Anne Applebaum: Radek sprząta, lubi przywracać ład. Ja gotuję, w kuchni odpoczywam

Redakcja
Fot. Polskapresse/Archiwum
Radek niespecjalnie przepada za gotowaniem, ale za to zaczął sprzątać. Należy do tego typu ludzi, którzy lubią przywracać ład - mówi o swoim mężu, ministrze spraw zagranicznych, Anne Applebaum-Sikorska w rozmowie z Anitą Czupryn.

Znana amerykańska dziennikarka, intelektualistka, zajmująca się zwykle palącymi problemami świata nagle pokazuje zupełnie inne swoje oblicze i ze swoją amerykańską przyjaciółką Danielle Crittenden wydaje książkę o polskiej kuchni, pt. "Przepisy z mojego ogrodu". Rzeczywiście w kuchni Pani odpoczywa?
Oczywiście, że odpoczywam. Między pisaniem i domowymi obowiązkami, gotowanie to coś zupełnie innego. To przyjemność i relaks.

Z czego jest Pani najbardziej dumna, jeśli chodzi o książkę?
Podobają mi się wstępy: mój i Danielle. Udało nam się wytłumaczyć, o co nam chodzi. Podobają mi się też zdjęcia. Mieliśmy superutalentowanych fotografów. Nie wiem, czy wystarczająco im w książce podziękowałam. Oni sami mają dobry gust, jeśli chodzi o jedzenie i w tworzeniu wielu przepisów bardzo nam pomogli.

Czytaj także: Radosław Sikorski - samotnik, który robi w polityce zawrotną karierę

Zaczęła Pani gotować dopiero wtedy, gdy przyjechała do Polski?
Wcześniej coś tam gotowałam, ale niewiele i były to raczej niezbyt trudne potrawy. Pierwszym moim popisowym daniem były lasagne. Można zrobić je łatwo, składniki są niedrogie, bo wystarczą makarony i tanie mięsa. Robiłam lasagne, będąc na studiach. Potem miałam długą przerwę w gotowaniu, chyba że jakiś makaron od czasu do czasu. Dopiero jak zamieszkaliśmy na wsi, w Chobielinie pod Bydgoszczą i miałam składniki, z którymi nie miałam pojęcia, co robić, musiałam kupić sobie książki kucharskie. I tak zaczęłam się uczyć gotować. Okazało się, że to jest bardzo ciekawe. Na przykład buraki. Znałam je ze Stanów, ale tam można było je kupić tylko w puszkach i były bardzo słodkie. Bardzo ich nie lubiłam. Ale kiedy upiecze się świeżego buraka, a potem doda odrobinę octu balsamicznego, to wychodzi świetna potrawa. I jest to kompletnie coś innego. Dla mnie to było odkrycie, że można robić to inaczej.

Co dziś jest Pani popisowym daniem, którym uwodzi Pani swoich gości?
Gulasz z dziczyzny. W przepisie są sarnina, daktyle i bulwy kopru włoskiego. Wszyscy się tym zajadają.

Czytaj także: Żona Radosława Sikorskiego nagrodzona na Węgrzech

A jaki deser zyskał Pani uznanie?
Moje ulubione desery są zawsze z owocami. Uwielbiam sałatkę, którą sama wymyśliłam, używając wyłącznie czerwonych owoców. Ale polskie torty bywają niesamowite, podobnie jak babki czy pierniki. Do makowca się jeszcze nie zabierałam, bo uważam, że to ciasto jest niezwykle trudne w przyrządzeniu. Znam ludzi, którzy umieją go upiec, ale obawiałam się, że dla amerykańskich czytelników ten przepis byłby skomplikowany. Zamiast makowca umieściłam więc w książce przepis na tort makowy.

Pamięta Pani pierwszą potrawę z polskiej kuchni, jaką jadła Pani w Ameryce, nie znając jeszcze naszego kraju?
To musiała być jakaś kiełbasa. Urodziłam się w Waszyngtonie. Tam nie ma dużo Polaków i nie było też żadnej polskiej restauracji. Polskiej kuchni nie znałam i nie kojarzyłam jej zupełnie. Ale znałam trochę kuchnię żydowską i później zrozumiałam, że ta właśnie kuchnia jest bardzo podobna do polskiej, a w niektórych wypadkach niemal identyczna. Takim daniem jest na przykład rosół. Rosół żydowski i rosół polski są identyczne. W Polsce je się jajka na Wielkanoc, Żydzi też jedzą jajka na swoje wiosenne święto Pesach. Tych podobieństw jest wiele. Teraz rozumiem, że to są polskie wpływy.
W swojej książce pisze Pani, że flaki jej nie zachwyciły. Ale już kaszanka, na widok której cudzoziemcy raczej marszczą nos, zyskała Pani akceptację.
Bardzo lubię kaszankę, ale zbyt trudno byłoby ją dla Amerykanów przygotować. Moim założeniem było, aby moja książka była użyteczna. Nie chciałam w encyklopedyczny sposób przedstawiać polskiej kuchni w całości. Chcieliśmy pokazać polskie dania, ale z naszego punktu widzenia. Podaliśmy w niej takie przepisy, z których ludzie naprawdę skorzystają, a nie, że będą je tylko oglądać i poznawać czysto teoretycznie. W związku z tym nie ukazały się w książce te przepisy, co do których miałyśmy pewność, że nikt z czytelników w ich przygotowywanie nie będzie się bawił. Na spotkaniach autorskich ludzie mnie pytają, dlaczego nie znalazł się przepis, jak zrobić kiełbasę. Ale żeby to zrobić, trzeba najpierw zabić świnię, a raczej mało jest zwyczajnych ludzi w Ameryce, którzy mieliby u siebie świnię i chcieli z niej zrobić kiełbasę. (śmiech)

Czytaj także: Sikorski zostaje. Sejm odrzucił wniosek PiS o odwołanie ministra spraw zagranicznych

Czy jest w polskich daniach coś, czego Pani by nie tknęła?
Chyba nie. Chyba już wszystkiego próbowałam.

W książce podaje Pani przepisy na domowe nalewki. Ale czy piła Pani polski bimber?
Nie. Domowych robionych nalewek próbowałam, ale bimbru nie. Może w Rosji? Ale nie pamiętam.

Co w naszej tradycyjnej kuchni uważa Pani za niezbędny dodatek?
Świeży koperek. Jest wręcz niezbędny. Musi być obecny we wszystkich letnich potrawach.
A co jest takim niezwykle potrzebnym dodatkiem w kuchni amerykańskiej?
Bardzo dobra, ostra musztarda. Do sosów i mięsa.

Gdzie woli Pani spędzać święta Bożego Narodzenia? W Polsce czy w Ameryce?
Od 10 lat każde święta spędzamy w Polsce. Nie lubię podróżować w święta. Jesteśmy u siebie.

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze 13

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

F
Fankan

Czytam: "Teraz rozumiem, że to są polskie wpływy"... I myślę, że chętnie bym przeczytał książkę tej Pani nie tylko o wpływach polskich na Żydów, ale i żydowskich na Polaków W INNYCH DZIEDZINACH. Książkę DZIENNIKARSKĄ (żeby nie musieć porównywać z niepowtarzalnym pod tym względem Singera, po którego lekturze wiele Polaków się zastanawia, jak to właściwie z nimi jest...) Co tam kuchnia! Nie samym chlebem...

G
GAMA

On ma takie wykształcenie angielskie, jak absolwent Szkoły Pomaturalnej w Pipidówce Wielkiej. Zanim napiszesz głupoty - zapoznaj się z faktami.

r
rycho

się nadaje, do sprzątania

G
Gość

Angielski i polski - to ŻADNE kwalifikacje do sprawowania tak ważnego urzędu. Do tego całkowity BRAK PREDYSPOZYCJI MENTALNYCH. W dalszym ciągu siedzi w majtach i pampersach małego chłopczyka. Jest mężem swojej żony. Faktycznie. Sam nie jest żadnym laureatem żadnego Pulitzera.

e
e

obsolwent najlepszej europejskiej uczelni wychowany i oczyany, Walczyl w Afganistanie. Zna jezyki i jest mezem pisarki i luteatki Pulitzera, a ty kim jestes kmiocie?

e
el

chcialbys zchrystianizowac USA? Katolicy sa tam drobna choc znaczaca czescia skladu religijno kulturowego. Chcialbys zeby w Polsce wprowadzono obowiazek pozdrawiania buddyjskiego czy islamskiego? Polska jest chorym krajem!

ż
żenada

dość chamstwa mamy na co dzień w wykonaniu małżonka amerykańskiej dziennikarki.
Zamiast kuchnia, niech sie zajmie nauką podstaw wychowania u Radka, a potem się pchaja do nas.
Radek zamknął małżonke w kuchni?

p
polo

Anita Czupryn, moja "ulubiona" tropicielka wszelkich przejawów kaczyzmu i ziobryzmu.
Czekistka Anita Cz. niczego ostatnio nie wywęszyła w PiS, więc zabrała się za wybielanie "przesympatycznego" Radka oraz jego słodkiej niczym miód małżonki.
Okazuje się, że Radek i Anne też "obchodzą" święta Bożego Narodzenia, co wydaje się już niezwykle egzotyczne u lewicujących "intelektualistów" neoliberałów.

R
Rabin

Bez komentarza

p
pietia

Baba z taką kasą ma odrosty?

W
Widukind

Komuch i zdziecinniały przygłup. To wszystko.

h
hans

A co mnie obchodzi jakis glupi szpak...nie macie juz o kim pisac?

f
frank

W Brooklynie jest dzielnica zydowska Wiliamsburg,zamieszkala glownie przez religijnych Zydow. Oni spaceruja calymi licznymi rodzinami, glownie do szkoly, ze szkoly, do synagogi kilka razy dziennie itp. Mezczyzni maja typowy ubior chasydzki ale kobiety i dzieci przypominaja mi dokladnie ubiory polskich kobiet i malych dzieci z lat 1940-tych i 1950-tych - ja sam na polskiej wsi chodzilem tak ubrany, teraz to juz wszystko sie zmienilo.

Dodaj ogłoszenie