18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Armstrong nie był pierwszy i nie będzie ostatni: Historia dopingu w sporcie [ZDJĘCIA]

Hubert Zdankiewicz
Lance Armstrong, Ben Johnson, Marion Jones. Co ich łączy? To, że z dnia na dzień z bohaterów stali się zerami. Z wielkich mistrzów zwykłymi oszustami, których rekordy i medale okazały się efektem stosowania zabronionego wspomagania. Łączy ich jeszcze jedno - swego czasu wydawało się, że ich historie posłużą innym za przestrogę. Że ich wpadka będzie przełomem i od tego czasu ludzie zaczną na serio walczyć z dopingiem. Jak wiadomo, nic takiego nie nastąpiło.

W 1984 roku gwiazdą igrzysk olimpijskich w Los Angeles był Carl Lewis. Amerykański lekkoatleta zdobył cztery złote medale (na 100, 200, w sztafecie 4x100 m i w skoku w dal) i wydawało się, że nieprędko znajdzie się ktoś, kto mu dorówna. Tymczasem niespełna rok później regularnie zaczął wyprzedzać go na mecie Kanadyjczyk Ben Johnson. Również utalentowany sprinter, ale do tej pory oglądający najczęściej plecy Lewisa (w Los Angeles zdobył brąz na 100 m).

Początkowo ta nagła eksplozja talentu nikomu nie przeszkadzała (no może z wyjątkiem Lewisa, który zaczął publicznie podważać jego uczciwość). Przeciwnie, wszyscy cieszyli się, że "King Carl" doczekał się godnego rywala. Ich pojedynki elektryzowały kibiców. Finał setki podczas igrzysk w Seulu (1988 r.) i zwycięstwo Johnsona, który ustanowił przy okazji rekord świata, oklaskiwał cały świat.

Jak wiemy, kilka dni później wyszło na jaw, że Lewis miał rację. Co ciekawe, po latach okazało się, że prawdopodobnie był takim samym oszustem jak Johnson. O tym dowiedzieliśmy się, gdy wybuchła tzw. afera BALCO (od nazwy laboratorium, w którym produkowano niewykrywalny dla kontrolerów doping). Gdy sprawa wyszła na jaw, pięć olimpijskich medali (z 2000 r. w Sydney) straciła Marion Jones, zdyskwalifikowano również kilku innych znanych lekkoatletów (m.in. Dwaina Chambersa, Tima Montgomery'ego i kulomiota C.J. Huntera).

Właściciel BALCO Victor Conte wyznał przy okazji, że Lewis też miał na koncie dopingową wpadki (jedną w 1988 r., tuż przed igrzyskami w... Seulu). Dochodziło do nich jednak w zawodach na terenie USA i za każdym razem afera była zamiatana pod dywan. - Czy sądzicie, że któryś z finalistów w Seulu i Barcelonie był czysty? Carl Lewis i pozostali mieli po prostu więcej szczęścia i sprytniejszych doradców - to z kolei powtarzał Ben Johnson...

Niebezpodstawnie, bo dopingowe wpadki zdarzały się, odkąd narodziła się sportowa rywalizacja. Już pod koniec XIX wieku popularna wśród kolarzy była tzw. mieszanka belgijska (zwana też miksturą szaleńca), składająca się z amfetaminy, kofeiny, heroiny i środków przeciwbólowych. Pierwszą śmiertelną ofiarą dopingu był Arthur Linton, który zmarł w 1886 roku podczas wyścigu Bordeaux - Paryż, po tym jak trener podał mu środek zawierający związki eteru.

W 1904 r. odnotowano pierwszą wpadkę podczas igrzysk olimpijskich (w Saint Louis). Maratończyk Tomas Hicks zdobył złoto dzięki dawkom mieszanki strychniny, jajek i koniaku, podawanej mu przez trenera na trasie...
W dzisiejszych czasach dyskwalifikacje za doping to smutna codzienność. w 2002 roku złote medale zimowych igrzysk w Salt Lake City stracił hiszpański narciarz Johann Mühlegg (z pochodzenia Niemiec). Dwa lata później w Atenach zdyskwalifikowano (za nieudolną próbę uniknięcia kontroli antydopingowej) greckiego mistrza olimpijskiego w Sydney (na 200 m) Kostasa Kenterisa i jego rodaczkę Ekaterini Thanou (wicemistrzyni z 2000 r. na 100 m). Niedługo potem okazało się, że oboje również byli klientami BALCO.

Na potęgę szprycowano sportowców w byłej NRD. Niektórych do tego stopnia, że musieli zmienić płeć, tak jak kulomiotka Heidi Krieger (mistrzyni Europy z 1986 roku). Obecnie... Andreas Krieger. Przykłady można mnożyć w nieskończoność.
Podobnie jak przykłady sportowców, których na niczym oficjalnie nie złapano (tak jak Armstronga), ale ich wyczyny budzą kontrowersje. Francuska telewizja wyemitowała jakiś czas temu skecz, w którym hiszpański tenisista Rafael Nadal wjeżdża na stację benzynową. Wypija szklankę wody, sika do baku i... odjeżdża z piskiem opon. Aluzja aż nadto czytelna. O tym, że za sukcesami siedmiokrotnego mistrza Roland Garros stoi farmakologia, nad Sekwaną mówi się od lat...

Kto jeszcze? Podczas ubiegłorocznych igrzysk olimpijskich w Londynie chiński lekarz sugerował, że doping stosuje pływak multimedalista Michael Phelps. W 2010 roku skandal wywołał we Francji niejaki Jean-Pierre Packlet. Były lekarz piłkarskiej reprezentacji Trójkolorowych napisał książkę, w której oskarżył o oszustwa przy testach krwi (wykrywających doping) m.in. Zinedine'a Zidane'a.

- Znam zawodnika, który korzysta z transfuzji krwi, by polepszyć swoją kondycję, i jest to piłkarz wielbiony na całym świecie. Jest też gracz, który używał hormonu wzrostu, a mimo to jest idolem - powiedział właśnie zwycięzca Tour de France z 2006 r. Oscar Pereiro, komentując zamieszanie wokół Armstronga. Wiadomo, kogo miał na myśli...

Bo tak naprawdę nikt nie chce na serio walczyć z tym problemem. To się po prostu nie opłaca, sponsorzy chcą przecież zarabiać, kibice przeżywać emocje...

- Jesteście bandą pierd...ych hipokrytów. Oczekujecie, że będziemy wjeżdżać pod górę z prędkością pociągu, a potem się oburzacie, gdy się wspomagamy - wypalił swego czasu nieżyjący już kolarz Marco Pantani, kolejny słynny dopingowicz.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie