Barroso zawróci Europę do źródeł

Piotr Maciej Kaczyński
Wojciech Barczyński/Polska
Przez najbliższe lata podstawowym wyzwaniem stojącym przed Komisją Europejską będzie obrona wspólnego rynku przed zakusami protekcjonistycznych rządów narodowych. Walka o to, jaką ma być Unia Europejska, jest otwarta, a podstawowe zasady takie jak "nie ma państw równych i równiejszych" i niezależność unijnych instytucji są zagrożone.

Sytuacja polityczna i gospodarcza w takich krajach jak Grecja jasno obrazuje, jak ważne są gruntowne reformy wewnętrzne w większości państw UE. Jeżeli rządzący zaniechują reform - nadchodzi kryzys. Jeżeli maruderów będzie wielu - Komisja Europejska może stać się wręcz ostatnim Mohikaninem broniącym wspólnych zasad.

Żmudny proces wyłonienia nowej Komisji Europejskiej właśnie dobiegł końca. Wpadka z panią Żelewą pokazała, że Parlamentu Europejskiego nie wolno ważyć lekce i ma on ochotę - oraz uprawnienia - odgrywać coraz większą rolę w polityce europejskiej. Na dodatek traktat lizboński przeorał sposób uprawiania polityki w Brukseli - w takich zmienionych warunkach Komisja Europejska mierzy się z wyzwaniami stojącymi przed Europą w najbliższych latach. Jakie są cele Komisji? Co chce osiągnąć? Czy ma szanse swoje ambicje zrealizować?

José Manuel Barroso latem ubiegłego roku zarysował główne priorytety dla nowej Komisji Europejskiej. Wśród nich znajdują się m.in. walka z kryzysem gospodarczym i zmianami klimatycznymi oraz rozwijanie
unijnej polityki zagranicznej, której szefowa (Catherine Ashton) jest także pierwszą zastępczynią Barroso.

Podstawowym zadaniem nowej Komisji Barroso stanie się jednak nie tyle rozwijanie poszczególnych polityk oraz tworzenie nowych podstaw prawnych. Celem numer jeden będzie przywrócenie tej instytucji centralnej roli głównego motoru integracji. Aby osiągnąć ten cel, potrzebna jest zarówno wizja, jak i sposób jej realizacji w unijnych politykach sektorowych. Potrzebne jest też przywództwo. Tymczasem przynajmniej od dziesięciu lat instytucja ta przechodzi kryzys tożsamości, a trudno mówić o odnowionym przywództwie, gdy spośród 27 komisarzy aż 15 zasiadało w Komisji już wcześniej. Nowy rok i nowa Komisja Europejska sprawiają, że osiąganie nowych ambitnych celów być może znów stanie się realne. Jednak dla tak postawionego zadania są przynajmniej dwie wiadomości: jedna dobra, a druga zła.

Po pierwsze, wydaje się, że wreszcie są korzystne warunki dla integracji europejskiej. Najwięksi optymiści brukselscy wierzą wręcz, że po drugim referendum irlandzkim dojdzie do ukształtowania nowego momentum, by posunąć integrację do przodu. Bądź co bądź, w zeszłym roku zakończyła się wlekąca się przez całą dekadę reforma instytucjonalna UE. Ponadto, wydaje się, że doszło do skonsumowania dwóch wielkich procesów lat dziewięćdziesiątych: utworzono strefę euro oraz doszło do największego rozszerzenia w historii UE. Wydawałoby się, że wreszcie nadszedł moment na kreślenie nowych, ambitnych celów dla integracji kontynentu. Można na nowo dyskutować o tematach tabu ostatnich lat - polityce obronnej, integracji systemów bankowych, polityce energetycznej, podatkach, gruntownej reformie dochodów Unii oraz polityki rolnej. Barroso zlecił swoim nowym komisarzom zająć się wieloma z tych kontrowersyjnych - wcześniej niepodejmowanych - tematów.

Po drugie jednak, wydaje się, że w obecnej konstelacji politycznej w Europie trudno będzie osiągnąć zgodę na daleko idące, ambitne cele. Przywódcy państw narodowych tacy jak prezydent Sarkozy, premier Berlusconi czy kanclerz Merkel sprawiają często wrażenie, że nie są przekonani do potrzeby pogłębiania integracji europejskiej poprzez nowe ambitne inicjatywy (mimo ogłoszenia 80 nowych francusko-niemieckich inicjatyw europejskich). W swoich działaniach największe z państw wręcz podważają sens wspólnych polityk - wystarczyło przyjrzeć się negocjacjom kopenhaskim w grudniu, by zobaczyć, że podstawowym problemem w budowaniu europejskiej polityki zagranicznej nie są Chiny, Rosja czy Stany.

Zjednoczone, ale przywódcy Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, którzy zapatrzeni w swoją indywidualną mocarstwowość zapomniały, że potencjał demograficzny Niemiec jest dziś podobny do Wietnamu, a Francji czy Wielkiej Brytanii do Tajlandii. Dwanaście miesięcy temu prezydent Sarkozy chciał na nowo pisać zasady wspólnego rynku tak, by francuscy producenci samochodów produkowali je nad Sekwaną. Dziś podobne podejście wobec Fiata prezentuje premier Berlusconi. Kilka lat temu rządy Francji i Niemiec zlekceważyły zasady Paktu Stabilizacji i Wzrostu. Przykłady zachowań protekcjonistycznych są liczne, konkluzja jedna: dziś w Europie apetyt na silne polityki europejskie jest ograniczony. Drugiej Komisji Barroso przychodzi działać w takim właśnie kontekście. Ma wielkie uprawnienia i nie ma bieżących ograniczeń w podejmowaniu najbardziej kontrowersyjnych tematów. Jednocześnie państwa członkowskie są sceptyczne wobec nowych pomysłów, a kryzys gospodarczy sprawia, że zastanowią się trzykrotnie, zanim w ogóle podejmą nowy temat. Dlatego właśnie w najbliższych latach można spodziewać się aktywności Komisji nacelowanej na osiąganie konkretnych rezultatów w poszczególnych obszarach, w których posiada już kompetencje.

A więc celem podstawowym w sytuacji kryzysu gospodarczego w najbliższych latach będzie dbanie o przestrzeganie reguł wspólnego rynku w procesie wychodzenia z zapaści ekonomicznej oraz zapewnienie stabilizacji rynkom finansowym. Zajmie się tym koalicja komisarzy z Francuzem Michelem Barnier i Hiszpanem Joaquinem Almunią na czele. Kolejnym wyzwaniem będzie także zadbanie o to, by przywrócić stan finansów publicznych państw członkowskich do takiego poziomu, by respektowały zapisy Paktu Stabilizacji i Wzrostu (mówi on m.in. o deficycie budżetowym). O to ma dbać fiński komisarz znany z małomówności Olli Rehn.

W polityce klimatycznej głównym zadaniem będzie wprowadzanie w życie zapisów prawa klimatycznego o ograniczeniu emisji gazów, zwiększeniu produkcji energii ze źródeł odnawialnych itd. W najbliższych latach zapowiada się także duży spór o to, jak ograniczać emisję złych gazów w transporcie. To będzie trudne m.in. dla Polski, ponieważ wiele firm transportowych ma siedzibę właśnie nad Wisłą. Przynajmniej na początku nie uda się uniknąć pewnych sporów kompetencyjnych między komisarzami ds. środowiska, ds. zmian klimatycznych, ds. energii i ds. transportu.

W innych politykach warto wspomnieć o rozwijaniu współpracy w dziedzinie sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Nowo przyjęty traktat lizboński zezwala m.in. na ustanowienie stanowiska prokuratora europejskiego. I nie wolno zapominać, że za kadencji tej Komisji będzie także negocjowana nowa perspektywa finansowa po roku 2013 - jej pierwsza wersja będzie powstawać pod okiem Janusza Lewandowskiego, o ile sam przewodniczący na to zezwoli. Negocjacje te będą wyjątkowo trudne, skoro Komisja z jednej strony będzie opowiadała się za dużym budżetem Unii, ale z drugiej będzie wymagała od płatników netto takich jak Niemcy i Holandia, by redukowały swoje deficyty budżetowe.

Kończąc, jednym z największych wyzwań będzie budowa wiarygodnej europejskiej służby zagranicznej. To także nie będzie łatwym zadaniem; a wyzwań jest sporo. Głównodowodzącą w tym procesie będzie Catherine Ashton, wiceprzewodnicząca Komisji i unijna minister spraw zagranicznych. Spory już dotyczą w obecnej fazie składu i uprawnień nowego korpusu dyplomatycznego, a prasa już donosiła, jak państwa członkowskie ograniczają panią Ashton i podminowują jej pozycję. Sama Ashton też nie jest bez winy - w jej kompetencje w sprawach zagranicznych nie wierzy niemal nikt, a jedynie optymiści pocieszają się, że się szybko uczy.

Podsumowując, najbliższe cztery i pół roku - do listopada 2014 roku - będzie wypełnione przede wszystkim dbaniem o już istniejące polityki oraz ich ewentualny rozwój, oraz tworzenie zrębów tych polityk, które zapisano po raz pierwszy lub gruntownie rozwinięto w traktacie lizbońskim - przede wszystkim polityki zagranicznej i energetyczno-klimatycznej. Ale osiąganie ambitnych celów będzie utrudnione, skoro nie za bardzo są chętni, by podjąć wyzwanie. Nawet najbardziej prawdopodobny z ambitniejszych celów - utworzenie wspólnej zewnętrznej polityki energetycznej tak, aby to Unia w imieniu wszystkich państw członkowskich negocjowała z Rosją i innymi dostawcami gazu czy ropy do UE - będzie wymagał nie lada wysiłku, by przekonać do niego Komisję Europejską, wszystkie dwadzieścia siedem państw oraz Parlament Europejski na dokładkę.

Tak czy inaczej, najbliższe lata zadecydują o tym, jak w podręcznikach historii zostanie zapisany José Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej 2004-2014.

Autor jest badaczem w Centrum Studiów nad Polityką Europejską (CEPS) w Brukseli.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie