Berlin -Brandenburg: W cieniu pandemii oraz skandali otwarto bez fajerwerków nowe lotnisko w niemieckiej stolicy

Kazimierz Sikorski
Kazimierz Sikorski
AP/Associated Press/East News
Bez fajerwerków otwarto nowe lotnisko w niemieckiej stolicy. Uroczystość poprzedziły opóźnienia i liczne skandale.

Powiedzenie lepiej późno niż wcale idealnie pasuje do otwartego właśnie nowego międzynarodowego lotniska w Berlinie.

Zwykle przy takiej okazji jest wielka feta, dziennikarze z całego świata, przemówienia, bankiety.

Tym razem było inaczej, bez fajerwerków i to bynajmniej nie tylko z powodu pandemii, która mocno uderzyła w branżę lotniczą.

Tej sztandarowej budowie towarzyszyły skandale finansowe, niedoróbki, które mocno podważyły mit o solidności niemieckiej roboty.

- Droga do otwarcia nie była łatwa. Berlin i całe Niemcy stały się pośmiewiskiem. My, niemieccy inżynierowie, wstydzimy się. Wzrost kosztów z 2,7 do prawie 6 miliardów euro nie jest do zaakceptowania. Nie ma więc powodu, by chwalić się projektem, nie będzie uroczystej imprezy, po prostu otwieramy – mówił przed oficjalną sobotnią uroczystością- Lütke Daldrup, prezes Lotniska Berlin Brandenburg.

Bo zamiast chluby i dumy z nowych obiektów inwestycja ukazała nieudolną administrację publiczną, złe zarządzanie finansami, niezdolne do przeprowadzenia tak dużych projektów.

A od zaprojektowania do otwarcia inwestycji minęły trzy dekady. Po drodze aż siedem razy przesuwano termin przekazania obiektu, co sprawiło, że lotnisko było jednym z najbardziej rażących skandali publicznych w ostatnich latach.
Początkowo Port lotniczy Berlin-Brandenburg (BER) planowano otworzyć 3 czerwca 2012 roku. Nie był to , jak się potem okazało, pierwszy przełożony termin realizacji projektu, ale najbardziej zapadający w pamięć.

Media bębniły o wielkiej fecie, planowano relacje na żywo przez 24 godziny z tej uroczystości.

I nagle … klapa, bo przed godziną zero inspektorzy zgłosili 120 tysięcy usterek, w tym najważniejszy- problem z bezpieczeństwem przeciwpożarowym. Poza tym okazało się, że na przykład automatyczne drzwi się nie otwierały, a dachy dosłownie się zapadały.

To nie wszystko, bo stwierdzono, że 170 tysięcy kilometrów kabli zainstalowanych na lotnisku i wokół niego nie było odpowiednio zabezpieczone. Niektóre światła nie mogły się zapalić, innych z kolei nie można było wyłączyć.

Minęła niemal dekada i teraz wszystko ma działać jak w szwajcarskim zegarku. Nowe międzynarodowe lotnisko w Berlinie nosi imię Willy'ego Brandta, na cześć zmarłego przywódcy Berlina Zachodniego, a następnie Niemiec Zachodnich, ruszyło.
W rozpisanym konkursie pojawiały się również inne nazwiska, w tym Marlene Dietrich i Alberta Einsteina. Ostatecznie wygranym okazał się Brandt.
Początkowy ruch otwartego lotniska nie będzie imponujący, pandemia koronawirusa spowodowała chaos w liniach lotniczych i branży turystycznej. W sierpniu ruch pasażerski w Berlinie spadł niemal o 70 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku.
Berlińskie lotnisko zaprojektowano do obsługi 27 milionów pasażerów rocznie, z możliwością jego rozbudowy, by zwiększyć możliwości dwukrotnie.

W ubiegłym roku ponad 35 milionów pasażerów przewinęło się przez Tegel i Schönefeld, przeciążone berlińskie lotniska, które lada chwila

Specjaliści wierzą jednak, że po pandemii, która z czasem ustąpi lub znajdziemy na nią szczepionkę, nastanie czas, kiedy liczba odwiedzających stolicę Niemiec będzie dynamicznie rosła.

To jednak będzie kosztować kolejne 2,3 miliarda euro do 2030 roku, czyli mniej więcej tyle, ile zakładał pierwotny budżet całego projektu.

Faktyczne koszty wynoszą ponad 7 miliardów euro i są to rachunki podzielone między Berlin, Brandenburgię i rząd federalny Niemiec, które. wspierają FBB.

Opóźnienia i przekroczenia kosztów współgrały ze stratami spowodowanymi pandemią. Dlatego z federalnej kasy w postaci pożyczek i dotacji popłynęło 300 mln euro. Bez tego, jak informował resort finansów, FBB zbankrutowałoby jeszcze przed oficjalnym otwarciem lotniska 31 października.

Utrzymanie się na powierzchni w obecnych trudnych dla branży lotniczej czasach wymagać będzie kolejnego miliarda euro pomocy dla berlińskiego lotniska.

Jeśli państwo nie chce - lub nie może - znaleźć sposobu na sprywatyzowanie firmy, choćby tylko częściowo, koszty poniosą niemieccy podatnicy.

Znana na świecie marka Made in Germany została poobijana. Lotnisko miało reprezentować wszystko, czym Berlin miał nadzieję się stać, zjednoczonym miastem, godnym pełnienia funkcji stolicy jednej z największych gospodarek świata.
Projekt narodził się w 1990 roku, wkrótce po upadku muru berlińskiego i zjednoczeniu Niemiec.

Po drodze była rejterada prywatnych inwestorów, którzy przerazili się inwestycyjnego ryzyka. Tym samym państwo pozostało samo i to ono musiało finansować i nadzorować budowę.

W międzyczasie trzeba było nawet zmienić oryginalny kod lotniska, BBI (Berlin-Brandenburg International), bo używało go już lotnisko w... Indiach.

Architekci musieli co chwila zmieniać plany, czy to z powodu nowych żądań ze strony państwa czy unijnych przepisów dotyczących bezpieczeństwa.

Pierwotne otwarcie w październiku 2011 roku trzeba było przesunąć o osiem miesięcy, w dużej mierze z powodu upadku jednego z głównych wykonawców projektu. Potem były kolejne bankructwa.

Główny architekt Meinhard von Gerkan obwiniał za to polityków, którzy naciskali na jak najszybsze wykonanie projektu, choć jego szefowie sprzeciwiali się pośpiechowi.

Von Gerkani i oskarżył FBB o próbę tuszowania powstałych na budowie problemów, manipulowanie raportami, zanim dotarły do ​​rady nadzorczej, którą w tym czasie kierował ówczesny burmistrz Berlina Klaus Wowereit, wielki rzecznik lotnisk.

W maju 2012 roku zaledwie kilka tygodni przed planowanym otwarciem, BER odmówiono zezwolenia na prowadzenie działalności.

Wowereit zrezygnował z rady nadzorczej, a Gerkan i jego ludzie poszli w odstawkę. Ich zastępcy nie mogli nawet odnaleźć planów budynków, część dokumentacji znalazła się w... śmietniku, co było jednym z powodów wszczęcia oficjalnego śledztwa.

Engelbert Lütke Daldrup, urzędnik służby cywilnej średniego szczebla, jest prezesem FBB od 2017 roku. To czwarta już osoba na tym stanowisku.

Oprócz publicznego wstydu były też trzy śledztwa komisji parlamentarnych i lata zamieszania oraz wstydu, co jednak nie oznaczało, że ktokolwiek zaangażowany w trwającą od dziesięcioleci, finansowaną przez państwo budowę, poniósł jakieś konsekwencje.

Wobec Daldrupa też było śledztwo za rzekome błędne oceny sytuacji finansowej FBB, ale sprawa została umorzona przez prokuratorów.

Wraz z otwarciem lotniska mogą nie skończyć się problemy. Już teraz krytycy zastanawiają się, czy lotnisko zaprojektowane na początku XXI wieku jest kompatybilne z technologią i nawykami podróżniczymi z 2020 roku.
Wskazuje się na to, że niemieckie koleje (Deutsche Bahn), nie zapewniły przynajmniej na razie, szybkiego połączenia kolejowego, tak jak to ma miejsce na innych niemieckich lotniskach.

Tylko jeden pociąg dalekobieżny zatrzyma się na BER, tak więc pasażerowie będą musieli skorzystać z pociągu podmiejskiego lub regionalnego do Berlina i przesiąść się na dworcu centralnym, by dotrzeć wreszcie do celu.

Bezsenność. Jak sobie z nią radzić? #ZROZUM

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

A my się dziwimy, ze z Zielonej Góry czy z Gorzowa nie można dojechać do lotniska w Babimoście pociągiem, choć linia kolejowa przebiega obok.