Balazs: dziś nikt w Polsce nie może spać spokojnie

Redakcja
O konsekwencjach afery hazardowej dla PO i polskiej sceny politycznej, z Arturem Balazsem, politykiem SKL, byłym ministrem rolnictwa, rozmawia Michał Karnowski

Czy Platforma przeszła przez aferę hazardową, jak wskazywałyby sondaże, suchą stopą? Czy możemy to stwierdzić jednoznacznie?
Nie. To nie jest koniec tej sprawy. Proszę nie zapominać o komisji śledczej, którą Platforma obiecała Polakom. Jeżeli ta komisja rzeczywiście powstanie, to dla PO będzie to duży wstrząs.

To teza wśród polskich polityków spotykana rzadziej niż konkurencyjna: że komisja nic nie wyjaśni, bo większość w niej rządząca plus przewodniczący zrobią, co chcą.
Sprawę najpierw powinna wyjaśnić prokuratura. Ale skoro PO już się zdecydowała na komisję, to ponosi pełną odpowiedzialność za taki scenariusz. Inna rzecz dlaczego Platforma od razu uznała, że prokuratura nie jest w stanie obiektywnie zbadać tej sprawy. W jakimś sensie sama sobie wystawiła ocenę.

Może warto na to spojrzeć inaczej. Jako na dowód czystych intencji PO i poczucia, że nie mają nic do ukrycia?
Spokojnie. Przede wszystkim komisji wciąż nie ma, choć z deklaracji PO wynikało, że będzie natychmiast. Po drugie, nie znamy zakresu jej prac i składu. Więc z oceną intencji poczekajmy. Myślę, że chodziło raczej o uspokojenie opinii publicznej.

Jak Pan ocenia jądro afery? Nadmierna asertywność Chlebowskiego? Mafia?
Dla mnie najważniejsze jest odsłonięcie zaangażowania kilku polityków PO w tę historię, ujawnienie ich stylu funkcjonowania i zaangażowania w tę część biznesu. Ten brak świadomości, że politycy powinni trzymać się daleko od tematyki hazardu. A jeśli już, to kierunek działań powinien być zawsze jeden: zwiększanie przychodów do budżetu.

Ale to było przestępstwo?
Nie wiemy jeszcze. Na pewno działanie mocno nieetyczne. Ale konsekwencje na pewno będą przede wszystkim polityczne. Platforma już je odczuwa, z czasem będą większe. Bo ludzie dostrzegają na przykład, że to kolejna afera mająca swoje źródło na Dolnym Śląsku. Najpierw wybucha sprawa Sawickiej, potem senatora Misiaka, wreszcie Chlebowskiego. Być może były w niektórych elementy prowokacji CBA przekraczające zdrowy rozsądek. Ale pomimo wątpliwości pytanie o odpowiedzialność polityczną Schetyny za te skandale jest pytaniem poważnym. Jak to się dzieje, że w regionie, w którym rządzi niepodzielnie, relacje polityki z biznesem są tak niejasne i niezdrowe? Warto, żeby odpowiedział, a nie udawał, że nie zna tych wszystkich ludzi.

Może nie znał? Nie wiedział.
Nawet jak się nie wie, to politycznie się odpowiada. Ale sądzę, że wiedział. Zresztą sam były wicepremier też wydaje się mieć jakieś luki w pamięci. Najpierw była wersja, że z Sobiesiakiem rozmawiał tylko przez telefon, potem, że zapomniał o spotkaniu z nim na lotnisku. I premier musiał to dostrzec i nieprzypadkowo podjął tak szybką decyzję o dymisji Schetyny. Zobaczył, że lepiej nie czekać.

Ten pakiet dymisji pokazał twardość premiera. Litości nie było też dla Chlebowskiego. Ale teraz słyszymy, że tak właściwie poddał się "zawyżonym standardom".
Jeśli Platforma pójdzie w tym kierunku, to zrobi błąd. Opinia publiczna to dostrzeże. Przecież Platforma to formacja, która na swoje sztandary wybiła totalną walkę z korupcją, ścigała bez litości poprzedników. A tymczasem widać, że ten problem dotyka szczytów władz PO. W dłuższej perspektywie może mieć to istotniejsze przeniesienie na sondaże, niż się wydaje.
Jak ocenia Pan zachowanie premiera? Czy Donaldowi Tuskowi w tej sprawie coś zagraża, czy zachował się w porządku?
Donald Tusk nie powinien i nie musiał rozmawiać w tej sprawie, po ostrzeżeniu CBA, z Mirosławem Drzewieckim i Zbigniewem Chlebowskim. Gospodarzem tej ustawy był minister finansów i bez jego zgody nie można było zrobić w tej sprawie niczego. Więc jeśli premier chciał chronić proces legislacyjny, to wystarczyłaby krótka rozmowa z ministrem finansów.

Czyli Pana zdaniem to za sprawą tych rozmów premiera doszło do przecieku o akcji CBA?
Tego nie wiemy. Ale nie warto chyba tu filozofować. Wiemy po prostu, że ta rozmowa premiera z Drzewieckim i Chlebowskim de facto ich ostrzegła. Nawet jeśli nie padły słowa "uważajcie", jeżeli nie napisał na chusteczce "ABC", to i tak ich ostrzegał. Bo samo wypytywanie o tę sprawę było sygnałem, że coś się wokół tej sprawy dzieje. I musiało spowodować taką reakcję, jaka nastąpiła. Jak się ktoś zna na procesach pisania prawa w rządzie, to widzi jak na dłoni, skąd wyszło ostrzeżenie o akcji CBA.

Przekonuje Pana wersja wydarzeń przedstawiona w "Polsce" przez Chlebowskiego?
Nie. Powinien przeprosić wszystkich, a nie szukać winnych poza sobą.

Spuentujmy. Grzegorza Schetynę zabije ta sprawa?
To raczej będzie miało konsekwencje polityczne, przyczepi się do PO i wyczerpie kredyt zaufania do tej partii.

A premier? Pana zdanie, że "jak na dłoni widać, gdzie był przeciek", to mocny zarzut.

Ale ja zakładam dobre intencje premiera. Nie chciał ich ostrzec, że CBA bierze się za nich, ale chciał podkreślić, że coś złego dzieje się w tej sprawie. Martwił się i uznał, że najlepsza metoda zatrzymania tego, zakładam że przy czystych intencjach, jest ich opieprzenie i zakaz dalszego grzebania w tej sprawie.

Jak Pan ocenia działania CBA?
Wiele zależy od tego, co naprawdę Mariusz Kamiński powiedział premierowi. Na pewno jednak Kamiński najpierw powinien złożyć zawiadomienie do prokuratury.

I za to został odwołany?
Ta dyskusja jest według mnie bez sensu.

Dlaczego?
Jeżeli Kamiński inaczej pamięta rozmowę z szefem rządu, jeżeli ma poczucie, że Tusk kłamał, to mógł to powiedzieć. Ale natychmiast po tym powinien podać się do dymisji. Nie zrobił tego i premier nie miał wyjścia. Sytuacja, w której szefem służby specjalnej jest człowiek zarzucający kłamstwo premierowi, jest niebezpieczna dla państwa.

Czy nie jest jednak tak, że ustawa o CBA szefa tej służby sytuuje trochę inaczej niż np. ABW? Jest kadencyjność, warunki odwołania.

Oprócz ustawy w demokratycznych cywilizacjach są pewne zasady niepisane, pewien obyczaj polityczny. Spór publiczny, zarzut kłamstwa musi powodować dymisję jednego lub drugiego.

Kamiński spartaczył sprawę?

Nie. Mówię coś innego: wykonał dobrą robotę, ale niepotrzebnie potem wdał się w kłótnie z premierem, w zarzucanie mu kłamstwa. A jak już to zrobił, powinien odejść.

Marszałek Komorowski mówił, że ujawnienie afery hazardowej było "zsynchronizowanym atakiem na rząd i PO".

Przesadza. Jeżeli służby miały dowody w tej sprawie, to trudno było oczekiwać sielanki. I tak dobrze dla PO, że sprawa wybuchła w sporej odległości od wyborów.

A afera stoczniowa to w ogóle afera Pana zdaniem?
Tak, nawet może poważniejsza od hazardowej. Mamy biznesmena, handlarza broni wpłacającego wadium w przetargu. Jest znak zapytania co do pochodzenia tych pieniędzy. Równocześnie zawieramy kontrakt z Katarem. Media łączą te sprawy i mówią, że być może za gaz przepłacamy. W tle polityka. Bo pamiętamy, jak mówiono o znalezieniu inwestora dla stoczni przed wyborami. A konsekwencje są poważne. Upadek grozi stoczniom i dziesiątkom tysięcy ludzi pracujących wokół nich.
Stawia Pan tezę, że minister Grad świadomie oszukiwał opinię publiczną?
Nie mam wiedzy o osobistej roli ministra. Po wykryciu afery odwołał najważniejszych członków komisji przetargowej. Fakt jest taki, że ta mistyfikacja zabiła polskie stocznie.

I tak mielibyśmy ten problem.
Tam się kręciło kilkunastu inwestorów.

Ale on jeden chciał produkować statki.
Tak nam mówią.

Co Pan sądzi o trzeciej aferze ostatnich tygodni: podsłuchowej. Przy okazji wybuchła poważna debata o kontroli służb specjalnych. Poważna?
Na pewno mamy do czynienia z totalnym kryzysem zaufania do służb. Potwierdzają to zresztą moje osobiste doświadczenia.

Mówi Pan o prowokacji przeciwko Panu w czasach Leszka Millera? Kiedy zespół założony teoretycznie do zbadania afery zbożowej szukał, jak się potem okazało na Pana haków, próbował wymuszać zeznania. Jedna osoba została skazana przez sąd.

Tak. I wciąż nie mogę uwierzyć, że to było możliwe w wolnej Polsce. Bo będąc człowiekiem wielokrotnie zamykanym przez SB, miałem poczucie, że to już nigdy nie wróci. Że strach przed policją polityczną nie pojawi się w moim życiu i w życiu publicznym. Myliłem się.

W której ocenie?
Nie wierzyłem, gdy część polityków prawicowych mówiła mi, że ważna część tych służb wyrasta rodem z tamtych czasów i metody ich działania niewiele się różnią od esbeckich.

Część służb jest jak SB?
Część niestety tak. W organizowaniu prowokacji przeciwko mnie istotną część działań wykonywali ci sami funkcjonariusze, którzy jako esbecy zajmowali się prześladowaniem mnie przed rokiem 1989. Inwigilowali mnie jako działacza ruchu ludowego, zamykali wielokrotnie, nachodzili dom i robili rewizje. A teraz te same nazwiska pojawiają się w aktach śledztwa prowadzonego w sprawie prowokacji przeciwko mnie.

Cofnijmy się jeszcze do tej prowokacji. Najpierw Miller w roku 2003 prosi Pana o wejście do rządu po rozpadzie koalicji SLD-PSL. Pan odmawia. Wtedy powstaje zespół do zbadania afery zbożowej.
Tak, ale realne działania operacyjne zostały podjęte tylko przeciwko mnie. Mimo że nie ma żadnych podejrzeń, faktów, niczego. Co więcej, ja w ogóle nie zajmuję się rynkiem zbożowym. Jestem wyłącznie rolnikiem.

To o co chodzi?
O politykę. Rząd Millera traci większość. I próbuje zmusić moje koło poselskie do poparcia jego gabinetu. Na spotkaniu u prezydenta Kwaśniewskiego apeluję jednak do Millera o podanie rządu do dymisji. Wtedy właśnie, w ramach zemsty, rusza ta prowokacja. Próbują mnie w tę aferę uwikłać. Do osadzonych w areszcie biznesmenów branży zbożowej przychodzą funkcjonariusze służb i składają propozycje nie do odrzucenia: zeznajcie coś na Balazsa, a w zamian zostaniecie zwolnieni z aresztu i dostaniecie status świadka koronnego. A więc sięgają po klasyczne esbeckie metody.

Po latach ruszyło śledztwo w sprawie pracy tego zespołu i stosowanych metod. Coś ustalono?
Tak. Szef zespołu zostaje prawomocnie skazany. Wskazuje na osoby inspirujące jego działania. Ale wtedy zmienia się rząd. Ludzie służb, którzy są odpowiedzialni za prowokację, którym miano postawić w tej sprawie zarzuty, po 2007 roku awansują na najważniejsze stanowiska w państwie. No i sprawie jest ukręcany łeb. Kierownictwo Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze zostaje usunięte i zostają wobec nich podjęte postępowania dyscyplinarne.

Czy to byli ludzie związani z PiS?

Absolutnie nie, nie PiS ich awansował. To są państwowcy. I mają odwagę. Prokurator Koniecki wprost mówi, że zmuszano go, by dał spokój temu tematowi. I tu kolejny skandal: oficjalne zeznania prokuratora, który mówi o naciskach na niego, na nikim nie robią wrażenia.

Co się stało ze śledztwem?
Po zabraniu śledztwa z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze zostaje umorzone. Skarżę tę decyzję do sądu, który podziela moje zastrzeżenia. Śledztwo trafia do Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, ale pani prokurator odpowiedzialna za nie nie wykonuje poleceń sądu. Odmawia przesłuchania świadków, uchyla pytania zadawane przeze mnie w śledztwie. Nie włącza do niego zeznań prokuratora Konieckiego, mówiących o naciskach w sprawie umorzenia. Następnie pospiesznie je umarza. W nagrodę otrzymuje do prowadzenia śledztwo dotyczące nacisków na prokuratora Konieckiego! Gdyby uznała, że są prawdziwe, to w mojej sprawie musiałaby się samooskarżyć.

Poddał się Pan?
Nigdy. Wybieram się właśnie do ministra sprawiedliwości. Bo jeżeli metody esbeckie mogą być dzisiaj stosowane, to nikt w Polsce nie może spać spokojne.

Artur Balazs, były minister rolnictwa, polityk Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wiadomosc POrazaca

Arturze , a co z Panem Oksiuta,czy pomaga nadal chlopom???

c
chłop małorolny

moralista który kupil za psie pieniadze popegerowskie ziemie

s
szycha

Uczciwi mogą;tych jest większość

m
m

Dyplomatołków zastąpiły dyplomatoły

B
Bwana Kubwa

TO JĄ MAMY. Wałęsa, skacz przez płot!!

Dodaj ogłoszenie