Barroso: Unia to nie chłopiec do bicia

José Manuel Barroso, szef Komisji Europejskiej
Barroso: Gdybyśmy mieli więcej referendów, to zapewne jeszcze w kilku krajach Europejczycy odrzuciliby traktat
Traktat lizboński stwarzał podstawy prawne do prowadzenia wspólnej, opartej na zasadzie solidarności, polityki energetycznej UE. Dlatego też jego odrzucenie w referendum w Irlandii jest klęską całej wspólnoty - mówi szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso w rozmowie z Andrzejem Godlewskim.

Dlaczego Irlandczycy odrzucili traktat lizboński?
Przyczyn było kilka. Jednak nie chcę szczegółowo o nich mówić, zanim nie zapoznam się z wynikami ostatnich analiz. Natomiast jestem przekonany, że większość Irlandczyków nie głosowała przeciw UE. Nawet popularne hasło przeciwników traktatu brzmiało: Europa była wielką sprawą dla Irlandii, dalej idźmy tą drogą.

Co zaważyło?
Obawy, które nie mają nic wspólnego z traktatem lizbońskim, ale na które trzeba odpowiedzieć.

Może zawiniła słaba kampania zwolenników UE?
Z pewnością lepsza była kampania przeciwników traktatu, bo to oni przecież wygrali. Jednak nie chcę nikogo oskarżać.

Komisja Europejska nie ma sobie nic do zarzucenia? Może powinna była bardziej się zaangażować?
Ja i inni przedstawiciele Komisji jeździliśmy do Irlandii i przekazywaliśmy informacje o traktacie. Jednak w samej kampanii nie mogliśmy uczestniczyć. Irlandzkie prawo traktuje agitację z zewnątrz jako niedopuszczalną ingerencję w wewnętrzne sprawy kraju. To referendum powinny wygrać same władze irlandzkie.

Jednak nie chodzi o samą kampanię. Już od jakiegoś czasu trudno jest przekonać Europejczyków do idei zjednoczonej Europy.
Gdybyśmy mieli więcej referendów w sprawie reformy UE, to zapewne jeszcze w kilku krajach Europejczycy odrzuciliby traktat. Także tam powody wynikały z polityki wewnętrznej. W niektórych państwach członkowskich władze krajowe są mniej popularne niż instytucje Unii, a ludzie ufają nam bardziej niż rodzimym partiom politycznym. Dlatego nie godzę się na to, by po przegranym głosowaniu w Irlandii Unia Europejska stała się teraz chłopcem do bicia.

Jakie są zatem Pańskie wnioski?
Traktat podpisało 27 państw, ponieważ uznały one, że jest on dla nich i dla Europy konieczny. Wieloletnie negocjacje nie toczyły się przecież dla zabawy. Chodziło o to, by Unia mogła iść do przodu, a Irlandzkie "nie" nie rozwiązuje przecież starych problemów, lecz tworzy nowe.

Czyli?
Proces ratyfikacji musi być kontynuowany. Oczywiście, nie możemy zapomnieć, że naszym priorytetem nie jest reforma instytucji UE, lecz m.in. to, jak zapewnić wzrost gospodarczy i bezpieczeństwo wewnętrzne oraz sprostać wyzwaniom związanym z migracją i zmianami klimatu. To są kwestie, których rozwiązania oczekują od nas obywatele.

Może w takim razie najlepszym rozwiązaniem jest Europa różnych prędkości? Poszczególne kraje integrowałyby się zależnie od swoich potrzeb.
Jest takie afrykańskie przysłowie: Jeśli chcesz iść szybko, idź sam. Jeśli chcesz zajść daleko, idź z innymi. Ja chciałbym, by wszyscy Europejczycy szli razem.

Mówił Pan o oczekiwaniach obywateli, którym UE chce sprostać. Co Komisja chce np. zrobić, by zahamować wzrost cen benzyny?
Po pierwsze musimy sobie powiedzieć, że ceny ropy i gazu nie będą już tak niskie jak kiedyś. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest racjonalniejsze wykorzystanie energii oraz dywersyfikacja źródeł. Komisja zaproponowała pakiet rozwiązań. Wśród nich jest m.in. możliwość wykorzystania energii atomowej przez państwa, które sobie tego życzą.

Na to potrzeba lat. Co można zrobić w krótszym czasie?
Europejskie regulacje dotyczące konkurencji na wspólnym rynku dotyczą wyłącznie firm, a nie osób fizycznych. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, by państwa członkowskie, które sobie tego życzą, wsparły mniej zamożnych obywateli dotkniętych drożyzną.

W jaki sposób?

Na przykład dopłacając im do rachunków za energię. Przecież wyższe ceny za ropę i gaz oznaczają dla państw członkowskich także wyższe wpływy z podatków. Jak je wykorzystać, nie leży w gestii Komisji Europejskiej, lecz ministra finansów danego kraju. My nie mamy żadnych narzędzi, by prowadzić politykę socjalną. Jeśli ktoś w którejś ze stolic twierdzi, że nic nie da się zrobić, bo Bruksela jest temu przeciwna, to mówi nieprawdę.

Ale co może zrobić Komisja?

We wtorek ogłosiliśmy, że możliwa jest redukcja stawki VAT na usługi i produkty polepszające wykorzystanie energii. Nie chodzi oczywiście o redukcję VAT dla całego sektora energetycznego, bo to nie byłoby dobre rozwiązanie.

Jak wielka mogłaby to być redukcja?

Na razie nie mogę tego podać. Propozycje zostaną przedstawione we wrześniu.

Czy nie nadszedł czas, by wymusić na producentach i dystrybutorach energii większą przejrzystość cen?

To także jest nasz cel, ale nie da się go szybko osiągnąć. Jest to nie tylko kwestia Unii, to problem globalny. Już teraz prowadzimy rozmowy z państwami, które są producentami energii, by ich do tego skłonić.

W takim razie może należy obłożyć rekordowe zyski producentów i dystrybutorów nośników energii jakimś podatkiem a la Robin Hood?
To prawda, że niektóre z firm energetycznych korzystają z wysokich cen ropy i gazu i wykazują nadzwyczajne zyski. Jest jednak prawdą, że ten sektor potrzebuje nadzwyczajnych inwestycji. W Europie musimy rozbudować sieć zaopatrzenia, możliwości magazynowania czy nowe pola eksploatacji. W gestii państw członkowskich pozostaje, czy w takiej sytuacji zechcą obciążyć te przedsiębiorstwa dodatkowymi podatkami.

Dlaczego wobec tak wysokich cen ropy kraje UE nie dążą do prawdziwej solidarności energetycznej? **Czy trzeba czekać, aż traktat lizboński wejdzie w życie?**
On tworzy podstawy prawne do prowadzenia polityki energetycznej opartej na zasadzie solidarności. Jest to jeszcze jeden z powodów, by ratyfikować traktat lizboński. Jednak nawet bez tego traktatu państwa członkowskie nie są w żaden sposób ograniczone, by ze sobą współpracować w kwestiach energetyki.

Ale to ciągle jest iluzja. Przecież budowa Gazociągu Północnego nie jest przejawem solidarności energetycznej.
Znam zastrzeżenia Polski i innych krajów bałtyckich dotyczące tego projektu. Uważam, że jego prezentacja nie była najlepsza. Jednak w Polsce nikt nie może mieć wątpliwości co do solidarności, jakie w dziedzinie energetyki czy stosunków z Rosją wykazuje Komisja Europejska.

Zatem nic nie da się zrobić?
Kluczowa dla zapewnienia bezpieczeństwa dostaw jest dywersyfikacja rodzajów energii, dróg przesyłowych oraz krajów pochodzenia. Budowa jednych gazociągów nie oznacza, że inne nie mogą powstać. Jeśli jeden z krajów członkowskich współpracuje z Rosją, to nie znaczy, że jest to skierowane przeciw Polsce.

Jednak to Gazprom odnosi w tej dziedzinie więcej sukcesów niż Komisja Europejska. Jego projekty gazociągów Północnego czy Południowego są realizowane, podczas gdy paneuropejski projekt Nabucco, umożliwiający dostawy ropy i gazu z państw Azji Środkowej, już nie.
My nie rywalizujemy z Gazpromem. Komisja Europejska nie jest spółką gazową. Przeciwnie, współpracujemy dla dobra wspólnego - Rosja potrzebuje europejskiego rynku, a Europa rosyjskiego gazu.

Ale sam Pan mówi, że konieczna jest dywersyfikacja źródeł zaopatrzenia. Tymczasem alternatywne wobec Rosji projekty ciągle nie mogą powstać.
Ależ Rosja nie jest jedynym dostawcą gazu dla Europy. Jest też gaz z Morza Północnego, Algierii i innych państw. Proszę mi wierzyć, że nie ma większego orędownika europejskich interesów w tej dziedzinie niż Komisja Europejska. Co prawda nie przekazujemy państwom członkowskim wskazówek, jak mają postępować, ale robimy wszystko, by wypracować wspólne podejście. Poza tym będziemy strzec reguł swobodnej konkurencji na rynku europejskim. Nie chcemy być uzależnieni od jednego dostawcy, czy kartelu. Przy tym nie znaczy to, że działać będziemy konfrontacyjnie przeciw Rosji.

Nie boi się Pan o przyszłość europejskiej gospodarki, która potrzebuje coraz więcej energii?
W Portugalii mówimy, że złe rzeczy powodują czasem coś dobrego. Myślę, że podobnie będzie na rynku energetycznym. Istnieje przecież ogromny potencjał, by lepiej wykorzystywać energię i pozyskiwać ją z nowych źródeł. Tak wysokie ceny jej nośników zmuszają nas do zmian. Pamiętam, że podobnie było podczas kryzysu energetycznego w latach 70. Pierwsze reakcje były pełne paniki, ale później rynek się unormował. Myślę, że stajemy teraz przed szansą, by dokonać zasadniczych zmian.

Polska i Szwecja zaproponowały program Partnerstwa Wschodniego, który ma stanowić podstawę nowej polityki UE wobec krajów b. ZSRR. Dlaczego ten program się Panu podoba?
Może być on bardzo przydatny, jeśli chodzi o bezpieczeństwo dostaw energii czy migrację. Poza tym jest to instrument, z którego mogą korzystać wszystkie państwa członkowskie - tak jak w przypadku polityki sąsiedztwa z krajami basenu Morza Śródziemnego.

Niedawno szef MSW Niemiec Wolfgang Schäuble zaproponował, by Europejczycy w wyborach powszechnych wybierali przewodniczącego Rady UE. Czy wziąłby Pan udział w tych wyborach, które przypominałyby konkurs Eurowizji?
To zupełne spekulacje.

Nie weźmie Pan udziału?
W jednym z ostatnich sondaży zauważyłem, że w wielu regionach Niemiec jestem dość popularny. Także w Badenii-Wirtemergii, skąd pochodzi Schäuble. Jednak model, który mi się podoba, jest zapisany w traktacie lizbońskim. Zgodnie z nim przewodniczącego Rady UE, tak jak i szefa Komisji Europejskiej, wybierają unijni szefowie państw i rządów. Dlatego nie ma sensu, by proponować teraz coś nowego, co zmienia zapis traktatu.

Czyli nominacja przez polityków jest ważniejsza niż wybór przez obywateli?

Ja naprawdę jestem za wyborami na wszelkie możliwe stanowiska. Sam wielokrotnie startowałem w wyborach i je wygrywałem. Członkowie Komisji Europejskiej to nie są żadni eurokraci czy biurokraci. My jesteśmy demokratami.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie