Z Andrzejem Sosnowskim prezesem SKOK Stefczyka rozmawiał Szymon Szadkowski Biegli rewidenci z Deloitte, przeprowadzający kontrole w SKOK-ach, działający na zlecenie resortu finansów pracowali pod jedną tezę: znaleźć haki i zdyskredytować działalność kas. W jednej z kas podczas kontroli, jeden z asystentów rewidenta nie mógł się wylegitymować żadnym dokumentem tożsamości. Nie posiadał paszportu, dowodu osobistego i nie został wpuszczony. Na drugi dzień przyniósł prawo jazdy.

Zdaniem ministra finansów Mateusza Szczurka, SKOK-i to piramidy finansowe, ich współczynnik wypłacalności jest ujemny i że sytuacja sektora jest niezwykle poważna i nie da się ich uratować. Przedstawiciele SKOK-ów uważają, że to gra wyborcza, jak jest naprawdę?

To wierutna bzdura. Kiedy słuchałem wypowiedzi ministra, nie wierzyłem własnym uszom. Żadnych faktów, żadnych wiarygodnych danych.

A jak jest naprawdę? Według raportu Kasy Stefczyka, zweryfikowanego przez biegłego rewidenta, Kasa zamknęła rok 2014 zyskiem ponad 81 milionów złotych i wskaźnikiem wypłacalności przekraczającym 5,7 procent. Liczby mówią same za siebie. Minister Szczurek chyba zbyt długo pracował w banku ING, skoro gotowy jest w taki sposób oczerniać sektor, który dla banków jest alternatywą i konkurencją. Być może nie dorósł do roli, jaka przypadła mu w rządzie RP. SKOK-i działają na rynku od 20 lat. Przez ten czas nie zawiodły. A nie zmienił się przecież ani rynek, ani same kasy. Zmieniło się otoczenie polityczne. W tym samym czasie, kiedy SKOK-i dotarły ze swoją ofertą do ponad 2,5 milionów ludzi, sektor bankowy „zafundował” Polakom polisolokaty, kredyty we frankach, opcje walutowe. Zastanówmy się zatem, kim tak naprawdę trzeba się zająć na rynku finansowym.

A co ze współczynnikiem wypłacalności. W przypadku SKOK-ów wynosi on minus 3,81 proc. Według Komitetu Nadzoru Bankowego z Bazylei współczynnik ten nie powinien być niższy niż 8 proc.

Kasa Stefczyka ma współczynnik wypłacalności przekraczający narzucone nam normy. Co więcej, współczynnik ten jest zależny od intencji liczących go ludzi. Gdyby SKOK-i funkcjonowały w normalnym, zdrowym otoczeniu prawnym, nie musielibyśmy słuchać informacji wynikających ze zmanipulowanych liczb. To na co powołują się dzisiaj politycy jest wynikiem interpretacji narzuconych przez KNF firm audytorskich. Dodajmy – interpretacji sprzecznych z zasadami rachunkowości. Krótko mówiąc, są to dane, którym nie można ufać. Nawiązując jednak do wytycznych z Bazylei, dotyczą one sektora bankowego, nie zaś sektora unii kredytowych, w którym działają SKOK-i.

Premier Ewa Kopacz powiedziała, że SKOK-i są zagrożeniem dla całego polskiego systemu finansowego. Bankowy Fundusz Gwarancyjny nie dałby rady obsłużyć wszystkich klientów SKOK-ów w razie krachu w tym sektorze. Kasy więc to taka tykająca bomba, która może wysadzić polski sektor finansowy ?

To skandal, że premier RP może być tak niedoinformowana. To skandal, że może w taki sposób podnosić rękę na oszczędności milionów Polaków. A może raczej po te oszczędności rękę wyciągać? Maciej Pawlicki, prezes stowarzyszenia „Stop Bankowemu Bezprawiu” przypominał, że w czasie, kiedy Ewa Kopacz głośno mówiła o pomocy frankowiczom, jej rząd wysyłał do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości pisma chroniące interesy banków. Premier RP wmawiając Polakom, że chce im pomóc, nadstawiała ucha bankom i wysyłała w ich imieniu dokumenty pochwalające stosowanie toksycznych instrumentów finansowych. SKOK-i tykającą bombą? Prawdziwe bomby są nagrane na taśmach, są ukryte w kredytach walutowych i polisolokatach. To nie spółdzielcze kasy zajmowały się tym procederem. Przez 20 lat – do czasu objęcia sektora nadzorem KNF – żaden SKOK nie upadł i nikt nie stracił swoich oszczędności. Tak wygląda wiarygodność słów Ewy Kopacz.

Pańskim zdaniem SKOK-i powinny być pod nadzorem Komisji Nadzoru Finansowego czy nie?

Tak. Pod warunkiem, że będzie to nadzór sprawiedliwy, a nie nadzór patologiczny. Wszechwładna Komisja Nadzoru Finansowego na czele z Andrzejem Jakubiakiem, dawnym współpracownikiem Hanny Gronkiewicz-Waltz, który zasłynął z brutalnej pacyfikacji kupców z warszawskich KDT nie pełni roli rzetelnego nadzorcy. Samowolne narzucanie kolejnych restrykcji, dowolność w interpretacji przepisów, brak dyskusji i wysłuchania zdania kas to praktyki, z jakimi mamy do czynienia na co dzień. Mimo tego potrafimy sobie poradzić w warunkach rynkowych, więc negatywne opinie o sektorze wypada przesiać przez gęste sito.

Czy rzeczywiście jak nie którzy twierdzą, prezydent elekt Andrzej Duda, pracujący jeszcze jako minister w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego miał torpedować ustawę o SKOK-ach. Mówi się też, ze PiS skutecznie blokował przez dłuższy czas oddanie SKOK-ów pod kontrolę KNF?

Przepisy dla SKOK-ów tworzyli przedstawiciele naszej konkurencji – pracownicy sektora bankowego będący działaczami PO. Mieszanie do tego Andrzeja Dudy czy Lecha Kaczyńskiego to wyłącznie echa nieudolnej i brudnej kampanii towarzyszącej wyborom prezydenckim. Dziś politycy PO owijają się w mediach – szczególnie tych przychylnych Platformie – w owczą skórę i usiłują rozpaczać nad losem Polaków, którzy powierzyli oszczędności SKOK-om. Ale powtórzę raz jeszcze – przez 20 lat, kiedy PO trzymała się z dala od kas – ci Polacy nie żałowali swojej decyzji i nie obawiali się o jej konsekwencje. I powiedzmy to wyraźnie, za sytuację na polskim rynku finansowym opanowanym przez zagraniczny kapitał odpowiada Platforma, była tak skora do dialogu o potrzebie budowy silnych polskich instytucji finansowych, jak dziś KNF jest skłonna słuchać zdania kas.

Czyli...

Czyli wcale. Propozycje czy uwagi ze strony kas nie są brane pod uwagę. A przypomnę raz jeszcze, przez 20 lat działalności spółdzielczych kas, SKOK-i rozwijały się i pracowały dla Polski. Przez te wszystkie lata nic się nie zmieniło – ani styl ich zarządzania ani potencjał . Od czasu objęcia nadzorem KNF nagle okazuje się że wszystko jest źle i sytuacji – zdaniem administracji państwowej – nie udaje się naprawić. Na zdrowy rozum, kto zatem działa źle – SKOK-i, które nie zawiodły przez ponad 20 lat, czy nadzór, pod którym od 3 lat słyszymy tylko o złych wynikach kas?

Byliśmy i jesteśmy jednymi z ostatnich instytucji na rodzimym rynku, które rozumieją znaczenie takich słów jak patriotyzm gospodarczy, wsparcie polskich inicjatyw, polskiej przedsiębiorczości. W odróżnieniu od naszych zagranicznych konkurentów, nie przedkładamy sytuacji we Francji, Niemczech, czy jak w przypadku jednej z firm pożyczkowych w Rosji nad sytuację naszego kraju. Troska Polskę, a przede wszystkim o Polaków, jak rozumiem boli naszych oponentów.

Dlaczego Pańskim zdaniem urzędy w Polsce mające zarówno kompetencje, ale i obowiązki nie działają prewencyjnie, działają ex post, a przez to nie chronią obywateli, którzy tracą swoje majątki lub wpadają w pułapki finansowe. Nikt nie zareagował na opcje walutowe, polisolokaty, na kredyty we frankach, na to że właściciele Amber Gold nie płacili podatków...

To kwestia uległości rządu. Uległości w stosunku do wielkich korporacji, w których rządzący nierzadko są lub byli zatrudnieni, uległości wobec zagranicznych nacisków politycznych. Jak inaczej wytłumaczyć zgodę na wyprzedanie polskiego sektora bankowego i niechęć do jego repolonizacji – choćby za pomocą SKOK-ów właśnie? Obecny rząd jest silny tylko wobec najmniejszych i najsłabszych – obywateli, którym może narzucić swoją wolę. To jest patologia, którą trzeba przeciąć. To bowiem nie tylko słabość, ale i zła wola.

No ale od 1989 r. nie udaje się przeciąć, a wręcz można powiedzieć że ta patologia jeszcze się pogłębia i ma się bardzo dobrze.

Patologia będzie trwać dalej dopóki nie zmienimy sposobu myślenia, narzucanego nam dziś przez establishment, dla którego takie pojęcia jak „państwo”, „interes społeczny” czy „dobro obywateli” to tylko wyświechtane frazesy.

Czy rzeczywiście jak można przeczytać w mediach SKOK-i z PiS to taki modelowy przykład, w którym biznes przenika się z polityką tak jak było np. w przypadku Kwaśniewskiego z Kulczykiem i Gudzowatym?

Jesteśmy tam, gdzie potrzebne jest wsparcie Polski i polskich wartości, proszę nie łączyć nas z konkretnym ugrupowaniem.

… a udziały bądź kupowanie reklam w mediach kojarzonych jednoznacznie z tym środowiskiem politycznym, albo choćby przez osobę senatora PiS Grzegorza Biereckiego.

Senator Bierecki wyjaśnił już kto i jak dysponował tymi środkami. A w kwestii środowisk politycznych, pamiętajmy że przez 10 lat działalności SKOK-ów listy z gratulacjami za ich dynamiczny rozwój przesyłali politycy z każdej strony tak sceny politycznej. Obiektem napaści staliśmy się dużo później – po tym, kiedy działacze sektora włączyli się w pracę nad ustawą antylichwiarską, po tym, kiedy Prawo i Sprawiedliwość powołała komisję bankową, która miała badać przekształcenia własnościowe w sektorze bankowym w latach 90. Atak na nas był ripostą Platformy, w szeregach której zasiadało już wówczas wielu działaczy związanych z lobby bankowym.

Obecnie sytuacja jest kuriozalna, jakby KNF i ministerstwo finansów żyło w innej czasoprzestrzeni a SKOK-i w innej. Ci twierdzą, ze kasy bankrutują, cały sektor jest zagrożony i nie da się go uratować, a wy twierdzicie że jesteście w świetnej kondycji finansowej, macie płynność i rezerwy.

Fakt. Wygląda to tak, jakbyśmy żyli w matriksie. Jedna decyzja administracyjna sprawia, że na papierze wszystko wygląda inaczej. Na szczęście, tylko na papierze. Bo w praktyce drzwi naszych placówek, placówek SKOK-ów i Kasy Stefczyka, są otwarte od ponad 20 lat. Od ponad 20 lat pomagamy ludziom pożyczać i oszczędzać. To jest fakt, do którego nie można mieć wątpliwości i którego nie można zmanipulować.

A co z wnioskami z podkomisji Marcina Święcickiego z PO, które ponoć są na tyle poważne że nadają się jako argumenty za stworzenie komisji śledczej.

Sama podkomisja i raport Święcickiego to polityczna hucpa. Wnioski są czystą publicystyką i nie mają nic wspólnego z rzetelną analizą sytuacji. Prywatnie uważam, że pomysł powołania komisji śledczej jest ciekawy. Być może wówczas wyszłoby na jaw, jakie intencje naprawdę przyświecały politykom PO, którzy szkalują SKOK-i i jakie instytucje państwa im w tym szkalowaniu pomagają. Mam nadzieję, że pan Święcicki poprze taką komisję. Podobno on i jego partia nie mają nic do ukrycia.

A jak Pan by teraz zeznawał przed komisją, to jakie by Pan stanowisko przedstawił?

Chciałbym pokazania prawdziwego oblicza polityków stojących za rzekomą aferą SKOK. Chciałbym nagłośnienia hipokryzji, kiedy pod przykrywką troski o Polaków miesza się spółdzielcze kasy do kampanii wyborczej. Poszukałbym odpowiedzi na 2 fundamentalne pytania: komu służy szkalowanie spółdzielczych kas i kto czerpie z niego korzyści: polityczne i finansowe. Pamiętam wypowiedź jednego z parlamentarzystów, który stwierdził wprost, że czas najwyższy, aby pieniądze ze SKOK-ów wróciły tam, gdzie ich miejsce, czyli do banków. SKOK-ami można też próbować przykryć prawdziwe afery władzy, których w ciągu ośmiu minionych lat nie brakowało. Afera hazardowa, infoafera, afera lekowa czy wreszcie potężna afera taśmowa – to są prawdziwe problemy, które Platforma rozpaczliwie chce zamieść pod dywan. Jeśli takie właśnie są polityczne i biznesowe cele całej rzekomej „afery” ze SKOK-ami, to wypada zacząć zastanawiać się nad tym, czy polskie państwo i jego instytucje w ogóle jeszcze funkcjonują.

Z pewnością chciałbym także porozmawiać o konkretach dotyczących funkcjonowania kas i naszych relacji z nadzorem państwowym. Bo to od tych relacji zależy, jak przedstawiane są nasze wyniki. Podam prosty przykład – fundusz stabilizacyjny to rezerwowe środki, które utrzymujemy. Rezerwa wynosi około 90 mln zł. I nagle rewident przysłany przez Komisję Nadzoru Finansowego stwierdza, że na wszelki wypadek te 90 milionów mamy zaksięgować jako stratę…

Ja już nic nie rozumiem. Jest firma X, która ma płynność finansową. Przychodzi rewident i mówi że jej nie ma, więc firma jest bankrutem....

Zdumiewające jak łatwo można stworzyć wrażenie problemów, których nie ma, prawda? I dać tym samym politykom podstawę do szkalowania tej firmy w mediach. Nawet mając odpowiednie rezerwy, zdaniem narzuconego audytora, musimy księgować je jako deficyt.

Firma ma zapas gotówki czy towaru i to jest liczone jak deficyt? Dalej nie rozumiem...

To jest przykład pewnego kuriozum w interpretacji przepisów. Od 20 lat obowiązuje nas ustawa o rachunkowości. I przychodzi nagle biegły rewident i mówi wbrew przepisom ustawy „nie to ma być wpisane w bilans jako zero, jako strata”. Na szczęście takimi manipulacjami nie można do końca przykryć faktycznej kondycji. Potrafimy wypracować zysk, co wynika z zatwierdzonych ostatnio sprawozdań.

A co wykazała kontrola biegłych rewidentów z Deloitte ?

Biegli rewidenci, a właściwie asystenci przysłani do kas, jak stwierdził podczas konferencji prasowej prezes Wielkopolskiej SKOK Jarosław Kazimierski, nie mieli nawet dokumentów tożsamości. To pokazuje ich
„kompetencje”. Niestety, ale mam poważne wątpliwości, czy kontrola faktycznie miała inny cel, niż udowodnienie z góry założonej tezy. Czy nie było tak, że ktoś powiedział audytorom: znajdźcie cokolwiek. A jeśli nie znajdziecie, zróbcie tak, żeby można było przedstawić jakieś zdarzenie gospodarcze jako nieprawidłowość. To oczywiście tylko pytanie. Ale faktem jest, że w wielu przypadkach interpretacje naszych rachunków były niezgodne z ustawą o rachunkowości. Jeśli takie właśnie działania stanowią podstawy do snucia czarnych teorii o kondycji SKOK-ów, to chyba jasne jest, komu powinni zaufać konsumenci, nasi członkowie. I ufają, a my wynagradzamy im to świetnymi wynikami, których nie potrafi zepsuć nawet zły audyt. 81 milionów złotych wypracowanych w 2014 roku to niewątpliwie niezaprzeczalny sukces.

Dziękuję za rozmowę