Andrzej Godlewski: Spokojnie, to nie jest katastrofa

Szef działu opinie
Kilkaset tysięcy Irlandczyków zdecydowało, że traktat lizboński nie wejdzie w życie. Czy w ten sposób zaszkodzą prawie 500 milionom Europejczyków? Czy doprowadzą Unię Europejską do katastrofy?

To ostatnie z pewnością ucieszyłoby eurosceptyków. Jednak o ile to pierwsze jest możliwe, to to drugie z pewnością nie nastąpi.

W przeszłości UE przeżywała podobne kłopoty. W 1992 r. Duńczycy odrzucili traktat z Maastricht. Siedem lat temu Irlandczycy to samo zrobili z traktatem nicejskim. W odpowiedzi państwa członkowskie UE zaproponowały klauzule, które uwzględniały obawy tych narodów. W ponownych referendach jeden i drugi traktat już przeszły. Taki scenariusz mógłby zostać zrealizowany i teraz.

Irlandczycy musieliby jednak uzyskać dodatkowe zapewnienia, że Unia nie narzuci im wyższych podatków czy aborcji na życzenie.

W drugim referendum, np. za rok, zgodziliby się pewnie na ten traktat. Nie wiadomo jednak, czy przywódcy UE jeszcze raz będą chcieli serwować stary produkt. Traktat lizboński to przecież tylko
inaczej opakowana tzw. europejska konstytucja, której w 2005 r. nie chcieli Francuzi i Holendrzy.

Odgrzewanie tego kotleta po raz kolejny może być ryzykowne. Skoro nie uda się uratować całego dania, prawdopodobnie ocaleją więc tylko niektóre zapisy z Lizbony - te, które pozwolą Unii sprawniej funkcjonować.

Wątpliwe jest, by sprawdził się scenariusz, który w rozmowie z "Polską" rysuje niemiecki polityk Elmar Brok. Jego zdaniem realny jest podział UE na kraje, które będą ściślej się integrować i resztę. Ale przecież traktat ratyfikowało już 18 krajów i zrobią to kolejne. Mamy wykluczyć tylko Irlandczyków? To niemożliwe.

Nie wiem tylko, z czego cieszą się niektórzy polscy politycy. "Ocaleje korzystny dla nas system głosowania" - mówią. Owszem, Polska pozostanie względnie silniejsza, ale równocześnie Unia będzie słabsza. Co z tego, że polski głos będzie prawie tak samo mocny jak niemiecki, skoro wspólna polityka zagraniczna Unii pozostanie iluzją, a kwestie bezpieczeństwa energetycznego nadal będą rozstrzygane w centrali Gazpromu, a nie w Brukseli?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie