Aubameyang: piłkarski Usain Bolt popędził na ratunek londyńskim Kanonierom

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Aubameyang (z lewej) swojego czasu dał się we znaki również obrońcom Legii Warszawa w fazie grupowej Ligi Mistrzów
Aubameyang (z lewej) swojego czasu dał się we znaki również obrońcom Legii Warszawa w fazie grupowej Ligi Mistrzów brak
Interesował się nim (podobno) Real Madryt, miał bajeczną ofertę z Chin. W końcu po Pierre’a-Emericka Aubameyanga sięgnął Arsenal i można się tylko zastanawiać, czy Gabończyk nie... zwolni przypadkiem Arsène’a Wengera.

Wbrew pozorom to nie żart. To miał być przełomowy sezon dla londyńskich Kanonierów. Brak występów w Lidze Mistrzów (efekt poprzedniego, nieudanego sezonu) miał ułatwić im rywalizację w Premier League. Mieli się włączyć nawet do rywalizacji o mistrzostwo Anglii.

Na razie nie wygląda to jednak najlepiej, bo po 24 kolejkach Arsenal zajmuje dopiero szóste miejsce. Jeśli to się nie zmieni, cierpliwość mogą stracić nawet najbardziej zatwardziali zwolennicy Arsene'a Wengera. Bo coraz więcej jest opinii, że choć Francuzowi należy się pomnik za to, co zrobił przez przez dwie dekady dla klubu, to jednak jego czas przeminął.

W dodatku Kanonierzy stracili niedawno swoją największą gwiazdę Alexisa Sáncheza, który postanowił się przenieść do Manchesteru United.

Od bohatera do zera droga niedaleka
Następcą Chilijczyka ma być właśnie Aubameyang i może się okazać, że będzie to strzał w dziesiątkę. Do Londynu trafia przecież piłkarz porównywany do Usaina Bolta (kiedyś zmierzono, że przebiega 30 metrów w czasie 3,7 sekundy, co jest... lepszym wynikiem od osiągów legendarnego sprintera). Napastnik, który sprawił, że kibice w Dortmundzie nie musieli długo tęsknić za Robertem Lewandowskim.

Przez cztery i pół sezonu Gabończyk zdobył dla Borussii 141 bramek, a wiosną 2017 r. zdetronizował Polaka i sam sięgnął po koronę króla strzelców niemieckiej Bundesligi.

Z drugiej jednak strony żegna go gigantyczne westchnienie ulgi, bo wszyscy w klubie mieli już dość jego wybryków. Zaczynając od działaczy i kibiców, a kończąc na kolegach z drużyny. Lista jest długa - spóźnienia na treningi i zgrupowania, imprezy.

Najgłośniejsza miała miejsce w listopadzie, gdy wybrał się do Barcelony, by pobawić się z byłym klubowym kolegą Ousmane’m Dembele. Zrobił to co prawda w przerwie na mecze reprezentacji, niemniej działacze BVB nie byli zachwyceni, gdy w internecie pojawiły się zdjęcia piłkarzy zrobione w nocnym klubie.

Gabończyk został zawieszony, co jeszcze bardziej pogłębiło jego frustrację. Już latem ubiegłego roku bardzo chciał odejść z Dormundu, niezadowolony z faktu, że Borussia pozbywa się kolejnych filarów drużyny. Przez ostatnie lata oprócz Lewandowskiego do Bayernu Monachium przenieśli się Mario Goetze i Mats Hummels (pierwszy zdążył już wrócić, ale na razie nie wrócił do dawnej formy), a do Anglii powędrowali llkay Gundogan i Henrich Mchitarian.

Z tym ostatnim Aubameyang spotka się teraz w Londynie, bo reprezentant Armenii dołączył do Arsenalu w ramach rozliczeń za Sáncheza.

Dobrze gra, więc mu wolno
Długo był w Dortmundzie na specjalnych prawach, bo działacze doskonale wiedzieli, kogo kupują. Już w poprzednich klubach Gabończyk słynął ze zwariowanych pomysłów. Kiedyś po strzeleniu gola założył na twarz maskę Spidermana.

Innym razem sprawił sobie buty piłkarskie z czterema tysiącami kryształków Swarovskiego. Kosztowały ponoć prawie 2,5 tys. euro, a Aubameyang planował założenie ich na mecz. Dopiero koledzy z drużyny przekonali go, że to zły pomysł, bo tak przyozdobione obuwie odbija światło i może przeszkadzać mu w grze.

Zdecydowanie złym pomysłem był występ w meczu ligowym z farbowanym znaczkiem Nike we włosach. Gabończyk tłumaczył, że kilka dni wcześniej nagrywał reklamę dla tej firmy, co zakazane nie jest. Problem w tym, że Borussia jest sponsorowana przez jednego z konkurentów Nike - Pumę.

Dobrym podsumowaniem pobytu Aubameyanga w Dortmundzie jest historia opowiedziana (i opublikowana w „Zeit Magazin Mann”) przez byłego trenera BVB Thomasa Tuchela. Gabończyk przyjeżdża na trening nowym lamborghini.

- Hej, nowa bryka? - wita go trener. - Tak, dobrze gram, więc chyba mogę jeździć dobrym samochodem - mówi piłkarz. - Pewnie, że tak. Korzystaj - zgadza się z nim Tuchel. No to korzystał... W końcu jednak zaczął przesadzać.

Mówiło się, że trafi do Chin. Według „France Football” chciał go mieć u siebie klub Tianjin Quanjian, który oferował za Gabończyka aż 80 mln euro, a jemu samemu 50 mln rocznej pensji. Ostatecznie, za 63 mln, wylądował w Arsenalu. Czas pokaże, czy była to dobra decyzja, bo Aubameyanga stać dosłownie na wszystko. Zarówno na boisku, jak i poza nim.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie