Andrzej Duda. Żelazny elektorat nie wystarczy, aby wygrać [ANALIZA]

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Fot. Tomasz Hołod / Polska Press
Wybory prezydenckie są inne niż te parlamentarne, w nich poparcie swojego żelaznego elektoratu nie wystarczy, aby wprowadzić się do Pałacu Prezydenckiego. Dlaczego Andrzej Duda musi powalczyć o tych, którzy głosowali na jego konkurentów, albo w ogóle nie poszli do wyborów. Póki co tego jednak nie robi.

Przed nami ostatni tydzień kampanii - Andrzej Duda, przynajmniej na razie, wydaje się faworytem wyborów prezydenckich. W I turze zdobył o 13 punktów proc. więcej niż drugi - Rafał Trzaskowski i o 240 tys. więcej niż Prawo i Sprawiedliwość w wyborach parlamentarnych, ale to i tak za mało, aby wygrać w II turze. Musi zdobyć wyborców, którzy 12 lipca głosowali na konkurentów albo w ogóle nie poszli do urn. Jak tego dokonać?

Czytaj także

- Są trzy rzeczy, które prezydent Andrzej Duda musi zrobić: po pierwsze - zmusić swój sztab wyborczy, aby zaktywizował te regiony, w których Prawo i Sprawiedliwość ma większe wpływy, a w których frekwencja podczas I tury była mniejsza niż średnia krajowa - uważa prof. Kazimierz Kik, politolog. I tłumaczy, że w woj. mazowieckim frekwencja podczas I tury wynosiła 68 procent, w woj. świętokrzyskim, w których Prawo i Sprawiedliwość ma bardzo wielu zwolenników - 58 procent, czyli o 10 punktów procentowych mniej. Także w woj. podkarpackim, które uważane jest za bastion PiS-u, frekwencja podczas I tury wyborów była niższa, niż można się było spodziewać.

- Druga sprawa to poszerzenie spektrum oddziaływania społecznego. Nie można się zamykać wokół swojego żelaznego elektoratu, bo jego głosy nie dadzą Andrzejowi Dudzie zwycięstwa. Polaryzacja jest skuteczna podczas wyborów parlamentarnych, ale nie prezydenckich. Dlatego należy unikać postulatów raniących mniejszości - uważa prof. Kazimierz Kik.

Czytaj także

I dlatego, jego zdaniem, zapowiedź prezydenta Dudy, że w poniedziałek podpisze odpowiedni dokument wraz z prezydenckim projektem zmian w konstytucji zakładających zapis, że wykluczone jest przysposobienie lub adopcja dziecka przez osobę pozostającą w związku jednopłciowym, jest błędem.

- To zniechęci do niego część elektoratu lewicy i elektoratu Szymona Hołowni - mówi prof. Kazimierz Kik.

O podobnym czynniku decydującym o zwycięstwie w wyborach mówił mi ostatnio dr Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. „Trzeba pamiętać, że jednym z elementów tej kampanii jest marsz na dwóch nogach. Jedną nogą są wyborcy umiarkowani, a drugą nogą są wyborcy zdecydowani i ci, którzy głosują przede wszystkim przeciwko drugiej stronie. Bez wątpienia o wygranej w wyborach zadecyduje umiejętność poruszania się na tych dwóch nogach, o których przed chwilą mówiłem. Na razie niespecjalnie widać, aby Andrzej Duda podejmował takie działania, aby chciał na nich iść - to jest jego najważniejszy problem. Duda stawia dzisiaj raczej na podgrzanie konfliktu. Samo przekonanie, że jest się po stronie większości, co widać po ostatnich wyborach, nie działa. PiS nie ma poparcia 50 procent społeczeństwa” - tłumaczył.

Czytaj także

Kolejny element mogący zadecydować o tym, kto wygra wybory prezydenckie, jest powiązany z czynnikiem drugim, chodzi bowiem o język, jakim posługuje się Andrzej Duda, w ogóle każdy z kandydatów, który staje do II tury wyborów..

- Andrzej Duda powinien zrezygnować z jęz. bojowego, bo to na pewno nie pomaga w zjednaniu sobie wyborców drugiej strony czy tych niezdecydowanych - uważa prof. Kik.

Rzeczywiście, podczas spotkania w wyborcami urzędujący prezydent nie przebiera w słowach, często mówi podniesionym głosem, pokrzykuje. Ostatnio dostało się „warszawce.”

„Chcę, żeby ta polityka była kontynuowana - polityka odważnych inwestycji i dbania o człowieka, a nie polityka dziadostwa i dbania tylko o elitę, nie polityka napychania kieszeni warszawskiemu salonowi, tak zwanej warszawce, czyli grupie najbogatszych ludzi, prominentnych, którzy się bogacili bardzo często kosztem reszty społeczeństwa” - mówił prezydent Duda podczas czwartkowego spotkania z wyborcami w Łobzie. Nowy przekaz prezydenta był szeroko komentowany w mediach. Andrzej Duda o swoje słowa o „warszawce” został zapytany jeszcze tego samego dnia w wieczornym wywiadzie dla Polsat News.

Czytaj także

„Kiedy mówię o salonie „warszawki”, mam na myśli, że jest taka grupka różnego rodzaju celebrytów z różnych środowisk, którzy właśnie tę elitę salonu „warszawki” stanowią. Myślę, że w ten sposób patrzą na to Polacy i dlatego właśnie użyłem takiego sformułowania, tzw. „warszawki”. W Warszawie i w wielkich miastach każdy wie, co to znaczy” - przekonywał prezydent w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim.

„Andrzej Duda ma tendencje do takich ataków, uderza w „sędziów-postkomunistów”, uderza w Unię Europejską, jako w „wyimaginowaną wspólnotę” - co jakiś czas, w jakimś miejscu: w Leżajsku czy w Brzegu, w pierwszym miejscu z brzegu, w obliczu słuchaczy, którzy go kochają, próbuje odpowiedzieć na ich oczekiwania. Kiedy spotyka się na wiecu z zadeklarowanymi aktywistami, to chce powiedzieć to, co ci chcą usłyszeć. Tyle tylko, że nie tylko oni tego słuchają, te słowa przebijają się w mediach, odbijają się szerokim echem i przysparzają Andrzejowi Dudzie więcej kłopotów niż pożytku. To ewidentnie jeden z problemów urzędującego prezydenta” - mówi mi ostatnio dr Jarosław Flis.

Majątki Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego. Sprawdź zarob...

Eksperci zgodnie wskazują na fakt, że o wygranej w wyborach mogłaby zadecydować debata, w której doszłoby do bezpośredniego „starcia” Rafała Trzaskowskiego i Andrzeja Dudy. Urzędujący prezydent odmówił jednak debaty organizowanej przez TVN, TVN24, Onet oraz WP, zapraszał za to Rafała Trzaskowskiego do telewizji publicznej, ale ten „podziękował”, jak tłumaczył, nie chce brać udziału w kolejnej „ustawce”, bo tak niemal wszyscy kandydaci w wyborach prezydenckich określili debatę, która przez I turą odbyła się w TVP. „Zwykle jest tak, że urzędującemu prezydentowi na takich debatach nie zależy, on może na nich tylko stracić, natomiast jego kontrkandydatowi bardzo zależy, żeby się móc pokazać - to jest normalne. Duda, kiedy nie był prezydentem, parł do debaty, a teraz stawia rozmaite warunki, na przykład, że do debaty powinno dojść w telewizji publicznej, a nie u innego nadawcy. Będzie robił wszystko, żeby do takiego bezpośredniego starcia nie doszło” - mówił mi ostatnio były premier Leszek Miller.

Wszystko wskazuje więc na to, że do debaty nie dojdzie. Co zatem zadecyduje o ostatecznym wyniku wyborów? Zdaniem politologa prof. Antoniego Dudka, na pewno dwie emocje. W przypadku Dudy - strach zwolenników PiS-u przed działaniami Trzaskowskiego, który będzie rzekomo odbierał wszystkie programy socjalne, natomiast w przypadku Trzaskowskiego, zadziała mechanizm mitycznej „ostatniej szansy” przeciwstawienia się PiS-owi. To jeden poziom. Drugi poziom to osobisty wizerunek obu kandydatów i kwestia ich tak zwanych elektoratów negatywnych. Trzeba też pamiętać, że sporo wyborców decyduje, na kogo oddać swój głos, w ostatniej chwili. Na co dzień w ogóle nie interesują się polityką, nie byli na I turze wyborów, ale idą na przysłowiowy mecz finałowy. I dla nich ważne będzie wszystko to, co zobaczą w ostatnim tygodniu kampanii, dlatego jest on tak ważny dla obu kandydatów.

Litwa, Łotwa i Estonia przywraca obostrzenia

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie