Będzie trudno o zgodę wokół budżetu UE w tym roku

Agaton Koziński
Zaczęło się. Złożony na początku tygodnia przez Cypr (ten kraj sprawuje w tym półroczu unijną prezydencję) tzw. schemat negocjacyjny budżetu UE rozpoczyna oficjalnie końcowy etap rozmów o podziale pieniędzy w Unii w latach 2014-2020.

Propozycja przedstawiona przez Cypryjczyków jest dla Polski względnie dobra - zakłada ona stosunkowo niewielkie zmniejszenie puli euro dla naszego kraju, te cięcia są możliwe do odwojowania w trakcie dalszych negocjacji. Większym zagrożeniem dla polskich "300 miliardów złotych" są natomiast reakcje na propozycję Cypru innych członków UE.
Najostrzej zareagowała Szwecja. - Propozycja budżetu powinna być zrewidowana w dół - skomentował Fredrik Reinfeldt, szwedzki premier. Jeszcze dalej poszła Birgitta Ohlsson, szwedzka minister ds. europejskich. Otwartym tekstem powiedziała, że zaproponowane przez Cypr cięcia w wydatkach budżetu (Cypryjczycy zaproponowali pomniejszenie go o minimum 50 mld euro) są zdecydowanie zbyt małe i zażądała, żeby były one "trzy, cztery razy większe" - czyli wyniosły ok. 150-200 mld euro.
Bardziej stonowana była Holandia, być może dlatego, że w tym kraju jeszcze nie ukonstytuował się rząd. Jego rzecznik zaznaczył tylko, że Haga podtrzymuje swoje wcześniejsze stanowisko zmniejszenia unijnego budżetu o co najmniej 100 mld euro - w innym przypadku holenderski premier skorzysta z prawa weta. Inne kraje, których zdanie w rozgrywce budżetowej jest szczególnie istotne, gdyż są unijnymi płatnikami netto, właściwie wstrzymały się od komentarza. Francja tylko wspomniała, że nie zgadza się na jakiekolwiek cięcia we wspólnej polityce rolnej, natomiast Niemcy i Wielka Brytania wygłosiły tylko grzecznościowe w takich okolicznościach formułki.

Zwłaszcza wstrzemięźliwość Londynu może dziwić - choć też łatwo domyślić się jej przyczyn. W środę w brytyjskiej Izbie Gmin doszło do głosowania w sprawie europejskiej perspektywy finansowej. Mimo sprzeciwu premiera Davida Camerona parlamentarzyści przegłosowali (stosunkiem głosów 307 do 294) projekt poprawki, która obliguje brytyjski rząd do żądania cięć w europejskim budżecie.

Izba Gmin przyjęła rezolucję obligującą premiera Camerona do zawetowania za dużego budżetu UE

Premier nie zgadzał się na to, proponując, aby Wielka Brytania stanęła na stanowisku zamrożenia wielkości budżetu UE (oznaczałoby, że nie mógłby być on większy niż ten przyjęty na lata 2007-2013). Jednak głosami parlamentarzystów Partii Pracy oraz części deputowanych Partii Konserwatywnej z frakcji eurosceptycznej przegłosowano rezolucję, która zmusza rząd do żądania sporych cięć w budżecie. Oficjalnie sumy nie padają, ale nieoficjalnie mówi się, że Wielka Brytania będzie chciała go zmniejszyć o 200 mld euro, czyli o 20 proc.
Brytyjski rząd robi dobrą minę do złej gry, sugerując, że to głosowanie nie ma większego znaczenia. - W negocjacjach budżetowych UE idzie o osiągnięcie porozumienia najlepszego z możliwych, a nie o upieranie się przy tym, co niemożliwe - skomentował je wicepremier David Clegg, podkreślając, że rząd nie zamierza się czuć związany opinią eurosceptyków. W praktyce jednak gabinet Camerona staje się zakładnikiem negocjacji budżetowych. Jeśli nie uda mu się ich zakończyć zgodnie z wytycznymi zawartymi w przyjętej rezolucji, to prawie na pewno po powrocie do Londynu stanie przed koniecznością zebrania większości potrzebnej od odrzucenia wniosku o wotum nieufności. Innym rozwiązaniem jest zawetowanie ustaleń negocjacji budżetowych - ale to z kolei oznaczałoby, że kompromis nie zostanie wypracowany na szczycie UE 22-23 listopada, tylko najwcześniej w przyszłym roku. Trzecim rozwiązaniem jest, oczywiście, radykalne zmniejszenie unijnego budżetu na następne siedem lat - ale w takim przypadku praktycznie przesądzone jest, że weto zgłosi przynajmniej jedno z państw zrzeszonych w klubie "przyjaciół spójności", czyli krajów, które oczekują, że na politykę spójności zostanie przeznaczonych przynajmniej tyle pieniędzy, ile w obecnej perspektywie finansowej.

- Mamy wsparcie 17, a może 18 w tej chwili państw na rzecz budżetu bez wyraźnych cięć, tak by te 300 miliardów, o których mówiliśmy, stało się faktem - podkreślał Donald Tusk na konferencji prasowej. Premier zapewniał, że będzie próbował szukać kompromisu w sprawie budżetu, zapowiedział gotowość spotkania z Cameronem. - Zawsze możliwy jest wariant B, polegający na tym, że będziemy bez kompromisu funkcjonowali w prowizorium budżetowym. Takie prowizorium jest bardzo kosztowne dla Wielkiej Brytanii - dodał Tusk.

14 listopada dojdzie do konsultacji polsko-niemieckich w Berlinie w sprawie budżetu. Wiadomo bowiem, że największy wpływ na przebieg negocjacji będzie miało stanowisko Angeli Merkel. - Niemcy uczynią wszystko, by znaleźć rozwiązanie - zaznaczyła w czwartek kanclerz Niemiec.

Problem w tym, że nie wiadomo, do czego Niemcy zamierzają dążyć. Wypowiedzi tamtejszych polityków są wyjątkowo lakoniczne. Ciekawą analizę przedstawił za to berliński think tank Stiftung Wissenschaft und Politik. Zwrócił uwagę, że negocjacje budżetowe są całkowicie oderwane od rozmów o próbach wyjścia z obecnego kryzysu. I zaproponował, by połączyć je z tworzeniem narzędzi pomagających stworzyć silną unię gospodarczą i polityczną w Europie. Oznaczałoby to tylko jedno: pieniądze z budżetu byłyby tylko dla państw znajdujących się w strefie euro lub chcących do niej szybko dołączyć.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie