Ania Golędzinowska: Była w piekle. Wróciła, by je opisać [FRAGMENTY]

Redakcja
Przeszłam piekło, w które aż trudno uwierzyć. Teraz pomagam innym go uniknąć - wyznaje w autobiografii była modelka Anna Golędzinowska.

Dziś wieczorem odwiedzi nas wyjątkowy klient - powiedział mi szef i na jego świńskiej twarzy pojawił się przyprawiający o mdłości uśmiech.

- To twój szczęśliwy dzień.

Co miało znaczyć "wyjątkowy klient"? W końcu około pierwszej w nocy pojawił się mężczyzna mający może trzydzieści pięć, może czterdzieści lat, szpakowaty, ale bardzo młodzieżowy. Miał na sobie obcisłe dżinsy i koszulę rozpiętą od szyi prawie aż do pępka. Wyraźnie widać było jego tors i można się było domyślić, że jest człowiekiem raczej wysportowanym. Ogólnie sprawiał dobre wrażenie i wydawał się dobrym człowiekiem. Pił małymi łyczkami, trzymając szklankę w ten sposób, że opuszek najmniejszego palca unosił nieco do góry.

Siedział na wysokim stołku przy barze, powolutku spijał swojego drinka i uważnie obserwował, co działo się wokół. W pewnej chwili kiwnął ręką, przywołując do siebie Jurija, i szeptał mu coś do ucha. Jurij niczym sługa pilnie wszystkiego wysłuchał, uśmiechnął się i gdzieś zniknął. Mężczyzna zaś pewnym, elastycznym krokiem udał się stronę tajemnej sali, tam gdzie piło się szampana… Po kilku sekundach jeden z kelnerów wziął mnie pod rękę - nie tylko mnie, ale też jeszcze jedną dziewczynę - i zaprowadził nas do… cudownej sali. Nagle poczułam strach.

- Co musieć robić my? - zapytałam moim łamanym włoskim. Mrugnął tylko do mnie okiem i powiedział starą śpiewkę:
- To twój szczęśliwy dzień. Dziś wieczorem nie musisz nic robić, tylko pić szampana. Druga dziewczyna natomiast miała mniej szczęścia, jej rola była bardziej znacząca, miała być główną aktorką.

Ania Golędzinowska nie wstydzi się mówić, że kiedyś zbłądziła: kradzieże, narkotyki, dom publiczny. Jej wspomnienia to jednak dowód, że zawsze można naprawić popełnione błędy

To był tylko teoretyczny plan. W rzeczywistości w separé z zaskoczenia mogło dziać się wszystko. Role zmieniały się znienacka i w każdym momencie elegancki pan mógł się przeobrazić w dzikiego, złego wilka. Niestety, w tego rodzaju bajce bardzo trudno o to, aby ktoś wyciągnął pomocną dłoń w stronę Czerwonego Kapturka. Koleś zaczął głaskać moje kolano. Siedziałam skamieniała i przerażona. Z trudem przychodził mi każdy oddech. Czułam, jakby całe moje ciało powoli zamarzało, oprócz twarzy oczywiście, która wrzała. Prawdopodobnie stałam się czerwona jak papryka i to chyba go rozśmieszyło, bo uśmiechnął się do mnie. Ten udawany, podstępny uśmiech wywołał we mnie obrzydzenie.

Nagle skierował swoją uwagę na drugą dziewczynę i zaczął z nią rozmawiać. Potem wyszedł z separé. Przez kilka minut byłyśmy same i ta druga dziewczyna, widząc moje przerażenie, powiedziała mi po angielsku, żebym się uspokoiła i nie bała, bo ona o wszystkim myśli i kontroluje sytuację. Ja miałam tylko udawać, że piję szampana, i doradziła mi, że jak nie dam rady pić, to mogę wylewać na podłogę, pod stół.

Nie wierzyłam własnym uszom: wylewać szampana? Jak to możliwe, że coś takiego przyszło jej do głowy? Przez chwilę myślałam, że może w tym zmieszaniu źle zrozumiałam jej instrukcję, ale zrozumiałam bardzo dobrze. W separé liczyła się tylko jedna rzecz: musiały znikać kolejne butelki szampana, aby klient zamawiał kolejne. W jaki sposób butelki stawały się puste, wypite czy wylane na ziemię, nie miało żadnego znaczenia. Marnowanie szampana było dla mnie rzeczą zupełnie nie do pomyślenia - autentyczne świętokradztwo!

CZYTAJ TEŻ:
* Młode modelki są traktowane jak współczesne niewolnice i... seks-zabawki
* 10-letnia modelka w wyzywającej pozie na okładce magazynu "Vogue" [ZDJĘCIA]
* Nastolatki połykają główki tasiemców, żeby wyglądać jak modelki
* Zwyciężczyni "Top Model 2" modelką jest od 3 lat. Widzowie protestują, TVN milczy
* Ballada o mocnym zabarwieniu erotycznym

Szampan był mitem, był nektarem bogów, był symbolem tego kolorowego Zachodu, gdzie ludzie żyli szczęśliwie, opływając w luksus. Był symbolem świata, który nie istnieje, ale w który wtedy jeszcze wierzyłam, tak jak wierzy się w bajki.

Mężczyzna wrócił do nas i bez zbędnych wstępów zaczął się dobierać do tej dziewczyny. Kiedy na nią patrzyłam, miałam wrażenie, że jej się to podoba. On ją obmacywał, głaskał, przyciskał do siebie i z każdą chwilą stawał się bardziej natarczywy. Zaczął ją całować, delikatnie gryźć i dotykać dosłownie wszędzie. Ściągnął jej bluzkę i zaczął bawić się sutkami. Dziewczyna uczestniczyła w grze, interpretując swoją rolę w stu procentach. Było to żałosne. Śmiała się, pojękiwała, sprawiała wrażenie, że sprawia jej to ogromną przyjemność, ale jak tylko utopił głowę w jej piersiach, spojrzała na mnie w taki sposób, jakby chciała powiedzieć: "Ja pierdzielę, Aniu, co mam zrobić, żeby przestał?!". Na jej twarzy pojawił się grymas wyrażający trochę smutek, trochę uległość i rezygnację. Jak tylko klient podniósł głowę, chcąc ją pocałować, ona natychmiast na nowo przyjęła pozę wyrażającą świetną zabawę i tak jak wcześniej zaczęła wiercić się, miotać i wydawać z siebie te absurdalne jęki (...).

Na cynizm odpowiada cynizmem, na zawziętość i nieczułość odpowiada zawziętością i nieczułością. Ja nie chciałam być taka jak ta dziewczyna, która piszczała i jęczała w separé, ani jak ta, która zarzucała mi nieśmiałość i opowiadała, że dzięki tej pracy kupiła sobie dom w swoim kraju. Nie żebym je ganiła czy potępiała, wręcz przeciwnie. Bardzo było mi ich żal. Byłam przekonana, że nic nie rozumieją. Są samotne i to życie niczym w piekle, pełne nieskończonej nędzy i wiecznego smutku, gdzie nie jest się osobą tylko rzeczą i sprzedaje się samą siebie, prowadzi je do przekonania, że jest to dobry biznes, rzecz godziwa i właściwa.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, kim chcę być, może nie miałam poukładane w głowie, ale jedno wiedziałam doskonale: ja taka nie chcę być. Przez kolejne dni po moim pierwszym razie w "sali cudów" żyłam w wielkim strachu, że znowu pojawi się jeden ze specjalnych klientów. To jednak nie było żadne ryzyko… Najgorsze miało dopiero nadejść.

Uważnie obserwowałam wszystko. Szukałam sposobu, jak zorganizować ucieczkę. Myślałam dzień i noc, ale ciągle nie widziałam żadnej konkretnej możliwości dania nogi. Łatwo mówić, ale zorganizować w praktyce to zupełnie inna sprawa. W tym czasie jeden z klientów, który bywał w lokalu i którego widziałam już parę razy, stał się szczególnie częstym gościem. Mówiło się, że jest tancerzem. Przychodził zawsze sam, nigdy nie ściągał ciemnych okularów marki Ray-Ban i nigdy nie prosił żadnych dziewczyn do tańca. Nie mogłam zrozumieć, w jakim celu przychodzi, ponieważ odkąd się pojawił, jego jedyną aktywnością w klubie były jakieś lakoniczne rozmowy z właścicielem i leniwe sączenie drinków.

Niemniej jednak miał w sobie coś, co wzbudzało moją ciekawość. Miał około czterdziestu lat, był szczupły, genialnie opalony, ubrany w czarne, obcisłe, skórzane spodnie i obcisłą koszulkę, też czarną. Jego fizjonomia sprawiała wrażenie oschłej, nerwowej. Widać było, że jest wysportowany, ale poruszał się z ekstremalnym spokojem, prawie ociężale. Wytwarzał wokół siebie ulotną, ale tajemniczą aurę, która sprawiała, że był bardzo zmysłowy. Miał olbrzymie dłonie. Na małym palcu nosił duży, z daleka widoczny sygnet. Czasem obserwowałam go i zadawałam sobie pytanie, kto to może być… Kto kryje się za tymi delikatnymi, ciemnymi okularami? Mogę powiedzieć, że zafascynował mnie ten człowiek. Był tak bardzo różny od pozostałych klientów, że wydał się nawet uroczy, zachwycający. Ciągle wydawało mi się, że gdzieś już go widziałam, a może tylko przypominał mi aktora, którego nazwiska już nie pamiętałam. Prawda była taka, że bez wątpienia przykuł moją uwagę.

W czasie jednego z długich, monotonnych wieczorów, które często się zdarzały, kiedy siedziałyśmy w knajpie, nic nie mówiąc, wymieniając tylko od czasu do czasu nic nieznaczące spojrzenia, siedząc jak ludzie w podróży, którzy przez przypadek znaleźli się razem w tym samym czasie w obskurnej poczekalni zapomnianej stacyjki gdzieś na odludziu, w pewnej chwili podszedł do mnie kelner i poprosił, żebym z nim poszła. Zaprowadził mnie do stolika umieszczonego w najciemniejszym kącie sali i kazał usiąść. Dopiero kiedy się rozsiadłam w ciemności, zauważyłam, że po drugiej stronie stolika siedzi niesłychanie elegancki i tajemniczy tancerz.

CZYTAJ TEŻ:
* Młode modelki są traktowane jak współczesne niewolnice i... seks-zabawki
* 10-letnia modelka w wyzywającej pozie na okładce magazynu "Vogue" [ZDJĘCIA]
* Nastolatki połykają główki tasiemców, żeby wyglądać jak modelki
* Zwyciężczyni "Top Model 2" modelką jest od 3 lat. Widzowie protestują, TVN milczy
* Ballada o mocnym zabarwieniu erotycznym

Postawił mi sok owocowy, który zwykle zamawiałam, i zaczął rozmawiać, pytać o mnie, o moją przeszłość. Zapytał, skąd jestem, ile mam lat… Miałam siedemnaście lat, ale zgodnie z regułami panującymi w knajpie powiedziałam, że mam osiemnaście. Posiedział trochę ze mną, następnie niespodziewanie uśmiechnął się, z wielką uprzejmością się pożegnał i wyszedł. Poczułam się źle. Nie wywarł na mnie tego okropnego wrażenia, jak to było w przypadku całej reszty spotkanych w lokalu ludzi (...).

W końcu, pewnego wieczoru, stała się długo oczekiwana rzecz: tajemniczy tancerz ściągnął swoje przeciwsłoneczne okulary! Moje zaskoczenie było przeogromne. Mówi się, że oczy są odbiciem duszy, i jeśli rzeczywiście tak jest, to znalazłam się w dobrych rękach. Jego spojrzenie było jasne, ciepłe, głębokie. Spojrzenie, które wydało mi się bardzo szczere, pełne życia. Światło jego oczu stało się dla mnie symbolem światła życia. Życia, które na nowo pojawiało się na horyzoncie. Normalnego życia w normalnym świecie, a nie pośród ludzi, którzy na siłę prowadzą cię do separé, zamawiają butelkę szampana i na pół godziny stają się właścicielami twojego ciała.

Niemal przez cały tydzień przychodził codziennie, ale jednego wieczoru nie przyszedł. Poczułam się zawiedziona. Czekałam na niego... W pewnym momencie właściciel knajpy (ileż eufemizmów na określenie tej podłej nory i tego kryminalisty) kazał mnie zawołać i wskazując palcem, powiedział mi, że "ten klient", a chodziło dokładnie o tancerza, chce, abym pojechała z nim na dyskotekę. Instynktownie przez chwilę się wahałam, ale potem pomyślałam:
"Kurde, to jest okazja! Może naprawdę będzie motyw, żeby się w końcu wyrwać z tego gówna!".

Postanowiłam zaufać i się zgodziłam. Chwilę później tancerz przyszedł mnie zabrać. Wyszliśmy z knajpy i dotarliśmy na dyskotekę. Wszystko wydawało mi się nierealne. Nowe miejsca, ludzie, przecież to niemożliwe, że udało mi się wyjść z tej klatki. Byłam bezgranicznie szczęśliwa, w końcu wyrwałam się ze schematu, a obok mnie byli normalni ludzie. Wieczór minął nam bardzo przyjemnie. Beztrosko tańczyliśmy i śmialiśmy się. On był genialny. "Nie przez przypadek mówili na niego tancerz!" - myślałam. Miał styl, widać było, że miał pojęcie, jak nogi mają ruszać się po parkiecie. Zapomniałam o wszystkich moich kłopotach, wypiłam też trochę i w końcu, kiedy, prawdę mówiąc, padałam już ze zmęczenia, postanowiliśmy wracać do domu.

W samochodzie stał się małomówny. Jechał bardzo spokojnie i skupionym wzrokiem patrzył przed siebie. W pewnej chwili, gdy jechaliśmy obwodnicą, wrzucił kierunkowskaz, zjechał i zatrzymał samochód. Zaparkował w małej zatoczce i nie mówiąc ani słowa, zaczął robić skręta. Byłam przekonana, że jak już go zrobi, to pojedziemy dalej, ale się myliłam. Dalej staliśmy w zatoczce. W ogóle się nie ruszał, od czasu do czasu na mnie patrzył, a ja zaczęłam odczuwać dyskomfort. Im bardziej okazywałam mu znudzenie, tym bardziej mnie prowokował. Palił skręta i dmuchał mi w twarz, nie pozwalając jednocześnie otworzyć okna. W pewnym momencie dotarło do mnie, że ten postój jest coś przydługawy i zaczęłam się denerwować. Nawet przez myśl mi nie przeszło, co zaraz miało mnie spotkać. Ta noc, kiedy uwierzyłam, że świętuję mój powrót do normalności, za chwilę miała się stać najgorszym koszmarem. Miałam przeżyć najciemniejszą noc w moim życiu. Tragedię, która na długi czas zawładnie moimi myślami, moimi snami. Przez lata czułam na sobie dłonie tej kanalii, jego zapach. Budziłam się zlana potem, chciało mi się rzygać i kręciło mi się w głowie. A w uszach słyszałam z oddali głuche echo powtarzające słowa babci Janiny, która mnie wołała i pytała: "Aniu, gdzie jesteś? Czemu nie pójdziesz pobawić się trochę z twoją siostrzyczką?". Chcesz, babciu, znać prawdę? Chcesz wiedzieć, gdzie była twoja wnuczka? Była zamknięta w samochodzie, w małej zatoczce na obwodnicy Turynu. Była bita, upokarzana, pokonana i zgnębiona brutalnością autentycznej bestii.
Tej przeklętej nocy, miałam wtedy siedemnaście lat, zostałam zgwałcona (...)

Ania Golędzinowska
Skróty od redakcji

Ania Golędzinowska, "Ocalona z piekła. Wyznania byłej modelki", Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2012.
Fragment rozdziału "Najciemniejsza noc"

CZYTAJ TEŻ:
* Młode modelki są traktowane jak współczesne niewolnice i... seks-zabawki
* 10-letnia modelka w wyzywającej pozie na okładce magazynu "Vogue" [ZDJĘCIA]
* Nastolatki połykają główki tasiemców, żeby wyglądać jak modelki
* Zwyciężczyni "Top Model 2" modelką jest od 3 lat. Widzowie protestują, TVN milczy
* Ballada o mocnym zabarwieniu erotycznym

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie