Anna Gołębicka: Czym się różni Polska od Chin

Anna Gołębicka, publicystka i strateg komunikacji
Wszystkim. I niczym, bo też mamy ten sam problem, też mamy chorych, ofiary śmiertelne i też musimy sobie z tym poradzić. Czego możemy się nauczyć, poza doświadczeniami tamtejszych lekarzy, i co, poza potrzebnym sprzętem, warto byłoby importować?

Ten nie zna świata, kto nie był w Chinach. Chiny to świat paradoksów. Komunistyczny, centralnie sterowany kraj pędzącej, nowoczesnej, w sumie rynkowej gospodarki i… pozytywnych ludzi na ulicach, którzy nie mówią nie-pytani, a pytani też niewiele mówią. To świat nowocześnie zarządzanych metropolii, które rosną w tempie, o jakim nam się nie śniło. Miast, w których szanuje się ekologię. Czy wiecie, że na przykład w Szanghaju o 22.00 gasną wszystkie wielkie iluminacje - oficjalnie w celach ekologicznych. Chiny to kraj ogromnych kontrastów wsi i miasta. To kraj, gdzie rodzice nie tęsknią za dziećmi, gdy one wyjeżdżają do miast - bo tak już jest. Wystarczy duma z sukcesu rodziny. To kraj, gdzie najgorsze, co może się zdarzyć, to stracić twarz. Ileż to razy nasi politycy tracą twarz, a potem jak feniks z popiołów odradzają się w koszulce innej partii albo udają, że tamto to było kiedyś, dawno i nieprawda, a teraz to jest teraz. Współczesne Chiny widziane z ulicy niewiele mają wspólnego z obrazkiem smutnego kraju i smutnych ludzi w jednakowych mundurkach, jaki zapewne wielu z nas ma w świadomości. Po latach totalnego autorytaryzmu, mały, może nawet pozorny oddech spowodował, że masz wrażenie, że w nich jest coś z tej energii, jaką my mieliśmy w latach 90.

Najlepszy przykład to czas, w którym Chińczycy zbudowali szpital. W takim czasie w Europie nawet nie zapadłaby decyzja

To nie jest szare, smutne społeczeństwo, jedzące sam ryż. Oni razem ćwiczą na ulicach, szanują się w metrze, są pokorni, zorganizowani. Jeśli ktoś ma infekcję, to nosi maseczkę, aby nie być zagrożeniem dla innych. I wszystko jest w zupełnie innej skali. Trzeba sobie uświadomić, że ich nieduże miasto Wuhan ma tyle mieszkańców, ile ponad ¼ Polski. Chiny to kraj, który produkuje właściwie wszystko. Od kilku lat pracuje nad pobudzeniem popytu wewnętrznego, aby uniezależnić się od eksportu, ale jeśli będzie potrzebował czegokolwiek, co jest eksportowane na potrzeby własne, to jednym dekretem zakaże wysyłki za granicę i już. Wszystko działa szybko, zasady są rygorystyczne, nikt nie dyskutuje, bo wie, czym to grozi. Szybka decyzja - szybka implementacja. Najlepszy przykład to czas, w którym Chińczycy zbudowali szpital. W takim czasie w Europie nawet nie zapadłaby decyzja, czy warto go pobudować, bo każdy musiałby się wypowiedzieć i mieć swoje zdanie. My Europejczycy, zanim pomyślimy, już mówimy. W internecie obowiązuje zasada „nie wiem, ale się wypowiem”. Żyjemy w micie Europy - królowej kontynentów i zachowujemy się czasem jak hrabina, która straciła wszystkie włości, ale marny obiad je zawsze srebrnymi sztućcami. My debatujemy, dyskutujemy. Każda inicjatywa ciągnie za sobą sto recenzji i każdy jest w stanie powiedzieć, dlaczego jest marna. Więcej mówimy, niż robimy.

To kraj, gdzie rodzice nie tęsknią za dziećmi, gdy one wyjeżdżają do miast - bo tak już jest. Wystarczy duma z sukcesu rodziny

Przed Muzeum d’Orsay w Paryżu wejścia strzegą rzeźby, które w alegoryczny sposób pokazują wszystkie kontynenty. Nie są nowe, ale są aktualne. Europa jest bogato ubrana, dojrzała, ale jakoś mało dynamiczna. A Azja młoda i energiczna. I chyba tak teraz właśnie jest.
Ale za to u nas nie da się tak łatwo ściemniać, a w Chinach jest oficjalne stanowisko i tyle. Nikt niczego więcej się nie dowie. Obowiązuje zasada, którą my nazywamy „co się wydarzyło w Vegas, zostaje w Vegas”. Stań na ulicy, zrób zdjęcie czegoś, co się nie podoba i napisz o tym znajomym. Nic nie działa. Facebook, Google i wszystkie z nim związane aplikacje. Zapomnij o komunikacji społecznościowej, czy pozyskiwaniu informacji, którą dotychczas znałeś. Wszystko jak w znanej nam scenie: „rozmowa kontrolowana….”.
Czy jest to system dla Europejczyka – raczej nie, ale niewątpliwie jest to państwo, w którym zarządzanie kryzysem jest o wiele łatwiejsze.
Uczmy się zatem tego, czego warto się uczyć na te czasy i poza rozwiązaniami medycznymi wprowadźmy trochę pokory, dyscypliny, szacunku do siebie, pozytywnej energii, aby jak najszybciej wspólnie uratować a może nawet zmienić na lepsze ten nasz świat.

Wielkanoc A.D. 2020, puste kościoły i brak święconki.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Chiny w ciągu niecałych 2 miesięcy od wprowadzenia jedynej możliwej skutecznej i najtańszej metody czyli całkowitej kwarantanny zagrożonych rejonów z zamknięciem fabryk , firm, biur, sklepów, wszystkiego zakończyli epidemię. Dziś mają 0 nowych przypadków. My i reszta świata kapitalizmu ma totalną r o z p i e r d u c h ę bo biznes jest najważniejszy. Dlatego ludzie pracują zarażają się umierają dlatego nie wykonuje się pozostałych badań leczenia operacji narażając i tu ludzi na trwały uszczerbek na zdrowiu, kalectwo, śmierć. 200 miliardów pozwoliłoby nam tak jak Chinom zatrzrmać wszystko co zagrożone na 2 miesiące , na izolację chorych , leczenie i po tych kilkudzisięciu dniach zaczyna się powtórna produkcja. Zamiast tego tyle kasy idzie na biznesmenów którzy już po kilku dniach nie mają ŻADNYCH ŚRODKÓW, nawet samochodu który mogli by sprzedać ani jednej akcji i tak dalej. Przez 2 miesiące w czasie których Polska mogłaby pokonać wirusa ONI , WIELCY KAPITALIŚCI NIE DALIBY RADY PRZEŻYĆ I ICH INTERES JEST WAŻNIEJSZY OD ŻYCIA I ZDROWIA NARODU.

Dodaj ogłoszenie