Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź wyniki wyborów w Twoim okręgu

Balcerowicz: Rząd szykuje zagranie w stylu Orbána. Ostrzegam PO - są granice manipulacji

Agaton Koziński
Leszek Balcerowicz
Leszek Balcerowicz FOT.BARTEK SYTA/Polskapresse
- Są granice manipulacji, po przekroczeniu których traci się zaufanie do manipulatorów - z ogromnymi konsekwencjami politycznymi. To jest moje ostrzeżenie pod adresem Platformy Obywatelskiej - mówi Leszek Balcerowicz, były szef NBP, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Kiedy zdejmie Pan licznik długu publicznego?
Nigdy, gdyż zakładam, że jakiś dług będzie. Zresztą nie o to chodzi, by ten dług miał szybko zniknąć, lecz o to, by rósł wolniej niż nasza gospodarka. Można to osiągnąć bądź poprzez podnoszenie podatków, bądź przez obniżanie wydatków. Wiadomo, że w sytuacji gdy podatki są wysokie - a w Polsce takie są - dalsze ich podnoszenie przynosi tylko chwilowy efekt, a na dłuższą metę hamuje wzrost gospodarki.

Na tle europejskim wcale takie wysokie nie są. Według danych Eurostatu z 2011 r. łączne obciążenie podatkami Polaka wynosi 32,4 proc., podczas gdy średnia UE to 40 proc.
To jest wadliwe porównanie. Polskę trzeba porównywać z krajami o podobnym do naszego poziomie dochodu na mieszkańca i wtedy widzimy, że podatki u nas są wyższe, niż były w Szwecji wtedy, gdy ten kraj znajdował się na naszym obecnym etapie rozwoju. Należy więc - poprzez reformy - ograniczać wydatki, szczególnie te, które szkodzą rozwojowi gospodarki, np. zniechęcając ludzi do pracy. Ale żeby to osiągnąć, trzeba wejść na drugi poziom i budować silną przeciwwagę obywatelską dla rozmaitych grup roszczeniowych. Staram się to robić poprzez rozwój Forum Obywatelskiego Rozwoju. Na tym bowiem poziomie sprawa się rozstrzyga. W zależności od postawy obywateli kraj albo staje się Grecją, czyli pogrąża się w kryzysie po latach bonanzy za pożyczone pieniądze, albo staje się Włochami, czyli popada w wieloletnią stagnację, albo idzie do przodu.

Akurat rząd w ubiegłym roku obniżył zadłużenie kraju - dług publiczny zmalał z 53,5 proc. PKB do 52,7 proc., licząc według metodologii krajowej. To sygnał, że wydatki maleją mimo braku obywatelskiego nacisku. Może więc licznik nie jest potrzebny?
Proszę pamiętać, że gdybyśmy stosowali metodologię Eurostatu, to polski dług publiczny byłby powyżej ustawowego progu. Po Węgrzech mamy najwyższy dług publiczny w naszej części Europy, dużo wyższy niż na przykład jest w Bułgarii czy krajach nadbałtyckich. Poza tym dla różnych krajów różne są poziomy długu, które rynki finansowe spokojnie tolerują. Niemcy płacą odsetki od 10-letnich obligacji na poziomie 1,27 proc., choć mają wyższą relację długu do PKB, a Polska - 3,10 proc. Dobrze, że rentowność polskich obligacji się obniża, ale to samo dotyczy Czechów.

Węgrzy muszą za swoje "dziesięciolatki" płacić prawie 5 proc.
Ja nie twierdzę, że maleje wszystkim. Ale też nie zgadzam się z podejściem, w którym mówimy tylko o Polsce, bez żadnych porównań, jakby świat wokół nas nie istniał. To bardzo prowincjonalne - i często wprowadza w błąd.

Ale fakt, że obsługa polskiego długu bardzo staniała, jest bezsporny - i to jest jedna z największych zasług rządu Donalda Tuska.
O zasłudze można mówić wtedy, gdy określone działania danego rządu były przyczyną pozytywnej zmiany. Trudno natomiast mówić o szczególnych zasługach, gdy mamy równoległy spadek ceny długu w grupie państw regionu. To raczej dowód na to, że relatywna ocena ryzyka w tej grupie krajów zmalała albo ocena ryzyka w innych krajach wzrosła. Nie wszystko, co jest dobre albo złe w poszczególnych krajach, jest wynikiem działań poszczególnych rządów. Oczywiście, nietrudno sobie wyobrazić gorszą politykę fiskalną niż za rządów obecnej koalicji, tyle tylko, że wtedy złamana zostałaby konstytucja, która zakazuje długu wyższego niż 60 proc. PKB. Trzeba o tym pamiętać, by nie popadać w prymitywne schematy, według których za wszystko, co dobre czy złe, odpowiedzialny jest rząd.
Taka formuła wygodnie porządkuje scenę polityczną.
Niczego nie porządkuje, tylko robi ludziom wodę z mózgu. Od rządzących i opozycji trzeba wymagać poprawiania sytuacji w tych dziedzinach życia kraju, gdzie nie jest dobrze. Proszę się zastanowić, czy można było robić systematyczne reformy w wymiarze sprawiedliwości, jeśli w Polsce było 22 ministrów sprawiedliwości od 1989 r.? Za rządów PO-PSL mamy już piątego ministra - rotacja większa niż w spółkach Skarbu Państwa. Konsekwencją tego jest fakt, że w tym resorcie wprowadzono mało konsekwentnych reform. Albo brakowało reformatorów, albo - jak już się pojawiali - to nie mieli wystarczająco dużo czasu, by program zmian przeprowadzić. Ten drugi przypadek dotyczy Jarosława Gowina. Nie oceniam go po jego niefortunnych wypowiedziach, tylko po głównej robocie, którą zaczął. Razi mnie to, że fuszerka w niektórych innych resortach nie przeszkadza, natomiast niefortunne wypowiedzi wystarczą, by usunąć ministra. Proszę nie odebrać moich słów jako obrony określonej osoby. Ja bronię ważnej zasady.

Według ostatnich danych GUS polska gospodarka w pierwszym kwartale zyskała tylko 0,4 proc. PKB. W rządowym "Programie konwergencji" to silne spowolnienie tłumaczone jest kryzysem na Zachodzie. Pan przyjmuje to tłumaczenie?
Tak - choć na pewno nie da się obronić tezy, że kryzys w strefie euro jest 100-procentową przyczyną załamania w Polsce. Nie można przypisywać wszystkiego, co złe, czynnikom zewnętrznym. Trzeba pamiętać o innych procesach. Przecież część naszego przyśpieszenia w latach, kiedy byliśmy zieloną wyspą, opierała się na czynnikach przejściowych. Na przykład Euro 2012 wymusiło przyśpieszenie inwestycji - ale ten czynnik wygasł. Innym takim czynnikiem była mobilizacja przy wykorzystaniu funduszy europejskich - skoro wcześniej pieniędzy z Brukseli było więcej, to teraz musi ich być mniej. Tylko proszę nie odczytywać tej wyliczanki w kategorii winy. To nie są zarzuty wobec rządu. Po prostu mieliśmy do czynienia z czynnikami przejściowymi, które stymulowały gospodarkę, ale których wpływ wygasł. Lepiej by było przy tej okazji, gdyby było mniej propagandy sukcesu, bo to się mści. Jeśli cały czas mówimy, jacy jesteśmy wspaniali, i nie ostrzegamy ludzi, że dobre rezultaty są w części osiągnięte dzięki czynnikom przejściowym, to później mamy z tym kłopot. Bo jak wytłumaczyć fakt, że przed chwilą było tak wspaniale, a teraz jest gorzej?

O tym, że gospodarka w tym roku wpadnie w turbulencje, wiadomo było od dawna. Antidotum na to miały być narzędzia, które Donald Tusk zaproponował w drugim exposé. Widać, że to się nie powiodło. Czy w ogóle była możliwość zamortyzowania tego upadku?
Nigdy nie da się dokładnie przewidzieć, jak duże będzie spowolnienie gospodarcze - dużo łatwiej jest przeprowadzić lot rakiety na Marsa. Dlatego nie można winić ministra finansów za to, że nie był w stanie dokładnie oszacować głębokości załamania. Przesadnie natomiast eksponowano poprzedni sukces, pomijając to, że jego część brała się - jak powiedziałem - z czynników przejściowych. Wtedy można było ostrzec społeczeństwo, powiedzieć: idzie nam dobrze, ale cały czas tak nie będzie. Można było to powiedzieć przy układaniu budżetu na ten rok. Ponadto, w chwili gdy go przyjmowano, wskazywano, że jest on oparty na napiętych, optymistycznych założeniach. Może warto było przygotować bardziej realistyczny budżet i w ten sposób przygotować Polaków na gorszą rzeczywistość, zamiast dziś szukać usprawiedliwień i lekarstw, które są gorsze od choroby?

Co Pan w ten sposób określa?
Rząd PO-PSL w 2011 r. po kampanii czarnej propagandy w sprawie II filaru emerytalnego drastycznie ograniczył wpłaty do OFE - i już z tego tytułu zwiększyły zależność przyszłych emerytów od ZUS. Teraz niektórzy ministrowie powtarzają stare i nieprawdziwe zarzuty, tak jak gdyby przygotowywali następny skok na oszczędności emerytalne Polaków - zamiast przygotować więcej reform, których polska gospodarka bardzo potrzebuje. Przykładem są pomysły o tym, by na 10 lat przed wypłaceniem emerytury z II filaru skierować do ZUS - czyli wydać. To byłby krok w stylu Viktora Orbána na Węgrzech, którego wielbią niektórzy politycy PiS.

Nikt w rządzie tego nie powiedział, nawet nie zasugerował.
Jak to nie - to jest propozycja Ministerstwa Finansów! Są granice manipulacji, po przekroczeniu których traci się zaufanie do manipulatorów - z ogromnymi konsekwencjami politycznymi. To jest moje ostrzeżenie pod adresem Platformy Obywatelskiej. Chyba nie wszyscy wyborcy PO pragną, aby zbliżała się programowo do Orbána?
Co takiego właściwie jest w systemie emerytalnym, że politycy nieustannie przy nim grzebią? W 2011 r. reformowali OFE, rok temu podnosili wiek emerytalny, teraz znów wraca dyskusja o OFE. Tak będzie cały czas?
Pan jest bardzo uprzejmy, bowiem ja, słuchając wypowiedzi większości ekspertów zwalczających system kapitałowy, nie użyłbym słowa "dyskusja". To jest czarna propaganda. Dyskusja wymaga bowiem postawienia tezy oraz jej udowodnienia. Zamiast tego mamy strumień insynuacji typu "komu to służy" albo antykapitalistycznej propagandy typu "OFE są prywatne, dlatego są złe". Dwa lata temu opublikowałem w prasie ponad 10 stron odpowiedzi na wszystkie główne tezy ministra Rostowskiego. Do dziś nie doczekałem się żadnej reakcji. Zamiast tego mamy odgrzewanie wcześniejszych, wydumanych lub naciąganych zarzutów. Czy to jest dyskusja? Nie, to jest ostrzał propagandy, dzięki któremu chce się pewnie zrobić skok w stylu Orbána zamiast koniecznych reform, a w tym pozbawienia demoralizujących przywilejów niektóre grupy społeczne.

Kogo należy tych przywilejów pozbawić?
Dla przykładu: można sobie bezkarnie chorować bez żadnej straty, gdy jest się policjantem, sędzią, prokuratorem. Oni mają 100-procentowe zasiłki chorobowe. Jako że w tych zawodach właściwie nie ma możliwości zwolnienia z pracy, to tych przywilejów można bezkarnie nadużywać. Takie przywileje są zwyczajnie niemoralne.

Wrócę jeszcze do II filaru. Zarzuca Pan rządowi arogancję, ale przecież to Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych zaproponowała, by emerytury z OFE były wypłacane tylko przez 10 lat.
Teraz powtarza pan tezę ministra Rostowskiego. Propozycja IGTE była dwuczłonowa - zakładała możliwość wyboru jednej z dwóch opcji. I była propozycją wstępną, a nie ostatecznym rozwiązaniem. Tymczasem dwuczłonowa propozycja została zredukowana do jednego elementu, a następnie zdemonizowana. To niezwykła intelektualna nieuczciwość. Tym bardziej że PO w 2008 r. przygotowała propozycję ustawy dotyczącej wypłaty emerytur z II filaru - i była to uczciwa propozycja, bez skoku na OFE. Ten projekt został jednak zawetowany w 2009 r. przez Lecha Kaczyńskiego, ale później partia nigdy do niego nie wróciła. Co takiego stało się z Platformą przez dwa lata, skoro kiedyś takie propozycje zgłaszała, a teraz jej minister proponuje ruch w stylu Orbána?

Jak Pan to tłumaczy?
Są dwa wytłumaczenia. Albo zostali oczarowani przez Orbána oraz panią Fedak i gremialnie zmienili zdanie pod wpływem ich argumentów, albo głosują na rozkaz swojego kierownictwa, które zmieniło zdanie.

Minister Fedak najostrzej sprzeciwiał się minister Boni, niedługo jednak przestanie być członkiem rządu. OFE traci ostatniego obrońcę w gabinecie Tuska?
Tu nie chodzi o OFE, ale o oszczędności emerytalne Polaków oraz o przyzwoitość w życiu publicznym. Do Michała Boniego mam wiele sympatii, ale muszę zauważyć, że zrobił dziwną woltę. Najpierw bronił dobrej sprawy, a potem zaczął występować wspólnie z ministrem Rostowskim i bronić złej. Tak się zachowują osoby, dla których lojalność wobec konkretnych osób jest ważniejsza niż lojalność wobec określonej sprawy. Ja uważam, że w takich sytuacjach należy powiedzieć "nie" i odejść. Ja nie miałem z tym wielkich problemów - w czasach, gdy nastał rząd Jana Olszewskiego, i później, gdy w 2000 r. widziałem, jak rozpada się AWS. Oczywiście, mnie było łatwiej odejść z polityki, bowiem nigdy nie byłem politykiem zawodowym, tylko wchodziłem do polityki, by zrobić coś potrzebnego dla kraju. Gorzej jest z politykami zawodowymi, którzy nie mają innego niż polityka pomysłu na zarabianie na życie. A przecież czołówka polskiej polityki to politycy zawodowi.

Pierwsze emerytury z II filaru będą wypłacane w przyszłym roku. Emeryci nie powinni jednak spodziewać się bajońskich sum.
Główna część emerytury wskutek drastycznego obcięcia wpłat do OFE będzie w przyszłości pochodzić z ZUS, gdzie - przypominam - wpłaca się składki, które od razu są wypłacane. My musieliśmy w 1998 r. reformować system emerytalny, bo po PRL odziedziczyliśmy rozwiązania dające obietnice nie do zrealizowania. Dlatego zrobiliśmy ważną reformę w formie tzw. I filaru. A co do II filaru, to jak się tam mało wkłada, to później niewiele można wyjąć. I tu widać rażącą nieuczciwość. Niektórzy przeciwnicy systemu kapitałowego, włącznie z członkami koalicji PO-PSL, posługują się argumentem, że będą wypłacane z niego niskie emerytury. Innymi słowy - jako argument przeciw OFE podają efekt własnych działań. To perfidia do kwadratu.
A czy w ogóle trzeba jeszcze grzebać w systemie emerytalnym w poszukiwaniu pieniędzy? Nie łatwiej je znaleźć, pobudzając gospodarkę?
Polska stoi przed serią problemów, które grożą trwałym spowolnieniem rozwoju gospodarki. Pierwszy to kwestia demografii. Coraz szybciej się starzejemy. Bez dodatkowych reform w 2020 r. w Polsce będzie o milion rąk do pracy mniej niż obecnie. Po drugie, mamy bardzo niską stopę inwestycji prywatnych. Jeśli inwestorzy prywatni mało inwestują, to nie dlatego, że nie lubią, tylko dlatego, że nie ma do tego odpowiednich warunków. Są na przykład zbyt skomplikowane podatki lub mało przewidywalne prawo. W Polsce są ustawy blokujące inwestycje, na przykład ustawa nadmiernie chroniąca lokatorów, co blokuje budowę mieszkań na wynajem. Zamiast ją teraz zmienić, proponuje się dofinansowanie kupna mieszkań własnościowych.

Politycy nie ruszają ustawy chroniącej najemców, bowiem boją się osób żyjących w mieszkaniach komunalnych i spółdzielczych.
Zniesienie tej ustawy ułatwiłoby znalezienie taniego mieszkania na wynajem. W Niemczech nie ma takiej ustawy i tam wynajęcie lokum jest proste. Takie rozwiązanie jest korzystne dla osób biedniejszych, których nie stać na kupno mieszkania, ale także dla całego kraju, bowiem sprzyja mobilności ludzi.

Mówił Pan o problemach z inwestycjami.
W Polsce zbyt niski odsetek naszego PKB przeznaczamy na inwestycje. Jedną z przyczyn to blokujących jest niski poziom oszczędności Polaków. Na to jeszcze nakłada się inny niepokojący czynnik. Po 1989 r. szybko podnosiliśmy efektywność gospodarki, ale ostatnio jednak ta poprawa słabnie.

Inwestycje chce wpierać rząd - w tym celu stworzył Program "Inwestycje Polskie" i za jego pośrednictwem chce wpompować w gospodarkę 40 mld zł. To dobre rozwiązanie?
Dużo skuteczniejsze byłoby usunięcie barier dla inwestycji prywatnych, zamiast powoływanie nowej instytucji, na dodatek narażonej na naciski polityczne. Po co sięgać lewą ręką do prawego ucha?

Jednym z pomysłodawców PIR jest Jan Krzysztof Bielecki. Razem tworzyliście liberalny rząd w 1991 r., a teraz krytykuje Pan zgłaszane przez niego pomysły.
Z samego faktu, że ktoś kiedyś należał do KLD, nie wynika, że on przemyślał, co to znaczy "liberalizm", i od czego zależy rozwój gospodarki. Nigdy nie słyszałem, by Jan Krzysztof Bielecki, przewodniczący Rady Gospodarczej przy premierze, merytorycznie odniósł się do groźby trwałego spowolnienia wzrostu gospodarczego w Polsce. A to największy problem.

Bielecki musi odpierać teraz zarzuty o lobbing na rzecz firm rosyjskich. Wcześniej takie kłopoty miał Aleksander Kwaśniewski, a jeszcze wcześniej stanowisko stracił Mikołaj Budzanowski z powodu braku informacji na temat rosyjskich planów budowy gazociągu. Bartłomiej Sienkiewicz powiedział, że Rosjanie mają przycisk do emocji w Polsce. Czy zawsze tak było?
Uważam, że sformułowanie ministra Sienkiewicza jest trafne. Mnie niepokoi to, że prawie wszystkie siły polityczne zaczynają w wewnętrznej walce grać kartą antyrosyjską. Zapomina się o znaczeniu rynku rosyjskiego dla Polski. Rosja jest dla nas jako rynek zbytu dużo ważniejsza niż my dla nich. Nie wiem, czy ci, którzy grają antyrosyjską kartą w polskiej polityce, zdają sobie sprawę z ryzyka, jakie to ze sobą niesie. Nasz eksport żywności do Rosji szybko rośnie - ale przecież to można łatwo zablokować jedną decyzją polityczną. A to zaszkodziłoby tysiącom ludzi, którzy żyją z tego eksportu. Politycy powinni o tym pamiętać.

Nie pojawił się Pan na żadnej debacie dotyczącej wchodzenia Polski do strefy euro. Dlaczego?
Bo to nie jest najważniejszy teraz temat dyskusji. Dziś najważniejszy temat w Polsce to groźba trwałego spowolnienia polskiej gospodarki. Tymczasem politycy o tym najważniejszym temacie w ogóle nie mówią.
Czy wprowadzenie euro w Polsce byłoby - według Pana - antidotum na to spowolnienie? Czy raczej drogą na skróty?
Aby móc dobrze wejść do strefy, trzeba wykonać reformy, które i tak są nam niezbędne - nawet gdyby euro nie istniało. Czyli trzeba uzdrowić finanse publiczne, uelastycznić gospodarkę, usunąć przeszkody stojące przed inwestorami, dokończyć prywatyzację itp. Te wszystkie zmiany trzeba na politykach wymusić poprzez obywatelski nacisk.

W dyskusji o wejściu do strefy euro przewija się wątek dużego zmniejszenia długu publicznego.
Nie mam z tym problemów. Poza jednym wyjątkiem - by ten postulat nie stał się pretekstem do kolejnego zamachu na oszczędności Polaków zgromadzone w II filarze, czyli do ruchu w stylu Orbána.

Wymienił Pan listę reform, które dla Polski są niezbędne. Czy według Pana gabinet Donalda Tuska ma jeszcze siłę, by te reformy wprowadzić w życie? Bo dziś zachowuje się tak, jakby chciał udowodnić, że władza naprawdę zużywa.
To przesada. Znam polityków, którzy dobrze rządzili przez kilkanaście lat. Choćby John Howard w Australii. Oni są dowodem na to, że władza nie zużywa się w równym tempie. Ona zużywa się wtedy, gdy się źle organizuje pracę - wtedy jest więcej chaosu, a to rzeczywiście zużywa. Nawet kierowanie małą firmą wymaga elementarnej organizacji i właściwego doboru współpracowników.

Teraz w rządzie Tuska króluje chaos.
W Polsce doszło do bardzo dużej koncentracji władzy w rękach premiera. Sam fakt koncentracji tej władzy nie jest zły. Ale wymaga on bardzo sprawnego merytorycznego sztabu. Ja sam pracowałem w rządzie w trudnych, przełomowych okresach. Jeśli wtedy coś się udawało, to tylko dlatego, że miałem fantastycznych współpracowników.

Wśród nich Jacka Rostowskiego.
Jacek Rostowski był istotnym doradcą, ale nie pełnił funkcji decyzyjnych. W Polsce panuje mit mówiący, że reformy, czyli kroki poprawiające warunki dla pracy i przedsiębiorczości, są zawsze bardziej ryzykowne niż niepodejmowanie tych kroków. Ale gdy piętrzą się problemy, strategia zaniechań jest bardziej ryzykowna politycznie - a także niedobra dla kraju.

Na początku naszego wywiadu mówił Pan, że presję na polityków muszą wywierać obywatele i że powinni oni zacząć się organizować. A Pan jest gotów stanąć na czele ruchu obywatelskiego?
Staram się to robić poprzez swą aktywność medialną. Równolegle rozwijam Forum Obywatelskiego Rozwoju, które jest organizacją pozarządową, a nie partią polityczną.

FOR jest bardziej think tankiem niż ruchem społecznym. Nie myśli Pan o rozszerzeniu formuły?
Nie zamierzam tworzyć partii politycznej. Staramy się natomiast rozwinąć FOR w Polsce.

Dziś w Polsce nie ma żadnego ugrupowania liberalnego. Jak Pan to tłumaczy?
Rywalizacja partii w Polsce często przypomina rywalizację w Grecji, gdzie politycy licytowali się, kto da więcej. Dlatego tym bardziej istotny jest nacisk obywatelski na wszystkie partie, aby nie udawały świętych mikołajów, a zajęły się poprawą warunków do pracy i przedsiębiorczości. Trzeba pilnować, by państwo się nie rozrastało i nie zabierało nam kolejnych kawałków wolności.
Czy gdyby brakowało konkretnych działań przez kolejny rok, to będzie Pan próbował wraz ze współpracownikami z kół FOR wyciągnąć Polaków na ulicę pod hasłem "Tusk musi odejść"?
Nie mam takich planów. Przede wszystkim trzeba porównywać. Przecież to, co proponuje opozycja, jest często jeszcze gorsze.

Rządy najlepszego z najgorszych nie są rozwiązaniem.
Zgadzam się. Partia, która będzie grała argumentem, że inni są gorsi od niej, długo nie pociągnie. Zwolennicy takiego ugrupowania potrzebują czegoś więcej. I trzeba im to dać. Nie dlatego, że istnieje wielkie ryzyko, iż przeniosą swój głos na kogoś innego. Istnieje też ryzyko, że oni w ogóle nie zagłosują. Dlatego trzeba dbać o własnych wyborców, swój twardy elektorat. Nie można go traktować jak masy, którą da się zmanipulować.

Rozmawiał Agaton Koziński

Wideo

Materiał oryginalny: Balcerowicz: Rząd szykuje zagranie w stylu Orbána. Ostrzegam PO - są granice manipulacji - Polska Times

Komentarze 27

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

u
ubawiona

Profesor ekonomii, autor wielu publikacji, znany na calym swiecie kontra kura domowa Ewa. Kon by sie usmial! :-)

u
ubawiona

A ty dziadu ile masz dochodziku? Bo cos mi sie zdaje, ze nawet do piet nie dorastasz najcienszemu z lemingow. Frustraci to typowy elektorat PiS-u. Prezes przegraniec, wyborcy to samo.

M
Mayka

A prawdopodobnie i nowego min. fin. w przyszłel koalicji PO+SLD. Dane są w oparciu o Zegar Długu Polski. Sporządzone na: 22-05-2013, 12.o0h, oraz w PLN.

1. Dług publiczny Polski wynosi...
1 019 068 753 287

2. Odsetki od długu państwa wynoszą rocznie...
50 923 421 355

3. Państwowy dług w przeliczeniu na obywatela wynosi...
26 821

4. Prywatne zadłużenie Polaków wynosi...
842 568 001 872

5. Prywatne i państwowe zadłużenie Polaków wynosi...
1 861 188 614 667

Zagadnienie I.
Rachunek porównawczy danych NBP z Zegar Długu Polski:
(NBP – Zegar Długu Polski) = (1.128.769.000.000 – 1.019.068.753.287) = 109.700.246.713
Owszem, niby spora różnica między NBP i Zegar Długu Polski. Jednak dane Zegar Długu Polski są aktualne, drugie nimi nie są, bo pochodzą z IV kw. 2012

Zagadnienie II.
Procentowy udział kosztu odsetkowego (ponoszony z tyt. długu publicznego) w stosunku do dochodów budżetu państwa
Na 2012 rok zakładano dochód państwa ogółem na kwotę: 290.929.579.000 PLN
Natomiast jaki w rzeczywistości ten dochód jest... tj. na 22-maj-2013... wiedzieć raczy tylko Bóg, i minister z London

Wyliczenie:
(koszt odsetkowy : dochód ogółem) = (50.923.421.355 : 290.929.579.000)100 = 17,5037%

@ polished. Teraz proszę sporządzić sobie jakikolwiek biznesplan z pozycją kosztu z tytułu spłaty odsetek na poziomie 17,5037% w stosunku rocznym. Więc wydatku w wysokości bezmała 1/5 do pozyskiwanego dochodu. A następnie, udać się z tym planem do jakiegokolwiek banku po sfinansowanie projektu. Nie bądź zdziwiony, ale staniesz przed status ignoranta, i kredytu nie otrzymasz.

W 2007 roku - tj. przed przejęciem władzy przez PO - też była; "...inna wartość pieniądza ". A mianowicie: GBP = 4,87 zł. CHF = 2,16 zł. USD = 2,43 zł. EUR = 3,58 zł. Natomiast obecną "...wartość pieniądza" znajdź już sobie sam. A kiedy znajdziesz, wówczas przekonasz się, że masz na dzisiaj w GBP mniej o 16,5%, w EUR o 16,82%, w USD aż mniej o 33,7%.

Finanse Polski i ich kondycja, to nie jest czyiś prywatny biznes i folwark, albo tylko osób będących aktualnie u władzy. Zatem, nie interesuje mnie czy ministrami, powiedzmy w Nauru i Tuvalu, są tuziemcy. Chociażby z tegoż względu; że Polska nie jest krajem żadnym z nich, że w Polsce kształci się rocznie tysiące wyśmienitych specjalistów. Ot, choćby, takimi osobami wyśmienicie wykształconymi są osoby wymienionych profesorów. Zatem, nie potrzeba nam na państwowych lukratywnych stanowiskach osób z zagranicy, i mniej wykształconych.

Natomiast już w takim prywatnym polskim biznesie tych osób cudzoziemskich powinno być jak najwięcej. Bynajmniej douczą domorosłych polskich kapitalistów, czym jest kapitalizm, i w jaki sposób powinien funkcjonować. Jednak można już nadmienić, że on nie jest systemem niewolniczym, i w którym specjalistów zatrudnia się za żebracze pieniądze i bez umów.

Nie podnosiłam kwestii, takiej, za jaki obszar odpowiedzialny jest rzeczony minister. Lecz, pytałam i pytam nadal; cóż takiego wymiernego dla kraju, dla ogółu, wniósł aktualny min. fin.? Forum Polska The Times nie jest stajnią ani oborą Augiasza Eurysteus, lecz stricto portalem do wymiany poglądów.

c
cezar

PO zapuściła korupcyjne korzenie praktycznie na każdym szczeblu władzy, jej ludzie, tacy jak Nowak czują się cesarzami XXI wieku, w ich głowach obłęd władzy zastąpił wiele innych funkcji mózgu. To, że Nowak jest ministrem, to że Mucha jest ministrem, to jest totalna patologia, to jest po prostu kryminał. A w tle Schetyna, uwikłany w aferę hazardową jako czyściciel. Pięknie. Mrożek naprawdę mógłby coś na ten temat napisać, bo tylko sztuka absurdu można objaśnić absurd.

777

DONALDA pieśCI MERKELKA- BALCerka BANK śWIATowy

123

Jak nie ma, jak jest?

p
polished

1. Wiele przypadków obcych obywateli w rządzie - np. czeski minister spraw zagranicznych, były premier Kanady, były premier Peru, szef banku centralnego Izraela, gubernator Kalifornii.
2. nie można porówynwać długów Gierka - to była inna wartość pieniądza. Do tego minister finansów odpowiada za dług skarbu państwa a nie całego kraju (to co wykazuje NBP jako zadłużenie Polski - w tym są np. kredyty firm).

M
Mayka

Jeśli naturalnie nie brać pod uwagę takiego głaskania podniebienia swoich pracodawców i mocodawców! Ex-min. nie znajduje żadnego rozwiązania na zatrzymanie recesji i na znaczne obniżenie wydatków państwa m.in. na urzędników i władzę. A bynajjmniej nic o tym nie nadmienia. Nie wspominając słowem już nic, o takim nadmiernym obciążeniu podatkowym takich osób i przedsiębiorców, którzy w ogóle nie powinni być opodatkowani, albo tylko nieznacznie. Więc przy okazji trzy pytania, i uznaję, że są zasadne:

1.Czy Ex-minister może logicznie odpowiedzieć w jakim to celu zaimportowano do Polski finansistę z London?
2.Czyżby profesorom ekonomii w Polsce, i nie tylko takim, płaci się w nicoś, nadaremnie?

Pogląd pomocniczy A: Jeżeli polskie uczelnie generują niedorobionych do końca analfabetów ekonomicznych, wówczas należy owe uczelnie pozamykać. Czyli tutaj za jednym takim posunięciem następuje oszczędność wielu miliardów rocznie. Natomiast samych chętnych adeptów do nauki ekonomii należy porozsyłać po świecie. Jednocześnie, stosownie zapłacić za edukację, a studentom, przydzielić należne stypendia lub nieoprocentowane kredyty . Albowiem, tak czy owak, na polskich prof. uczelni też się płaci regularnie i nie mało.

Notabene, kiedy spoglądam na materię importu cudzoziemskich fachowców do polskich ministerstw, a niby gdzieś tam uznanych, i dodatkowo, do kraju o 38 milionowej populacji – wtedy żywcem przypomina się mnie taki dawniejszy peerelowski marynarski import tysięcy hektolitrów szamponów do włosów o zapachu zielonego jabłuszka. Jak wiemy, owy import do Polski następował nie z uwagi na lepszą jakość produktu, lecz z uwagi na ładną kolorową metkę. Którą wówczas na zach. Europy drukowano już na kolorowym offset, zamiast na peerelowskiej drukarce akcydensowej.

Pogląd pomocniczy B: Nie znam takiego przypadku, aby cudzoziemiec z podwójnym obywatelstwem - nieważne czy odwieszonym i zawieszonym, czy też nie - zarządzał w jakimś kraju najważniejszym organem danego państwa. Gdyż moim skromnym zdaniem, stanowisko min. fin. danego kraju nie jest fuchą gminnego rachmistrza, który może pochodzić akurat z sąsiedniej wsi. Owszem, każdy sołtys ma w kasie gminnej i tak pusto. Jednak kiedy ma w niej coś więcej, i kiedy nie potrafi sam zrachować, wtedy dziatwa domowa sołtysa pomoże zliczyć wszystko co do grosza, wtedy też sołtys nie zaprasza nikogo z zagranicy. Nadto, szkoły w polskich wsiach są wydajniejsze, aniżeli w wielkich miastach. Więc po co taki sołtys ma rachmistrzów importować z zewnątrz, aż z wielkiego miasta London...

3.Czy znane są panu - ex-ministrowi i jako temu przyszłemu min. fin. w koalicji PO i SLD - jakieś wartości i dobra które wniósł dla kraju wspomniany i zaimportowany z London finansista?

Pogląd pomocniczy A: Boss komunistyczny E. Gierek ponapożyczał "u imperialistów" około 24,5 mld USD, a z odsetkami wyszło tego do spłacenia ca. 42,3 mld. I pal tam licho z kilkudziesięcioma milionami na plus lub minus, bo nie o nie chodzi. Bossowie postkomunistyczni po transformacji ustrojowej ponapożyczali w latach 1990-2007 (18 lat) już ca. 560 mld złotych. Natomiast zaimportowany fachowiec z London - w zagadnieniu zadłużania finansów - rozpędził się najlepiej ze wszystkich razem we wsch. Europie, bo wygenerował dodatkowe setki miliardów zadłużenia. Albowiem przez 5-lat nazbierał aż 560 mld złotych, (stan w pozycji zadłużenia wg. NBP na grudzień 2012 stanowi 1.128.769 mln). Zatem, aż 1 bilion 128 miliardów 769 milionów zł.

Pogląd pomocniczy B: Boss E. Gierek z pobranych kredytów zindustrializował niemalże cały kraj, nabudował dziesiątki tysięcy mieszkań, itd., itd. Bossowie postkomunistyczni za pobrane setki miliardów kredytów posprzątali z grubsza bajzel wytworzony przez aparat postpezetperowsko-peerlowski. I poniekąd, za to należna im wdzięczność. Natomiast co takiegoż wartościowego za pobrane setki miliardów poczynił merytoryczny i wyreklamowany finansista z London?

A
AMBER GOLD

Takie czytanki to Rosowskiemu pisz bo ludźmi tym nie na karmisz a na pewno już nie spłacisz długów ! KOLEGO BRAKUJE JUŻ TERAZ W TYM BUDŻECIE 30/40 miliardów jak do tego dodamy rynek obligacji ten zagraniczny i nie poczytalność krajów południa i słodkiej Francji to się w z ręką nocniku szybciutko cały naród nad wiosłom obudzi !metodologie tą Rostowskiego to sobie w buty wsadź - Dobrze wijesz ze to kreatywna księgowość - TYLKO TO JEST TAK W POLSCE ŻE ZA KREATYWNĄ KSIĘGOWOŚĆ DOSTAJE SIĘ NAGRODY ! po części w EU tez A W STANACH IDZIE SIĘ SIEDZIEĆ ! -ot cała tajemnica !

P
POseł PO i przed

Lemingi już zaczynają płacić 45% POdatków po przekroczeniu 85 tysięcy zł dochodu
Jan Krzysztof Bielecki triumfuje, jego stawki POdatkowe POwróciły.
Dobrze wam tak barany obdzierane ze skóry. cha, cha, cha

P
POparzony

Tusk oprócz POdnoszenia POdatków nic nie robi.
W ten sposób oddaje władzę w ręce mafii urzędniczej i POlicyjno-prokuratorskiej.
A oni zabierają nam wolność i pieniądze. Okradanie OFE jest tego najlepszym przykładem.
Fotoradary, mandaty i skarbówka są ich narzędziem.
Same mafie urzędnicze mają coraz więcej przywilejów, immunitety, wcześniejsze emerytury i coraz wyższe zarobki.
Kury znoszące złote jaja zamieniły się nie w owce do strzyżenia, ale w barany obdzierane ze skóry.

E
Ewa

Ten Pan juz Polske wyleczył i ludzie mu to po śmierci wynagrodzą.To reformy tego Pana doprowadziły do tego stanu jaki teraz mamy.Dziwie się że ktoś chce jeszcze z nim gadać i wysłuchiwać tych bzdur.

A
AMBER GOLD

to jednak Głos prof Balcerowicza jest potrzebny co prawda wspomina on o Węgrzech co jest chyba pewnym nieporozumieniem albo zbyt daleko idąca przenośnią ale fakty dotyczące OFE i szykowanego wałku z tym związanego są prawdziwe i po prostu pan Profesor je dostrzega ! osobiście waham się co do idei biorąc pod uwagę argumenty za i przeciw temu systemowi ale .... JEDNO JEST PEWNE RZĄD TUSKA CHCE TE OSZCZĘDNOŚCI PRZEJEŚĆ I ZASYPAĆ DZIURE BUDŻETOWĄ - krótko mówiąc mając władzę i to wielką -ROBILI WSZYSTKO ABY NIC NIE RUSZAĆ a teraz szykują kradzież stulecia !! a BALCEROWICZ Mimo ze nie jest moim idolem to po prostu jako POLAK i jako Obywatel ze znamy nazwiskiem oraz wykształceniem stara się to nam Uświadomić ! i za to warto mu mu podziękować bo zdrowy rozsądek ale też zwykła ludzka uczciwość wcale nie muszą mieć barw politycznych wbrew pozorom !

l
lekarz

facet- co ty bredzisz??????? lecz sie.

A
Alek

zmien nicka na Morone

Dodaj ogłoszenie