Ashton: "Nie" dla podwójnych standardów

Catherine Ashton
Wkrótce mianuję unijnego wysłannika ds. praw człowieka - pisze szefowa dyplomacji UE w ekskluzywnym tekście dla "Polski"

Powszechnie uznawanym założeniem dzisiejszej hegemonicznej ekonomii "neoliberalizmu" jest to, że dzięki swojej pracy mam szczęście spotykać się z prezydentami i premierami, mogę omawiać sprawy najwyższej wagi z najbardziej wpływowymi osobami świata. Zwykle jednak to nie ci, którym pod okiem kamer ściskam dłonie w wystawnych salach, najbardziej mi imponują. To raczej kobiety i mężczyźni, których spotykam na miejskich placach, na zakurzonych ulicach, w zatłoczonych szkołach i gościnnych domach. Od Warszawy po Soweto, od Dżuby po Rangun. To ludzie, którzy sprzeciwili się tyranii i którzy ją pokonali.

W ubiegłym roku, kiedy przekroczyłam próg jednej z organizacji praw człowieka w Tunisie, trafiłam w sam środek ożywionej dyskusji. Rozmawiały osoby, które nigdy wcześniej się ze sobą nie spotkały, a jednak każda z nich od lat zabiega o poprawę życia innych. Teraz miały okazję razem pracować.

Na całym świecie - z dala od trybun Zgromadzenia Ogólnego ONZ i od brukselskich sal Rady do Spraw Zagranicznych - ludzie ci starają się zmieniać swój i nasz świat. Niekiedy popycha ich do tego drobna niesprawiedliwość, czasem wielka zbrodnia. Niekiedy są świadomi swoich praw, kiedy indziej - wcale nie znają prawa. Wszystkich ich jednak łączy wola przezwyciężenia strachu i prześladowań oraz wola walki o lepszy świat. To chęć pomocy takim ludziom sprawiła, że zajęłam się polityką. O takich bojowników chcę się bić. To dla nich mają pracować Unia oraz Europejska Służba Działań Zewnętrznych.

Dlatego odkąd objęłam urząd, dbam, by upowszechnianie praw człowieka stało się istotą unijnej polityki zagranicznej. Jednak przez ostatnie dwa i pół roku - w trakcie podróży na prawie wszystkie kontynenty i podczas niezliczonych spotkań - stwierdziłam, że aby bić się o ludzi, którzy zasługują na wsparcie, Unia musi przezwyciężyć dwa zasadnicze problemy, z których każdy może przeszkodzić w ich i naszych staraniach o lepszy świat.

Pierwszy z problemów dotyczy unijnej konsekwencji. Jakże często muszę odpowiadać na pytanie, czy upowszechnianie praw człowieka naprawdę da się pogodzić z unijną polityką pomocową, handlową, klimatyczną czy rozszerzeniową. Albo czy Unia potrafi zerwać z podwójnymi standardami, które były źródłem problemów w przeszłości. Jestem jednak przekonana, że nie uda nam się, jeżeli o prawach będziemy rozmawiać tylko z tymi, którzy chcą słuchać, a wobec innych będziemy milczeć. Jestem przekonana, że nie możemy zapominać o prawach człowieka tylko dlatego, że rozmawiamy z rządami o stosunkach handlowych czy łączach energetycznych. Etyki nie można traktować doraźnie.

Właśnie dlatego strategia na rzecz praw człowieka, którą zainicjowałam w tym tygodniu, ma uczynić z praw zasadniczy element "stosunków UE ze wszystkimi państwami trzecimi" oraz "wspierać prawa człowieka we wszystkich dziedzinach działań zewnętrznych bez wyjątku", w tym "w dziedzinie handlu, inwestycji, technologii i telekomunikacji, internetu, energetyki, środowiska, społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw i polityki rozwojowej". Gdy na początku tego roku spotkałam się w Birmie/Mjanmie z Aung San Suu Kyi, nie musiałam się wstydzić, gdyż to akurat UE przewodziła izolacji birmańskiego rządu, choć pójście na ustępstwa niewątpliwie przyniosłoby jej korzyści, nie tylko handlowe. Teraz możemy złagodzić sankcje. Możemy też, ciesząc się zaufaniem, szukać sposobów wsparcia przemian - Birmańczycy wiedzą, że już wcześniej opowiedzieliśmy się po właściwej stronie historii.
Drugi z problemów wiąże się ze skutkami kryzysu euro. Musimy pogodzić się z tym, że z jego powodu niektórzy stawiają sobie pytania o trafność unijnych wizji międzynarodowych, a zwłaszcza o zdolność Unii do przewodzenia globalnej walce o prawa człowieka. Niektórzy sądzą nawet, że gospodarczy sukces części państw autorytarnych osłabił wiarę w związek liberalnej demokracji z dobrobytem gospodarczym.

Jestem jednak przekonana, że to niepotrzebny defetyzm - oderwany od faktów i daleki od tego, czego oczekują od nas zarówno mieszkańcy Unii, jak i innych części świata. Pamiętajmy: Unia bardzo się liczy w sprawach globalnych. Jej handel, inwestycje, potencjał wojskowy, zasoby energetyczne, fundusze badawcze, dyplomacja oraz siła przekonywania nadal są znaczące. Wciąż nie brakuje chętnych, by do Unii przystępować lub z nią handlować. Unia ma silną pozycję w rankingach gospodarczych. Wytwarza PKB o wartości ponad 12 629 bln euro, dzięki czemu jest największą gospodarką świata. Jest także największym kupcem świata, na którego przypada 20 proc. globalnego importu i eksportu. Dzięki temu może zabiegać ważne dla niej sprawy, takie jak respektowanie praw człowieka i godności ludzkiej.

W to, w co my wierzymy, wierzą ludzie na całym świecie. Weźmy arabską wiosnę i żądania zebranych na placu Tahrir. Chcieli pracy, godności i praw. UE bardziej niż inne mocarstwa może się pochwalić umiejętnością zaspokajania i wspierania takich żądań. Globalną politykę coraz częściej będą kształtować apele zwykłych ludzi - o prawo, pokój i dobrobyt. Coraz częściej ich przesłanie będą przekazywać media społecznościowe, a aktywistom pozwolą wyrwać się z izolacji, propagować idee i potępić prześladowania. Po to właśnie powstała Unia: w imię takich postulatów. I stara się je wspierać na całym świecie. Nie może się tym pochwalić żadne inne mocarstwo. Nasze przywiązanie do praw człowieka nie zależy od koniunktury gospodarczej.

Kiedy tylko objęłam urząd, niezwłocznie zaczęłam tłumaczyć, jak istotne - moim zdaniem - są działania Unii na rzecz praw człowieka. Dzięki temu europejscy ministrowie spraw zagranicznych potwierdzają teraz, jak ważne miejsce muszą mieć wartości w całej unijnej polityce zagranicznej. Niebawem mianuję pierwszego w historii unijnego wysłannika ds. praw człowieka. Jego zadaniem będzie przełożyć nasze przywiązanie do praw człowieka na codzienność polityki zagranicznej. Będzie to ciężka, ale satysfakcjonująca praca. To właśnie dla niej zajęłam się polityką i dlatego wciąż tu jestem. I chcę, żeby z tego znana była także Europejska Służba Działań Zewnętrznych.

Catherine Ashton jest wysoką przedstawicielką Unii Europejskiej do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa oraz wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
danjk
Lady Ashton rozbudowuje swój dwór pasożytów żyjących w luksusach o jakich zwykli Polacy nie mogą marzyć. Każde usprawiedliwienie dla pasożyta jest dobre by ograbić biednych i dać więcej sobie. Gdyby naprawdę chciała walczyć z podwójnymi standardami to podałaby się do dymisji.
S
Szuman
Prawa czlowieka to wymyslona lewacka fikcja dobra dla sflustrowanych arystokratow Unia niechb leoiej zajmie sie kryzyzsem zamiast zajmowac sie jakas utopia
K
Kon Donek
To do tej pani L.Miller powinien zaadresować swoje słowa "jest Pani zerem, Pani Ashton". A nawet mniej niż zerem. Gdzie Pani była, gdy bombardowano Libię, gdy zabijano Kadafiego, gdy zabijano Bin Ladena?
Dodaj ogłoszenie