Ars amandi na antypodach

Marek Świrkowicz
Miłość po nowozelandzku: uparty Jarrod i ciapowata Lily Fot. MATERIAŁY PRASOWE
"Orzeł kontra rekin" (od dziś w kinach) to jeden z tych filmów, które działają na widza jak szklaneczka śliwowicy: mocno i od razu.

W filmowym światku Nowa Zelandia słynie głównie z Petera Jacksona i malowniczych plenerów we "Władcy pierścieni" oraz w pierwszej odsłonie "Opowieści z Narnii". Jednak filmowcy z antypodów (podobnie jak Islandczycy albo nasi drodzy sąsiedzi Czesi) potrafią też po swojemu wykorzystać uświęconą tradycję hollywoodzkiego kina rozrywkowego. Jeżeli chcecie wiedzieć, w jaki sposób to czynią, wybierzcie się koniecznie na absurdalne dziełko "Orzeł kontra rekin" (od dziś w kinach), w którym debiutujący za kamerą pół Maorys, pół Żyd Taika Cohen bierze na celownik wyświechtaną konwencję romantycznej komedii.

Wyszedł z tego jeden z tych filmów, które działają na widza jak szklaneczka śliwowicy: mocno i od razu. W każdym razie oficjelom dystrubutorskiej korporacji Miramax wystarczyło pięć minut projekcji, aby podpisać umowę na sprzedaż błyskotliwego debiutu Cohena w USA.

A przecież bohaterowie filmu nie przypominają Hugh Granta i Meg Ryan. To raczej para indywiduów z gabinetu osobliwości Monty Pythona. On (w cywilu Jemaine Clement, współlider modnego na antypodach zespołu Flight Of The Conchords) to zakompleksiony czempion gier wideo o aparycji Che Guevary po przejściach i duszy westernowego mściciela. Ona (Loren Horsley, prywatnie muza reżysera) jest zamkniętą w sobie, ciapowatą kelnerką z lokalnego fastfoodu. Pewnego razu zakochuje się w młodzieńcu, który ma dokładnie taki sam pieprzyk jak ona. I spędza czas na oczekiwaniu, aż któregoś dnia chłopak ustawi się w kolejce po hamburgera właśnie do niej.

Nasza dwójka poznaje się organoleptycznie dopiero na zorganizowanej przez Niego imprezie z cyklu "Przebierz się za swoje ulubione zwierzątko", na którą Ona trafia przez przypadek, zastępując swoją seksowną blond koleżankę. Przebrana za rekina robi spore wrażenie na wbitym w kostium orła gospodarzu, ale jego serce podbije dopiero wtedy, gdy oboje stoczą zażarty pojedynek w komputerowym świecie "Fight Mana" - ulubionej gry organizatora imprezy. To jednak nie tylko początek nowej ery w życiu obojga, ale też całej lawiny kłopotów. Zwłaszcza że On - od 10 lat knujący okrutną zemstę na dawnym szkolnym prześladowcy - właśnie z Jej pomocą zamierza wcielić swój plan w życie.

Opowiedziana z wdziękiem historyjka skrzy się od absurdalnego humoru, a przy tym (jak na komedię romantyczną przystało) potrafi autentycznie wzruszyć. Bo jak tu nie polubić pary uroczych głuptaków, które kontemplują swoją miłość, licząc krowy na drodze?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie