Australian Open. Postaw się i rób to z sercem, osiemnastka Mirjany Lucić

Hubert Zdankiewicz
Mirjana Lucić-Baroni
Mirjana Lucić-Baroni Mike Frey / BPI/EAST NEWS
Pogromczyni Agnieszki Radwańskiej jest już w najlepszej singlowej ósemce Australian Open. Dla Chorwatki Mirjany Lucić-Baroni to pierwszy ćwierćfinał turnieju Wielkiego Szlema od 18 lat.

- To niesamowite. Czuję się naprawdę niezwykle - przyznała Mirjana Lucić-Baroni po zwycięstwie nad Amerykanką Jennifer Brady (6:4, 6:2) i awansie do ćwierćfinału Australian Open. Faktycznie niesamowite, bo historia niemal 35-letniej (kończy w marcu) tenisistki z Chorwacji mogła by posłużyć za scenariusz do filmu.

Gdy w 1999 roku 17-letnia wówczas Lucić (jeszcze nie Baroni) dotarła do półfinału Wimbledonu wydawało się, że tenisowy świat stoi przed nim otworem. Tym bardziej, że nie był to w jej przypadku pojedynczy wyskok. Rok wcześniej, razem ze Szwajcarką Martiną Hingis, wygrała w deblu Australian Open.

Wcześniej Chorwatka zdobywała również wielkoszlemowe tytuły jako juniorka, a w wieku 15 lat miała już na koncie swój pierwszy tytuł w imprezie rangi WTA. Wysoka (181 cm), silna fizycznie, dosłownie rozstrzeliwująca na korcie rywalki. Murowana kandydatka na gwiazdę.

Pewnie faktycznie by nią została, gdyby nie jeden człowiek - Marinko Lucić. Były dziesięcioboista od początku założył, że jego córka będzie tenisistką i realizował ten pomysł z podziwu godną konsekwencją. Mirjana miała 11 lat, gdy wysłał ją do akademii Johna Newcomba, trenowała też w innych miejscach.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Niestety tata Lucić miał zwyczaj motywować córkę do lepszej gry biciem, o czym Mirjana odważyła się opowiedzieć dopiero wiele lat później.

- To były większe pobicia niż ktokolwiek może sobie wyobrazić Po raz pierwszy uderzył mnie, gdy miałam pięć lat. Walnął mnie w nos tak mocno, że zakrwawiłam cały dom . Kiedyś po przegranym meczu przez 40 minut okładał mnie butem w łazience. Wiele razy groził mi śmiercią, raz nawet próbował mnie wyrzucić z czwartego piętra - wspominała na łamach „New York Timesa” Chorwatka.

Nie ona jedna obrywała, bo pan Lucić wyżywał się również na swojej żonie i reszcie dzieci. Cała rodzina zdecydowała się więc w pewnym momencie na desperacki krok i uciekła do Stanów Zjednoczonych. Zostawili wszystko - dom, a nawet pieniądze zarobione przez Mirjanę na korcie, bo te przywłaszczył sobie tata Lucić i jego kuzyn.

Za oceanem mogli wreszcie odetchnąć, ale kariera Chorwatki załamała się. Nie tylko z powodów finansowych, ale również zdrowotnych, bo zaczęły prześladować ją kontuzje ramienia i łokcia - efekt mocno obciążającego organizm siłowego stylu gry (taktykę Lucić można by podsumować obrazowo: napręż mięśnie, zamknij oczy i wal).

W efekcie na kilka lat zniknęła z kortów, ale na wymuszonej emeryturze wcale nie czuła się lepiej. Cierpiała na depresję, miała problemy z nadwagą.

Wróciła, ale nigdy już nie była w stanie zbliżyć się do dawnych osiągnięć (w międzyczasie wyszła za mąż za biznesmena Daniele Baroniego). Aż do tegorocznego Australian Open, gdzie - przypomnijmy - dosłownie zmiotła z kortu w drugiej rundzie Agnieszkę Radwańską (Polka przyznała, że nie potrafi wytłumaczyć tej porażki, bo wszystko działo się... zbyt szybko).

Nie brak było wówczas głosów, że nic więcej już w Melbourne nie osiągnie, bo w pełni zadowala ją zwycięstwo nad trzecią rakietą świata. Jak widać autorzy tych słów nie mieli racji, bo była podopieczna polskiego trenera Macieja Synówki na razie idzie za ciosem.

W trzeciej rundzie Lucić-Baroni straciła co prawda seta z 94. na świecie (sama jest 79.) Greczynką Marią Sakkari, ale już ze wspomnianą na wstępie Brady rozprawiła się w godzinę i 12 minut. W efekcie po 18 latach przerwy znów zagra w wielkoszlemowym ćwierćfinale.

W nagrodę dostała owację na stojąco od kibiców na Margaret Court Arena. Również za to, co mówiła po meczu.

- Chciałabym powiedzieć wszystkim ludziom, którzy mają problemy - chrzańcie wszystkich, którzy mówią wam, że czegoś nie możecie zrobić. Postawcie się i zróbcie to z sercem.

Ćwierćfinałową rywalką Chorwatki będzie w środę Karolina Pliskova. Rozstawiona z numerem piątym Czeszka wygrała 6:3, 6:3, z reprezentantką gospodarzy Darją Gawriłową. Do ćwierćfinału awansowały w poniedziałek również Amerykanka Serena Williams i Brytyjka Johanna Konta. Wśród panów do czołowej ósemki dołączyli Belg David Goffin, Bułgar Grigor Dimitrow, Kanadyjczyk Milos Raonić i Hiszpan Rafael Nadal.

Na 1/8 finału zakończyli za to rywalizację w Melbourne Łukasz Kubot i Marcelo Melo. Rozstawiony z numerem siódmym polsko-brazylijski debel przegrał z 6:7(5), 6:7(5) z Chorwatem Ivanem Dodigiem i Hiszpanem Marcelem Granollersem. We wtorek Kubot i Tajwanka Yung-Jan Chan zmierzą się w drugiej rundzie miksta z Kanadyjką Gabrielą Dabrowski i Hindusem Rohanem Bopanną.

Australian Open na żywo w Eurosporcie 1, Eurosporcie 2 i usłudze Eurosport Player

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie