Australian Open. Radwańska z małymi problemami, ale w drugiej rundzie, udany rewanż za Paryż

Hubert Zdankiewicz
Agnieszka Radwańska
Agnieszka Radwańska Andrzej Szkocki/Polska Press
Agnieszka Radwańska pokonała 6:1, 4:6, 6:1 Cwetanę Pironkovą w pierwszej rundzie wielkoszlemowego Australian Open, rewanżując się Bułgarce za porażkę w ubiegłorocznym Roland Garros. Kolejną rywalką Polki będzie w czwartek Chorwatka Mirjana Lucic-Baroni.

Dotychczasowy bilans spotkań obu tenisistek (9-3 dla Polki) wyraźnie wskazywał, która z nich będzie faworytka wtorkowego pojedynku. Podobnie, jak pozycja w rankingu WTA. Agnieszka Radwańska jest trzecią rakietą świata, z takim też numerem została rozstawiona w Melbourne. Nasza najlepsza singlistka nie ukrywa przy tym, że po dwóch półfinałach w Australii (2014 i 2016 rok) tym razem planuje zrobić coś więcej. - Chcę rozegrać siedem meczów - mówiła przed turniejem Polka.

Cwetana Pironkova rozpoczęła co prawda swoją wielkoszlemową przygodę właśnie w Melbourne, od sensacyjnego zwycięstwa nad Amerykanką Venus Williams (w 2006 roku). Było to jednak jedyne godne uwagi osiągnięcie Bułgarki w Australii, bo w jedenastu poprzednich startach ani razu nie zaszła dalej, niż do drugiej rundy. 64. pozycja w rankingu WTA również mówiła swoje.

Mimo wszystko niektórzy spodziewali się zaciętego meczu. - Pironkova to zupełnie inna zawodniczka, niż Radwańska. Gra mocno, uderza płasko, dlatego może być dla Polki niewygodną rywalką - zapowiadał w studiu Eurosportu słynny Mats Wilander, nawiązując do ich poprzedniego meczu, w 1/8 finału Roland Garros 2015.

Rozstrzygniętym w niecodziennych okolicznościach, bo rozpoczął się w niedzielę, a zakończył dopiero we wtorek (w poniedziałek deszcz kompletnie sparaliżował plan gier). Pierwszego dnia Radwańska miała - kolokwialnie mówiąc - rywalkę na deskach. Prowadziła 6:2, 3:0, a Pironkova bezradnie rozkładała ręce, patrząc na siedzącego na trybunach trenera.

Z powodu zapadających ciemności gra została jednak przerwana, a po wznowieniu, na mokrym i grząskim korcie (we wtorek również padało), zdecydowanie lepiej czuła się silniejsza fizycznie Bułgarka, która wygrała ostatecznie 2:6, 6:3, 6:3. Faktycznie zapowiadało się ciekawie.

Pierwszy set nie potwierdził jednak przypuszczeń Wilandera. Na korcie centralnym imienia Roda Lavera niepodzielnie panowała w nim nasza tenisistka. Skupiona, precyzyjna, dobrze czująca się w wymianach z głębi kortu, a przy nadarzającej się okazji zmieniająca długość piłek i rotację.

Przy tak dysponowanej Radwańskiej Pironkova nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Polka przełamała Bułgarkę w trzecim gemie. Powtórzyła to w piątym, a precyzyjny wolej z forhendu przy stanie 5:1 dał jej kolejnego break pointa i zarazem pierwszą piłkę setową. Z tej sytuacji Bułgarka zdołała się jeszcze wybronić (pomogła jej nasza tenisistka, wyrzucając bekhend w aut), ale po chwili Radwańska zakończyła seta, wykorzystując kolejną. Cały set trwał tylko 29 minut.

Drugi za to 46 i wyglądał zupełnie inaczej. Pasywna chwilami w pierwszym Pironkova zwiększyła w końcu prędkość zagrywanych piłek i już na starcie przełamała Radwańską. Po chwili prowadziła 2:0. Zepsuty przez Bułgarkę prosty smecz przy break poincie na 3:0 pozwolił naszej tenisistce odrobić straty, a od stanu 2:2 obie raz za razem przełamywały swój serwis. Pierwsza utrzymała podanie Pironkova, w rezultacie prowadziła 5:3, a serwując przy 5:4 wyrównała stan meczu na 1:1 drugą piłką setową, przy której Radwańska wpakowała bekhend w siatkę. Nie był to jej jedyny błąd, bo w końcówce zbyt często niepotrzebnie ryzykowała.

Zapachniało kolejną niespodzianką. Decydującą partię Radwańska zaczęła jednak zdecydowanie lepiej, solidniej. Trochę pomogła jej Pironkova, która przy break poincie na 2:0 popełniła podwójny błąd serwisowy, ale nie zmienia to faktu, że na korcie dominowała Polka. W efekcie po 11 minutach prowadziła 3:0. Fantastyczny return z forhendu dał jej kolejnego gema.

W kolejnym gemie Bułgarce udało się co prawda przełamać Radwańską, ale nic więcej nie była w stanie już w tym meczu zrobić. Nasza tenisistka zakończyła mecz przy pierwszej okazji. Najlepiej jak mogła - asem serwisowym.

- Wiedziałam, czego się spodziewać, bo ostatnio z nią przegrałam - przyznała po ostatniej piłce. - W drugim secie trochę się zdekoncentrowałam, ale jestem zadowolona, że wróciłam mocna w trzecim - dodała Radwańska. W drugiej rundzie jej rywalką będzie Chorwatka Mirjana Lucic-Baroni, która wygrała 4:6, 6:3, 6:4 z Chinką Qiang Wang.

Transmisje z Australian Open w Eurosporcie, Eurosporcie 2 i usłudze Eurosport Player

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie