Amber Gold, czyli lep na muchy

Paweł Zarzeczny
Zewsząd słychać, że firma ze złotkiem w nazwie oszukała kilkadziesiąt tysięcy Polaków, a pan Plichta to osobnik pokroju bankiera Kramera. Ośmielę się zauważyć, że jest całkiem odwrotnie. Plichta, nieznany mi osobiście osobnik, spełnia, i będzie spełniał, niezwykle pożyteczną w dziejach ekonomii rolę. Mianowicie pośredniczył w przepływach kapitałowych. Mianowicie dokładnie to samo, co czynił Robin Hood z lasu Sherwood (faktycznie to żaden las, parę marnych akacji plus jeden zmurszały dąb, coś jak siedziba Amber Gold).

Otóż w przepływie kapitału niezbędne są naczynia połączone i znana z fizyki równowaga w nich cieczy. I dokładnie to samo dzieje się na rynku. Tam, gdzie czegoś za dużo, przemieszcza się tam, gdzie za mało (coś na ten temat wiemy przy okazji budowy metra i kuriozalnych pytań - a skąd woda? Jak to skąd - z Wisły). No więc tenże Plichta zabrał kilkudziesięciu tysiącom to, czego mieli za wiele, albo tak myśleli, i odda teraz tym, którym brakuje zawsze, czyli pewnie rządowi. Zatem dla Plichty nagroda, że nie pozwolił pewnej grupie ludzi bogacić się nadmiernie. No i uczynił to dość efektownie. Z wykorzystaniem złota. Dokładnie tak samo bajerujemy kobiety mniej więcej od pięciu tysięcy lat, niestety, zatem trudno uznać tego gostka za pioniera.

Ha, już sam pomysł inwestowania w złoto jest głupi do bólu. Kiedyś zainwestowałem tak w dwa krążki może pięciogramowe, a straciłem setki tysięcy i nerwy, wszyscy wokół też je zresztą potracili. Plusem było tylko to, że taki krążek dostawałem w Kościele na palec, uroczyście, coś jak certyfikat posiadania złota u Plichty, no i na jakiś czas nawet uwierzyłem, że to zysk. Znaczy też jestem naiwny. A już wtedy winno mi co nieco dać do myślenia, bo ksiądz Mariusz (z Pyr) pokazał mi wtedy, przy Ołtarzu, w obliczu Boga i oblubienicy - żółtą kartkę, bo rzekomo pobiłem jakiegoś jego oblubieńca wcześniej i stąd przestroga taka była, żem groźny dla otoczenia. Szkoda, Mariuszu, że nie dałeś mi wtedy czerwonej - zaoszczędziłbym mnóstwo zdrowia. I kasiory.

A propos wyjaśnień Tuska. Chłopie, nie przejmuj się, dzieci są wyrodne, stąd żart, że najlepszym miejscem dla dziecka jest dom dziecka

Ale do tego mamienia złotem powrócę. Ja jestem taki sam jak Plichta, i miliony z was. Mianowicie ja złotem mamię… muchy. Zawsze latem zawieszam u sufitu lep, silnie lepiący jak nazwa wskazuje, o złotym kolorze, żeby wyłapać wszystkie naiwne istoty sądzące, że to jakieś frykasy dla nich. No i raz tylko przysiądą i… dupa! Przyklejona! Z łapkami! Na amen! I tak - za pięćdziesiąt groszy, nie więcej - wyłapuję setki bezmyślnych. Co poddaję uwadze. Bo każdy, kto poskarży się teraz na tę kasę - równie dobrze mógłby sobie napisać (wytatuować, ku wiecznej przestrodze) napis: Chyba naprawdę jestem idiotą.

Bo myślałem, że pieniądze leżą na ulicy albo rosną na drzewach, w ziemi (Pinokio tak wierzył, i ten drugi na P, Pawlak), a bankierzy chcą zawsze dać nam zarobić. Owszem, chcą, to się zgadza, ale... sami zarobić. Po to Rotszyld zakładał pierwszy bank. A potem Kramer. Nie inaczej.
Na złoto łapią się misie nawet, w postaci miodku, też żółtawego, wszyscy, jakby nie znając przestróg mitologii albo historii - na przykład o galeonach idących na dno, którym tony złota nie pomagały w opanowaniu małego wiatru… Nie żal mi tych ludzi ani trochę - nie mamy tu bowiem mowy o okradzeniu ani o wyłudzeniu, gdyż wszelkie te bajeczne piramidy polegają na całkowitej dobrowolności. Dobrowolności chciwości pazerności niemądrości - bez przecinków, zusammen. I klops, rzecz jasna, pewny, jak w każdej piramidzie poza tymi zbudowanymi na chwałę faraonów - wciąż zarabiają. Warto tu jednak zwrócić uwagę, że o ile na świecie są to piramidy jakieś konkretne, mocne, na setki miliardów rujnujące nawet państwa, to u nas jest piramidka, piramidziunia, gówienko takie niewarte zachodu. 50 mln strat w skali kraju? Byle wiadukt kosztuje nas więcej, o stadionach nie mówiąc, byle deszczyk w górach. A że Plichta ponoć oszukał, świadomie? No to posiedzi, ale forsa mu zostanie.

Jak u tych ochroniarzy, co uśpili kolegów sałatką i niczym w "Żądle" czy "Przekręcie" zrobili Raiffeisen Bank na milion dolarów, dali się potem grzecznie złapać, ale forsa zniknęła. Pewnie lada dzień wychodzą i najpierw ruszą na poszukiwanie saperek (łopatki mam na myśli). Bank też zresztą zadowolony, był ubezpieczony, poważniejsi klienci nigdy też nie tracą - im się wypłaca, żeby nie zginąć przypadkowo od maczety… Tak się kręci świat, w którym nauczeni jesteśmy krętactwa i oszukiwania od dziecka - my właśnie to wysysamy z mlekiem matki. I udajemy, że nas coś boli, jak chcemy na ręce, albo odwrotnie, czegoś nie chcemy, czyli iść do szkoły, do wojska… Przecież nadużyciem byłoby stwierdzenie, że tylko każdy bankier to oszust (chociaż coraz bardziej na to właśnie mi wygląda). Otóż to samo można powiedzieć o co drugim księdzu (naciągam tę statystykę mocno, mam dobry dzień), adwokacie, piłkarzu…

I ja też w życiu oszukiwałem nieraz - tradycyjne obietnice ślubu (teraz zmieniłem taktykę, to znaczy odrzucam propozycje ślubu, tak mądrzej, mniej się traci, szkoda, że człowiek wie to dopiero na starość). Kiedyś prowadziłem szkolny sklepik w podstawówce (98, Morskie Oko) - i u mnie też były wałki, sprzedaż lodów spod lady, rozdawnictwo co fajniejszym koleżankom i kolegom - i zawsze dziwiło mnie, że nauczycielka matematyki, która wszystko to nadzorowała, nigdy nie dopatrzyła się manka! Znaczy się nadzór finansowy kulał zawsze - albo i ona wtedy kręciła lody na tym sklepiku, pewnie tak. No więc o oszustwach nie ma prawa pisać nikt w tonie potępienia - na przykład nie znam żadnego dziennikarza 30 lat plus, który nigdy niczego nie przekręcił podczas delegacji, szczególnie zagranicznej (a znam dziennikarzy wszystkich chyba, tych podróżujących). Ale - i tu moja drobna i niewinna uwaga - otóż najważniejszy kodeks ludzkości, Dekalog, nic nie mówi, że nie wolno oszukiwać! Nic!

Nie kradnij - tak. To jest wszędzie.

Ale nie oszukuj? Nie kłam? Tego nie ma nigdzie!
Dlatego od zarania fałszuje się kruszce, pieniądze, metryki, spadki, obligacje - fałszują na potęgę nawet rządy, grubo, w imię prawa, bo kto im zabroni? Kobiety fałszują daty urodzin - i jest na to przyzwolenie przecież. Gwiazdy kultury fałszują biografie i nawet nazwiska (ostatnio wyczytałem, że moja ulubiona ostatnio Dita von Teese wzięła nazwisko, piękne, z... książki telefonicznej, bo w istocie nazywa się Sweet - Słodka, słodka i zgrabna idiotka). Plichta jest jakimś tylko epigonem ogólnej ludzkiej tendencji, ale zdolnym. Ja bym go zrobił ministrem finansów i zlecił - oszukać inne rządy! Niech zainwestują miliardy w coś, czego w Polsce nie ma. Na przykład w gaz łupkowy. Ejże, a to się przypadkiem już nie odbywa?

Aha, przypomniał mi się Zagłoba - ten myślał podobnie, a wymyślając na ministra finansów u króla przebiegłego i chciwego Rzędziana, tak to uzasadnił z nadzieją: "Ten by dopiero Żydowinów podatkami gnębił!".

A propos rządu, i wyjaśnień Tuska o synu. Chłopie, nie przejmuj się, dzieci, jak wiadomo, są wyrodne, stąd żart, że najlepszym miejscem dla dziecka jest dom dziecka. Dobrze powiedziałeś, że jak syn jest dorosły - idzie swoją drogą, na swój rachunek. Tego by jeszcze brakowało, by odpowiadać - jak w dzieciństwie - za każdą stłuczoną szybę albo każdy poszarpany warkocz. Młody Tusk zresztą robi tylko to, do czego zachęca Platforma - wolny rynek, brak idei, szybki zarobek, silniejsi likwidują słabszych, duża ryba zjada małą rybę. Przecież dziwić się można tylko jednemu. W sondażu, kto bardziej nabrał Polaków, Donald czy Michał, 99 procent wskazałoby na tego młodszego. A to chłopak, który na razie buchnął może czapkę śliwek albo niedojrzałe jabłka. Ale próbuje rozsądnie. Już wie, każdy chyba wie, że na posadzie w szkole prędzej dorobiłby się choroby krtani i garbu. Czy on jeden nabiera, łudzi, wabi?

Ja dzień w dzień słucham Zetki, a tam konkurs za konkursem, setki tysięcy nagród za esemesa za dwa złote. Niczym Amber Gold miraż za mirażem (ciekawe, ilu ludzi tam wysyła te esemesy, uzależnili się od tego i nie mogą przestać). No, ale słucham, bo lubię Sońtę (jest to gość zdecydowanie niezwykły). Czy my (ja też) nie nabieraliśmy biedaków w "Super Expressie" na zdrapkę? Emeryci tak szaleli (a mądry człowiek to wymyślił), że listy z odpowiedziami nie mieściły się w pokoju o wymiarach 4x4x4, po sufit, a my drukowaliśmy 2 mln nakładu - do dziś niepobity rekord… Złoto miał w konkursach nieżyjący tygodnik "Miliarder", "Fakt", w Zetce jest bajeczniej - Skarbiec - znaczy głupich nie sieją, głupi sami się rodzą.

Ja zresztą raz za razem wywieszam pod lampą nowy lep. Choć przecież ćmy i muchy, wyłapywane chmarami, powinny ten rejon omijać - pchają się do tego żółtego koloru, do fatamorgany wpisanej, jak widać, nie tylko w ludzkich genach… A to złudzenie.

Ludzie wierzą czasem, że są miejsca, w których oszustw nie ma. Really? Oto opowieść mojej przyjaciółki Sary, z dawnych czasów Jerozolimy. Ulubiona zabawa chłopców, zresztą warszawiaków, którzy emigrowali z rodzicami… Mianowicie było to podbieranie karteczek ze Ściany Płaczu, z życzeniami tysięcy pielgrzymów. No i chłopcy siadali na podwórku, przy ognisku i czytali kolejne prośby do Boga…
I tak się bawili, czytali, rechotali, i głowowali. Bo to o pieniądze, to o zdrowie, tamto o dziewczynę, inni o odnalezienie rodziny zapewne...

I najsprytniejszy, Rysio, decydował, o tych prośbach od serca…
"Odrzucone!".
Albo:
"Przyjęte!".

No więc jak kiedyś wasze życzenia też się nie spełniły, najszczersze, no to pretensje tylko do Rysia. Albo do Zdzisia, Marcisia… Do Boga prośby nigdy nie docierają - gdy tylko szukamy pośrednika.

A jak człowiek zaraża się oszustwem, nawet gdy nie chce tego, opowiem na koniec już… Podpisałem kiedyś kontrakt na dużą kwotę z koreańskim koncernem, dawno temu to było, zatem kwota tym większa, niewyobrażalna… No i dostaję zaliczkę w dolarach, sporą. Chcę ją wpłacić do banku, ale kasjerka mówi - połowa tego papieru jest fałszywa, niech pan je zabiera, bo ekspertyza trwać będzie trzy miesiące, a i tak przepadną…

No i idę do kumpla, wcześniej umówionego, i gadając o różnych pierdołach - mówię, że wyrąbał mnie na garść studolarówek Koreaniec z dużej firmy, ale nic nie zrobię, gdzie się upomnę…

A koleś mówi: "Pokaż… To te? Nie są wcale takie złe! Poczekaj chwilę…".

No i czekam, mija pięć minut, koleś wraca i daje mi gruby plik złotówek, bardzo gruby.

- Złotówki? A gdzie dolary, tamte? - pytam…

- Aaaa… tamte dolary? A one już poszły do ludzi!

No i sami widzicie, w ciągu godziny człowiek może być oszukany i oszukać innych, bezwiednie, niesiony falą ludzkiego grzechu, bezwolny, od narodzin, od pomylenia dobra ze złem. Od Ewy i rajskiej jabłoni. I węża. Adam to marny dodatek przecież.

Więc na tym świecie będziemy oszukiwać się dalej. Najgorsze w tym jest jednak jedno:

Najboleśniej oszukujemy zawsze samych siebie.

Kliknij, aby czytać pozostałe felietony Pawła Zarzecznego

Wideo

Komentarze 14

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Arlietta
Jego dusza trafia do Nieba i wita go Święty Piotr.

"Witaj w Niebie synu. Zanim tu zamieszkasz, musimy rozwiązać tylko jeden problem. Mamy tu pewne zasady i nie jestem pewien, co z tobą zrobić."

"Jak to co - wpuśćcie mnie, jestem z PO" - mówi poseł.

"Cóż, chciałbym, ale nie robimy wyjątków, gdyż mamy polecenia z samej góry. Zrobimy tak - spędzisz jeden dzień w Piekle i jeden dzień w Niebie. Potem możesz sobie wybrać, gdzie chcesz spędzić wieczność."

"Serio, ja już wiem - chcę trafić do Nieba" - mówi poseł.

"Wybacz, ale mamy swoje zasady."

Po tych słowach, Święty Piotr odprowadza go do windy i poseł zjeżdża w dół, wprost do Piekła. Drzwi otwierają się i poseł jest pośrodku pełnego zieleni pola golfowego. W tle jest restauracja, a przed nią stoją wszyscy jego partyjni przyjaciele oraz inni politycy, którzy z nim robili różne przekręty. Wszyscy są z PO i są szczęśliwi, świetnie się bawią. Podbiegają do posła i witają go, ściskają oraz wspominają stare dobre czasy, gdy bogacili się kosztem zwykłych ludzi. Potem grają w golfa a następnie jedzą kolację z kawiorem i czerwonym winem.

Jest także Rudy Szatan, jakże znajomy, który jest naprawdę fajnym i sympatycznym gościem - świetnie się bawi, tryska humorem opowiadając dowcipy i różne inne bajki. Poseł bawi się tak doskonale, że nim się zorientuje, minie jego czas. Wszyscy ściskają go i machają na pożegnanie, gdy winda rusza w górę. Winda jedzie i jedzie - aż drzwi się otwierają w Niebie, gdzie czeka na niego Święty Piotr.

Czas odwiedzić Niebo. I tak mijają 24 godziny, w których mąż stanu spędza czas z duszyczkami na skakaniu z chmurki na chmurkę, graniu na harfach i śpiewaniu. Bawią się całkiem nieźle i nim się zorientuje, doba mija i powraca Święty Piotr.

"Cóż - spędziłeś jeden dzień w Piekle i jeden dzień w Niebie. Wybierz zatem swój los."

Poseł myśli chwilkę i odpowiada. "Cóż, nigdy nie myślałem, że to powiem. To znaczy - w Niebie jest naprawdę cudownie, ale myślę, że lepiej mi będzie w Piekle."

Tak więc Święty Piotr odprowadza go do windy i poseł jedzie w dół, dół, dół... - wprost do Piekła. Otwierają się drzwi i poseł jest pośrodku pustyni pokrytej śmieciami i odpadkami. Widzi wszystkich swoich przyjaciół ubranych w szmaty, zbierających śmieci do czarnych, plastikowych toreb. Nagle podchodzi do posła Rudy Szatan i klepie go po ramieniu.

"Nie rozumiem!" - mówi poseł. "Jeszcze wczoraj było tu pole golfowe, restauracja, jedliśmy kawior, tańczyliśmy i bawiliśmy się świetnie. Teraz jest tu tylko pustynia pełna śmieci, ubóstwa i niedoli, a moi przyjaciele wyglądają strasznie!"

Rudy Szatan spogląda na posła, uśmiecha się szyderczo i mówi:

"Wczoraj mieliśmy kampanię wyborczą! A dziś na nas zagłosowałeś. Jest już po wyborach?"
O
Osiolowski
Jako czolowy mucholog III RP donosze, ze najlepszy lep na much jest firmy Kapler.
M
Miklus
Znowu rejestracja etc. Wszystkie instrukcje postępowania są proste dla małolatów, a niepojęte dla dorosłych. Kilka razy podejmowałem próbę i zawsze się kończyło na poleceniu wpisania czegoś tam w prawym górnym rogu. Czyli gdzie??? A do felietonów Zarzecznego jakoś przywykłem i nie wiem, co robić.
j
jaja
Drogi Internauto ten artykuł jest dostępny po zalogowaniu się. i tak to czytałem z nudów więc płacenie odpada
T
Tomek
Taki chuj ! Nie zapłacę, wyrzucam stronę z ulubionych. Teraz nawet kasy z reklam nie będzie...

nie pozdrawiam albo nie...

pozdrawiam środkowym palcem

ciał
A
Ambrozja
Za pomocą "zaprzyjaźnionych" mediów (określenie Andrzeja Wajdy) Tusk wmówił Polakom, że CBA to zbędna instytucja, gnębiąca niewinnych ludzi. Żaden układ nie istnieję, jest wytworem chorej wyobraźni. Posłanka Sawicka to tylko biedna skrzywdzona miłość, a doktor G. to wręcz bohater, dobroczyńca ludzkości, szykanowany przez okrutny i zły reżim. Złodzieje stali się nagle niewinni jak te lilie polne, a ścigający ich funkcjonariusze – agenci CBA, prokuratorzy – mianowani zostali czarnym ludem.

A gdy już objęli władzę, to w pierwszej kolejności uderzyli w instytucje walczące z korupcją. Przetrącili kręgosłup CBA, prokuraturę zamienili w niedotykalną korporację, zmienili ustawę o NIK, likwidując protokoły kontroli, tak aby Izba pisała raporty bardziej ogólne, bez kłopotliwych szczegółów.

Nic zatem dziwnego, że rozmaite Rychy, Miry, Zbychy z PO oraz podobna do nich Śmietanka z PSL-u uznała to za jasny sygnał – można kraść.

A potem były już tylko kolejne zamiatane pod dywan afery, z hazardową na czele i znów jasny sygnał – jak złapią za rękę, to mówimy, że to nie nasza ręka. Nikt nam nie zrobi nic.

I seria samobójstw – tu się prezes zastrzelił, tam dyrektor powiesił – udziału osób trzecich nie stwierdzono.

Władza sprawowana przez PO i PSL jest po prostu sama w sobie korupcjogenna. Ona korupcję lubi, ona korupcji sprzyja, a układy korupcyjne jej sprzyjają z wzajemnością. W obronie obecnej władzy nie będą szczędzić pieniędzy ani sił.

Władza Kontrolna Sądownicza jest podporządkowana Władzy Ustawodawczej, a Władzę Ustawodawczą mają opanowaną towarzysze partyjni. W Polsce niestety mamy zamiast demokracji przedstawicielskiej, zwykły totalitaryzm partyjny jak w czasach PRL za rządów PZPR.
s
sz
ok.
b
billyboy
..jak Polska cała!-dostaniecie złodzieje!!-lepiej od razu stronę swoją zamknijcie!!!nie wystarczy że jak wchodzę na stronę to macie kasę z REKLAM??????
f
fu!
zapomniałem dodać, że usuwam polska times z ulubionych za ten ruch w kierunku naszych kieszeni
f
fu!
a co to już kurna anonimowo nie można czytać??? a spadać kurna na drzewo!
K
Kantymir
Teraz pozostało internautom czytać Zarzecznego na Weszło tam jego teksty są zupełnie za darmo
P
Paraczytelnik
Z oczywistych względów my czytamy tylko nagłówki i komentarze!

To się nazywa paraprasa!
E
Emeryt
Niestety chcą forsy za Pana artykuły, ba żeby tylko za Pańskie. Ale wymyślili perfidnie mam nadzieję na swoją zgubę, że kupować muszę cały las albo browar. A ja nie chcę, żeby na talencie Zarzecznego żerowali inni jak choćby ta pani z drugiej strony /Paradowska/ czy niejaki Siekielski. Doczytałem też, że chcąc obcować z Pana tekstami musiałbym wykupić abonament z którego gotówka szłaby na inne gazety w tym o zgrozo na Gazetę Wyborczą. Pozdrawiam
B
B
Dziekuje nie place....
Dodaj ogłoszenie