Auster: "Opowieść wigilijna"? Dickens to pisarz genialny

Agaton Koziński
"Opowieść wigilijną" śmiało nazwać można apologią tradycyjnie pojętych wartości rodzinnych - dowodzi Paul Auster, autor "Trylogii nowojorskiej" i "Szaleństw Brooklynu", w rozmowie z Agatonem Kozińskim

W 1995 r. na ekrany trafił film "Dym", do którego napisał Pan scenariusz. I w tym filmie jest jedna z najpiękniejszych opowieści bożonarodzeniowych, jakie kiedykolwiek słyszałem.
Miło mi to słyszeć, dziękuję za komplement!

Proszę zdradzić swą tajemnicę. Jak wymyśla się dobrą historię bożonarodzeniową?
W 1990 r. "New York Times" poprosił mnie, żebym napisał specjalnie dla niego opowieść wigilijną. Dla tego dziennika to był przełom, gdyż wcześniej nie publikował on materiałów literackich. Ale akurat doszło tam do wymiany redaktorów i nowi uznali, że chcą spróbować czegoś nowego - stąd telefon do mnie.

Tak samo jest w filmie. Tam Paul Benjamin, główny bohater filmu, dostaje zamówienie na opowiadanie z "New York Timesa".
Dokładnie. Zamówienie było krótkie: proszę napisać opowieść bożonarodzeniową, której akcja dzieje się w Nowym Jorku. Jako że jestem Żydem, to nawet nie obchodzę Bożego Narodzenia, dla mnie to po prostu kilka dni wolnych od pracy. Ale oczywiście wiem, na czym polega ich specyfika. Dla mnie te święta są zbyt ckliwe a czasem zwyczajnie puste. Uznałem więc, że spróbuję stworzyć historię, która ten porządek wywraca do góry nogami.

W "Dymie" Benjaminowi historię opowiada inny bohater filmu Auggie Wren. Panu też ją ktoś opowiedział?
Nie, to mój oryginalny pomysł. Szukałem jakiegoś przewrotnego konceptu, chciałem, żeby w tej opowieści były kradzieże, kłamstwa, konflikty.

Wszystko w niej jest. Opowieść zaczyna się od kradzieży w sklepie, która nieoczekiwanie doprowadza do bożonarodzeniowego spotkania sklepikarza z niewidomą babcią złodzieja. Ich wspólna Wigilia jest rzeczywiście wyjątkowa - ciepła, serdeczna, ale jednocześnie podszyta kłamstwem, obopólną manipulacją emocjonalną. C
hyba właśnie w tym tkwi niepowtarzalność tej opowieści, ta dwuznaczność zachowania pary bohaterów.
Właśnie tę opowieść, którą wydrukował "New York Times", przeczytał w Wigilię 1990 r. Wayne Wang, reżyser "Dymu". W ten sposób zaczął się cały projekt. On zadzwonił do mnie i zaproponował, żeby wokół tej opowieści nakręcić film. Początkowo odmówiłem, ale Wayne powoli, krok po kroku wciągał mnie w ten projekt. W końcu poddałem się i zgodziłem się napisać scenariusz. Nawet nie przypuszczałem, jakie to pracochłonne. Pracowaliśmy nad nim kilka lat. Pewnie byłoby szybciej, gdybyśmy skupili się tylko na tym - ale ja w międzyczasie kończyłem inne książki, Wayne kręcił własne filmy. Fakt, że jednak udało się napisać scenariusz do "Dymu", a później przenieść go ekran, do dziś uważam za cud.

"Dym" oglądałem wkrótce po premierze, ale wróciłem do niego jeszcze raz, przygotowując się do naszej rozmowy. I mnie uderzyło coś innego - samotność tej dwójki bohaterów. Bez tej samotności opowieści by nie było.

Być może możliwa jest ciekawa opowieść wigilijna z rodziną w roli głównej, ale ja takiej nigdy nie napisałem. (śmiech)
Samotność wydaje mi się tu kluczowa. Tym bardziej, że w "Opowieści wigilijnej" Charlesa Dickensa, najsłynniejszej historii bożonarodzeniowej, też odgrywa ona główną rolę. Rozterki jej bohatera Ebenezera Scrooge'a są napędzane jego samotnością.
Tak, powieść Dickensa jest rzeczywiście wspaniała. Ale też proszę zwrócić uwagę, że występują w niej rodziny. Mamy rodzinę samego Scrooge'a: jego siostrzeńca razem z narzeczoną, a także rodzinę Boba Cratchita. Zresztą pod koniec książki nasz miliarder z nimi oboma zawiera zgodę. Także racja, jest to opowieść o samotniku - ale o samotniku, który odkrywa, na czym polega siła rodziny.

Odkrywa, bowiem nagle przestraszył się samotności - to jest główny motyw tej książki. Dlatego zastanawiam się, czy można stworzyć ciekawą opowieść o Bożym Narodzeniu bez wątku samotności. Gdy wspominam własne Wigilie, uświadamiam sobie, że nie mam nic do opowiedzenia, gdyż wszystkie były takie same: wspaniałe, spędzane z rodziną.
Moja żona, z którą żyję już ponad 30 lat, jest z pochodzenia Norweżką i bożonarodzeniowe święta spędzam według jej tradycji, która jest bardzo wyjątkowa. I za każdym razem bardzo mi się podoba - mimo że jemy to samo, robimy to samo. Zmienia się tylko stół, który regularnie się rozrasta w miarę, jak przybywa dzieci wokół niego. Uwielbiam te chwile, choć też mam świadomość, że w fikcję literacką ciężko go zamienić. Opis takich świąt byłby bardzo nudny.

Dlatego też wydaje mi się, że typowe Boże Narodzenie to fatalny materiał na dobrą powieść czy choćby opowiadanie.

Nie przekreślałbym tego z góry. Żeby skonstruować ciekawą fabułę, potrzebny jest jakiś konflikt. A w większości rodzin są przecież spory, napięcia - także taka rodzinna bożonarodzeniowa powieść wcale nie jest wykluczona.

Nie wyklucza Pan - ale ja wykluczam możliwość, że Pan będzie kiedyś jej autorem. Z prostego powodu. Pan woli opisywać pojedyncze osoby, outsiderów, a nie grupy. Motyw samotności przewija się regularnie przez Pana książki, łącznie z tą ostatnią "Sunset Park".

Akurat samotność głównego bohatera "Sunset Park" jest uzasadniona. Miles przeszedł wiele w okresie dojrzewania i jego samotność jest właściwie ucieczką od dawnego życia, dawnych doświadczeń. Zresztą on poznaje dziewczynę i im dłużej jest razem z nią, tym bardziej się zmienia, podejmuje wysiłek, by odbudować więzi z innymi ludźmi, także ze swymi rodzicami. Choć patrząc na to szerzej, ma pan rację - w wielu moich książkach pojawiają się samotnicy. Ale nie są to samotnicy na zawsze, właściwie każdy z nich podejmuje wysiłek, żeby ponownie nawiązać kontakt z innymi.

Gdy Pan myśli o książce, buduje sobie w głowie głównego bohatera, który proces jest dla Pana ważniejszy: samotność, czy stopniowe odbudowywanie więzi? Który z nich ma większą siłę dramaturgiczną?

Wszystko zależy od historii, jaką zamierzam opowiedzieć. Zresztą, prawdę mówiąc, gdy piszę książkę nie do końca kontroluje ten proces. Po prostu pozwalam różnym historiom przychodzić do siebie. Jeśli któraś mnie zainteresuje, uznam, że warto poświęcić jej więcej czasu, zaczynam ją rozwijać. I nie stosuję tutaj ostrej selekcji według z góry przyjętego klucza. Owszem, często opisuję dramatyczne historii ludzi po przejściach, ale przecież napisałem też komedie. Na przykład "The Brooklyn Follies", historia 60-letniego Nathana Glassa, który znalazł się na życiowym zakręcie, jest zabawna. I to był mój celowy zabieg.

Ale Nathan Glass też jest samotny - Pana książka zaczyna się w chwili, gdy opuszcza go żona. Skąd ta skłonność do opisywania samotników? Sam się Pan za takiego uważa?

Wszyscy jesteśmy samotni. Kiedy miałem 20 lat, napisałem coś, w co ciągle wierzę. To były dwa krótkie zdania: "Świat jest w mojej głowie. Moje ciało jest moim światem". Proszę zwrócić uwagę, że te zdania w pewien sposób się wykluczają. A nawet nie tyle wykluczają, co dają poczucie rozdwojenia. Mam wrażenie, to rozdwojenie odczuwa każdy, każdy czuje, że nie całkiem pasuje do tego świata. Z tego powodu wszyscy jesteśmy samotnikami, tak właśnie smakuje życie. Nie da się rozdzielić tych dwóch zdań, które podałem przed chwilą.

Wszyscy jesteśmy samotnikami, ale z drugiej strony najlepsze chwile naszego życia to są te, które spędzamy z innymi. Czemu tak ciągle szukamy towarzystwa? Sami się oszukujemy? Szukamy innych, by pomogli nam zagłuszyć prawdę o życiu w pojedynkę?

To nie jest tak, że żyjemy zawsze pojedynkę. Już akt narodzin zaprzecza temu - przecież każdy z nas wychodzi z ciała kobiety. Później kształtujemy się jako ludzie także dzięki interakcjom z innymi, kontakty z nimi są głównym bodźcem tworzącym nasz charakter, rozwijającym umysł i emocje. Ludzie to ssaki, ale także istoty społeczne. Dlatego właśnie szukamy kontaktów z bliźnimi. Jak pan powiedział - najlepsze momenty naszego życia to właśnie spędzone w towarzystwie osób, które lubimy, dobrze się z nimi czujemy. Bez nich bylibyśmy zwykłymi bytami.

Wrócę jeszcze raz do "Sunset Park". Ona ma jakby dwie osie konstrukcyjne, które determinują rozwój akcji. O pierwszej, samotności, już wspomniałem. Druga to kryzys. Kryzys zarówno gospodarczy, jak i osobisty głównego bohatera. Jeden warunkuje drugi?

One się po prostu na siebie nakładają, są ze sobą sprzężone. "Sunset Park" jest dla mnie książką trochę nietypową. Moje wcześniejsze powieści rozgrywały się w przeszłości. Nieodległej, ich akcja toczyła się dwa-trzy miesiące wcześniej niż chwila, w której ją opisywałem. Ale mimo wszystko to przeszłość. Natomiast "Sunset Park" dzieje się w teraźniejszości. Stąd też wziął się w niej kryzys. On obecnie dotyka wielu młodych ludzi, nie mógł więc ominąć Milesa. Żyjemy w bardzo niestabilnych czasach, dotyczy to zresztą i mieszkańców Stanów Zjednoczonych, i Europejczyków. Nie można tego ważnego wymiaru pomijać, on wręcz musiał się znaleźć w książce, odcisnąć swe piętno na głównym bohaterze. Choć akurat nie sądzę, żeby ten kryzys zmienił zbliżające się Boże Narodzenie. Ono jest ponadczasowe. (śmiech)

Pan jest Amerykaninem, ale ma opinię bardzo europejskiego autora. A miał Pan okazję poznać kiedyś Boże Narodzenie na naszym kontynencie?
Mieszkałem we Francji przez trzy i pół roku, kiedy miałem dwadzieścia kilka lat. Siłą rzeczy spędzałem też tam święta. Teraz co roku latam do Minnesoty. To bardzo zimna część Stanów Zjednoczonych, ale w Boże Narodzenie wygląda przepięknie. Ale tak naprawdę trudno mi porównać święta w Ameryce i Europie. To tak naprawdę nie jest kwestia kontynentu, tylko rodziny. Jeśli dobrze się czujemy w towarzystwie osób nam bliskich, to święta zawsze będą udane - jeśli natomiast więzi rodzinne szwankują, to Wigilii nie uratuje najpiękniejsze miejsce na świecie. Ono nie pozwoli przykryć wszystkich utajonych konfliktów, które się tlą między członkami rodziny. Nie da się ich ugasić w jeden wieczór. To nie przypadek, że w okolicach Bożego Narodzenia jest zawsze najwyższy odsetek samobójstw. W tych dniach zawsze chcemy wiele poprawić, próbujemy odbudować to, co zostało popsute dawno temu. Często się to nie udaje, a frustracja tym wywołana wpędza w depresję.

Agaton Koziński

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie