18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Andrzej Rychard: Nie patrzę na walkę PO i PiS jako na starcie odmiennych wizji Polski

Redakcja
Polskapresse
- PO czekają ciężkie czasy. Może zabraknąć osoby umiejącej łagodzić wewnętrzne tarcia. Bardzo wyraźnie teraz widać, jak one są silne wewnątrz tej partii. Ona jest większa, niż się spodziewałem. Mimo wszystko spodziewałem się, że miodowy miesiąc po wyborach potrwa choć tydzień. Tymczasem walka pomiędzy frakcjami zaczęła się właściwie w poniedziałek - mówi socjolog Andrzej Rychard w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Jeszcze podczas kampanii wyborczej regularnie słychać było głosy, że nowy Sejm nie przetrwa pełnej kadencji. Jarosław Kaczyński w niedzielę wyborczą oficjalnie przyznał, że spodziewa się powtórki z Budapesztu. Czy rzeczywiście takie scenariusze są realne?
Nie widzę dla nich racjonalnych podstaw. Partia rządząca po raz drugi wygrała wybory, co wskazuje na siłę jej legitymacji do kierowania krajem, a nie na jej słabość. Kwestionowanie tego to raczej dowód na brak umiejętności radzenia sobie z porażką. Choć wcale nie znaczy to, że w tej kadencji nie będzie trudnych momentów. Na pewno będą. Ale nie są to przesłanki do tego, by stawiać tezy, że nowy rząd szybko upadnie. A już całkowicie nie rozumiem porównań do Budapesztu. Ciekawi mnie, do jakich wydarzeń prezes PiS się odwoływał. Czy chodziło mu okres zamieszek antyrządowych, czy do chwili, kiedy Viktor Orbán dochodził do władzy? A może chodziło mu o całą sekwencję zdarzeń? Naprawdę nie rozumiem tego.

W 2006 r. na Węgrzech wybuchła niemalże wojna domowa, policja strzelała - choć ślepymi nabojami - do demonstrantów. Myśli Pan, że Jarosław Kaczyński zakłada taki rozwój sytuacji?
Nie wiem. Ale bez względu na interpretację jego słów nie widzę do nich podstaw w obecnej sytuacji Polski.

Czemu Polacy zagłosowali na PO? Poparli ją, bo chcieli stabilizacji, jaką daje kontynuacja władzy, czy raczej zwyciężyła niechęć do PiS?
Wybrali stabilizację. Podczas głosowania wybierali między dwoma silnymi ugrupowaniami i opcjami politycznymi. Jednak po ekipie Tuska mniej więcej wiedzieli, czego się spodziewać. On wprawdzie nie spełnił wszystkich składanych obietnic, ale też nie rozchybotał Polski przez cztery lata rządów. Poza tym ta partia ma dość interesujący program i daje nadzieję, że podejmie się wprowadzania reform w tej kadencji. Natomiast wybór Jarosława Kaczyńskiego skazywałby nas na dużą niepewność. Przecież prezes PiS nawet nie pokazał wyraźnie ekipy, z którą chciałby objąć rządy i realizować swój program.

Donald Tusk ekipy wyraźnie też nie pokazał. Przed wyborami zapowiedział, że w rządzie zostanie pięciu ministrów - ale nie wymienił nazwisk nowych szefów resortów.
Polacy oceniają program partii poprzez twarze osób, które mają go realizować. Można zarzucać Tuskowi, że niezbyt szczegółowo opowiadał o swoich planach, ale mimo wszystko wiadomo było, czego się po nim spodziewać.

Wiadomo było? Przecież dopiero wczoraj ogłosił kluczową decyzję, że marszałkiem Sejmu będzie Ewa Kopacz, nie Grzegorz Schetyna. Przed wyborami nikt się tego nie spodziewał.
Ale i Kopacz, i Schetyna są członkami Platformy i mniej więcej wiadomo, czego się po nich spodziewać. Ta zamiana nie jest więc wielkim zaskoczeniem, tym bardziej że Tusk zapowiadał wcześniej zmiany w rządzie. 9 października Polacy wiedzieli więc, jakiej ekipy rządzącej można się po PO spodziewać. Tymczasem w przypadku Jarosława Kaczyńskiego takiej wiedzy nie mieli. Poza jednym przypadkiem, kiedy pokazał on zespół ekspertów, nigdy właściwie nie mówił, z kim zamierzałby współpracować, gdyby tworzył rząd. Udało mu się zdobyć poparcie, wyciszając w czasie kampanii kwestię smoleńską, ale to nie wystarczyło do zwycięstwa. Dlatego uważam, że mieliśmy do czynienia z wyborem między większą i mniejszą przewidywalnością. I Polacy zdecydowali się na stabilność.

Wybraliśmy małą stabilizację? Czy może zwycięstwo PO to wskazanie wyraźnie kierunku, w jakim ma się rozwijać Polska?
Nie patrzę na walkę PO i PiS jako na starcie partii prezentujących odmienne wizje kraju. Oba ugrupowania różnią się od siebie w niektórych punktach, ale te różnice nie są fundamentalne - a przynajmniej nie tak głębokie, jak media chciałyby je widzieć. Dlatego właśnie bronię swojej tezy, że w dniu wyborów dokonywaliśmy wyboru między ekipą dającą większe i mniejsze poczucie stabilizacji.

Czytaj także:
* Irena Borowik: Ruch Janusza Palikota wyhodował nie Kościół, tylko ojciec Rydzyk
* Prof. Czapiński: Palikot w najbliższych latach może "wchłonąć" Tuska. To zmiana kulturowa
* Palikot chce Sejmu bez krzyża. Hofman: To nie jest główny problem

Jak trwała jest stabilizacja, którą daje Platforma?
Wszystko zależy od sytuacji poza granicami Polski. Jeśli rzeczywiście uderzy druga fala kryzysu, to oczekiwanie, że uda nam się zachować małą stabilizację, nie jest celem minimalistycznym. Co innego, jeśli kryzys jednak nie uderzy - wtedy mała stabilizacja może nie wystarczać, by zadowolić Polaków. Także deklarowanie małej stabilizacji jako celu może okazać się mało bezpieczne dla nowego rządu.

Wyborcze zwycięstwo Platformy to w dużej mierze osobisty sukces Tuska. On już zapowiedział, że będzie premierem najwyżej do 2015 r. Czy ta partia może istnieć bez niego? Czy dalej będzie dawała poczucie stabilizacji?
Dziś Platforma to w dużej mierze Donald Tusk. Polska polityka ma tendencję do wypierania indywidualności, partie utożsamia się z ich liderami. Także wynik osiągnięty przez PO to największa zasługa jej przewodniczącego. Ale wcale to nie znaczy, że w perspektywie kilku lat nie pojawią się tam jakieś osobowości, które byłyby w stanie go zastąpić.

Ale czy dalej będzie zapotrzebowanie na tego typu partię? PO przedstawia się jako "nowe centrum" - tyle że centrowe ugrupowania nigdy w Polsce nie zdobywały masowego poparcia.
Kiedyś robiłem analizę partii, które znajdują się w centrum - i właściwie trudno było znaleźć ugrupowanie, które nie chciało tam być. Politycy aspirują do takiego określenia, gdyż centrum wydaje się obliczalne, umiarkowanego - a politycy wiedzą, że Polacy nie są zwolennikami radykalnych postaw. Poza tym określenie się jako partia centrowa nie oznacza usytuowania się w połowie drogi między lewicą i prawicą, lecz jako próbę wyjścia ponad ten podział.

Tusk twierdzi, że PO to partia zdolna pomieścić ludzi od Gowina do Arłukowicza.
Tak zróżnicowany worek ideowy najłatwiej nazwać centrum. To określenie ma budzić pozytywne skojarzenia.

Ale to tylko etykietka, a PO to de facto partia Tuska. Gdy jego zabraknie, to Platforma straci swą pozycję.
Tak, nie można wykluczyć, że gdy Tuska nie będzie, PO czekają ciężkie czasy. Może zabraknąć osoby umiejącej łagodzić wewnętrzne tarcia. Bardzo wyraźnie teraz widać, jak one są silne wewnątrz tej partii. Ona jest większa, niż się spodziewałem. Mimo wszystko spodziewałem się, że miodowy miesiąc po wyborach potrwa choć tydzień. Tymczasem walka pomiędzy frakcjami zaczęła się właściwie w poniedziałek.

Do czego ta wojna doprowadzi?
Z tą chorobą zmaga się większość partii, które są tak bardzo rozciągnięte. W przypadku PO zakładam jednak, że Tusk w końcu zacznie współpracować ze Schetyną. Oni siebie nawzajem potrzebują - chyba nawet bardziej, niż sobie z tego zdają sprawę.

Rozumiem, że nie spodziewa się Pan, żeby ten konflikt między Schetyną i Tuskiem, który teraz obserwujemy, mógł przerodzić się w erozję partii?
PO ma komfort, bowiem główny konkurent, PiS, jest mocno osłabiony. Wzmocnił się natomiast konkurent po lewej stronie. To będzie wymagało nowego zdefiniowania się PO. Ale też siły odśrodkowe w tej partii mogą rozłożyć się w sposób nieprzewidywalny. Nie jestem w stanie przewidzieć, czy ta partia zdoła dotrwać do następnych wyborów w takim kształcie - zwłaszcza gdy zabraknie silnej konkurencji w postaci innych ugrupowań.

Czytaj także:
* Irena Borowik: Ruch Janusza Palikota wyhodował nie Kościół, tylko ojciec Rydzyk
* Prof. Czapiński: Palikot w najbliższych latach może "wchłonąć" Tuska. To zmiana kulturowa
* Palikot chce Sejmu bez krzyża. Hofman: To nie jest główny problem

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wojtek

bo ona gwarantuje stabilizacje i spokoj a nie wojenke i pohukiwanie na wroga.

m
maRta

W tym miejscu współczuję wszystkim studentom, że mają aż tak „wyśmienitego” wykładowcę. Który będzie w różnym czasie mówił zawsze to samo, czyli akurat w zależności od aktualnego kierunku wiatrów. Jestem szczęśliwa w tym, że wyrosłam w otoczeniu nie takiego ojca, dziadka, wujków, wykładowców. Brr!

s
solar

Najbardziej mnie denerwuje jak publicyści komentują ataki PiS-owców na platformę. Zawsze piszą, że obie partie się atakują, kiedy ja widzę tylko ataki PiS i często iemrawą obronę PO. Na pewno strategia PiS nie jest przypadkowa. Oni o tym wiedzą i przewidują jakie będą komentarze.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Andrzej Rychard: Nie patrzę na walkę PO i PiS jako na starcie odmiennych wizji Polski

R
Rudo

Jesli ten Pan pracuje na uniwersytecie to natchmiast nalzalo by zakonczyc finansownie tej placowki.
Poziom argumentacji spawacza po 2h z TVN24. Z calym szacunkiem dla Spawaczy.

Dodaj ogłoszenie