"Artykuł Gmyza miał doprowadzić do przewrotu politycznego"

Joanna Miziołek
Bartek Syta/Polskapresse
O tym, że jest politycznym zderzakiem, że miał do wyboru propozycje w rządzie i że wolałby, aby Platformie nie podskoczyło w sondażach, niż przeżywać pełzający zamach stanu - mówi w rozmowie z Joanną Miziołek minister transportu Sławomir Nowak.

Kiedy Pan otworzy własną autostradę?
W planie budowy sieci dróg i autostrad do 2020 r. nie została ujęta. (śmiech)

Nie będzie autostrady imienia Sławomira Nowaka, nowakówki?
Nie będzie. Autostrady mogą być wyłącznie publiczne, nie ma prywatnych dróg. Moją rolą nie jest przecinanie wstęg i przypisywanie sobie zasług. Inaczej postrzegam swoją rolę. Ale rozumiem, że w podtekście pytają Państwo o autostradę dla mnie jako gdańszczanina najważniejszą - czyli A1. Dosłownie za parę dni oddamy kolejne 80 km tej autostrady. Od Kowala do Strykowa. Brakuje 64 km między Czerniewicami a Kowalem, ale to dlatego, że musieliśmy się pożegnać z wykonawcą tej budowy. W naszej ocenie wykonywał ją nierzetelnie. Przetarg na wykonie tego odcinka został już ogłoszony, zatem do końca przyszłego roku domkniemy ten odcinek. Patrząc na południe, rozpoczęta jest inwestycja między Strykowem a Tuszynem, czyli kolejne 40 km A1. W połowie przyszłego roku ogłosimy przetarg na dokończenie autostrady A1 od Tuszyna do Pyrzowic, z obwodnicą autostradową Częstochowy czyli 138,8 km. W 2015 r. zostawię autostradę A1 na ukończeniu.

Cezary Grabarczyk podczas swojej kadencji cały czas zbierał cięgi, ciągle go krytykowano. Pana zaś media i opozycja traktują łagodniej. Lepszy PR?
Chyba czytamy różne gazety i słuchamy różnej opozycji, skoro uważa Pani, że jestem łagodnie traktowany. Ale nie będę się użalał. Cezary Grabarczyk był jedynym z najlepszych ministrów infrastruktury. Wybudował najwięcej kilometrów dróg spośród wszystkich dotychczasowych ministrów. I tak będzie oceniany. Objął urząd po najgorszym ministrze infrastruktury w dziejach - Jerzym Polaczku, i mówię to nie dlatego, że jest z PiS. Konflikt z UE w sprawie obwodnicy Augustowa, "zaaresztowana" autostrada A1, fiasko procesu koncesyjnego na A2, nieczytelne i długie procedury, brak inwestycji w toku... wymieniać dalej? Po co? Zaraz Pani powie, że zwalam na PiS. Nie, przypominam krajobraz po rządzie PiS, jaki Grabarczyk uporządkował.

Pan aż takich surowych ocen jak minister Grabarczyk nie zgrania.
Tak Pani sądzi? Mam inny pogląd. Według niektórych jestem odpowiedzialny również za koklusz i gradobicie. Nie skarżę się. Trudno. Czasami otrzymujemy razy za nieswoje błędy.

Lecz za błędy poprzedników. Czyli Pan otrzymuje razy za Grabarczyka?
Wiele rzeczy, za które oczekuje się od nas odpowiedzialności, są od nas niezależne, jak choćby Przewozy Regionalne, na które ludzie bardzo narzekają. PKP Intercity, czyli przewoźnik mi podległy, odpowiada za 14 proc. przewozów pasażerskich. W drogach podobnie. GDDKiA zarządza ponad 17 tys. km dróg - reszta jest samorządowa.

Na ostatnim posiedzeniu rządu została przyjęta uchwała dotycząca obwodnicy Marek. Kiedy obwodnica będzie zbudowana?
Tak. To dobra wiadomość dla Warszawy. W pierwszej połowie 2013 r. otworzymy przetarg. Projektowana będzie około roku, więc jej budowa zacznie się w 2014 r. i potrwa dwa lata, więc ukończona zostanie w 2016 r.

Cezary Grabarczyk w 2008 r. mówił, że do 2012 r. zostanie wybudowanych 3 tys. km autostrad i dróg ekspresowych. Czuje Pan, że zawiódł poprzednika?

Czy jestem zadowolony? Oczywiście, że nie! Bardzo wielu rzeczy nie udało nam się zrobić tak, jak byśmy tego chcieli, ale z drugiej strony - dokonujemy cywilizacyjnej przemiany w infrastrukturze

Mam świadomość, że nasze plany i ambicje były większe. Ale obejmowaliśmy władzę w innym momencie. Rok 2007 był rokiem bardzo wysokiego wzrostu gospodarczego, nic nie zapowiadało kryzysu. Potem wskutek kryzysu od 2008 r. mieliśmy redukcje budżetowe. Kryzys kompletnie pozmieniał nasze plany, które trzeba było przykroić do możliwości państwa. Nikt nie przewidywał na początku 2008 r., kiedy minister Grabarczyk składał tego rodzaju zapowiedź, że za kilka miesięcy przyjdzie najgorszy od lat 30. poprzedniego wieku kryzys gospodarczy. Szczęśliwie na razie obroniliśmy Polskę przed załamaniem gospodarczym, głównie dzięki temu, że prowadzimy od 2008 r. racjonalną politykę makroekonomiczną i inwestycyjną.

Założenia sprzed kryzysu, czyli wybudowanie 960 km nowych autostrad i 2200 km dróg ekspresowych, a realne wybudowanie 600 km autostrad i 800 km dróg ekspresowych do końca tego roku, to jednak jest duża różnica.
Czytam tezę: Zapowiadaliśmy więcej, zrobiliśmy mniej. Przed chwilą wyraźnie i uczciwie powiedziałem dlaczego. Ja akurat jestem tym gościem, który od pierwszych dni urzędowania nie próbuje ani pudrować, ani lukrować rzeczywistości. Mówię, jak jest. Wiedziałem, że A1, A4 do Euro nie będzie gotowe - i to uczciwie powiedziałem. Jeżeli niektórzy w skutek nierzetelności zostali wykluczeni z kontraktów, jeżeli na A4 są problemy geologiczne na budowie, których nikt nie był w stanie przewidzieć, skoro powódź w 2011 r. podtopiła budowę autostrady, to wszystko wpłynęło na opóźnienie.

Czy jestem zadowolony? Oczywiście, że nie! Bardzo wielu rzeczy nie udało się zrobić tak, jak byśmy tego chcieli, ale z drugiej strony dokonujemy gigantycznej cywilizacyjnej przemiany w infrastrukturze. Oddaliśmy do tej pory prawie siedem razy więcej kilometrów autostrad i osiem razy więcej kilometrów dróg ekspresowych niż PiS, a kolejne są w budowie. O czymś to świadczy. Żeby nie wiem jak ktoś chciał to obśmiać i zdyskredytować, to Polska jest największym placem budowy w Europie i jeszcze przez wiele lat nim będzie. Polska jest w budowie! Nie bez problemów, jak to w życiu bywa, z napięciami, ale jest w budowie. To, że ten projekt jest kontynuowany przez rząd w tej kadencji, bo ponownie wygraliśmy wybory, to szansa na skuteczne jego dokończenie i rozpoczęcie nowego programu: Polska w budowie 2.0. Wiele będzie zależało również od wyborów w 2015 r. Mam nadzieję, że nie przyjdzie rząd, który ponownie zatrzyma inwestycje.

Czyli jaki?
To chyba jasne, jaki rząd miał awersję do inwestycji.

Wierzy Pan, że Platforma ponownie wygra wybory?
Tak. Wierzę.

To jest Pan człowiekiem bardzo mocno wierzącym. Lubi Pan gospodarskie wizyty?
Wszystko w rękach Polaków. Rok temu wygraliśmy. Polacy doceniają spokój, stabilizację, naszą walkę z kryzysem i projekt Polski w budowie. A co do wizyt, to nie często jeżdżę na gospodarskie wizyty.

To jak nazwać te spotkania na drogach z robotnikami?
Nie wiedziałem, że to źle, że rozmawiam z ludźmi na budowach, że doglądam inwestycji... Taki jestem.

Tygodnik "Wprost" opisał kiedyś ciekawą scenkę, kiedy to podobno na autostradzie A2 podczas Pana wizyty było "malowanie trawy na zielono". Robotnicy dostali nowe kamizelki. I żeby było zabawniej, to tych samych pracowników oglądał Pan po kilka razy. Wozili ich z miejsca na miejsce, żeby Pan myślał, że robota na tych odcinkach idzie pełną parą.
Bzdura. Po co to komentować? Abstrahując od wszystkiego, to nawet proceder przewożenia ich nie byłby technicznie możliwy.

Może tak szybko za Panem jechali?
Proszę mi uwierzyć - nie byłoby to możliwe. To jakaś wrzutka, która miała obśmiać moje spotkanie z ludźmi.

Czasem Pana wizyty wyglądają jak z filmów Barei. Podczas jednej z nich, gdzie wykonawcy spóźniali się z terminami i pytał Pan jednego z robotników: "To co będziecie się starali?" Na to pracownik odpowiedział: "Będziemy się starali". Ma Pan jakiś kontakt z tym robotnikiem, raportuje Panu?
Trochę na tych filmach się znam. W żadnym z filmów Barei nie było takiego dialogu. To raczej zalatywałoby gierkowskim "Pomożecie? Pomożemy!" (śmiech) Ja uważam, że moją powinnością, ale i potrzebą, jest osobiście angażować się w monitorowanie projektów, które realizuję. Jak się komuś nie podoba, że jeżdżę na drogi, dworce itp. i chcę wiedzieć, jak się buduje, to jest jego sprawa. Będę wszędzie tam, gdzie są ważne z punktu widzenia interesu publicznego inwestycje. Mam taką naturę. Takie wizyty są potrzebne i ważne. A tak na marginesie, na dziesiątki moich wyjazdów tylko raz były media.

Powtarzał Pan, że dworce są niezadbane, brudne. Ale chyba oboje się zgodzimy, że o wiele większe znaczenie od czystości dworców ma bezpieczeństwo na kolei. Tymczasem ostatni przypadek w Katowicach, gdzie po jednym torze jechały dwa pociągi, pokazuje, że wciąż za mało dbacie o bezpieczeństwo.
Dlaczego to przeciwstawiać? Remontujemy i budujemy dworce, a bezpieczeństwo na kolei to rzecz, której poświęcam bardzo dużo energii i czasu. Inwestujemy, by było bezpieczniej i szybciej. W 2014/2015 r. pojedziemy z Gdańska do Warszawy w 2,5 godz., a z Wrocławia do Warszawy w 3,5. Już pierwszego dnia urzędowania powiedziałem, że bezpieczeństwo i komfort pasażera są dla mnie najważniejsze. Wiem, że u niektórych kolejarzy sformułowanie "komfort pasażera" wzbudza uśmiech na twarzy. Pytają, co to znaczy. Do tej pory ich to nie interesowało. Teraz będzie.

Bo zabrzmiało to jak z czasów PRL. Może wprowadzi Pan też dzień pieszego pasażera?
(śmiech) Możemy się pościgać na wstawki z "Misia". Dla mnie nie ma nic dziwnego w dbaniu o komfort pasażera. To jest kluczowa sprawa, żeby ludzie wsiadali do czystych, nowych pociągów. Kolej jest dla mnie najważniejsza, to kluczowy projekt resortu transportu w tej kadencji. I akurat paradoksalnie - nawiązując do Barei - powiedziałbym, że proces zmian, który objął kolej, łatwiej dziś spuentować hasłem: "Koniec Barei na kolei" niż "Dzień pieszego pasażera". (śmiech)

A jak układają się Pana relacje z kolejarzami? Tak samo ciepło Pana witają jak robotnicy na drogach? Według jednej z anegdot zaraz po tym, jak został Pan ministrem transportu, pewien kolejarz śmiał się, że na kolei mają teraz nowy model "Top model".
Eee, słabe. Moja córka powiedziałaby: "Ale suchar!". (śmiech) Do sprawy kolei i zapóźnień w tym obszarze podchodzę wyjątkowo poważnie. Na pewno teraz na kolei będzie o wiele więcej rygoru rynkowego i porządku niż było do tej pory. Mam pełną świadomość tego, że to się bardzo wielu ludziom nie będzie podobało. Jest opór przed zmianami. Kolejarze to w zdecydowanej większości bardzo porządni, ciężko pracujący ludzie. Ale nie oszukujmy się, że do tej pory kolej w Polsce jest jednym z niezreformowanych obszarów.

Rozpoczęliśmy projekt wielkich zmian, które będą dotyczyły jakości zarządzania w spółkach. I to boli najbardziej. Zwłaszcza tych, którzy do tej pory w mętnej wodzie łowili ryby. Do tej pory żyli w tym ciepełku kolejarskim bardzo wygodnie i dostatnio, ale to się skończyło. W tym sensie spodziewam się niewybrednych ataków, a nawet masywnych wystąpień przeciwko mojej polityce w tym względzie.
Bądźmy szczerzy, nie był Pan specjalistą od transportu. Kiedy zostawał Pan szefem resortu, co Pan sobie wtedy pomyślał? Duże wyzwanie? Przerażający resort?
Miałem być kolejarzem czy lotnikiem? (śmiech) Tu potrzebna jest gruba skóra, twarde zasady, doświadczenie urzędnicze i zdolności menedżerskie. Albo się je ma, albo nie. Kiedy obejmowałem urząd, wiedziałem, że to wielkie wyzwanie. Były też pewne obawy, wiele na ten temat rozmawiałem z moją rodziną. To, jak sobie poradziłem z tym wyzwaniem, ocenią wyborcy w 2015 r.

Nie znam ministra transportu, który wybiłby się na szczególną popularność na tym urzędzie, nikt nie był też szczególnie chwalony. Nie chciałbym, aby to fałszywie zabrzmiało, ale uważam, że podczas pełnienia funkcji ministra popularność nie jest najważniejsza. Jest oczywiście ważna, bo trzeba wygrywać wybory. Ale nie najważniejsza! Ważne są realne działania i pozytywne zmiany.

Chyba lepiej sprawdziłby się Pan na stanowisku ministra sportu niż Joanna Mucha?
Premier powołuje ministrów. Jeśli chodzi o mnie, rozmawialiśmy z premierem na temat współpracy w nowym rządzie. Premier złożył mi stosowne propozycje i dokonaliśmy wyboru.

A więc potwierdza Pan, że propozycji było kilka. No przynajmniej dwie. Mógł Pan zostać ministrem sportu?
Kulisy mojej rozmowy z premierem pozostaną między mną a premierem.

Nie było spokojniej u prezydenta?
Było zupełnie inaczej. Lubię i szanuję prezydenta, jest między nami swego rodzaju wspólnota z pola bitwy - kampanii prezydenckiej, później z pałacu prezydenckiego. To są wspomnienia, które mam wryte nie tylko w pamięć, ale i w serce. Jeżeli w czymkolwiek będę panu prezydentowi przydatny, to zawsze może na mnie liczyć.

W którym gabinecie było wygodniej?
W polityce nie chodzi o to, żeby było wygodniej albo który gabinet ładniejszy, a ja nauczyłem się, żeby nie przywiązywać się do gabinetów.

Tylko do stanowisk.
To to samo. Ani do gabinetów, ani do stanowisk.

Jakie słowa usłyszał Pan od prezydenta na odchodne?
To były osobiste, ciepłe słowa. Takie dobre, międzyludzkie relacje utrzymujemy stale.

A nie było Panu przykro, kiedy prezydent Bronisław Komorowski nie przyszedł na pogrzeb prezydenta na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego? Jednak wstyd.
Nie. Było mi przykro, że prezydent Komorowski stał się obiektem ataków kompletnie nieuprawnionych i niemądrych ludzi, którzy nie mając zielonego pojęcia, jak wyglądała rzeczywistość i uzgodnienia z rodziną prezydenta Kaczorowskiego. Wiem, jaką estymą prezydent Komorowski otaczał prezydenta Kaczorowskiego i jego rodzinę, stąd domyślam się, jak te ataki musiały go osobiście zaboleć.

Były też spekulacje, że prezydent Komorowski bał się, że zostanie wygwizdany podczas pogrzebu. Tymczasem udaje się na marsz 11 listopada. Tam zdecydowanie będzie bardziej niebezpiecznie. Czy to odpowiedzialne ze strony głowy państwa?
Nie rozumiem zależności. Ja 11 listopada wybieram się z rodziną na Paradę Niepodległości w Gdańsku. Gdzie, jak co roku będzie sympatycznie, patriotycznie - po prostu normalnie. Gdańsk jak zawsze będzie dawał przykład reszcie.

Jakim szefem jest Donald Tusk? O wiele bardziej wymagającym od Bronisława Komorowskiego?
(śmiech) Mieliśmy rozmawiać o sprawach poważnych... Proszę nie sprowadzać naszej rozmowy do wątków familiarnych.

O mój Boże, to w Platformie jak w rodzinie?
Tak, w dobrej rodzinie. Prezydent ma swoje funkcje, a rząd swoje. To jest gigantyczna odpowiedzialność. Rządzenie to jest także ciężar odpowiedzialności za realizowane projekty.

Mówi się, że Donald Tusk jest osaczony, że się panicznie boi, że kiedy rozmawia przez telefon puszcza wodę. Odpowie Pan, że to plotki medialne, ale w każdej plotce jest ziarenko prawdy. Musi Pan zostawiać komórkę, zanim Pan wejdzie do premiera?
(śmiech) Już o tym mówiłem. Nigdy nie zostawiam telefonu, gdy wchodzę do premiera. To bzdury. Aż żal, że trzeba to komentować.

Widać jednak, że premier jest zmęczony tym, że musi brać wszystko sam na klatę. Szczęśliwy to kraj, w którym premier zajmuje się murawą i deszczem.
Odpowiada na pytania dziennikarzy. Jeśli waszym zdaniem nie powinien się tym zajmować, to dlaczego go tym zajmujecie?

Dziennikarze domagali się informacji nie od premiera, a od ministra sportu. Tylko, że Joanna Mucha do nich nie wyszła z komunikatem. Wyprzedził ją premier.
Dziennikarze pytali o to premiera, rzecznika rządu, panią minister i wszystkich polityków PO. To zrozumiałe. Tym tematem żyła cała Polska przez kilka dni.

O rekonstrukcję nie zapytam, bo Pan nie odpowie. Ale czy Pana zdaniem któryś z Pana kolegów, lub koleżanek, z rządu nie sprawdziłby się na innej funkcji?
Nie zastanawiałem się nad tym. O tym, czy wszyscy są na odpowiednich miejscach, decyduje premier. To pytanie skierowane do niego.

Czuje się Pan zderzakiem?
W polityce każdy jest zderzakiem projektu, który realizujemy. Ja też.

Nie chce Pan znów wkroczyć do medialnej akcji jako fighter polityczny?
Nie. Nie interesuje mnie, kto w jakiej gazecie co napisał, kto zwariował. Oczywiście wzburza mnie i porusza to całe szaleństwo, ale jestem odpowiedzialny za projekty, które są rozpisane na mapach za mną i w tych sprawach mam kilkanaście godzin na dobę zajęć. I mało mnie interesuje, co powiedział Hofman i Kaczyński, czy Macierewicz znalazł trotyl albo nitroglicerynę. To jest domena takiej polityki, z którą ani ja, ani normalni ludzie nie chcą mieć nic wspólnego.

Ale nie powie mi Pan, że nie zrobiła na Panu wrażenia publikacja "Rzeczpospolitej"?
Zrobiła. Byłem zażenowany, że muszę tę sprawę komentować. Artykuł Gmyza to miał być trotyl i nitrogliceryna podłożone pod polskie życie publiczne. Detonacja miała doprowadzić do przewrotu politycznego. To wyglądało jak przygotowany i przeprowadzony zamach na polski porządek konstytucyjny. Szczęśliwie nieudany.

Nie przeraża Pana temperatura polityczna wokół katastrofy, która pojawiła się z obu stron? Z jednej Donald Tusk mówi, że nie wyobraża sobie życia w jednym kraju z Jarosławem Kaczyńskim, z drugiej prezes PiS mówi, że premier chce go zamordować. Nie przekraczamy granic normalności?
Zaskakuje mnie, że inteligentni ludzie mogą symetryzować obie te wypowiedzi! Premier Tusk poruszony, najdelikatniej jak mógł, powiedział, że Jarosław Kaczyński stawia się poza polityką i dyskursem politycznym swoim zrzutem o… uwaga: zamach na 96 osób i insynuacje, że w tej zbrodni uczestniczył bądź współuczestniczył polski rząd! No ludzie! To trzeba mieć nie po kolei w głowie, żeby przyrównywać obie te wypowiedzi.

Ale dzięki sporowi smoleńskiemu znów Platformie podskoczyło w sondażach.

W polityce każdy jest zderzakiem projektu,który realizujemy. Ja też. Wierzę w kolejne wygrane wybory Platformy. Z mojego podwórka: PO to budowa, a PiS to niszczenie

Proszę nie sprowadzać tego, co robi Jarosław Kaczyński w sprawie Smoleńska, do sondaży. Wolałbym, żeby nam nie podskoczyło w sondażach i nie przeżywać tego szczucia ludzi na siebie, tego pełzającego zamachu stanu. Ci ludzie w sposób cyniczny, obliczony czysto politycznie, używają Smoleńska, śmierci swoich bliskich, także moich przyjaciół, jako bejsbola do przyłożenia swoim konkurentom politycznym, czyli Platformie i premierowi Tuskowi. Zachęcam też do zastanowienia się, co w stosunkach międzynarodowych oznacza zarzut Jarosława Kaczyńskiego o zamach. Dziwię się, że nikt go nie pyta, co zrobi, jak będzie premierem ze świadomością, że był zamach na jego brata i 95 innych osób. Co po ewentualnych wygranych wyborach premier Kaczyński zrobi z "wiedzą", że dokonano zamachu na polskiego prezydenta? Jego potencjalna minister spraw zagranicznych mówi, że trzeba zawiadomić sojuszników z NATO!

Wychodzi na to, że największą siłą Platformy jest słabość PiS. Dla swoich wyborców nie jesteście najlepszym wyborem, tylko mniejszym złem. Jak się Pan z tym czuje?
Proszę pamiętać, że wybory parlamentarne w 2011 r. były już po przemianie Jarosława Kaczyńskiego w starszego, statecznego pana w okularach i po jego słynnym posłaniu do braci Rosjan. A po aferze trotylowej jeszcze lepiej widać, jak ważne, by ludzie typu Kaczyński i Macierewicz nie doszli do władzy. Demokracja polega na tym, że prezentuje się różne kontrprogramy. My z całym przekonaniem i siłą proponujemy kontrprogram wobec PiS, SLD i Palikota.

Czyli znów w kampanii będziecie jechać na paliwie antypisowskim.
Jeszcze raz proszę posłuchać: PiS jest anty PO, SLD jest anty PO, Palikot jest anty PO, tak jak i my proponujemy inne rozwiązania niż pozostali. To jest demokracja. To jest walka polityczna o realizację programów i wizję państwa i społeczeństwa. Dlatego będziemy przeciwstawiać pokój wojnie, modernizację zacofaniu, światłe, otwarte społeczeństwo zaściankom, zniczom i marszom z bejsbolami.

I oczywiście ta jasna strona mocy to ma być PO, ta ciemna to PiS.
Inaczej - z mojego podwórka: PO to budowanie, a PiS to niszczenie.

Widzi Pan świetlaną przyszłość Platformy, ale nie wiadomo, czy ta w takim kształcie jak obecnie dotrwa do następnych wyborów.
Dotrwa. To, że jest różnica poglądów w partii, to dowód jej życia, a nie śmierci. Platforma ma stabilne, mocne przywództwo.

Nawet Grzegorz Schetyna?
Puszczę to mimo uszu. Grzegorz Schetyna to pierwszy zastępca Donalda Tuska w PO.

Widzi Pan następcę Donalda Tuska w PO?
Dzisiaj nie ma takiego tematu. Wiosną 2014 r. będzie kongres Platformy i on zdecyduje, kto będzie przywódcą partii na lata 2014-2018. Będę namawiał premiera Tuska, aby startował ponownie na szefa Platformy.

Wideo

Komentarze 11

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zyczliwy
Pan,Panie Polo wydaje byc pelzajacym fanatykiem.Dotknietym nie reka "boga"
a ciezkim przeziebieniem. Pomoca moze okazac sie modlitwa do sw.Judy Tadeusza.On okazuje sie byc skutecznym w sytacjach beznadziejnych.
ż
żenada
a ten przewrót obgadał Graś z Hajdarowiczem o 1.30 w nocy za smietnikiem Grasia.
k
kundle
Ja wam k...a zapłącę 9 złoty za bełkot tego POlitruka Nowaka. Ja wam k...a zapłacę .
A na widok tego bolszewickiego pętaka za każdym razem bez wyjatków rzygam.
d
dvfsd
CZemu się pomija a2 na wschód od Warszawy?
G
Gość
Szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg zabronił biegłym informowania kogokolwiek, w tym swoich przełożonych, o ustaleniach poczynionych w Smoleńsku podczas ostatniego wyjazdu.

- Takie zachowanie jest absolutnie niedopuszczalne – mówi nam Tomasz Kaczmarek (PiS), który w tej sprawie złożył do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prokuratora Szeląga.

Według informacji „Gazety Polskiej Codziennie” w dniu publikacji na temat znalezienia śladów materiałów wybuchowych na wraku Tu-154M wczesnym rankiem, ok. godz. 6, prokurator Ireneusz Szeląg zadzwonił do funkcjonariuszy Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego oraz Centralnego Biura Śledczego, którzy byli w Smoleńsku. Powiedział, że nie wolno im informować nikogo, w tym przełożonych, o ustaleniach poczynionych w Smoleńsku. Prokurator Szeląg zagroził, że gdyby doszło do przekazania tych danych, funkcjonariuszom grozi odpowiedzialność karna.

Ustaliliśmy, że policjanci z tej rozmowy sporządzili notatkę, która znajduje się na Komendzie Głównej Policji. Funkcjonariusze, którzy byli w Smoleńsku, przywieźli do Polski zapisy badań, które znajdują się także w pamięci urządzeń użytych przez biegłych. Pełny opis czynności i pomiarów został sporządzony na bieżąco w Smoleńsku, podczas wykonywanych badań. Biegli mieli ze sobą przenośny komputer z oprogramowaniem do opracowania wyników pomiarów.
A
ALA
CO GAZETA CZY PORTAL GLOWNEGO ŚCIEKU TO "PEAN NA IDIOTE" SKROJONY NA MIARĘ. KŁAMSTWA NIE ZACHOWUJA JUZ NAWET POZOROW PRAWDY, SA ORDYNARNE I PRYMITYWNE. CHMA SCIGA SIE Z CHAMEM PSEUDOAUTORYTET Z PSEUDOAUTORYTETEM. TIMES DOGONIL JUZ MICHNOJOWSZCZYZNE TVNy I INNE JAWNIE NIENAWIDZACE POLAKOW TUSKOIDY. JENO JEST POZYTYWNE IDIOCI MUSZA WYKONCZYC SIE SAMI - BO TAKIE PRAWA NATURY
p
przerażony
Wyraźnie widać, że w tym polskim obłędzie - PO w niczym nie ustępuje PISowi.
j
jacek7
nie chcę kłamcy i cyrkowca z PO !
H
Hahaha
Przecież ci POpaprańcy przewracają się na wszystkim, nawet na trawie.
P
POdode
Kiedy podwykonawcy dostaną należne pieniądze? Z kim je sprzeniewierzyłeś?
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu "Artykuł Gmyza miał doprowadzić do przewrotu politycznego"
p
polo
głupot i snucia kolejnych teorii spiskowych.
Czy to ten pełzający Nowak, co to nawał Tuska Mojżeszem i geniuszem dotkniętym
ręka "boga"?
Dodaj ogłoszenie