Biało-czerwone mistrzostwa

Marian Kmita
Marian Kmita
Marian Kmita Fot. Polskapresse
Ostatni akord Euro 2012 na polskiej ziemi. Mecz Niemcy - Włochy w Warszawie. Ktoś kto przeżył powstanie warszawskie musi czuć się nieswojo, bo jesteśmy gospodarzami meczu dwóch drużyn, w jakiś sposób nawiązujących do tradycji państw, które zadały nam w przeszłości wiele bólu i zniszczeń.

Ale idziemy teraz w kierunku nowej Europy, bez uprzedzeń i rachunku krzywd. Zaproszeni na mecz przez promotora bokserskiego Kalle Sauerlan-da idziemy na stadion odziani: ja w koszulkę Niemiec, wszak urodziłem się w Brzegu Dolnym - przedwojennym Dyhenfurth i mieszkałem, i studiowałem we Wrocławiu (Breslau), a mój przyjaciel z Polsatu - Piotr, z racji wieloletniego pomieszkiwania w Italii, w koszulkę Włoch. Idziemy pełni nadziei w zwycięstwo dobrego futbolu nad szarością dnia codziennego. Spotykamy Tomka Kłosa z żoną. Pytam: - Panie Tomku, w końcu prezes Lato dał jakiś bilet Członkom Klubu Wybitnego Reprezentanta? A pan Tomek: - A gdzie tam, bilet pomógł nam dostać Łukasz Podolski. Nikt z 23 żyjących Wybitnych Reprezentantów nie dostał ani jednego. I tu się Pan Tomek mylił, bo ja wiem o co najmniej jednym. Otóż na mecz Polska - Rosja bilet od Grzegorza Laty otrzymał Henryk Kasperczak (61 meczów w reprezentacji, III miejsce w MŚ'74, V miejsce na MŚ'78, srebrny medal IO '76). Nie, nie, nie w loży. Taki normalny, za jedną z bramek. Kiedy kibice pytali pana Henryka - Co pan tu robi? - odpowiadał: - W tych lożach to nie ma atmosfery. Tutaj można pomachać szalikiem. A co miał mówić. Z tym panem Grzegorzem i jego świtą coś trzeba po Euro zrobić, choćby za skandaliczną sprawę niedopełnienia formalności ze zgłoszeniem do ME w odpowiednim czasie Perquisa, Boenischa i Polanskiego.

Tymczasem mecz o finał. Z lewej Saureland, z prawej nieznajomy don Giuseppe - Włoch mieszkający w Polsce od ośmiu lat. Na naszej trybunie rządzi don Giuseppe, który wypuszcza w eter - Vai Mario! - do późniejszego strzelca dwóch bramek dla Włoch. Dopinguje Włochów, ale nie atakuje Niemców. Niecodzienne. A czyni to tak gromko, że kilka rzędów z dołu i z góry odwraca głowy.

Po meczu Niemcy byli nie tyle zdruzgotani, co zdziwieni, że fiat zatrzymał mercedesa i ich supermaszyna uległa zatarciu. Na koniec rozwinięto na murawie wielką biało-czerwoną flagę, a nad nią "Dziękujemy" - w szesnastu językach. Jeśli czegoś mi zabrakło w tym wzruszającym momencie, to śpiewanego w czasie meczu siedem razy: "Polska - biało-czerwoni". Bo to były, jednak, bardzo biało-czerwone mistrzostwa.

Marian Kmita

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

!
pierdu, pierdu mamutu
Dodaj ogłoszenie