Barack Obama właśnie zdecydował: Ameryka nie wróci już na Księżyc

Kazimierz Sikorski
Na nic zdały się protesty naukowców, polityków, a nawet wielu amerykańskich astronautów, NASA zaczyna likwidację stanowisk dla rakiet i statków kosmicznych, które miały ponownie wynieść człowieka na Srebrny Glob.

Pod adresem prezydenta Baracka Obamy już padają ciężkie zarzuty, że to właśnie z jego polecenia legł w gruzach niezwykle ambitny projekt "Constellation", który miał sprawić, że Amerykanie wrócą na Księżyc. Dla Obamy, zdaniem jego krytyków, ważniejsza stała się sprawa cięć kosztów, by móc znów wystartować w wyścigu do Białego Domu.

Ameryka zostaje na Ziemi
"Constellation" był najbardziej ambitnym programem amerykańskie nauki, miał potwierdzić technologiczną przewagę Stanów Zjednoczonych nad resztą świata w tej dziedzinie. Ale już w lutym tego roku Barack Obama zapowiadał, że środki na ten program zostaną obcięte, bo z jednej strony jest ogromna dziura w budżecie, z drugiej zaś wnosi on niewiele - zdaniem prezydenta - do rozwoju nauki. Potem były jeszcze dyskusje, przekonywania i próba ratowania programu w Kongresie. Ostatecznie nie udało się.

W takiej sytuacji szef NASA generał Charlie Bolden, wielki oponent prezydenta Obamy, musiał wysłać pismo do firm współpracujących do tej pory z NASA, że obcina, i to natychmiast, ogromne środki przewidziane na program "Constellation".

Pojawiły się od razu głosy wielu polityków, na przykład republikańskiego kongresmena Roba Bishopa ze stanu Utah, że w tej sprawie powinno być wszczęte dochodzenie, bo obcięcie środków na ten program oznacza utratę tysięcy miejsc pracy w kilku stanach oraz zepchnięcie Ameryki ze ścieżki lidera podboju kosmosu.

Słów krytyki nie szczędzi też senator Kay Bailey Hutchison, republikanka z Teksasu, i Scott Pace, jeden z byłych szefów NASA, dziś szef instytutu prowadzącego prace w zakresie podboju kosmosu na uniwersytecie George'a Washingtona.

Odżyły marzenia Ameryki
Program "Constellation" narodził się w roku 2004 i zgodnie z wizją ówczesnego prezydenta George'a W. Busha zakładał powrót Amerykanów na Księżyc do roku 2020. Jednym z celów tego planu miało być zbudowanie na Srebrnym Globie bazy, która byłaby z kolei pomocna w ruszeniu z załogową misją na Marsa, i to już do roku 2030. Od tamtego czasu wydano - jak się ocenia - w sumie dziewięć miliardów dolarów na prace projektowe i przygotowawcze do tej misji. Projektowano nawet konkretne pojazdy, które miały się poruszać po Srebrnym Globie.

Dziś, jak się wydaje, będą to środki wyrzucone w błoto. Niezależne ośrodki podpowiadały, że bez dodatkowych trzech miliardów dolarów rocznie na ten program zejdzie on na złą, jak to określono, trajektorię. A kiedy w lutym tego roku ujawniono zarysy amerykańskiego budżetu na rok 2011, Obama nie pozostawił złudzeń, że takich środków księżycowy program na pewno nie dostanie. I to oznaczało dla niego wyrok, który teraz właśnie się wykonuje.
Protest weteranów
Takie podejście do sprawy nie podobało się wielu kosmicznym weteranom, w tym pierwszemu i ostatniemu Amerykaninowi, którzy byli na Księżycu, czyli Neilowi Armstrongowi i Eugene Cernanowi. Obaj zgodnie twierdzą teraz, że porzucenie programu "Constellation" oznacza tak naprawdę porzucenie przez Amerykę planów dalszego podboju kosmosu. Przypominają, że to nie kto inny, tylko prezydent John F. Kennedy, na którego tak często powoływał się Obama, obiecał Amerykanom, że jego kraj rusza na podbój kosmosu, i słowa dotrzymał, Obama zaś staje się grabarzem tego pomysłu i tych marzeń.

Armstrong napisał nawet pełen pasji list otwarty do prezydenta Baracka Obamy. Przypomina w nim o porozumieniu amerykańsko-rosyjskim w sprawie współpracy w rozbudowie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, dodaje, że niebawem jego kraj nie będzie w stanie, po ostatecznym wycofaniu z eksploatacji wahadłowców, wysyłać astronautów w kosmos. Misja wahadłowców wygasa ostatecznie jesienią tego roku, po ich powrocie na Ziemię i przeglądach trafią one do muzeum.

Zdaniem Armstronga wstrzymywanie programu "Constellation", który już pochłonął miliardy dolarów, to wielki błąd.

Wielu polityków i byłych astronautów nazywa Baracka Obamę grabarzem podboju kosmosu

Musimy być liderem
Ameryka musi się wreszcie zdecydować, czy chce być liderem w kosmosie, czy nie. Jeśli mamy być, jak do tej pory, w tej dziedzinie najlepsi, to muszą być rozwijane odpowiednie programy, muszą nad tym pracować odpowiednie instytuty, by dostać jak największą szansę osiągnięcia tego celu - mówi pierwszy człowiek, który stanął na Księżycu.

W oddzielnym liście zwróciło się do Obamy również 27 byłych astronautów, którzy nie pozostawiają na decyzji prezydenta likwidacji programu podboju kosmosu suchej nitki.

Ich praca poszła na marne
Zbyt wielu kobiet i mężczyzn pracowało, i to bardzo ciężko, nad programami kosmicznymi i teraz niestety widzą, że ich wysiłki poszły na marne . To nie jest czas na porzucanie obietnic o podboju kosmosu, to czas, kiedy trzeba zakasać rękawy i dążyć do celów za wszelką cenę - zawarte było między innymi w tym apelu.

- Administracja waszyngtońska nie ma w tej dziedzinie żadnego pomysłu, nie ma planu, nie ma idei. To wszystko, co robi, jest bardzo dziwne - mówi wspomniany polityk Bishop. - Rakiety to nie jest coś, co Wal-Mart wyłoży na swoje półki. Musi być plan, jak dojść z punktu A do punktu B, a nie mówienie, że jednego dnia robimy to, drugiego dnia zmieniamy całkowicie zdanie - dodaje.

Zdaniem bardzo wielu amerykańskich specjalistów sprawy nie załatwi przekierowanie części państwowych środków w ręce prywatnych firm zajmujących się branżą kosmiczną. Tak nie robią ani Indie, ani Chiny, które pompują co roku ogromne środki w swoje centra kosmiczne, i one nie żałują pieniędzy na podbój kosmosu.

Oba te kraje, a dołączają do nich z każdym rokiem kolejne, nie oglądają się już dziś na Stany Zjednoczone, tylko kreślą coraz bardziej śmiałe wizje lądowania człowieka na Księżycu. A potem, kto wie, może i na Marsie. A kosmiczny lider, czyli Stany Zjednoczone, zostaje coraz bardziej w tyle.

Koronawirus fake news. Oto największe absurdy.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

K
Konrad

Szanowny Panie Sikorski. Pański artykuł jest na naprawdę niskim poziomie pod kątem zarówno znajomości tematu, jak i przedstawienia punktu widzenia wszystkich stron. Pozwolę sobie zadać sobie trud zrobienia tego, czego Panu się najwyraźniej nie chciało i wyłożę tutaj swoją wiedzę na ten temat.

Batalia na temat tzw. Human Spaceflitght między Kongresem a Prezydentem trwa już 1,5 roku, a w ostatnich dniach nie zaszły żadne przełomowe wydarzenia z tym związane. Nie rozumiem w związku z tym tonu Pańskiego artykułu. Obama zaproponował INNE podejście do tego zagadnienia (komercyjny dostęp do niskiej orbity okołoziemskiej i strategia tzw flexible path i game changing technologies w eksploracji poza nią).

Nie jest to żaden nagły zwrot i nigdy nie padły stwierdzenia, że nie ma z tego pożytku, więc trzeba obciąć fundusze. Wręcz przeciwnie - fundusze są ZWIĘKSZANE! W ciągu 6 lat NASA ma dostać na ten cel dodatkowe 4 mld $. Jednocześnie dodatkowe środki są przeznaczane na inne niż załogowe misje. Obama zaproponował przedłużenie życia MSK przynajmniej do 2020 roku - za Busha planowane było jej porzucenie w 2015.

Nie jest to też lekkomyślna wolta Obamy, tylko efekt 1,5 roku konsultacji, prac ekspertów - m.in. z tzw. Augustine Committee, złożonego m.in. z poważanych weteranów biznesu, administracji, nauku, wojska i astronautów. Ten komitet doszedł do wniosków, że niedofinansowany przez ostatnie lata program Constellation nie ma szansy na zrealizowanie swoich zadań w taki sposób, jak było planowane i po takich kosztach. To, że jego elementy będą spóźnione o kilka lat powoduje m.in. że nie będzie można ich testować latając do MSK - bo już jej nie będzie. Rozregulowany grafik zupełnie wypacza ten program, a na księżycu można by się spodziewać Amerykanów dopiero w 2035! Do tego czasu nie można się spodziewać żadnych ekscytujących misji, a to każe wątpić w utrzymanie poparcia dla finansowania tego projektu.

Nie jest też tak, że wszyscy są przeciw, a tylko Obama jest za. Faktem jest opór w Kongresie, motywowany jest on jednak głównie źle pojmowaną dbałością o miejsca pracy w stanach, gdzie NASA ma zamknąć swoje placówki, a w przypadku Republikanów dodatkowo rywalizacją czysto polityczną. Armstrong i Cernan faktycznie są przeciw, ale nic nie wspomina Pan np. o Buzzie Aldrinie, który jest zdecydowanie za! To po prostu temat, który budzi kontrowersje, ale Obama nie jest tak wyalienowany, jak to Pan pokazuje. Inna sprawa, że jego PR w tej sprawie jest fatalny i mógł to lepiej zorganizować.

A skąd Pan wziął informację, że Charles Bolden jest wielkim oponentem Obamy? Bardzo to dziwna informacja, gdyż to właśnie Obama go mianował administratorem NASA i Bolden niejako w jego imieniu ten plan z pasją (kto widział jego wystąpienia, ten wie) wprowadza w życie.

Nie jest też prawdą, jakoby teraz Bolden rozesłał teraz informację do podwykonawców, że "że obcina, i to natychmiast" środki. Po prostu związku z planami porzucenia Constellation uprzedza podwykonawców, że mogą zostać uruchomione klauzule ich kontraktów dotyczące ponoszenia przez nich kosztów ich wygaszania. Jednak w związku z obowiązującym ciągle starym budżetem i prawem chroniącym stary program - nie może samych kontraktów jeszcze wygasić. Jedyna zmiana z ostatnich dni, to informacja dla Kongresu, że niektóre programy zostaną spowolnione z powodu braku środków - ale nie przerwane.

Życzyłbym sobie, aby tematy naukowe, techniczne, ale w sumie i wszystkie inne, podejmowali dziennikarze, znający daną dziedzinę i przykładali się do swojej pracy. Pan, przykro to mi stwierdzić, zwyczajnie odwalił chałę.

Pozdrawiam,

Konrad

K
Konrad

Szanowny Panie Sikorski. Pański artykuł jest na naprawdę niskim poziomie pod kątem zarówno znajomości tematu, jak i przedstawienia punktu widzenia wszystkich stron. Pozwolę sobie zadać sobie trud zrobienia tego, czego Panu się najwyraźniej nie chciało i wyłożę tutaj swoją wiedzę na ten temat.

Batalia na temat tzw. Human Spaceflitght między Kongresem a Prezydentem trwa już 1,5 roku, a w ostatnich dniach nie zaszły żadne przełomowe wydarzenia z tym związane. Nie rozumiem w związku z tym tonu Pańskiego artykułu. Obama zaproponował INNE podejście do tego zagadnienia (komercyjny dostęp do niskiej orbity okołoziemskiej i strategia tzw flexible path i game changing technologies w eksploracji poza nią).

Nie jest to żaden nagły zwrot i nigdy nie padły stwierdzenia, że nie ma z tego pożytku, więc trzeba obciąć fundusze. Wręcz przeciwnie - fundusze są ZWIĘKSZANE! W ciągu 6 lat NASA ma dostać na ten cel dodatkowe 4 mld $. Jednocześnie dodatkowe środki są przeznaczane na inne niż załogowe misje. Obama zaproponował przedłużenie życia MSK przynajmniej do 2020 roku - za Busha planowane było jej porzucenie w 2015.

Nie jest to też lekkomyślna wolta Obamy, tylko efekt 1,5 roku konsultacji, prac ekspertów - m.in. z tzw. Augustine Committee, złożonego m.in. z poważanych weteranów biznesu, administracji, nauku, wojska i astronautów. Ten komitet doszedł do wniosków, że niedofinansowany przez ostatnie lata program Constellation nie ma szansy na zrealizowanie swoich zadań w taki sposób, jak było planowane i po takich kosztach. To, że jego elementy będą spóźnione o kilka lat powoduje m.in. że nie będzie można ich testować latając do MSK - bo już jej nie będzie. Rozregulowany grafik zupełnie wypacza ten program, a na księżycu można by się spodziewać Amerykanów dopiero w 2035! Do tego czasu nie można się spodziewać żadnych ekscytujących misji, a to każe wątpić w utrzymanie poparcia dla finansowania tego projektu.

Nie jest też tak, że wszyscy są przeciw, a tylko Obama jest za. Faktem jest opór w Kongresie, motywowany jest on jednak głównie źle pojmowaną dbałością o miejsca pracy w stanach, gdzie NASA ma zamknąć swoje placówki, a w przypadku Republikanów dodatkowo rywalizacją czysto polityczną. Armstrong i Cernan faktycznie są przeciw, ale nic nie wspomina Pan np. o Buzzie Aldrinie, który jest zdecydowanie za! To po prostu temat, który budzi kontrowersje, ale Obama nie jest tak wyalienowany, jak to Pan pokazuje. Inna sprawa, że jego PR w tej sprawie jest fatalny i mógł to lepiej zorganizować.

A skąd Pan wziął informację, że Charles Bolden jest wielkim oponentem Obamy? Bardzo to dziwna informacja, gdyż to właśnie Obama go mianował administratorem NASA i Bolden niejako w jego imieniu ten plan z pasją (kto widział jego wystąpienia, ten wie) wprowadza w życie.

Nie jest też prawdą, jakoby teraz Bolden rozesłał teraz informację do podwykonawców, że "że obcina, i to natychmiast" środki. Po prostu związku z planami porzucenia Constellation uprzedza podwykonawców, że mogą zostać uruchomione klauzule ich kontraktów dotyczące ponoszenia przez nich kosztów ich wygaszania. Jednak w związku z obowiązującym ciągle starym budżetem i prawem chroniącym stary program - nie może samych kontraktów jeszcze wygasić. Jedyna zmiana z ostatnich dni, to informacja dla Kongresu, że niektóre programy zostaną spowolnione z powodu braku środków - ale nie przerwane.

Życzyłbym sobie, aby tematy naukowe, techniczne, ale w sumie i wszystkie inne, podejmowali dziennikarze, znający daną dziedzinę i przykładali się do swojej pracy. Pan, przykro to mi stwierdzić, zwyczajnie odwalił chałę.

Pozdrawiam,

Konrad

s
spokojny

A może jakieś konkrety sceptyk? Bo porównanie marsjańskiej misji z „biznesowym spotkaniem” jest nietrafne, chyba, że spotkanie na Marsie z zielonymi ludzikami. Owszem, w biznesie coraz częściej korzysta się z elektroniki, czatów, wideokonferencji. Czyli pytam jeszcze raz: co takiego może zrobić człowiek na Marsie czego nie mogłaby wykonać zdalnie sterowana grupa robotów? Przykład: Ile zbiera robot próbek pod ziemią (tunele), na dnie morza (kable podwodne) albo w kopalni węgla brunatnego? Tysiące ton, więc robot może zebrać tyle ile potrzeba, w zależności od tego jak jest duży. Może być 400 kilo może być 4000 kilo a ty chcesz tam człowieczka z łopatą wysyłać. Beze mnie.

Inny wątek, mówisz „program Apollo przyniósł podobnie jak II wojna taką ilość odkryć i wynalazków, że opowiadanie o teflonie jest po prostu niepoważne”. Poponuję nie porównywać pokojowych badać naukowych ze zbrodniczymi wojnami, bo to niesmaczne. Po drugie: jakie to konkrenie wynalazki? Proszę o ich listę waraz z ceną a wtedy poównamy czy nie byłoby taniej zrobić je bez wysyłania ludzi na Księżyc, za ułamek tych sum, tu na Ziemii.

Również porównanie sukcesów rosyjskiego (radzieckiego) Łunochodu na Księżycu do tragicznych błędów Polaków w związku z katastrofą smoleńską nietrafne. Nie widzę związku. Owszem, Rosjanie wysłali na Księżycś bezzałogowego Łunochoda i nie ryzykowali życia ludzkiego. Warto się od nich uczyć w tym przypadku.

Owszem jestem pod wrażeniem osiągnięć lotów bezzałogowych i tu dokonano najbardziej spektakularnych wyczynów w dalszych przestrzeniach Układu Słonecznego, za relatywnie znacznie mniejsze pieniądze. Przykład sondy Cassini/Huygensa (europejskiej zresztą), która za 400 milionów euro (nie miliardów) zbadała księżyc Saturna – Tytan. Albo amerykański Pioneer 10, wystrzelony w 1972 roku, stał się pierwszym próbnikiem Jowisza, opuścił Układ Słoneczny ponad 10 lat temu i bijąc rekordy odległości, także dla łączności radiowej, mknie w głąb Galaktyki. A Voyagery? Odkrywają jego 10(!) nowych księżyców Urana i na dokładkę 6 dalszych Neptuna. Co może więcej zobaczyć i odkryć człowiek, stając na danej planecie niż rejestrują przyrządy i kamery?

Czyli inwestujemy też w naukę światową i jestem za tym ale żeby to szło na loty bezzałogowe a nie na misje zatykania flag przez Amerykanów gdzieś na Marsie.

Szkoda pieniędzy na wystrzeliwanie kosmicznych, załogowych fajerwerków, z których jest minimalny pożytek. Zejdźmy na Ziemię, inaczej nigdy nie polecimy do gwiazd.

z
zaza

Rijksmuseum poinformowało, że będący w jego posiadaniu kawałek księżycowej skały, ofiarowany przez ambasadę USA premierowi Holandii z okazji wizyty w tym kraju astronautów z misji Apollo 11, okazał się skamieniałym kawałkiem drewna. Bynajmniej nie księżycowego. NASA była w stanie skomentować to tylko tak, że na początku lat 70. rozdano z okazji różnych wizyt około 100 kamieni. Nie mają pojęcia, skąd wzięli akurat ten.

- Najważniejsza rzecz... kamyk o który Pan prosił z Jeleniej Góry przywiozłem
- Z Jeleniej???
- Z Jasnej Góry oczywiście, pamiątka. Pan wie kto po nim stąpał.

s
sceptyk

Obama coraz bardziej zaczyna przypominać Tuska - albo na odwrót, to pewnie bliźniacy.
Niebawem Obama każe wyłączyć elektrownie atomowe bo on ma prąd w gniazdku ;-)
A do gościa: program Apollo przyniósł podobnie jak II wojna taką ilość odkryć i wynalazków,
że opowiadanie o teflonie jest po prostu niepoważne.
Wysłanie samych automatów jest tak samo sensowne jak wysyłanie automatów na spotkania businesowe - no bo po co, tylko jakiś kontrakt podpisać? Automat zrobi to i lepiej i taniej, nawet do knajpy nie trzeba pójść.
A ile Rosjanie Łunochodem osiągnęli to widziałeś gościu po katastrofie w Smoleńsku.
Jak myślisz, skąd się ILS wziął?

s
spokojny

Co takiego może zrobić człowiek na Marsie czy Księżycu czego nie mogłaby wykonać zdalnie sterowana grupa robotów?

Nie mam problemu z "wizjonerami", którzy chcą
wykopać najgłębszą dziurę w ziemi albo
zrobic inne dziwactwo - np. polecieć na Marsa.
Tylko proszę: nie za moje podatnicze pieniądze.
Kiedy wreszcie zaczniemy mierzyć zamiary na siły?

Proponuję: rozwijać badania bezzałogowe
a oszczędzone pieniądze przeznaczyć
na badania nowych napędów rakiet,
bo na paliwie chemicznym to daleko nie polecimy.
Co to za sukces lecieć miesiącami na Marsa i z powrotem?

Owszem, kosmonauci powinni latać szybciej, inaczej jest niewielka efektywność takich misji. Jesteśmy w sytuacji praczłowieka, który siadł okrakiem na kłodę drzewa i zdowolony, że pływa, zaczyna mrzonki o podróży przez ocean. Co powinien zrobić w takiej sytuacji (i zrobił)? Zacząć od bardziej efektywnego napędu, w tym przypadku wiosłowego a lepiej żaglowego. Wtedy można odkrywać Amerykę.

A nowe rodzaje energii i na Ziemii się przydadzą.

Sądzę, że dotychczasowe programy z a ł o g o w y c h
badań kosmicznych były bardzo kosztowne a
przyniosły znikome efekty. Program Apollo kosztował
ok. 30 miliardów (starych!) dolarów i "zaowocował"
jedynie setką kilogramów księżycowych kamieni.
Czy trzeba tak ryzykować ludzkie życie i wydawać tak wielkie
pieniądze dla tak minimalnych osiągnieć?
Zresztą podobne cele Rosjanie osiągneli
bezzałogowymi i znacznie tańszymi Łunochodami.

A lista wynalazków, których rzekomo nie dałoby się dokonać bez badań kosmicznych jest naprawdę bardzo naciągana. Np. ten patelniany teflon możnaby wdrożyć za ułamek, dosłownie, kosmicznych sum.

g
gość

jesteś przyziemnym prezydentem

Dodaj ogłoszenie