Anita Włodarczyk z minimum na mistrzostwa i igrzyska. "Nieskromnie powiem, że dla mnie to była formalność"

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Zaktualizowano 

Wideo

Zobacz galerię (5 zdjęć)
Po kontuzji kostki nie ma już śladu. Anita Włodarczyk rozpoczęła sezon od uzyskania kwalifikacji na tegoroczne mistrzostwa świata i przyszłoroczne igrzyska olimpijskie.

Anita Włodarczyk wprawdzie tydzień temu nie wygrała w Nankin (Chiny), ale jest już pewna startów w najważniejszych imprezach w tym i w następnym roku. - Przed zawodami nawet o tym nie myślałam. Dopiero po, gdy trener mi gratulował. Nieskromnie powiem, że w moim przypadku to była formalność. Tym bardziej, że minimum nie jest duże, 72,50 m - skomentowała dwukrotna mistrzyni olimpijska, która posłała młot na odległość 73,64 m i zajęła trzecie miejsce (wygrała Chinka Zheng Wang - 75,27 m).

-Z wyniku jestem zadowolona. Ale przede wszystkim zależało mi, by poczuć sportowe emocje. Nie ukrywam, że się za nimi stęskniłam. Po drodze była kontuzja, przez którą nie wiedziałam, kiedy wrócę do rywalizacji. Nie spodziewałam się w październiku, że już w maju będę mogła rzucać - podkreśliła rekordzistka świata (82,98 m).

Kontuzja Włodarczyk początek miała podczas ubiegłorocznych mistrzostw Europy w Berlinie w sierpniu. Po najważniejszych zawodach w poprzednim roku, które zresztą wygrała, czuła ból w prawej kostce. Konieczny okazał się zabieg, który przeszła w październiku.

- Pamiętam, jak rozmawialiśmy z doktorem Robertem Śmigielskim, do którego mam duże zaufanie, bo nie raz postawił mnie już na nogi. Mówił, że minie 10 tygodni, nim zacznę trenować. Choć to teoria, to jego słowa się sprawdziły. Mimo to do treningów wracałam ostrożnie. Na 100 proc. zaczęłam ćwiczyć od lutowego obozu w Chula Viście, w USA - opowiadała Włodarczyk, która zapewniła, że po urazie nie ma już śladu.

- Nie przeraża mnie, że to „tylko” 73 m. Pierwsze koty za płoty. Plan jest tak ustawiony, żeby szczyt formy był na główną imprezę. Mam nadzieję, że ze startu na start będę się rozkręcać - stwierdziła czterokrotna mistrzyni świata, dla której najważniejszym celem w tym sezonie jest kolejna obrona tego tytułu.

Mistrzostwa świata w Doha odbędą się bardzo późno, bo w dniach 28 września - 6 października. Głownie ze względu na upały we wcześniejszych miesiącach.

- Dlatego od dwóch lat jeździliśmy do Kataru trenować, żeby się przyzwyczaić. W tym roku było ekstremalnie. Temperatura dochodziła do 41 stopni Celsjusza. Jak miałam oddać 40 rzutów na treningu, to po 20 miałam dosyć. Niesamowite, ile energii traci się na słońcu. Akurat rzutnia usytuowana była w słońcu. Tylko podczas przerw co dziesięć rzutów mogłam schować się pod parasol. Dopiero później brałam kąpiele w lodzie, żeby się ochłodzić - opowiadała Włodarczyk, która odczuwa efekty takiego treningu. - Jak po obozie w Katarze pojechałam na kolejny do Arłamowa i tam oddałam 40 rzutów, to w ogóle nie byłam zmęczona!

Zawody odbędą się na dopiero co zbudowanym Stadionie Khalifa. Wyjątkowym, bo klimatyzowanym. Część lekkoatletów, która startowała na nim na początku maja podczas mityngu Diamentowej Ligi narzekała na takie rozwiązanie. Łatwo bowiem o przeziębienie.

- Gdy byliśmy tam na obozie, odbywały się mistrzostwa Azji. Siedziałam na trybunach i choć było ok. 20 stopni Celsjusza m miałam na sobie bluzę z kapturem, to było mi zimno przez dmuchawy. Pomyślałam, że jak kibice będą siedzieć po kilka godzin, to się pochorują. Później zostaliśmy zaproszeni na płytę obiektu. Tam też odczuwałam klimatyzację. Na pewno wiem, że muszę mieć długi dres ze sobą. Lekkoatleci, których konkurencje trwają dłużej mogą mieć z tego powodu kłopot. Zobaczymy po zawodach - stwierdziła 33-letnia Włodarczyk podczas Pikniku Olimpijskiego, który w ostatnią sobotę odbył się w Warszawie. W poniedziałek Polka ruszyła na kolejny obóz, do Turcji. Wraz z nią będzie tam trenować także brązowa medalistka mistrzostw świata Malwina Kopron.

- Byłyśmy razem już w Chula Viście, zawsze raźniej. Rzucamy jednak osobno, bo jestem indywidualistką i podczas treningów jestem skoncentrowana wyłącznie na sobie. Poza tym, żeby sobie nie przeszkadzać i jak to powiedział dziadek Malwiny [a zarazem trener, Czesław Cybulski - red.], żeby nie było rywalizacji, a koncentracja na technice. Tak czy inaczej Malwina może się też dużo ode mnie nauczyć. To ważne, bo nie chciałabym, żeby nasz kobiecy rzut młotem „umarł”, gdy skończę karierę - wyjaśniła mistrzyni olimpijska.

Materiał oryginalny: Anita Włodarczyk z minimum na mistrzostwa i igrzyska. "Nieskromnie powiem, że dla mnie to była formalność" - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie