Bielan: Ziobro marzy o byciu szefem PiS, ale nie ma szans

Redakcja
Wojciech Barczyński / Polskapresse
Udostępnij:
O tym, że takiej porażki PiS w tych wyborach dało się uniknąć, czy wraca do partii, czy wciąż wierzy w Kaczyńskiego i dlaczego Ziobro, choć gra na obalenie prezesa, przegra - mówi były spin doktor PiS, europoseł Adam Bielan w rozmowie z Anną Wojciechowską

Szósta z rzędu przegrana PiS w wyborach. Tak musiało być? To była kampania nie do wygrania czy też PiS przegrał na własne życzenie?
Kilka miesięcy temu poproszony przez jednego z ważnych polityków PiS o prognozę wyników tych wyborów odpowiedziałem, że biorąc pod uwagę różnicę potencjałów zarówno w zasobach ludzkich, jak i mediach, zdecydowanie na korzyść Platformy, przewiduję, że obie partie uzyskają wyniki na poziomie pomiędzy swoimi wynikami z wyborów europejskich w 2009 r. a tymi z wyborów krajowych w 2007 r., a więc że PiS uzyska poparcie na poziomie 27-32 proc., podczas gdy PO - 41-44 proc. I niedużo się pomyliłem. Platforma ostatecznie wypadła słabiej, ze względu na sukces Palikota. Jestem przekonany, że gdyby nie Palikot, poparcie dla PO przekroczyłoby po raz kolejny 40 proc. Już od dobrych kilku lat wyborcza machina Platformy jest bardzo dobrze naoliwiona. Z drugiej strony partia Donalda Tuska, ku mojemu zaskoczeniu, popełniła jednak w tym roku wiele błędów. Tak jak PiS, również i PO była słabo przygotowana do tej kampanii, choć termin wyborów był znany od wielu lat. PiS mógł więc uniknąć tak wyraźnej porażki. Jeśli nie minimalna wygrana, to przynajmniej honorowa przegrana znacznie mniejszą liczbą głosów była w zasięgu ręki Prawa i Sprawiedliwości.

Czytaj też:Ziobro spiskowcem, PiS grozi secesja? Komitet wyborczy ma zażądać wyjaśnień

To dlaczego się nie udało? Cztery lata rządów PO w kryzysie to teoretycznie wymarzony czas, żeby partia opozycyjna naoliwiła swoją machinę.
Na PiS zemściła się w tym roku koncepcja, w której za komunikację z wyborcami partia zabiera się dopiero w trakcie kampanii. Dopóki liderzy PiS nie zrozumieją, że kampania w dzisiejszej demokracji zaczyna się tak naprawdę od pierwszego dnia po wyborach, dopóty będą przegrywać. Nie ma szans na nadgonienie strat z całej kadencji w krótkiej kampanii. Myślenie, że można tego dokonać, zaczęło się w PiS po zwycięstwie w 2005 r., kiedy sama kampania miała rzeczywiście decydujące znaczenie, ale nawet wtedy przygotowania do niej zaczęły się w grudniu poprzedniego roku. Dokładnie odzwierciedla to wynik obecnych wyborów, w których PiS nie zdołał niestety utrzymać poparcia sprzed czterech lat.

Czytaj też:KP PiS: Uchwały ws. Palikota i krzyża w Sejmie. Nie było rozliczeń z Ziobrą i Kurskim

Zatem PiS przespał cztery lata opozycji?
W dużej mierze tak. Choć oczywiście i w samej kampanii można było uniknąć pewnych błędów. Dla polityków prawicy funkcjonujących w liberalnej demokracji medialnej histeria, jaką wywołał niezależnie od właściwego sensu fragment książki Kaczyńskiego o Merkel, nie powinna być już zaskoczeniem. Pomysł z tą książką ewidentnie wynikał z chęci obejścia zakazu dotyczącego billboardów i spotów i na tym etapie był sprytny. Ale dlaczego się z niego nie wycofano po wyroku Trybunału Konstytucyjnego przywracającego możliwość prowadzenia kampanii w telewizji i na billboardach? Dlaczego, jak to bywało w poprzednich kampaniach, kilka osób nie przeczytało każdego zdania tej książki, jak i późniejszego wywiadu dla "Newsweeka", i nie zwróciło Jarosławowi Kaczyńskiemu uwagi na możliwe konsekwencje? Zastanawia mnie także decyzja o udziale w programie Tomasza Lisa w ostatnim tygodniu, a nie na początku kampanii. Nie jestem przeciwnikiem tego rodzaju wywiadów, choć zwracam uwagę, że Tusk świetnie unika nieżyczliwych dziennikarzy. Ostatecznie wystąpieniem tym Jarosław Kaczyński mógł tylko stracić. Lis bowiem nie kandydował przecież w tych wyborach. Nie można też w kampanii z jednej strony mówić, że głównym problemem są kryzys i rosnący dług, a zarazem nie porozumieć się z Zytą Gilowską bądź innym ekspertem, który mógłby stanąć w szranki z Rostowskim. W efekcie to PO przejęła inicjatywę w bardzo niewygodnej dla siebie kwestii: o kryzysie nie mówiono w kontekście długu, tylko tego, że PO ma specjalistów, a PiS nie. Nieobecność przedstawiciela PiS w telewizyjnej debacie gospodarczej to aż nazbyt wyraźne oddanie pola konkurentom w tej materii. Kolejny błąd obrazuje nazbyt łatwe przejęcie przez Tuska inicjatywy w temacie walki z kibolami. Można by te błędy mnożyć, ale z pewnością nie jest tak, że wszystko było dobrze i tylko błędy w kampanii w ostatnich tygodniach zdecydowały o porażce.

Czytaj też:Kaczyńskiego i Ziobrę przed Trybunał Stanu? Schetyna: Wrócimy do sprawy
A może po prostu jest tak, że nie da się powtarzać ciągle numeru z nagłą zmianą wizerunku? W kampanii prezydenckiej on zadziałał. Teraz już nie.
Oczywiście, że tak jest. Po wyborach prezydenckich u prezesa Kaczyńskiego pojawiła się grupa polityków, która przedstawiła mu absurdalną logikę, że wybory należy wygrywać tylko i wyłącznie mobilizacją i utwardzaniem swojego elektoratu. I PiS faktycznie tak właśnie działał przez ten ostatni rok, w ten sposób tracąc dorobek z kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego. I pomijając jakieś detale z aniołkami, była to faktycznie główna strategia PiS w tej kampanii. To był kardynalny błąd. PiS nigdy nie wygra wyborów mobilizowaniem tylko swoich wyborców. Koncentrować się na obronie własnego terytorium mogła w tej kampanii PO, bo broniła dużego wyniku z 2007 r. I odniosła sukces mimo niższej frekwencji, co przy okazji obala mit, że niższa frekwencja musi działać na rzecz PiS. Gdyby PiS utrzymał swoich wyborców z ostatnich wyborów prezydenckich, przypomnę: był to najlepszy wynik w historii PiS - ponad 6,1 mln głosów - wygrałby te wybory.

Czytaj też:Ziobro spiskowcem, PiS grozi secesja? Komitet wyborczy ma zażądać wyjaśnień

Ale nie utrzymał, nie przez jakiś doradców, o których Pan wspomina, tylko przez świadomą decyzję samego Jarosława Kaczyńskiego o takiej, a nie innej linii. Kaczyński jest największym problemem PiS dziś?
Tak to jest, że Jarosław Kaczyński ma wiele zalet jako polityk, ale w kwestii prowadzenia kampanii polega przede wszystkim na doradcach. I nie da się ukryć, że niestety słabo rozumie media. Jako rzecznik PiS często obserwowałem, jak otwiera szeroko oczy ze zdumienia na reakcje mediów, które wcześniej próbowałem mu uświadomić.

Nie ma powodów do rozliczeń za tę kampanię - orzekł już prezes. A Pana dawny kolega Michał Kamiński komentuje, że Kaczyński nie będzie rozliczał, bo rozliczenia musiałaby objąć jego samego tym razem. Ma rację?
To, że Kaczyński dziś mówi, że rozliczeń nie będzie, faktycznie niewiele oznacza. Kaczyński rzadko przeprowadza takie rozliczenia szybko, bezpośrednio po wydarzeniu, bo - jako lider z dużym doświadczeniem - wie, że to mogłoby rozchwiać zbytnio partię. Prezes PiS z reguły wyciąga wnioski dopiero po kilku tygodniach, a nawet miesiącach. I przypuszczam, że tak będzie i tym razem. Po prostu kilka osób, które uzna za winne, zostanie odsuniętych od niego.

Czytaj też:KP PiS: Uchwały ws. Palikota i krzyża w Sejmie. Nie było rozliczeń z Ziobrą i Kurskim

A sam się rozliczy? Wszyscy przypominają teraz, że swego czasu zapowiadał, że jeżeli te wybory przegra, to odda władzę młodszym.
Już zapowiedział, że nie poda się do dymisji. To formalnie zamyka sprawę, bo wewnętrzna sytuacja w partii nie daje nikomu szansy na jej przejęcie.

A spodziewa się Pan w ogóle jakiegoś istotniejszego przesilenia w PiS w najbliższym czasie? Mówi się coraz głośniej, że z uderzeniem szykuje się Zbigniew Ziobro wspierany przez Jacka Kurskiego.
To, że Ziobro ma ambicję, by zostać liderem PiS, jest oczywiste od dawna. To, że tuż po kampanii występuje z jej krytyką, jest już zwyczajową praktyką. Robił to przecież nawet po kampanii europejskiej w 2009 r., w której realizowano jego i Kurskiego strategię. Myślę, że Jarosław Kaczyński popełnił błąd, nie zmuszając go tym razem do wzięcia większej odpowiedzialności za kampanię. Ale też nie wierzę, by Ziobro ostatecznie zdecydował się teraz wystąpić osobiście przeciw Kaczyńskiemu. Będzie co najwyżej wykorzystywać swoich zagończyków.

Niemniej całość działań Ziobry od kampanii prezydenckiej do dziś obliczona jest na obalenie Kaczyńskiego i przejęcie PiS?
Ziobro marzy o byciu szefem PiS. Ma obok siebie wielu ludzi, którzy są coraz bardziej zdesperowani i namawiają go do próby obalenia Kaczyńskiego. Przypomnę choćby tajne spotkania tuż po katastrofie smoleńskiej, na których omawiano plan, by to Ziobro wystartował w wyborach prezydenckich. Realność takiego scenariusza jest jednak przeceniana w mediach. Kaczyński jest liderem z ogromnym doświadczeniem, w oczywisty więc sposób monitoruje działania Ziobry i jego współpracowników. Partia jest zbudowana w taki sposób, że nikt nie jest w stanie przejąć jej bez woli samego prezesa. Jedyna realna możliwość, która pozostaje Ziobrze, to zbudowanie własnej partii. Przymierzał się ewidentnie do tego jeszcze przed katastrofą smoleńską, na wypadek przegranej śp. Lecha Kaczyńskiego. Ale wątpię, czy ostatecznie zdecyduje się na ten ruch.

Czytaj też:Kaczyńskiego i Ziobrę przed Trybunał Stanu? Schetyna: Wrócimy do sprawy

Cały obszerny wywiad z Adamem Bielanem przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze 17

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
mniej niz zero
nikt nie jest ciekawy waszego konowania. Co jesteście warci, ocenili wyborcy.
P
PiiiiiS
W 2012 roku wykoleguje prezesika. Kaczor dostanie jakieś "honorowe stanowisko" i będzie robił za manekina.
A
AF
Przykład pisiackiej paplaniny: "Tak wiec mamy już homosia, lewaków, cwela a teraz doszlusował kapuś.
POlactwo lubi takie towarzystwo.". Faszystowskie gówno!
c
cezar
Wydaje się na pozór, że Donald Tusk jest pełnym triumfatorem po wyborach 9 października 2011 roku. Znalazł się w komfortowym położeniu i w pełni kontroluje sytuację. Może się ze spokojem poświęcić dalszej konsolidacji swojej władzy. Ma 207 posłów i większość dwóch trzecich w Senacie. A do tego trzy partie, które może kupować "fruktami" władzy. Koalicja będzie z PSL, ale gdyby ludowcy brykali, w odwodzie pozostają Ruch Palikota i Sojusz Lewicy Demokratycznej. Ten zapas głosów pozwoli dyscyplinować koalicjanta. Jeżeli nawet RP i SLD nie będą oficjalnie w sojuszu z Platformą, to zawsze znajdzie się grupa usłużnych posłów w ich szeregach, która wesprze rząd w opałach. Oczywiście nie "za darmo", ale za wymierne korzyści.
Donald Tusk przy okazji zwycięskich wyborów postanowił właściwie "ustawić" relacje z prezydentem i marszałkiem Sejmu tak, aby ustanowić się panem sytuacji i nie dać się ograć przez Komorowskiego i Schetynę. Czy mu się to uda? Zaczął ofensywnie od deklaracji, że nie chce do końca roku zmieniać rządu "ze względu na prezydencję w UE", co miało oznaczać, że sam bez decyzji prezydenta mianował się szefem rządu.
p
polo
który zdobył właśnie mandat poselski, to były kleryk i kapuś SB o ksywce "Janusz".
W rozmowie z "Rzeczpospolitą" Kotliński zaprzecza i wygłasza starą śpiewkę kapusiów
- nigdy nie paliłem, a jak już zapaliłem to się nie zaciągałem.
Cyt:
"Miałem tylko jedno spotkanie z funkcjonariuszem SB. Rzeczywiście coś podpisałem, prosił mnie o to funkcjonariusz, mówiąc, że w innym wypadku nie dostanie zwrotu kosztów delegacji. To było moje pierwsze i ostatnie spotkanie. Jeśli dokumenty mówią coś innego, to znaczy, że zostały sfałszowane – mówi „Rz".

Tak wiec mamy już homosia, lewaków, cwela a teraz doszlusował kapuś.
POlactwo lubi takie towarzystwo.

Więcej na www.rp.pl
Poseł Ruchu Palikota w rejestrach SB
G
Gazda z Diabelnej
Daj Boże jak najdłuższe życie dla Prezia bo dopóki on będzie przy władzy w PiS to Polsce nic nie zagraża. Te wybory PiS przegrał na własne życzenie a właściwie na życzenie Prezia.Dlatego że:
1 Unikał debaty telewizyjnej jak diabeł święconej wody a jak już był w tv u Lisa to się tak zdenerwował że na drugi dzień obrażał publicznie dziennikarzy.
2 Wydanie książki która miał pomóc PiS w kampanii a zaszkodziła jak największy wróg.Prezio czepił się Merkel nie wiadomo z jakich powodów a potem nie umiał z tego wybrnąć honorowo
3 Prezio nie sprawdził jakiej głębokości są cieśniny Duńskie i o jakim zanurzeniu mogą wpływać na Bałtyk statki. To jest elementarna wiedza która się uczy w szkole średniej i tam każdy przeciętny uczeń dowiaduje się że Bałtyk to jest takie wielkie bajoro.
4 To Merkel zakpiła sobie z Prezia mówiąc że Niemcy zakopią rurę jak będzie potrzeba choć już wcześniej wiedziała że tego nie trzeba będzie robić bo statki o dużej nośności a więc dużym zanurzeniu nie przepłyną przez cieśniny duńskie
t
tylko PIS
Bielan jak zawsze bredzi. Ścisłe i Ogólne Kierownictwo stoi murem przy Panu Prezesie, który przez wszystkich jest otaczany czcią, miłością i sławą. Wszystkie myśli ludzi PISu bez przerwy biegną w kierunku ukochanego Przywódcy, który jest niekwestionowanym autorytetem i gwarantem sukcesów.
p
pisk
Kaczyński na czele PiSu to ratunek dla Polski. Dopóki będzie prezesem, PiS nigdy nie zdobędzie i nie użyje swojej władzy.
a
ania
jak on sie martwi o P.Ziobrę?
P
PJN
Mówi, że jego zabiegi o zdjęcie krzyża w sali obrad Sejmu to konsekwencja decyzji prezydenta Komorowskiego, który kazał usunąć krzyż "smoleński" z Krakowskiego Przedmieścia.

Tusk przed 2005 r. zażądał od Zyty Gilowskiej (która była lokomotywą PO) ustapienia jedynki na liście lubelskiej dla Palikota. Nie zgodziła się, więc znalazł pretekst, upokorzył ją i zmusił do odejścia.

Ruchu Palikota został celowo wykreowany przez media i towarzyszące im układy. Wszystko po to, aby stworzyć blokująco-kontrolującą mniejszość na wzór dawnej Samoobrony. Palikot już zapowiedział, że poprze rząd PO-PSL, nie stawiając żadnych warunków Donaldowi Tuskowi.

Przed wyborami mózgi PO kombinowały, jak uderzyć w opozycję, by zmniejszyć jej szanse na zwycięstwo. Najłatwiej obniżyć poparcie dla opozycji przez rozproszenie głosów, czyli przez stworzenie wiarygodnych alternatyw.

Najpierw wypuszczono wabik na wyborców Prawa i Sprawiedliwości przez stworzenie partii Polska Jest Najważniejsza. Wiadomo, że rozłam w PiS dokonał się po konsultacjach przyszłych rozłamowców z politykami PO, w tym z Palikotem.

Gdy sondaże nie pozostawiały złudzeń, że PJN poniesie totalną katastrofę, i ta prowokacja polityczna się nie powiodła, wypuszczono kolejny wabik -- tym razem na wyborców lewicy.

Palikot ma za zadanie kanalizować frustrację wyborców, by nie obróciła się ani przeciw Komorowskiemu, ani przeciw Platformie. Ma wywołać wojnę religijną w Polsce, by np. poprzez konflikt o krzyż w Sejmie przykryć prace nad budżetem i działania rządu w sferze finansowej. Media będą wolały zająć się walką o krzyż w Sejmie, niż pracami nad budżetem i narastającym kryzysem w państwie.

W podziękowaniach dla wspierających go znanych osób Palikot wymienił Jerzego Urbana, Lecha Wałęsę, Andrzeja Olechowskiego, Władysława Frasyniuka, Jolantę Kwaśniewską, Kazimierza Kutza, Magdalenę Środę i Piotra Tymochowicza.

Tak, ten starszy pan stojący nieopodal lidera formacji Palikota, to Jerzy Urban, były rzecznik rządu PRL, który zajmował się w latach 80. gnojeniem ludzi, w tym błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. W powszechnej pamięci pozostał jako ten, którego artykuły -- jak zeznawał Grzegorz Piotrowski -- motywowały funkcjonariuszy SB do działania, czyli do zamordowania kapłana. Przestępcy -- jak mówili w czasie procesu toruńskiego -- nie mogli znieść mieszania się ludzi Kościoła w sprawy polityczne.

W latach 90. Urban kontynuował swą pracę na rzecz ośmieszenia Kościoła i jego ludzi -- w tygodniku "Nie". Tuż obok Palikota i Urbana kolejna postać z przeszłością, redaktor antychrześcijańskich "Faktów i Mitów", w którym pisywał morderca ks. Jerzego, Grzegorz Piotrowski.

Kolejne postulaty Palikota to łatwiejsze uśmiercanie poczętych dzieci w imię uproszczenia życia kobietom, refundacja in vitro, usunięcie religii ze szkół, dołożenie księżom, legalizacja marihuany i przywileje dla homoseksualistów. W skrócie -- nowoczesne państwo z marzeń Jerzego Urbana.
t
tfu
Bielan, jak tam kody do strony PJNu? Twórco partyjny od siedmiu boleści.
t
tfu
Hofman to większa włazid.upa od Bielana i Kamińskiego razem. A że PiS przerżnął wybory głównie przez Hofmana to prezes nigdy tego nie zrozumie, no bo kto ma mu to wytłumaczyć? Hofman?
V
VAT-25%
dlatego mogę z konstatacją stwierdzić, że dotychczas nie znalazłem żadnej negatywnej wypowiedzi o ich Guru ze strony fachowców z PO. Natomiast ze strony przeciwległej już całą masę, i to niemal codziennie! Powyższy wywiad Bielana jest jawnym tego dowodem. Według mojej oceny, i jak na razie, to tylko Adam Hofman jest tym wyjątkowo lojalnym, rzetelnym, i bystrym towarzyszem swojego prezesa. Cała pozostała reszta, oczywiście ta przewijająca się w mediach, to mało bystre i niegramotne gamonie. Które już na sam widok Olejnik, Gugały, czy Lisa dostają skurczów w krtani, i może też jeszcze gdzie indziej. Wnioski: Prezes PiS powinien swoją partię oczyścić z wszystkich judaszy, i leciwych dziadków już mało lub właściwie nic mogących. A następnie, wprowadzić zaraz żelazną regułę; każda negatywna wypowiedź w mediach, to natychmiastowa nagana. Dwie wypowiedzi, to natychmiastowe wywalenie na pysk! Niech sobie idą za smrodem dezerterów z PJN, tam będzie im lepiej!
B
Bwana Kubwa
Zapewne stąd pan Bielan zna marzenia Ziobry
b
bond007
Szkoda czytać o tym zdrajcy. Teraz chce dalej jątrzyć w PiS. Na zbity pysk z nim.
Dodaj ogłoszenie