reklama

Bartosz Bednorz: Na początku zadowoliłem się samym kontraktem we Włoszech. Apetyt rósł z każdym treningiem

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Zaktualizowano 
W PlusLidze 24-letni dziś Bartosz Bednorz grał w AZS Częstochowa, AZS Olsztyn i PGE Skrze Bełchatów, z którą rok temu został wygrał mistrzostwa Polski. Z drużyną narodową był na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 r.
W PlusLidze 24-letni dziś Bartosz Bednorz grał w AZS Częstochowa, AZS Olsztyn i PGE Skrze Bełchatów, z którą rok temu został wygrał mistrzostwa Polski. Z drużyną narodową był na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 r. fot. sylwia dabrowa / polska press
W kadrze chcę dołożyć swoją cegiełkę. Będę to robił tak samo, jak robiłem we Włoszech - mówi przyjmujący Azimut Modena i reprezentacji Polski Bartosz Bednorz.

Jak pana zdrowie?
Dziękuję, już lepiej. Popracowałem około ośmiu dni we Włoszech z fizjoterapeutami. Musiałem zacząć chodzić, by wrócić do Polski. Tutaj kontynuuję pracę z fizjoterapeutą, doszła jeszcze na siłowni. Jestem gotowy, choć może jeszcze nie w pełni. Wszystko jednak wyjdzie podczas treningów z piłką. Myślę, że wszystko będzie pomyślnie.

Kontuzji doznał pan 28 kwietnia w piątym, decydującym meczu półfinałowej rywalizacji z Sir Safety Perugia. Kuriozalnie wyglądającej, bo skręcił pan kostkę przy przyjęciu piłki. Oglądał pan jej powtórki?
Od razu w szatni, bardzo słabo to wyglądało, a zarazem trochę śmiesznie. Rzadko zdarza się skręcić staw skokowy, nie lądując na żadnej stopie. Ale i na takie sytuacje trzeba być gotowym w sporcie. Nawet w takiej sytuacji, kluczowej, bardzo ważnej do zamknięcia seta.

#10YearsChallenge. Zobacz, jak zmienili się polscy siatkarze [ZDJĘCIA]

Urazu doznał pan przy stanie 21:23 w drugiej partii, a w setach prowadziliście 1:0. Ostatecznie przegraliście 2:3 i to rywale awansowali do finału. Większy był ból fizyczny czy z powodu opuszczenia drużyny w tak ważnym momencie?
Oba się połączyły i z każdą chwilą nasilały. Już po porażce emocji było jeszcze więcej, pojawiły się łzy. To naprawdę były ciężkie chwile. Trudno mi się to wspomina.

Mimo to, gdyby ktoś rok temu powiedział panu, że będzie podstawowym graczem i jak daleko dojdzie z drużyną, to jak by pan zareagował? Decydując się przenieść z PGE Skry Bełchatów do Azimutu Modena, eksperci byli raczej sceptyczni.
Długo bym się zastanawiał. Po części bym w siebie wierzył, ale czy tak, że to się wszystko tak ułoży? No nie. Wyjeżdżając tam, byłem zadowolony i dumny, że podpisałem kontrakt z takim klubem. Natomiast z każdym kolejnym dniem i ciężką pracą na treningach mój apetyt rósł. W pewnym momencie chciałem stać się ważną postacią w zespole. Myślę, że to się udało.

O ile podniósł pan swój poziom sportowy?
Trudno określić. Natomiast na pewno miniony sezon dał mi bardzo dużo. I to w każdym elemencie. Stałem się mocniejszym i silniejszym zawodnikiem, przede wszystkim psychicznie.

Dla pana jako fana motoryzacji Modena to chyba jedno z wymarzonych miejsc?
Zgadza się, to kolebka motoryzacji. Wszystkie ciekawe miejsca już zwiedziłem. Na ulicach zawsze można zobaczyć jakiś sportowy samochód. Uwielbiam je, więc dla mnie Modena jest odpowiednim miejscem.

Pod maską też pan majsterkuje?
Nie, nie, w mechanika się nie bawię. Wolę jeździć.

To jakim samochodem pan jeździ?
Z klubu zawodnicy dostają Toyoty, więc bez szaleństw. Ale myślę, że wkrótce coś fajnego pojawi się w moim garażu. Na razie nie chcę zdradzać, co to będzie.

Gdyby miał pan nieograniczony budżet, to jaki samochód by sobie kupił?
Trudno powiedzieć, nie wiem, czy podjąłbym decyzję w jeden dzień. Jest jednak kilka perełek, nad którymi bym się grubo zastanawiał.

A czym by się pan chciał przejechać?
Lamborghini, bo Ferrari już jeździłem. Ivan [Zaytsev, włoski atakujący Azimutu Modena - red.] ma, dał się przejechać, ubezpieczony, więc można było potestować, ha, ha.

KLIKNIJ I CZYTAJ WYWIAD: DRZYZGA O KADRZE I LEONIE

W przerwie między sezonami ligowym a reprezentacyjnym wziął pan udział w szkoleniach Porsche Experience na torze Silesia Ring w Kamieniu Śląskim.
Mój znajomy jest tam instruktorem. Skorzystałem z zaproszenia, przetestowałem wszystkie modele Porsche i... zakochałem się w tej marce.

Był pan też na meczu Górnika Zabrze. Jest pan kibicem?
Też zostałem zaproszony, miałem wolny wieczór, więc skorzystałem. Cały sezon nie było mnie w kraju, więc miło było obejrzeć rywalizację z trybun. We wcześniejszych latach piłkę oglądałem tylko w telewizji, nie ciągnęło mnie na stadion. Skupiony byłem na siatkówce.

Na meczu piłkarskiej ligi włoskiej też już pan był?
Planowałem, ale te, na których chciałem być, pokrywały się z moimi meczami.

We Włoszech wielokrotnie w tym sezonie pana Modena grała z Perugią, której siatkarzem jest Wilfredo Leon. Teraz obaj będziecie rywalizować w reprezentacji Polski o miejsce na przyjęciu. Jak pan ocenia swoje szanse?
Znam swoją wartość, moim celem jest pomóc reprezentacji. Czy trener z tego skorzysta, to jego decyzja. Moje ambicje są duże. Natomiast najważniejszy jest sukces kadry i wspólna radość. A to, kto będzie na boisku, jest na drugim planie.

Rywalizacja na pana pozycji jest bardzo duża. Każdego z was czeka ogromne wyzwanie.
Ale to może tylko korzystnie wpłynąć na reprezentację. Nic, tylko się cieszyć, że mamy tylu wspaniałych zawodników. Trener ma w czym wybierać. Kadra ma wielki potencjał i nieograniczone możliwości. Szczególnie patrząc na ten sezon, w którym czeka nas kilka turniejów. Myślę, że możemy być jedną z najmocniejszych drużyn przez cały ten okres.

KLIKNIJ I CZYTAJ: SEZON NAPAKOWANY TURNIEJAMI. CEL TO AWANS NA IGRZYSKA

Liga Narodów to czas dla pana, by przekonać Vitala Heynena do miejsca w kadrze na kwalifikacje olimpijskie?
Przede wszystkim nie narzucam na siebie takiej presji. To jest dla mnie naturalne środowisko, w którym chcę dołożyć swoją cegiełkę. Będę to robił tak samo, jak robiłem we Włoszech. Myślę, że każdy zawodnik, który ma ambicje, nie musi specjalnie się spinać, żeby grać na wysokim poziomie. Celem jest grać jak najlepszą siatkówkę.

Długo trawił pan to, że nie znalazł się w kadrze na mistrzostwa świata rok temu?
Długo to nie. Na początku siedziało mi w głowie, bo to naturalne. Sportowa złość, ambicja. Natomiast z czasem to mija, nie można też cały czas o tym myśleć, bo to działa wtedy na naszą niekorzyść. Dosyć szybko sobie z tym poradziłem i odstawiłem na bok.

Sam czy z pomocą psychologa?
Sam, miałem pomoc swoich najbliższych, na których zawsze mogę liczyć w trudnych sytuacjach i nie tylko.

Dużo turniejów i napięty terminarz to więcej szans na grę. Ma pan świadomość, że czeka pana dużo fajnych wyzwań w tym sezonie reprezentacyjnym?
Pewnie, jestem gotowy na każde wyzwanie. Ile ich będzie i jakie one będą, na to trzeba poczekać, bo nie mam o tym pojęcia.

Vital Heynen lubi dzwonić do swoich zawodników i rozmawiać z nimi także na prywatne tematy. Dużo razy dzwonił do pana?
Rozmawialiśmy, rozmawialiśmy. Nie zdradzę o czym. W każdym razie jestem tutaj, ha, ha.

KLIKNIJ I CZYTAJ - BARTOSZ KUREK: NA 100 PROC. BĘDĘ ZDROWY NA KWALIFIKACJE

Wideo

Materiał oryginalny: Bartosz Bednorz: Na początku zadowoliłem się samym kontraktem we Włoszech. Apetyt rósł z każdym treningiem - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie