Awaria samolotu Enter Air w Etiopii. Dramatyczna relacja pasażera

Wojciech Frelichowski
Wojciech Frelichowski
pixabay/zdjęcie ilustracyjne
Lecący z Kenii samolot polskich linii Enter Air w nocy z piątku na sobotę zmuszony był lądować awaryjnie na lotnisku w Etiopii. Na pokładzie było 167 osób. Jednym z pasażerów był pan Przemek, mieszkaniec Słupska. – Nie ukrywam, myślałem, że to już koniec.

Polscy turyści spędzający wakacje w Kenii mieli wylecieć z lotniska w Mombasie w piątek wieczorem. Tuż przed wylotem zostali jednak poproszeni przez załogę, aby natychmiast opuścili pokład samolotu, ze względu na wystąpienie problemów technicznych. Z relacji wynikało, że z luku bagażowego maszyny wydobywał się dym.

- Ale to nieprawda. Dym powstał dlatego, gdyż podczas tankowania samolotu na płytę lotniska wyciekło paliwo i służby szybko wylały na nie substancje gaszące – mówi pan Przemek ze Słupska, który był jednym ze 167 pasażerów samolotu lecącego z Mombasy do Warszawy. - Powstało zadymienie. Kłęby dymu gromadziły się pod samolotem, stąd powstało przekonanie, że dym wydobywa się z luku bagażowego.

Sytuacja wywołała nie tylko zamieszanie, ale obawy wielu pasażerów, czy samolot nadaje się do wylotu. Załoga samolotu przekonywała, że wszystko jest w porządku. Jednak niektórzy pasażerowie kategorycznie stwierdzili, że nie wsiądą to maszyny.

- Zaczęły się awantury, ale w końcu po trzech godzinach samolot wystartował. Z tym, że bez większości bagaży, bo kiedy powstało zadymienie przy tankowaniu wiele walizek, które jeszcze były na wózkach bagażowych, zostało oblanych środkiem gaszącym. Obsługa lotniska ich po prostu nie zapakowała do luków bagażowych. W tej grupie była także i moja walizka – opowiada pan Przemek.

Po około trzech godzinach lotu do Warszawy pasażerowie musieli zmierzyć się z kolejnym problemem. Tym razem znacznie poważniejszym.

- Kapitan poinformował, że uległ uszkodzeniu jeden z dwóch silników i konieczne będzie awaryjne lądowanie w Addis Abebie, stolicy Etiopii. I dodał, że to nie są ćwiczenia – mówi słupszczanin. – W samolocie zaległa cisza, po czym zaczęła się panika i lament.

Pan Przemek nie ukrywa, że poczuł strach. – Myślałem, że to już koniec. Tym bardziej, że stewardesy zaczęły nas instruować, jak przygotować się do awaryjnego lądowania. Że trzeba ściągnąć buty, rękami chwycić za poprzedzający fotel, a głowę schować między kolanami – relacjonuje mieszkaniec Słupska. – Przez chwilę spojrzałem przez okno, czy jesteśmy nad morze, czy nad górami, czy gdziekolwiek. Przez głowę przeszła mi myśl, gdzie spadniemy.

Na szczęście awaryjne lądowanie odbyło się bez problemów. Pasażerowie odetchnęli. Ale nie było to koniec ich kłopotów.

- Samolot nie mógł lecieć dalej. Miał po nas przylecieć inny, ale dopiero za kilkanaście godzić. Przewoźnik załatwiał dla nas hotel, ale my nie mogliśmy opuścić lotniska, bo nie mieliśmy etiopskiej wizy – mówi pan Przemek.

Z pomocą ruszyły polskie służby dyplomatyczne, które w ekspresowym tempie załatwiły wizy i inne formalności.

- Jednak ci pasażerowie, w tym ja, których bagaż został w Mombasie musieli to zgłosić. Była 3 rano, a załatwienie wszystkiego trwało do południa. W hotelu byliśmy dopiero o godzinie 13, aby po kolejnych ośmiu ponownie być na lotnisku. Z Addis Abeby odlecieliśmy w sobotę po godzinie 22 – opowiada słupszczanin.

W Warszawie samolot linii Enter Air wylądował w niedzielę rano o godz. 8.40.

- A ponieważ mój bagaż został w Mombasie, to do Słupska jadę w krótkich spodenkach i w koszulce. Najważniejsze jednak, że dotarłem do Polski i ten horror się skończył – przyznaje pan Przemek.

Jak informują linie Enter Air, firma podjęła działania, aby wyjaśnić przyczyny zaistniałych sytuacji i uniknąć podobnych problemów w przyszłości.

Dopłaty do cen energii

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Paula
Uważam, że stewardessy i piloci zachowali się bardzo dobrze, a ludzie jak zwykle przesadnie panikują. Szkoda, że na autostradzie jak, co niektórzy lecą 200kmh to żaden się nie boi o własne życie, przecież taka prędkość jest śmiertelnie niebezpieczna
Dodaj ogłoszenie