reklama

Andrzej Biernat: Pieniędzy na sport za bardzo nie przybędzie, ale możemy je dużo lepiej wydać

Robert MałolepszyZaktualizowano 
Minister Andrzej Biernat nie tylko zarządza sportem, ale również sam z ochotą gra w piłkę nożną...
Minister Andrzej Biernat nie tylko zarządza sportem, ale również sam z ochotą gra w piłkę nożną... Sylwia Dąbrowa/Polskapresse
Był nauczycielem WF, dyrektorem ośrodka sportu i rekreacji, prezesem klubu. Od miesiąca Andrzej Biernat kieruje Ministerstwem Sportu. Co zamierza zmienić, a co zostawić z dorobku ministry Muchy?

Za co ministra Mucha straciła posadę?
To pytanie proszę skierować do premiera Tuska.

Ale ja rozumiem, że premier przed powołaniem Pana na stanowisko rozmawiał z Panem o tym, co mu się w ministerstwie nie podobało, jakie były powody odwołania Joanny Muchy?
To jest ocena premiera. Ja dostałem propozycję objęcia teki i ją przyjąłem. Byłem nią zaskoczony.

Bardzo musiał Pan bronić Ministerstwa Sportu przed likwidacją?
Nie było w ogóle takiego pomysłu.

A jednak pojawiły się przecieki, zapewne z koalicyjnego PSL, że ludowcy chcą likwidacji resortu...
Jeszcze raz powtórzę, nie było takiego pomysłu.

A gdyby jednak się pojawił, to jakby Pan bronił istnienia Ministerstwa Sportu?
W ostatnich sześciu latach państwo zainwestowało gigantyczne pieniądze w budowę nowej infrastruktury sportowej, która teraz jest w zarządzie ministerstwa. Przekazywanie tego majątku w ręce innego resortu byłoby kłopotliwe i niecelowe. Tym bardziej kiedy zdecydowaliśmy się ubiegać o zimowe igrzyska olimpijskie i mamy do zrealizowania kilka kolejnych wielkich imprez, jakie odbędą się w najbliższych latach w naszym kraju - mistrzostw świata w siatkówce i w pięcioboju, mistrzostw Europy w piłce ręcznej. Mamy najnowocześniejszą infrastrukturę sportową w Europie. Teraz te obiekty musimy ubrać w odpowiedniej rangi wydarzenia. Oczywiście, równie ważny jest sport powszechny.

Co Pan bierze w ciemno po ministrze Joannie Musze, a co na pewno zmieni?
Z pewnością będziemy kontynuować programy, które zostały przygotowane, a które mają na celu rozwój sportu powszechnego, czyli "Mały mistrz", "Umiem pływać" i "Multisport".

Polska ma już jedną nowoczesną bazę sportową, być może najlepszą w Europie. Teraz trzeba te obiekty wypełnić wielkim sportem

O co w nich chodzi?
To są programy przeznaczone dla uczniów szkół podstawowych. W ich ramach przeznaczymy duże środki na dodatkowe zajęcia pozalekcyjne. W finansowaniu programu w takiej samej wielkości uczestniczą marszałkowie województw oraz samorządy, które mogą wnieść jako udział własny darmową bazę. "Mały mistrz" przeznaczony jest dla najmłodszych klas - 1-3, "Multisport" dla klas 4-6, a "Umiem pływać" to program skierowany do uczniów klas trzecich.

To ile będzie na to pieniędzy?
Ze strony ministerstwa 25 mln. Marszałkowie dołożą drugie 25, samorządy taką samą kwotę lub wkład rzeczowy w postaci obiektów. Kolejnym etapem będą programy dla starszych dzieci i młodzieży, czyli dla gimnazjów i liceów - bo według raportów tu mamy najwięcej osób bez aktywności ruchowej. To jeden z moich celów.

A inne?
Rozbudowanie podstawy - sportu powszechnego, jako zalążka, z którego wyrosną potem wielcy mistrzowie i medale olimpijskie. Temu mają służyć m.in. wspomniane już programy. Druga sprawa, także w ramach sportu powszechnego, to prawdziwy program identyfikacji i wyławiania talentów sportowych. To narzędzie właściwie jest już gotowe. Jeszcze się nim nie chwalimy, ale niebawem rozpoczniemy jego wdrażanie.
Na czym ma polegać?
To będzie taki dziesięciopunktowy test, który sprawdzi, czy młody człowiek ma predyspozycje do uprawiania sportu, a jeśli ma, to pomoże wskazać do jakiego.

Gdzie te testy miałyby się odbywać, na jakim poziomie. W szkole, w klubie sportowym?
Analiza wyników odbywałaby się w COMS i Instytucie Sportu. Być może połączymy te dwie instytucje w jeden nowoczesny organizm, który będzie zajmował się naukowym podejściem do sportu.

To już najwyższy wyczyn, przecież nie trafią tam wyniki testów uczniów wszystkich szkół?
W szkole ciągle odbywają się rozmaite testy. Tylko dziś one są już przestarzałe, rachityczne. Nauczycielom potrzeba nowoczesnego narzędzia i my je im damy. Nauczyciel przeprowadzi test, w całej Polsce identyczny. Powiedzmy, że będzie można uzyskać 100 pkt. Jeżeli dziecko osiągnie 90, powinno być przekierowane do klubu.

Który wciąż mieści się w zapuszczonej sali albo na zdewastowanym małym stadioniku ze śmierdzącymi szatniami. Albo do klubu, który jeśli nawet korzysta z tych nowych, wybudowanych przy szkołach przez gminę sal gimnastycznych, to trener wciąż dostaje w nim 400-500 zł miesięcznie, co oznacza, że nie ma czasu na porządne zajęcie się swoimi zawodnikami, bo musi dorabiać jeszcze w pięciu innych miejscach.
Ale my już w 2012 r. rozpoczęliśmy program wzmacniania bazy sportowej także dla klubów. W tym roku i następnych będziemy go kontynuować. Remontujemy stare hale, boiska, strzelnice, które przez lata były zapomniane, popadały w ruinę, a teraz mają szansę wrócić do czasów świetności.

Ile ma Pan pieniędzy na cały sport w 2014 r.?
873 mln zł, tj. ok. 3 proc. więcej niż w mijającym roku. Z tego 276 mln pochodzić będzie z budżetu państwa, 584 z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej, reszta z Funduszu Przeciwalkoholowego, który w administracji nazywa się tzw. "korkowym". Najwięcej jak zwykle wydamy na inwestycje, drugi jest sport powszechny, potem wyczynowy i na końcu turystyka, na którą mamy kilkadziesiąt milionów.

Ile z tego pójdzie na przygotowania sportowców do największych imprez, bo to zapewne najbardziej interesuje prezesów związków sportowych?
Ponad 100 mln zł. Prezesi będą mogli sami sobie wyliczyć, ile dostaną ich związki. Przygotowaliśmy bardzo sprawiedliwe naszym zdaniem narzędzie. Trzeba wypełnić liczbami specjalny algorytm, który uwzględnia liczbę zawodników uprawiających daną dyscyplinę, wyniki sportowe z poprzedniego roku, liczebność kadr i kilka innych czynników. Bazę stanowi 60 proc. budżetu z roku poprzedniego. Od tego zaczyna się obliczanie kwoty na rok następny.

Czyli pieniędzy w sporcie nie przybywa. Tak jak pańska poprzedniczka uważa Pan, że pieniądze są, tylko trzeba je efektywniej wydać?
Pieniędzy zawsze brakuje każdemu ministrowi. Prawdą jest, że można je w sporcie wydawać dużo bardziej efektywnie.

Na przykład?
Do tej pory ministerstwo podpisywało po kilka tysięcy małych umów na dofinansowanie sportu powszechnego. Czasem na kilka tysięcy złotych. To nie miało nic wspólnego z usystematyzowanym programem. Zmieniamy podejście do dzielenia tych pieniędzy. Chcemy wydawać je w sposób systemowy, a nie przypadkowy. Naszym zadaniem i celem jest, by powstawało jak najwięcej takich programów jak "Lotos Cup", który pociągnął skoki.

Ale to jest program finansowany z pieniędzy sponsorskich...
I bardzo dobrze. Podałem to jako przykład udanej inicjatywy. My stworzyliśmy w zeszłym roku program Siatkarskich Ośrodków Sportowych. Teraz kończymy projekt dedykowany koszykówce. Tworzymy SMOKI - Szkolne Młodzieżowe Ośrodki Koszykarskie. W następnej kolejności ruszymy z takim programem dedykowanym lekkoatletyce. Czekamy na ręczną, czekamy na inne sporty zespołowe, choćby rugby.
Budujemy hale, baseny, wielkie stadiony piłkarskie, orliki. Ale ciągle nie widzę pomysłu na prawdziwą masowość, na to, by wróciły czasy, gdy każde dziecko coś uprawiało. Ma Pan na to pomysł?
Sądzę, że dojrzewamy do zmiany filozofii lokowania pieniędzy w sporcie. Z każdym rokiem będą rosły środki na programy miękkie, a zmniejszały się na budowę infrastruktury, coraz więcej pieniędzy będziemy przeznaczać na programy, które mają zagospodarować te obiekty.

Ale to wciąż tylko słowa. Sam Pan powiedział, że najwięcej pieniędzy z tych prawie 800 mln pójdzie w 2014 r. na budowę infrastruktury.
Trudno z dnia na dzień zatrzymać niektóre programy i procesy inwestycyjne, które były uruchamiane w ostatnich latach, ale ten proces się zaczął. Na kolejne lata nie planujemy aż tylu inwestycji.

To kiedy trenerzy poczują te pieniądze. Kiedy nie będą musieli zbierać od dzieci za zajęcia po kilkaset złotych miesięcznie, kiedy rodzice nie będą musieli płacić za wyjazd dziecka na obóz?
Na pewno jestem przeciwny temu, by wrócić do modelu z czasów komunizmu, gdzie wszystko było za darmo. To jest deprawujący model. Gdy rodzic płaci, to pilnuje dziecka, wymaga od trenera, wszyscy szanują to, co robią. Chciałbym, aby model partycypacji rodziców w kosztach utrzymania sekcji, trenera, pozostał. Pytanie na jakim poziomie. Jeżeli uda nam się w obszarze tego miliarda, jaki będzie krążył w sporcie, przekierować 60 proc. na sport powszechny, to będzie zauważalny efekt. Wtedy poczują to też animatorzy i trenerzy.

Mówi Pan, że ministerstwo jest potrzebne choćby po to, by obsłużyć wielkie imprezy, jakie w Polsce będą wkrótce rozgrywane . A z drugiej strony nie chcecie pomóc PZPS-owi, który prosi o finansowe wsparcie mistrzostw świata w siatkówce, które jesienią odbędą się w Polsce.
A gdzie byli działacze PZPS, gdy podpisywali pierwszą, wstępną umowę z ministerstwem? Dlaczego wtedy zadeklarowali, że poradzą sobie bez pomocy państwa?

Czyli nie pomożecie PZPS-owi?
Czekamy na rzetelny budżet i realne oszacowanie potrzeb.

Prezes Przedpełski mówił o 16 mln zł.
O takiej kwocie nie ma mowy. Nawet gdybyśmy chcieli, to nie mamy takich wolnych środków w budżecie. Moim zdaniem PZPS sam trochę przekombinował. Stworzyli spółkę z prywatną telewizją. Teraz ponoć chcą ją likwidować. Do dziś żadna mistrzowska impreza w Polsce nie została dofinansowana kwotą wyższą niż milion złotych.

Siatkarze nie mogą liczyć na więcej?
Poczekam na oficjalne pismo. D tej pory mamy tylko medialne spekulacje po jednej wypowiedzi prezesa Przedpełskiego w sejmie. A poza tym polski budżet wspiera tę imprezę - Polska Organizacja Turystyczna przeznaczy znaczne środki na promocję mistrzostw poza granicami naszego kraju.

I nie przekonuje Pana argument, że na Euro 2012 poszły miliardy, a siatkówka to sport numer dwa w Polsce i mamy szansę zorganizować naprawdę wielki turniej, który porwie cały naród...
Po pierwsze na organizację Euro nie wydaliśmy jako ministerstwo ani grosza.

Proszę?
Dokładnie tak. Polska z budżetu pokrywała wydatki infrastrukturalne, koszty zabezpieczenia imprez masowych, ale na samą organizację mistrzostw z budżetu państwa nie przeznaczono złotówki. A hale, w których odbędą się mistrzostwa siatkarskie, powstają ze środków publicznych.

Ale państwo finansowało spółkę PL 2012...
Ale ona funkcjonowała w obszarze monitoringu inwestycji i ich rozliczenia.
Nie warto zainwestować w siatkarski mundial?
Nikt nie mówi, że nie warto. Tylko ciągle pytam, dlaczego dowiadujemy się, że państwo ma dokładać, dopiero teraz, na ostatniej prostej do wydarzenia, które sami organizatorzy określają mianem komercyjnego.

No to warto czy nie warto?
Samorządy dały spółce 37 mln zł. Organizacja mistrzostw będzie kosztowała 64 mln. Jeszcze raz chcę podkreślić, że my się nie odżegnujemy od pomocy. Ale na pewno nie na taką skalę.

Już Pan sobie dobrał współpracowników?
Wystarczy wykorzystać tych, którzy kiedyś pracowali już w sporcie.

Co to oznacza?
Proszę trochę poczekać. Kompletuję zespół doradców, z którymi zamierzam współpracować, ale na ogłoszenie nazwisk jest za wcześnie. Sprawy formalne są w toku.

Igrzyska olimpijskie w Krakowie nie wydają się Panu zupełną fantasmagorią?
Jak usłyszałem o pomyśle organizacji w Krakowie igrzysk w 2022 r., rzeczywiście tak pomyślałem. Każda tego typu inicjatywa ma zawsze silny wymiar promocyjny...

Promocyjny dla rządu. Euro nam się udało. Naród skupił się wokół tej idei, to znów rzućmy coś w tym stylu. Jednym słowem klasyczny temat zastępczy...
Wbrew temu, co Pan mówi, pomysł wcale nie powstał na forum rządu. On przyszedł z Krakowa, to jest lokalna inicjatywa. Ministerstwo Sportu ani nikt inny z rządu nie miał z jej powstaniem do czynienia.

I naprawdę wierzy Pan, że Kraków 2022 to coś realnego, a nie wydmuszka?
Gdy przyjrzałem się bliżej pomysłowi, plus ewentualnym rywalom, to uznałem, że mamy pewne szanse. Moim zdaniem liczymy się tylko my i Ałma-Ata. Patrząc na rozkład geograficzny igrzysk, to te w 2022 r. powinny się odbyć w naszej części świata. To dlaczego mamy rezygnować ze składania wniosku?

Bo ta impreza może nas kosztować 25 mld euro - to pierwsze, bardzo ostrożne szacunki...
Ja już słyszałem kwotę nawet 90 mld. Inne szacunki mówią o 12-15 mld euro. Bez względu na to, jakie naprawdę są te kwoty, nie musimy znaleźć ich w rok. Cześć inwestycji już się toczy, jak choćby budowa Zakopianki, którą i tak musimy dokończyć. Część alpejska odbędzie się po stronie słowackiej, a więc znów nie mamy kosztów budowy Infrastruktury z tym związanej. Budowa wielkiej hali w Krakowie również już się kończy. Będzie można w niej rozegrać choćby zawody hokejowe, bo zainstalowanie tam lodowiska nie będzie żadnym problemem. Z tych 25 mld tak naprawdę na nowe inwestycje potrzebne by było 15-18 mld euro. Rozłożone na osiem lat, co daje około 2 mld rocznie.

Zawsze jak się mówi o przygotowaniach do igrzysk olimpijskich, to one są dwa razy droższe niż założenia.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie zamierza organizować bizantyjskich igrzysk jak te w Soczi. Nie mamy ani takich pieniędzy, ani tym bardziej takich potrzeb.

Nie wierzę, że Pan wierzy w to, co mówi...
Przed Euro też było wiele opinii, że nie damy rady organizacyjnie, że to bezsensowna inicjatywa. Czy dziś jest ktoś, kto powie, że turniej był nam niepotrzebny, że nie zyskaliśmy na nim jako państwo? Igrzyska mogłyby się okazać porównywalnym sukcesem.
A propos Euro, wiemy już tak naprawdę, jakie realne korzyści odniosła Polska na tym turnieju, czy powstało lub powstaje rzetelne podsumowanie zysków i strat?
Taki raport będzie możliwy dopiero po pięciu, sześciu latach. Wtedy będziemy mogli mówić o prawdziwym efekcie Euro 2012. Na dziś wiemy, że w 2012 r. przyjechało do Polski blisko milion turystów więcej niż rok wcześniej. W 2013 ta liczba w stosunku do 2012 r. jeszcze wzrosła. To się przekłada na realne zyski sektora turystycznego i całej gospodarki. Ja bym to nazwał pierwszym efektem Euro.

Konia z rzędem temu, kto będzie miał pomysł na polską piłkę.My chcemy pomóc programem "Nasz orlik"

Ma Pan pomysł na polską piłkę?
Konia z rzędem temu, kto ma pomysł na polską piłkę.

Niedawno na naszych łamach trener Bogusław Kaczmarek powiedział, że jak rząd się nie zaangażuje, jak nie powstanie jakiś narodowy program szkolenia, rozwoju, upowszechniania piłki, to my nigdy nie dogonimy już świata.
Zbudowaliśmy 2600 orlików. Na tych boiskach już mamy do czynienia z masowym uprawianiem piłki nożnej.

Ale tak samo jak z bieganiem czy jazdą na rowerze. To jest masowość czy zalążek masowości, ale wśród 30-40-latków. Z nich sportowców już nie będzie. Co najwyżej, co jest oczywiście wielką sprawą, będzie mniej zawałów.
Ruszamy z programem "Nasz orlik". To program dla animatorów orlików. Pierwsze szkolenia już za nami. Mamy już 300 absolwentów tych szkoleń.

Na czym ten program polega?
Pojawił się taki stereotyp, że animator orlika to człowiek, który otwiera obiekt, rzuca piłkę i dalej nic go nie obchodzi poza porządkiem na terenie. Chcemy, by był prawdziwym, środowiskowym liderem. By potrafił namówić dzieciaki do wzięcia udziału w zajęciach, by potrafił je nimi zainteresować. Żeby nie tylko potrafił pokazać elementy techniki, przeprowadził zawody, ale też potrafił zdobyć na nie dodatkowe środki.

Wciąż Pan uważa, że sztuczne naśnieżanie Kasprowego Wierchu to dobry pomysł i by go zrealizować, warto pokusić się tam o budowę zbiornika na wodę, którą następnie będzie można wykorzystać do produkcji śniegu?
Zacznijmy od tego, że ja nic takiego nie powiedziałem.

A co Pan powiedział?
Powiedziałem tylko, że posłowie pracują nad zmianami w różnego rodzaju ustawach, które mają ułatwić inwestowanie w infrastrukturę turystyczną i narciarską w górach, w tym na Kasprowym również. Powiedziałem, że odwiecznym problemem jest tam naśnieżanie, że to miejsce, gdzie można jeździć ledwie parę tygodni w roku. Potem ktoś mnie zapytał chyba o ten zbiornik, odpowiedziałem, że słyszałem o takim pomyśle, ale ani razu nie mówiłem, że to mój pomysł, że chcę tej budowy i zamierzam ją forsować. A coś takiego przeczytałem potem w gazetach.

Ale jest Pan za budową takiego zbiornika, jest Pan za sztucznym naśnieżaniem Kasprowego, przebudową kolejki w Kotle Goryczkowym?
W Kotle Goryczkowym wyciąg krzesełkowy to zabytek. To nie mój teren, nie mam tam mocy sprawczej. Ale jako narciarz na pewno chciałbym większego komfortu jazdy w tamtym terenie.

No to zimowy temat zakończymy. Ile medali zdobędziemy w Soczi?
Mam nadzieję, że powtórzymy wynik z Vancouver.

***

Od nauczyciela do ministra

Andrzej Biernat ma 53 lata. Obecnie trwa jego trzecia kadencja jako posła. Ostatnio był wiceszefem klubu parlamentarnego PO i wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki. Ukończył studia na Wydziale Pedagogiki Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie, a następnie podyplomowe na AWF w Poznaniu w zakresie organizacji i zarządzania sportem.

Pracował jako nauczyciel w Konstantynowie Łódzkim. Był też dyrektorem Centrum Sportu i Rekreacji w tym mieście.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie