Bartosz "Iwiś" Iwicki, zespół Bastard Brothers: Wygląda na to, że jesteśmy „modelowym zespołem rockowym. Grupa współpracuje z KAYAX-em

Tomasz Dereszyński
Tomasz Dereszyński
Zaktualizowano 

Wideo

Zobacz galerię (8 zdjęć)
W imieniu zespołu Bastard Brothers na pytania odpowiada Bartosz "Iwiś" Iwicki. Wideo wywiad - Wiktoria Gołuńska, realizacja Patryk Kwiatkowski. Fotografie: Wojciech Zillmann.

To modelowa sytuacja w rock'n'rollu. Grupa przyjaciół jedzie wspólnie na koncert. Wracając, zainspirowani występem, postanawiają założyć zespół. Tak powstała grupa Bastard Brothers?

Wygląda na to, że jesteśmy „modelowym zespołem rockowym”, czyli najlepiej (śmiech). Mówiąc poważnie: można to ująć w ten sposób. Koncert Rival Sons w Gdyni faktycznie okazał się „punktem zapalnym”, w następstwie którego spotkaliśmy się, zagraliśmy pierwszą próbę i powiedzieliśmy sobie TAK! Następnie zamknęliśmy się w Muzycznej Piwnicy na rok z okładem, aby pracować nad docieraniem składu i repertuaru. Tak w skrócie doszło do tego, że gramy w obecnym składzie, czyli: Kuba Jaskulski (perkusja); Rafał Mówka (instr. klawiszowe); Maciej Cudziło (gitary); Paweł Krykant (gitara basowa); Bartosz Iwicki (wokal, harmonijka ustna).

Skoro rozmawiamy o inspiracjach - macie wspólne i one w dużej mierze definiują Wasz projekt. Opowiesz o nich?

Wspomniani już Rival Sons stanowią dla nas inspiracje i nie chodzi tu tylko o muzykę, ponieważ prezentujemy nieco inne spojrzenie na klasycznego rocka. Fascynująca jest droga, jaką przeszli jako zespół przez 10 lat i niesamowita konsekwencja. To może stanowić piękny przykład. Poza tym każdy z nas słucha innej muzyki i są to naprawdę rozmaite gatunki takie jak: blues, country, folk, swing, pop, elektronika, punk-rock, a nawet black, czy death metal. Na pierwszy rzut oka zdaje się to być schizofrenią muzyczną, ale tak naprawdę to nasza wielka siła. Weźmy np. Jaskóła (tak, Bastardzi mają własną ortografię w ksywach ;) ) – nie budowałby przecież takich bitów perkusyjnych, gdyby nie jego fascynacja elektroniką! Oczywiście wszystkich nas łączy bezkresna miłość do rocka w swojej tradycyjnej postaci.

Muzycy tworzący Bastard Brothers mają już pewien bagaż doświadczeń wyniesiony z poprzednich zespołów. To pomaga czy przeszkadza? Opowiedz proszę o muzycznej drodze, którą przebyliście do tego czasu...

Wszyscy jesteśmy praktykami, lubimy działać, więc każde wcześniejsze doświadczenie zdecydowanie nam pomaga. Dzięki naszej muzycznej historii wiele spraw mamy już po prostu „przetrenowanych” i przez to machina BB mogła nabrać rozpędu tak szybko. Macias, Paweł i Jaskół grają ze sobą od wielu lat, znają się jak łyse konie. Mieli razem już kilka zespołów. Jeden z nich - Dechlebs, był bardzo poważny, dzięki czemu dotarli się scenicznie. Rafał to nasz wielki skarb. Doświadczony klawiszowiec, akordeonista z wykształcenia i świetny wokalista. Warsztat szlifował w wielu zespołach i zna chyba wszystkie numery świata (śmiech). Ja od ponad 10 lat śpiewam drugie głosy i gram na harmonijce ustnej w Zydeco Flow. Nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy, gdyby nie nasze doświadczenie!

Nawiązaliście współpracę z renomowaną wytwórnią. Na czym ona polega i czy spełnia Wasze oczekiwania?

Dostaliśmy się do programu dla debiutantów wytwórni KAYAX, czyli My Name Is New. Udział w takim projekcie to dla nas fantastyczna sprawa. Przede wszystkim dlatego, że mamy możliwość poznać mnóstwo wspaniałych ludzi z tak różnych klimatów. Polecamy uwadze wszystkich melomanów playlisty MNIN, ponieważ są pełne rewelacyjnej muzyki. KAYAX daje nam potężny pakiet wiedzy i porad dotyczących poruszania po bądź co bądź trudnym dla debiutantów rynku muzycznym. Dostęp do takich informacji to nieoceniona pomoc dla nas, więc czegóż więcej moglibyśmy oczekiwać? Od nas zależy, jak wykorzystamy okres tej przygody.

Waszym priorytetem jest debiutancki album. Jak powstają utwory, które znajdą się na tym krążku?

Kawałki powstają na próbach i każdy z nas ma w tym swój udział, co jest chyba najpiękniejszą sprawą na świecie. W Piwnicy Muzycznej, najczęściej słyszanym dźwiękiem poza muzyką jest nasz głośny śmiech! Wspólny przelot, jaki łapiemy podczas tworzenia to prawdziwa magia. Oczywiście skądś biorą się pomysły. Tutaj nieoceniony jest Paweł, który stanowi mózg zespołu. Tworzy zarysy kompozycji, czasami nawet całe kawałki. Cały czas myśli o muzyce. To niesamowite. O ile mózgiem jest u nas Paweł, o tyle serce bandu stanowię ja. Często wymyślam linie melodyczne do naszych kawałków, a także historie, na podstawie których Paweł pisze teksty. Jestem z natury gawędziarzem, więc stanowimy całkiem zgrany duet twórczy :) Nasze numery często opowiadają prawdziwe historie (jak „Hypnotic Poison”), przemyślenia na temat otaczającego nas świata („Somebody”) lub sytuacje, które są nam bliskie, jak w przypadku „Dirty, Pretty Smile”.

Jest jeszcze jeden, niewidoczny bohater. Nasz wielki przyjaciel Łukasz Dryl, który jest odpowiedzialny za nagrania i ich produkcję. To właśnie u niego, w grudziądzkim UnisonoStudio nagrywaliśmy materiał. Łukasz doskonale rozumie to, czym w istocie jest Bastard Brothers. Czuje nasz klimat – nie tylko muzyczny, ponieważ jest Bastardem.

Mainstream rządzi się swoimi prawami. Dominują utwory singlowe w sensie piosenek mających szansę pojawić się w stacjach radiowych. Scena niezależna preferuje płyty długogrające i to najlepiej winylowe. Jaki macie pomysł na Wasz pierwszy album? Znacie już tytuł tej płyty?

Mainstream pełen jest „muzycznej papki”. Produktów, które mają zaspokoić potrzeby mas na jeden lub dwa sezony. Są twórcy i wykonawcy, którzy dostatnio z tego żyją. To jest po prostu biznes i niechże tak będzie – nie mamy z tym problemu. Darek Kowalski z Hard Rock Pubu Pamela powiedział nam jakiś czas temu coś, co doskonale wpisuje się w naszą filozofię. Mianowicie: „nie dajcie sobie wmówić, że tylko oni mają rację! Ludzie kochają dobrą, prawdziwą muzykę i zawsze będą jej słuchać, czegokolwiek by nie serwowały największe stacje radiowe w kolejnych sezonach.” To jest kwintesencja. Jesteśmy maniakami i gramy dla maniaków! W planach mamy album długogrający. Marzy nam się, aby ukazał się na fizycznych nośnikach w postaci CD oraz płyty winylowej. Sam jestem kolekcjonerem muzyki i przyznam, że płyta Bastardów na półkach naszych fanów to mój mokry sen. Bez względu na to, ilu by ich było. Ponieważ uparte z nas skurczysyny to fakt ten jest tylko kwestią czasu, choć tytułu krążka jeszcze nie wymyśliliśmy.

Niedawno w Hard Rock Pubie Pamela zagraliście koncert. W czasie występu dzieliliście scenę z supergrupą Czarny Pies, tworzoną przez tak cenionych artystów jak: Leszek Winder, Krzysztof Ścierański, Jerzy Piotrowski, Jan Gałach, Michał Kielak i Mirek Rzepa. Co wynieśliście z tego wydarzenia?

Rany... To była taka przygoda, że ciężko mi o tym opowiadać. Panowie Leszek, Mirek, Jerzy i Krzysztof to żywe legendy. Muzycy, którzy mieli i mają fundamentalny wpływ na kształt muzyki rockowo-bluesowo-jazzowej w Polsce. Michał i Jasiu umiejętnościami i dokonaniami artystycznymi nie ustępują swoim starszym kolegom.
To było dla nas przeżycie na trzech płaszczyznach. Pierwsza to możliwość słuchania ich oraz patrzenia, jak pracują. Druga to poznanie się z nimi i osobiste rozmowy. Serio – kilka wymienionych zdań z takimi ludźmi może dać więcej niż lata grania! Trzecia, kluczowa dla nas kwestia to występ dla tak wymagającej publiczności. Nie oszukujmy się. Ludzie, którzy przychodzą na koncerty Czarnego Psa to wytrawni słuchacze. Przyznam, że miałem ogromną tremę, którą zresztą było słychać. Jednak myślę, że obroniliśmy się jako zespół. Hard Rock Pub Pamela to magiczne miejsce w którym prawda uderza z każdego kąta. Wchodząc tam, biorę głęboki oddech i wiem, że jestem „u siebie”. Klimat udzielił się całemu zespołowi, w związku z czym nie możemy się doczekać powrotu na deski tej sceny.

Wiemy już co za Wami. A jak rysuje się przyszłość Bastard Brothers ?

Naszym największym skarbem są ludzie wokół nas. Bez nich nie byłoby nic. Dla nich jest wszystko. Oprócz wcześniej wymienionego Łukasza są jeszcze inni. Adrian Zasada (Zydeco Flow, Zasada Acoustic, Kontrabus) – niezastąpiony manager, Krzysiu (Maze Of Feelings), Koral i Paweł (PureSound Studio) – Bastardzi, dobre duchy zespołu. Fabian Staniec (Pathogen Tattoo Workshop), który stworzył ręcznie, od podstaw nasze logo. Arek Kikulski – genialny fotograf, odpowiedzialny za naszą pierwszą (i miejmy nadzieję na kolejne) sesję zdjęciową. Daniel i Misiek (Sinfinity Clothing), którzy zrobili nam fenomenalne koszulki i wiele, wiele innych osób, które są z nami od początku i zawdzięczamy im największe wsparcie. Z taką ekipą już jesteśmy szczęśliwi, więc naszym planem na przyszłość jest kroczyć tą samą drogą i pozostać w tym samym towarzystwie, choćby nie wiem co! Jesteśmy Bastardami!

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie