18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Aniołowie z jednym skrzydłem - wojskowi reporterzy ComCam [ZDJĘCIA]

Anita Czupryn
Combat Camera Zespół Reporterski DOSZ
Combat Camera - czteroosobowy zespół reporterski Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych - to jedyny taki team w polskiej armii, który pokazuje prawdziwe życie żołnierzy na misjach. O ryzykownej pracy wojskowych reporterów pisze Anita Czupryn.

Wracamy do bazy - zarządził dowódca patrolu w jednej z afgańskich wiosek. Żołnierze w poszukiwaniu broni i rebeliantów zdążyli sprawdzić każdy dom. Starszy chorąży sztabowy Dariusz Lewtak zaciągnął się po raz ostatni papierosem. Odrzucając go, kątem oka ujrzał, jak w jego stronę nadlatuje rakieta. To był moment: nagle z wielu stron na polskich żołnierzy posypał się ostrzał. - W takich momentach odkłada się kamerę i aparat, a chwyta za broń. Bo przede wszystkim jesteśmy żołnierzami - mówi Dariusz, a chorąży Sebastian Kinasiewicz dopowiada: - Jesteśmy wojskowymi reporterami. To oznacza, że mamy możliwość być w miejscach, do których nie mają dostępu dziennikarze, bierzemy udział w skomplikowanych operacjach kontyngentu. Zwykły dziennikarz to osoba, którą na misji trzeba ochraniać. My jesteśmy wyposażeni tak samo jak nasi koledzy. Potrafimy użyć broni, jeśli trzeba.

Tamtego listopadowego dnia 2010 roku dwuosobowy team Combat Camera, Lewtak i starszy chorąży sztabowy Adam Roik, pojechali w dwóch różnych patrolach. - Ja z żołnierzami w góry, Adam do wioski z pomocą humanitarną. Nagle usłyszeliśmy strzały. W odległości kilometra patrol, w którym był Adam, znalazł się w niebezpieczeństwie. Wezwali nas przez radio na pomoc. Podjechaliśmy, utworzyliśmy zewnętrzny kordon. Nasi koledzy weszli do wioski. Przez trzy godziny sprawdzali każdy budynek, dachy, zakamarki. Gdy uznali, że wioska jest czysta, sytuacja spokojna, wszyscy się rozluźniliśmy. Był czas na przygotowanie posiłku, jaki zawsze zabieramy ze sobą, bo nigdy nie wiadomo, kiedy się wróci z patrolu. Był czas na zapalenie papierosa - opowiada Dariusz Lewtak. I w tym momencie znów rozległa się kanonada. Strzały padały z wielu stron. Jeden z polskich żołnierzy został wtedy ranny.

Dariusz Lewtak do Afganistanu jeździł sześć razy. Każdemu członkowi zespołu Combat Camery zdarzyło się jechać w samym centrum ostrzału, natknąć na pułapki zastawiane przez przeciwników. Każde ze zdjęć, jakie w takich momentach powstawały, są osobną, nierzadko dramatyczną historią. Jak zdjęcie żołnierza, którego zdążył uwiecznić Robert Suchy, zanim tragicznie zginął. Ich fotografie opowiadają też wzruszające historie. Sebastian Kinasiewicz uchwycił żołnierza, który nie rozstaje się z fotografią swojej ukochanej, nosi ją w hełmie, co pokazał, gdy go zdjął w chwili naciskania migawki aparatu. - Żeby zrobić tak przejmujące zdjęcia, trzeba pobyć z żołnierzami, spróbować wejść głębiej w ich świat, porozmawiać z nimi. To sztuka, która udaje się moim kolegom - mówi major Julita Mirowska z Wydziału Prasowego Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych, która również towarzyszyła zespołowi Combat Camera na misji w Afganistanie. Wojskowym reporterom to się udało, bo zdobyli szacunek kolegów żołnierzy na misjach, i dziś, jak przyjeżdżają tam, są przez nich rozpoznawalni.

- Patrząc na nasze zdjęcia, czuje się pot żołnierzy i spaliny rosomaka. Miałem więc świadomość, że robię coś wyjątkowego, niepowtarzalnego, czego zwykły śmiertelnik nie zrobi: uwieczniam kolegów i to, jak ciężko tam tyrają. W Afganistanie każdy moment jest fascynujący, obecność tam wciąga jak narkotyk. Tęsknię za tym, choć przecież każdy wyjazd na misję oznacza potężną operację logistyczną, związaną z ogromnym wysiłkiem. Przygotowywaliśmy się do nich tak samo jak żołnierze, z tym, że oni lecieli na pół roku, my na miesiąc, ale za to kilka razy, na różne zmiany. Nasz sam ekwipunek ze sprzętem foto i wideo waży 150 kg. Gdy lecieliśmy we dwójkę, było łatwiej przeciągać go po kamieniach w Bagram, tachać po piaskach, aby włożyć do kolejnego samolotu. W pojedynkę stawało się to już problemem. Uwielbiałem być w Afganistanie, ale nie w podróży - wspomina Lewtak.

Chłopaki z Combat Camery przemieszczają się na misje różnymi statkami powietrznymi: na przykład największym na świecie transportowym "Rusłanem" An 124 albo casą. I nie ma przesady w stwierdzeniu, że to uciążliwa podróż nawet dla tak zaprawionych jak oni żołnierzy. Czasem trwa kilkanaście godzin, a czasem kilka dni. Z casą był jeszcze ten problem, że toaleta, jaka się tam znajdowała, została zaprojektowana praktycznie do użytku kilkuosobowej załogi samolotu, a nie, dajmy na to, 20 dodatkowych pasażerów. - Trzeba było wtedy zachować w czasie lotu wstrzemięźliwość i korzystać z toalet podczas międzylądowań - wspomina Lewtak. Ale dziś to już nieaktualne. Wszystkie casy mają toalety dla pasażerów.
Zespół wojskowych reporterów Combat Camera powstał w 2008 roku, a inicjatorem tego pomysłu był starszy chorąży Robert Suchy. W 2005 roku służył na misji w Iraku i tam poznał żołnierzy z amerykańskiego zespołu Combat Camera. Tam też pasją fotografowania zaraził go kolega Bartosz Zajda. - Dlaczego u nas nie ma takiego zespołu? - zaświtało mu w głowie.

Dziś Robert Suchy ma 41 lat i choć opuścił już Combat Camerę, to pozostał jej legendarnym pierwszym szefem. Niespokojny duch, twórczy, jak magnes przyciąga do siebie podobnie kreatywnych ludzi. Jest absolwentem dziennikarstwa na UW, pracę pisał o dziennikarzach w kontyngentach wojskowych. Ukończył studium fotograficzne, ma licencjat z administracji europejskiej i wciąż jest żołnierzem - obecnie pracuje w ataszacie obrony przy ambasadzie RP w Brazylii. I tam jego pęd do ciągłego rozwoju znów dał znać o sobie: rozpoczął studia w języku portugalskim, kierunek: stosunki międzynarodowe.

- Do Brazylii wyjechałem w dzień swoich 40. urodzin, 20 listopada 2010 roku - opowiada. Spotykamy się w restauracji, bo akurat przyleciał do Polski na urlop. I od razu zaprosił przyjaciół z Combat Camery, znajomych dziennikarzy, reżyserów i różnej maści twórców na wspólne spotkanie. Osobiście przygotowuje koktajle z dodatkiem brazylijskiej wódki i limonkami. Obdarowuje gości brazylijskimi maskami, wykonanymi przez ludowego artystę Indianina. Wspominkom nie ma końca. Słucham o początkach historii Combat Camery w Polsce. A te wcale nie były łatwe. Kiedy Suchemu zaświtał pomysł o stworzeniu takiego zespołu na wzór amerykańskiego, podzielił się tym z Bartoszem Zajdą (obecnie rzecznik prasowy Marynarki Wojennej) i pułkownikiem Sylwestrem Michalskim (aktualnie w Dowództwie Wojsk Specjalnych). Oni też od razu wiedzieli, że to dobra idea.

- To dzięki ich wsparciu pomysł mógł być dalej realizowany - opowiada Suchy. W inicjatywę zaangażował się generał Bronisław Kwiatkowski (zginął w katastrofie smoleńskiej). 18 kwietnia 2008 roku decyzją MON wprowadzono zespół reporterski w struktury Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych, a dokładniej - w struktury jego Wydziału Prasowego. Szefem Wydziału był wówczas ppłk Dariusz Kacperczyk, bez którego Combat Camera też nie mogłaby zaistnieć. Płk Kacperczyk obecnie pełni służbę w strukturach NATO w Brukseli, ale Combat Camera jest bliska jego sercu. Dzisiaj szefem Wydziału Prasowego DOSZ jest ppłk Mirosław Ochyra, który rozumie pasje swoich podwładnych. On również ma doświadczenia misyjne. Przebywał na misji w Iraku i był rzecznikiem Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie.

W tamtym czasie decyzja ministra MON nie dawała jeszcze inicjatorom potrzebnych narzędzi. Nie było etatów dla żołnierzy w zespole. - Byliśmy w impasie - przyznaje Robert Suchy i wspomina negocjacje z Departamentem Kadr Sił Zbrojnych. Kiedy udało się z etatami, kolejnym etapem było staranie o fundusz na zakup sprzętu. A ten musiał być profesjonalny: serwery, kamery, aparaty, obiektywy. W tym czasie Robert Suchy został oddelegowany na kurs zespołów Combat Camery do San Diego. Uczestniczył też w specjalistycznych warsztatach w Brukseli i Sztokholmie, gdzie wypracowywano model informowania mediów, korzystali też z doświadczeń firm PR.

Robert Suchy starannie wybierał spośród żołnierzy pierwszych członków Combat Camera. Dzięki temu trafili tam prawdziwi pasjonaci fotografowie i operatorzy, którzy dzięki szkoleniom mogli szybko rozwinąć swoje talenty.

Jedną z pierwszych osób, która znalazła się w zespole Combat Camera, w sierpniu 2008 roku, był Dariusz Lewtak. - Byłem żołnierzem, ale miałem kolegę, który pracował na planach filmowych. On mnie wciągnął, bywałem na planach wózkarzem, potem pracowałem z mediami, przeszedłem operatorską praktykę w Polsacie - opowiada. Miał nawet nadzieję, że po odejściu z wojska zaczepi się w stacji telewizyjnej, ale przekreślił te plany kryzys w mediach. W lutym 2012 roku odszedł z armii.

Zdobyte doświadczenie i talenty wykorzystuje w nowej pracy - zajmuje się promocją w jednej z publicznych instytucji.
W pierwszym składzie zespołu znalazł się też starszy chorąży sztabowy Adam Roik i najmłodszy chorąży 31-letni Sebastian Kinasiewicz. Chorąży Adam Roik kilka dni temu został nowym szefem Combat Camery, jest nie tylko doświadczonym żołnierzem (był na III zmianie w Iraku, 5- krotnie jako CC w Afganistanie i PKW Orlik), ale także fotoreporterem. Wielokrotnie był wyróżniany w konkursach i wystawach fotograficznych. Fotografia to jego życie, nawet teraz w czasie urlopu nie potrafi się rozstać z aparatem. I przysyła kolegom wiadomość SMS, że wędruje właśnie z aparatem po bezdrożach Kaukazu.
- Nikt z nich nie wziął się z przypadku, a co ważne, chłopaki nie robią tego z musu. Niektórzy, jak Adam Roik, opowiada ze śmiechem, że nawet gdy z żoną jedzie na wakacje, to do zdjęć podchodzi tak samo profesjonalnie, jak do tych, które robi w Afganistanie - zdradza mjr Marek Pietrzak, zastępca szefa Wydziału Prasowego DOSZ.
Sebastian Kinasiewicz znalazł się w zespole w 2010 roku. Ma żonę i 5-letniego synka Wiktora, który już zapowiada, że będzie pracował jak tata: w Combat Camera. Historia Sebastiana nie jest typowa: pochodzi z rodziny, która ze strony ojca związana jest z wojskiem, a ze strony mamy - ze sztuką: malarstwem i fotografią. On sam poszedł najpierw do liceum plastycznego, gdzie na zajęciach z fotografii złapał bakcyla. Ale też chciał być jak tata - wojskowym, więc po maturze w ogólniaku, do którego się przeniósł po dwóch latach, poszedł do szkoły chorążych do Poznania. Trafił do 1. Warszawskiej Brygady Pancernej, następnie do Centrum Szkolenia Łączności i Informatyki w Zegrzu. Wtedy wkręciły go komputery i informatyka. Pasja fotografowania wróciła, gdy w 2007 roku kupił sobie pierwszą cyfrową lustrzankę i z kolegą fotoreporterem sportowym zaczął robić sportowe zdjęcia. Kiedy w telewizji zobaczył materiał o chłopakach z Combat Camera i przeczytał w "Polsce Zbrojnej", że zespół szuka pracownika, postanowił wysłać swoje CV. W 2010 roku został wysłany na ćwiczenie Anakonda - najważniejsze ćwiczenia Sił Zbrojnych, w których udział brało 8 tys. żołnierzy na kilku poligonach: lotnicy, marynarka wojenna i wojska lądowe. Tam otrzymał swoje pierwsze zadanie: przygotować materiał foto i wideo. - Chyba się spodobałem, bo zostałem przyjęty - uśmiecha się. Żona się nie sprzeciwiała. - Od dawna wiedziała, że wyjazd na misję będzie wchodził w grę, jest na to przygotowana, podobnie jak żony kolegów, że wyjazdy na misje to ryzyko wpisane w naszą pracę.

Sebastian był na kilku szkoleniach dla podoficerów Armii Stanów Zjednoczonych, na kursach montażu i postprodukcji, często i chętnie wymienia swoje doświadczenia z dziennikarzami. Pierwszy raz do Afganistanu wyjechał w połowie grudnia 2011 roku. Święta i swoje urodziny 14 stycznia spędzał z dala od domu i rodziny.

- Pracuje się na dużych wysokościach, inne jest tam powietrze, no i nieodłączna świadomość niebezpieczeństwa - opowiada. -Na misjach zdarza się pracować po 20 godzin na dobę, spać po dwie godziny. Powrót z patrolu, zrzucić materiał na komputery, zgrać, obrobić, zmontować, a potem jeszcze przygotować sprzęt na następny dzień, bo pobudka o 6 rano. W Afganistanie warunki ciężkie, ryzyko ogromne, ale wystarczy pojechać tam raz, by chciało się znów tam wrócić - mówi. Choć każdy patrol to loteria, on na szczęście nie odczuł większego ryzyka.

- Ale i ja wróciłem z przekonaniem, że nasi żołnierze robią tam kawał dobrej roboty, ponosząc mnóstwo wyrzeczeń. No i wiem też, co oznacza rozłąka z rodziną. Poznajemy żołnierzy z każdej strony. A oni dzięki internetowi mają możliwość obejrzenia siebie na zdjęciach na YouTube czy na Facebooku, gdzie założyliśmy swój profil - mówi Sebastian. Informacje z Facebooka docierają już do 30 tysięcy ludzi, ale z każdym dniem ich profil zyskuje sobie nowych użytkowników.

- W Combat Camerze udało mi się połączyć coś, co wydawałoby się niemożliwe do połączenia, a jest obecne w mojej rodzinie: wojskowość ze sztuką - stwierdza Sebastian. Jego zdjęcia doceniają wytrawni profesjonaliści. Sebastian zdobywa nagrody i wyróżnienia w konkursach fotograficznych. Ale i cały zespół ma na swoim koncie nagrody: wyróżnienie na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Historycznych i Wojskowych w 2011 roku w Warszawie, II miejsce w XXIV Ogólnopolskim Przeglądzie Filmów Amatorskich WP w Rzeszowie. Robert Suchy podkreśla, że armia pozwala na rozwój i jeśli tylko ktoś potrafi z tego skorzystać, to nie przestanie się rozwijać.Materiały, które przygotowuje zespół Combat Camera (dokumentowali też misje w Iraku, Czadzie i Libanie), są wykorzystywane w wielu obszarach.

- Pokazujemy, co robią żołnierze, co ma też wpływ na nich, bo znajdując się w oku kamery, muszą myśleć o tym, co robią. Zdjęcia i filmy mają wartość historyczną, wartość szkoleniową dla tych, co nie byli na misjach, pokazują rzeczywistość, jak żołnierze poruszają się w terenie, jak wyglądają patrole. Kolejna wartość: operacyjna. Jeśli wydarzy się coś podczas patrolu i jest na nim człowiek z Combat Camera ze sprzętem do nagrywania czy fotografowania, dzięki jego zapisom będzie można odtworzyć całe zajście. Kolejny obszar to media, z którymi Wydział Prasowy chętnie współpracuje. Udostępnia zdjęcia, filmy, promuje Wojsko Polskie. To jest też wartość informacyjna, gdyż ludzie często posługują się stereotypami, dobrze, żeby zobaczyli, jak naprawdę wygląda praca na misjach - mówi Robert Suchy.

Ich materiały wykorzystywane są w produkcjach telewizyjnych i filmowych, jak np. "Nasza armia", emitowana w odcinkach przez TVP, czy "Misja Afganistan" - film realizowany przez Canal Plus. Zdjęcia Combat Camera pokazują stacje telewizyjne, wykorzystują gazety, a nagrania dźwiękowe - radia. Zdjęcia są wydawane w formie albumów, kalendarzy, przygotowywane są na ich podstawie wystawy, biorą udział w kampaniach informacyjnych, jak np. w ustawie o weteranach. Podczas Euro 2012 dzięki Combat Camera powstały przepiękne zdjęcia Warszawy. Wojskowi reporterzy byli z kamerami na rozpoczęciu Euro i w strefie kibica, sprawdzali gotowość do zabezpieczenia turnieju.
Nie wszystkie materiały Combat Camery są publikowane i udostępniane opinii publicznej. Te, które zawierają wrażliwe informacje, które mogliby wykorzystać przeciwnicy, np. jak wygląda baza, jaki jest rozmiar obiektów wojskowych - pozostają na serwerach wojska.

Robert Suchy przyznaje, że szkoda mu było opuszczać Combat Camerę. - Mam dwoje dzieci, 18-letniego syna i 15-letnią córkę, i zawsze powtarzam, że Combat Camera to moje trzecie dziecko. Ale rodzinie trudno było zaakceptować mój ryzykowny zawód. Jako rodzic chciałem też myśleć o rozwoju dzieci - mówi.

Suchy jest dumny ze swoich dzieci, które świetnie zaaklimatyzowały się w nowych warunkach, uczą się nie tylko w Brazylii, ale również poza nią. Jego syn niedawno reprezentował szkołę na olimpiadzie matematycznej organizowanej przez Uniwersytet Harvarda i MIT. Dziś skład Combat Camery jest już inny, choć nadal wszyscy członkowie zespołu są przed czterdziestką. Starszy chorąży sztabowy Adam Roik (38 lat) jest szefem, a oprócz niego w skład Combat Camery wchodzą chorąży Kinasiewicz, starszy sierżant Jerzy Wójcik, który jest zarazem najmłodszy stażem - przyszedł w lipcu - i starszy chorąży Waldemar Młynarczyk, który pracuje w Combat Camera od marca tego roku. - Wszyscy jesteśmy indywidualistami, ale potrafimy pracować w zespole - charakteryzuje kolegów Sebastian. Robert Suchy uściśla: - Powiedziałbym raczej, że jesteśmy indywidualnościami, każdy z nas posiada inną wrażliwość i inną pasję. Jednego bardziej kręci fotografia, innego filmowanie, ale każdy w zespole musi znać się na jednym i drugim. A jeśli się ścieramy, to kreatywne. Przełomowy moment dla przyszłości Combat Camery to 2014 rok, kiedy nasz kontyngent zostanie wycofany z Afganistanu. Jak wtedy zostaną zagospodarowani ci żołnierze - reporterzy, ich ogromne doświadczenie, kiedy nie będą już działać w strefie niebezpiecznych działań wojennych?

- Nie chciałbym, aby stali się zespołem do dokumentowania imprez wojskowych czy uroczystości. Powinni mieć możliwość rozwoju, a takie możliwości w ramach NATO są - uważa Suchy. I ogarniając przyjaciół wzrokiem, wypowiada swoje życiowe motto: - Wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem, a latać możemy, tylko wspierając się wzajemnie.

WIĘCEJ ZDJĘĆ ZESPOŁU COMBAT CAMERA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie