ekstraklasy, ale jestem przekonany, że tak źle jak ostatnio na pewno już nie będzie.

Co z pirotechniką? Może powinno się ją zalegalizować w określonych miejscach i używać przez odpowiednio przeszkolonych ludzi? Tak jak kilka lat temu miało to miejsce na stadionie Lecha Poznań.
O tym też rozmawiamy z policją i władzami. Na dziś za wcześnie jest jeszcze, by mówić, jakie rozwiązanie zaproponujemy, niemniej to, o którym pan wspomniał, też jest jakąś opcją. Jedną z rozważanych. Nie chcę dziś spekulować, czy poprzemy akurat takie, ale jest taka możliwość.

Co Pan sądzi o zakazie reklamowania się firm bukmacherskich? W innych krajach kluby mają dzięki współpracy z tą branżą znaczące przychody.
Uważam, że w zdrowo prowadzonych zakładach i promowaniu ich na stadionie, koszulkach czy na innych nośnikach reklamy nie ma nic złego. Moim zdaniem źle się stało, że zostało to zakazane, choć rozumiem kontekst polityczny tamtego czasu. Równie dobrze można by jednak powiedzieć, że np. producenci słodyczy oferują wyrób niezdrowy, jeśli jest spożywany w nadmiarze, i dlatego jego również nie powinno się reklamować na stadionach. Będziemy rozmawiali z rządem, aby z czasem te restrykcje uchylić. Musimy tylko zadbać, żeby na styku bukmacherki i sportu nie dochodziło do rzeczy niezgodnych z prawem, do których dochodzi niestety w innych krajach Europy.

Co z kanałem Ekstraklasa TV?
Już dziś jest tak, że na naszej stronie www.ekstraklasa.tv można oglądać w wersji wideo bramki i najciekawsze sytuacje z każdej kolejki - to jest rozwiązanie na dzisiaj. Na razie mamy również obowiązującą umowę do sezonu 2013/14, na mocy której całe mecze będą pokazywane w Canal+, Polsacie i Eurosporcie. Jesteśmy z tej umowy zadowoleni. Dodatkowo dwa mecze w rundzie pokazywane są w TVP. Co będzie dalej? Nad tym się zastanawiamy, ale za wcześnie, by odpowiadać na pytanie, czy własny kanał jest akurat w Polsce najlepszym rozwiązaniem.

Przyszłość dla ekstraklasy to nadal telewizja, czy mecze trafią w końcu do internetu?
Nie sądzę, że za rok czy dwa większość kibiców będzie chciała oglądać całe mecze na ekranie komputera czy tabletu. Myślę, że powinniśmy zwiększyć dostępność treści przez internet, ale obecne rozwiązanie telewizyjne na dzisiaj jest moim zdaniem optymalne. Dzięki udziałowi kilku stacji dostęp jest bardzo szeroki - w ponad 7 mln gospodarstw domowych w Polsce można dziś oglądać mecze ekstraklasy. To duży zasięg. Żadna telewizja otwarta nie zapłaci dziś większych pieniędzy za to, żeby pokazywać mecze u siebie. Zresztą w telewizji otwartej nie byłyby pokazywane wszystkie na żywo. Musiałaby nastąpić selekcja.

Wspomniał Pan o zbliżających się wyborach w PZPN. Który z kandydatów na prezesa robi na Panu najlepsze wrażenie?
Kto robi najlepsze na mnie wrażenie, jest akurat najmniej istotne. My rozmawiamy z klubami nie tylko w kwestii wyboru prezesa, ale również wyboru odpowiednich członków zarządu. To co najmniej równie ważne. Obecnie jest tak, że ten organ PZPN jest bardzo obszerny, ale kluby ekstraklasy mają w nim tylko jednego przedstawiciela na 18, bo już nawet wiceprezes ds. piłki profesjonalnej był cztery lat temu wybrany głosami klubów I ligi, a nie ekstraklasy. Uważamy, że jak na rangę tego, czym ona jest i czym powinna być w przyszłości, ta reprezentacja powinna być istotnie większa. Co do samego prezesa, to w gronie klubów rozmawialiśmy już ze wszystkimi kandydatami. Wystosowaliśmy również do nich pytania ważne dla ekstraklasy. Pierwsi odpowiedzieli panowie Antkowiak i Boniek.

Ten pierwszy proponuje okrągły stół, przy którym zasiedliby również ludzie spoza PZPN. To dobry pomysł?
Tak, potrzebujemy debat! I to w takim sensie, żebyśmy mieli możliwość wysłuchania odpowiedzi wszystkich kandydatów na te same pytania. Często słyszę opinie, że po co nam takie debaty. Po co to ma się toczyć przez media, przecież i tak prezesa PZPN nie wybiera się wyborach powszechnych. Uważam, że to absurdalne tłumaczenie. Na co dzień rozmawiam z ludźmi ze środowiska piłkarskiego. Przecież nawet to środowisko nie zna wielu odpowiedzi dotyczących strategii poszczególnych kandydatów. Nie wiemy dokładnie, w szczegółach, jaki który z nich ma program i atuty, czy słabości. Większość to spekulacje mediów. Organizujmy debaty. Także dla dobra delegatów, którzy będą ostatecznie oddawać swoje głosy.

Widzi Pan w tym środowisku prawdziwą chęć zmian?
Spójrzmy, ilu mamy kandydatów i z jakich środowisk, o prezesurę ubiegają się nie tylko ludzie z centrali PZPN. Wśród osób z dzisiejszego związku też jest otwarcie na zmiany. Prywatnie to przyznaje bardzo wielu. Do tego fakt, że pan Grzegorz Lato postanowił nie ubiegać się o reelekcję... Wszystko to daje do myślenia i jest obiecujące w kontekście ewentualnych zmian na lepsze. A czy do nich dojdzie? Przekonamy się już niedługo.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie