Aleksander Kwaśniewski: Nie można na siłę kleić Palikota z Millerem

Redakcja
Polska prezydencja była przyzwoita, na czwórkę
Polska prezydencja była przyzwoita, na czwórkę Polskapresse
- Nie sądzę, że w sprawach wewnętrznych zachowania rządu Donalda Tuska będą lewicowe. Myślę, że w tej dyskusji o cięciach budżetowych, wydłużeniu wieku emerytalnego, odebraniu przywilejów mało będzie lewicowości ze strony Platformy - mówi były prezydent Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z Joanną Miziołek.

W konflikcie egoizmu narodowego Polska nie wygra - mówił premier podczas przemówienia w Sejmie. Dostrzega Pan Prezydent u nas ten egoizm?
Uważam, że dziś na rozdrożu Unia Europejska ma dwie drogi. Jedna to wzmacniać integrację, czyli zwiększać ilość wspólnych polityk, siłę wspólnoty. A w związku z tym trzeba znaleźć formułę, w której państwa narodowe świadomie ograniczają swoje prawa, działając na rzecz UE. Drugą drogą jest cofnięcie się, czyli powrót do silnej dominacji państwa, egoizmów narodowych, a w konsekwencji do dezintegracji. Uważam, że ta groźba jest bardzo poważna. W niektórych krajach mamy już na to dowody w postaci wyników wyborczych. Bo dobre wyniki ugrupowań populistycznych w Holandii, Francji czy w Finlandii to nic innego jak potwierdzenie egoizmów narodowych. Wiele głosów, które słyszymy ze strony prawicy w Polsce, też tego dowodzi. Egoizmem w najczystszej postaci jest sytuacja, w której słusznie domagamy się, żeby Unia nam pomagała i wspierała nas finansowo, ale kiedy trzeba pomóc UE, odmawiamy.

Tylko jak daleko możemy się posunąć w wyzbywaniu własnych narodowych kompetencji?
Tu musi zadziałać zdrowy rozsądek. Celem wyzbywania się kompetencji nie jest utopia europejska, nie jest przekonanie, że oto idziemy do świata szczęśliwości. Rezygnujemy z części kompetencji, uznając, że wspólne polityki mogą być skuteczniejsze. Mogą zapewnić całej Unii i nam jako członkom więcej pożytku. A mówimy o tym nie pięćdziesiąt lat temu, kiedy ten świat był inaczej zorganizowany i istniały dwa duże bloki walczące ze sobą. Mówimy o tym po zakończeniu pierwszej dekady dwudziestego pierwszego wieku, gdzie mamy zupełnie nową architekturę światową. Musimy konkurować z Chinami, ze Stanami Zjednoczonymi, z Indiami, Brazylią, z Rosją. Jeśli chcemy brać udział w tej konkurencji, to musimy wzmocnić wspólnoty i ograniczyć własne interesy na rzecz unijnych.

Zdaniem Pana Prezydenta powinniśmy wyjść z tak zwanego trzeciego kręgu i przystąpić do strefy euro. Kiedy?

Kiedy słyszę hasło "Herr Tusk", to mi się wątroba przewraca, bo to niegodne

Sukces ma zalążki klęski, a klęska ma zawsze pierwiastek zwycięstwa. W kryzysie rysuje się duża szansa dla Polski. Jesteśmy krajem, który ma niezłą gospodarkę, który ciągle ma przewagę euroentuzjastów, jeśli chodzi o społeczeństwo. Jesteśmy po wyborach i mamy dość stabilną sytuację polityczną. Jednocześnie władza w Unii Europejskiej jest słaba, można nawet powiedzieć, że leży na ulicy. W związku z tym, gdyby dzisiaj Polska potrafiła wykorzystać ten czas, to może się stać jednym z wiodących krajów europejskich, nowym silnikiem. Dobrze, że premier i minister Sikorski to rozumieją. Trzeba to jeszcze wykonać. Dla Polski czas jest wyjątkowy, żeby zdobyć tę silną pozycję w Europie. To, co robią teraz Anglicy, stwarza nam okazję do tego, żeby w układzie europejskim wejść na miejsce, które jest zwalnianie przez Wielką Brytanię.

A co powiedziałby Pan tym sceptykom, którzy za wejściem Polski do Unii Europejskiej głosowali, ale nie było to jednoznaczne ze zgodą przystąpienia do strefy euro?
Rozumiało się wtedy, że wchodzenie do Unii Europejskiej jest też wejściem do unii walutowej. Ale nie byłbym tu ortodoksyjny. Uważam, że warunki na tyle się zmieniły, że ta sprawa, która wydawała się dość oczywista w 2003 roku, kiedy robiliśmy referendum, niekoniecznie musi być oczywista w 2013 r. Gdyby okazało się, że jest potrzeba wypowiedzenia się w referendum, to nie byłbym oponentem tej idei. Społeczeństwu na pewno będzie się należała bardzo precyzyjna rozmowa na ten temat. Dlatego że to jest zbyt poważna kwestia, która dotyczy każdego z nas. Zmiana pieniądza, który jest w twojej kieszeni, to nie jest sprawa tylko ludzi na szczycie. Dyskusja jest potrzebna. A jeśli jej zwieńczeniem miałoby być referendum, to jestem za. Pod warunkiem oczywiście, że zostałaby zmieniona ta zbyt ryzykowna zasada, jak na Polskę, iż referendum jest ważne, gdy jest więcej niż połowa uczestników. Przy tak niskiej frekwencji w naszym kraju bardzo łatwo jest zniszczyć tę ideę bojkotem. 50 proc. i tak nie chodzi głosować, wystarczy jeszcze kilka procent i referendum jest nieważne.

CZYTAJ TEŻ: Kwaśniewski o Havlu: odszedł wyjątkowy człowiek i przyjaciel Polski
Premier podczas sejmowego wystąpienia mówił do zebranych posłów, że będą sobie mogli mówić i krzyczeć o suwerenności i niepodległości, tylko sami będą siebie słuchać. Trąci pychą Donalda Tuska?
Pamiętam mój argument z 1991 roku, kiedy dyskutowaliśmy umowę stowarzyszeniową. Wtedy byłem szefem SLD, a poseł Niesiołowski, Jurek, Łopuszański straszyli, że Unia Europejska odbierze nam tożsamość. Użyłem argumentu, że przecież jeśli my jako Polacy jesteśmy choć trochę pewni swoich wartości, tego, co reprezentujemy w sensie kultury, tożsamości, tradycji, to nie możemy się bać konkurencji. Bo jeżeli nasza tożsamość jest tak słaba, że może utrzymać się tylko zamknięta, odizolowana, to albo chcemy być w skansenie, albo pod szklanym kloszem i za wszelką cenę nie chcemy jej konfrontować z innymi. Skansen może być interesujący dla licznych wycieczek, które przyjadą z Japonii, z Chin patrzeć, jak to Polacy, jedyny naród, który nie zrezygnował nic ze swojej suwerenności, żyje. Chodzi w lnianych koszulach, je oscypka, pije narodowe trunki. Tylko że to jest komiczny obraz. Polska tożsamość, tysiącletnia tradycja państwowa jest wystarczająco silna, żebyśmy w tej wymianie myśli i wartości dali sobie radę.

Twierdzi Pan, że suwerenność to przeżytek?
Ci, którzy mówią o suwerenności w postaci najczystszej, mylą się. Ona nie występuje w przyrodzie. Zawsze mówię, że najlepszym przykładem jest małżeństwo. Kiedy kobieta czy mężczyzna biorą ślub, to kończy się suwerenność. Zaczyna się ograniczenie własnej wolności na rzecz wspólnego dobra, odpowiedzialności. Tu mówimy tylko o związku dwojga ludzi. A kiedy dochodzi do tego rodzina, to suwerenności jest jeszcze mniej. Nie mówiąc już o społeczności, narodzie, państwie i wspólnocie europejskiej. Świadomy homo sapiens ma to do siebie, że potrafi ograniczać swoją wolność, patrz suwerenność, na rzecz wartości wyższych, czyli dobra wspólnego.

Polska prezydencja była słaba, wycofana i mało ambitna - twierdzi PiS. Taka była?
To była dobra prezydencja wobec okoliczności, jakie były. Prezydencję pamięta się nie z tego powodu, co było podczas niej bardzo drobiazgowo przygotowane, ale z powodu tego, co się w ciągu niej wydarzyło i jak na to reagowano. Francuską prezydencję z 2008 roku pamiętamy dlatego, że była wojna w Gruzji. Sarkozy jeździł tam na wyścigi z Lechem Kaczyńskim, żeby szukać rozwiązań pokojowych. Nasza prezydencja będzie niestety zapamiętana jako prezydencja kryzysu w eurozonie. A ponieważ my nie jesteśmy członkiem eurozony, to oczywiste, że nasza rola była o wiele bardziej ograniczona. Polska prezydencja nie była historyczna. Była przyzwoita. Cudów, przełomów nie zrobiliśmy, bo nie mogliśmy. Prezydencję mogę ocenić na spokojną czwórkę.

To była prezydencja bez wizji?
W jakimś sensie wizję zaprezentował minister Sikorski. Nie wiem, na ile w imieniu rządu. Tak samo zaprezentował ją na zakończenie prezydencji Tusk w Strasburgu. Dlaczego nie pokazali tej wizji na początku? Mam na to dwa wytłumaczenia. Po pierwsze, być może sytuacja w sensie kryzysu nie była tak dramatyczna, by mówić tak ostrym językiem. Jest też drugie wytłumaczenie - cyniczne. Sądzę, że wiele bardzo daleko idących wizji nie wypowiadano ze strony władzy, dlatego że była kampania wyborcza i wybory.

CZYTAJ TEŻ: Kwaśniewski o Havlu: odszedł wyjątkowy człowiek i przyjaciel Polski
A jak Pan odbiera głosy polityków PiS i Solidarnej Polski, którzy otwarcie na forum Parlamentu Europejskiego krytykują prezydencję własnego kraju?
Churchill kiedyś powiedział: "Nigdy nie krytykuję mojego kraju za granicą, bo mam wystarczająco dużo okazji we własnym kraju". Myślę, że koledzy typu Kurski i spółka mogą wyrażać swoje negatywne opinie w Polsce. Z drugiej jednak strony, Parlament Europejski jest miejscem, gdzie parlamentarzyści wobec własnych rządów wypowiadają bardzo wiele krytycznych kwestii. W tym sensie nasi nie różnią się od belgijskich, francuskich czy hiszpańskich. Na to można spojrzeć z dwóch stron. Albo według zasady Churchilla, albo według zasady: nie bądźmy dwulicowi i mówmy, co nam na sercu leży, skoro jesteśmy w jednej europejskiej rodzinie. Ja generalnie bardziej trzymam się zasady Churchillowskiej.

Czyli dwulicowości?
Można to też ładniej nazwać poprawnością polityczną albo górnolotnie - patriotyzmem.

Martin Schultz powiedział, że Donald Tusk jest świetnym socjaldemokratą. Premier zaczyna się przechylać w lewą stronę?
Te cztery lata, które są przed nim, są prawdziwym testem na jego premierostwo i na to, czym jest Platforma Obywatelska. Nie sądzę, że w sprawach wewnętrznych zachowania rządu Tuska będą lewicowe. Myślę, że w tej dyskusji o cięciach budżetowych, wydłużeniu wieku emerytalnego, odebraniu przywilejów mało będzie lewicowości. Natomiast opinia Schultza dotyczy europejskiej wizji Donalda Tuska. Głosowanie nad wotum nieufności Radosława Sikorskiego udowodniło, że gdy chodzi o politykę europejską, to między rządem a lewicą, czy to SLD czy Palikotem, nie ma zasadniczych różnic.

Za co Donald Tusk podziękował Millerowi i Palikotowi.

Fakt, że rząd może dzisiaj w sprawach europejskich liczyć na większość konstytucyjną, to ogromny atut.

Tylko w sprawach europejskich?
Tylko. Jeżeli będziemy dochodzić do szczegółów związanych z kwestiami społecznymi, to będziemy toczyć spory ze względu na tożsamość lewicową.

Ale jej przecież nie ma Janusz Palikot. Na niego Donald Tusk może zawsze liczyć?
Palikot to jedyny przywódca, który może mówić o młodym wieku i braku doświadczenia. Nie może robić tego ani Tusk, ani Kaczyński, ani Miller. Najbliższe miesiące to okres budowania tożsamości Ruchu Palikota. Po każdym kolejnym głosowaniu będziemy mogli powiedzieć, czy Palikot jest mniej, czy bardziej lewicowy, mniej czy bardziej konsekwentny. Tylko że jego próby są bardzo trudne. Ale jego margines błędu jest większy niż byłego premiera Leszka Millera czy obecnego premiera Donalda Tuska po czterech latach sprawowania rządów. Ci muszą wiedzieć, co proponują, jak głosują.

Wierzy Pan w Ruch Palikota?
Ja jestem człowiekiem niewierzącym. Na razie trwa czas rzeźbienia Ruchu i to w twardej skale. Nie chciałem tutaj użyć słowa beton, bo to dla innych zarezerwowane. To musi się uformować, żebyśmy mogli w końcu to nazwać albo lewicą, albo centrum, albo jeszcze czymś innym.

CZYTAJ TEŻ: Kwaśniewski o Havlu: odszedł wyjątkowy człowiek i przyjaciel Polski
Ale to coś chce, żeby Pan temu patronował.
Ja swój patronat mogę tak określić, że Platforma, która dziś ma całą władzę, musi mieć rzeczywistą alternatywę, żeby polska demokracja była lepsza. Partia, która ma tyle władzy i jest pozbawiona kontroli, degeneruje się. Dzisiaj po prawej stronie mamy do czynienia z dezintegracją. Jarosław Kaczyński wpadł w taki oto stan, że jest za silny, żeby ktokolwiek go obalił, a drugiej strony - jest za słaby, żeby stworzyć koalicję, która mogłaby rządzić Polską. Jest w sytuacji stabilnej, ale jednak tylko opozycji. Po lewej stronie znowu mamy dezintegrację, więc też nie ma alternatywy. Co będzie się działo po prawej stronie, to nie moje zmartwienie, ale co będzie się działo po lewej, jest ważne i tu mogę wpłynąć.

W jaki sposób chce Pan wpłynąć? Połączyć Ruch Palikota i SLD?
Idea, którą przedstawiam, jest taka, że na lewicy potrzeba dialogu i współpracy. Dlatego że jeżeliby wszystkie środowiska, nie tylko SLD i Palikot, spotkały się, pokazały, jakimi ludźmi dysponują, dogadały się w sprawie programu i zbudowały sobie wspólne listy w wyborach europejskich, potem parlamentarnych, to ta poważna lewica będzie traktowana przez wyborców jako alternatywa. Na pewno jednak nie będziemy dzisiaj siłą kleić Palikota z Millerem. To musi być proces.

Klejenie raczej by się nie udało. Nie ukrywajmy, że Leszek Miller nie będzie się z nikim na lewicy władzą dzielił, a w samej partii będzie rządził jednowładczo.
Oczywiście taka skłonność może być. Z drugiej strony, biorąc po uwagę doświadczenie, wiek, ale także potrzebę chwili, to sądzę, że Miller będzie działał zespołowo. Jedną tezę mogę postawić bez większego ryzyka, że zespołowość działania będzie nieporównywalnie większa niż za poprzedniego przewodniczącego. Co nie jest takie trudne.

A co z prawyborami? Odbędą się? Wyłonią nowego szefa?
Prawybory po wyborze Leszka Millera na przewodniczącego Sojuszu tracą swój pierwotny sens. One są o tyle ważne, że mogą zaktywizować partię. Prawybory zmuszą do policzenia członków SLD. Bo to wciąż nie jest jasne. Poza tym zobaczymy, ilu członków weźmie w nich udział. W końcu prawybory oznaczają, że kandydaci muszą się rozjechać po Polsce, muszą spotkać się z ludźmi. Taki naturalny stan napięcia jest tej partii potrzebny. Jeżeli Leszek Miller wystartuje, a nie widzę żadnych powodów, żeby tego nie robił, to oczywiście, że wygra prawybory. Zachęcałbym młodych działaczy, by zechcieli z nim konkurować, bo dla nich to szansa na pokazanie się. Ale nie oszukujmy się, prawybory w żadnej z partii nie wyłonią kogoś, kogo nie znamy. W każdym ugrupowaniu możemy wskazać przewodniczącego, niezależnie od tego, ilu będzie konkurentów. Jakiekolwiek wybory by były w Platformie, to wiadomo, że jej szefem będzie Tusk. Jakiekolwiek będą w PiS, to wiadomo, że wygra Kaczyński.

Prawybory są tylko PR-owskim zagraniem?
W jakimś sensie. W przypadku polskich partii kierownictwo wykształciło się na długie lata. Prawybory nie odkryją nam nieznanych postaci, które cały czas były, ale się zahibernowały i nagle się odmroziły.

CZYTAJ TEŻ: Kwaśniewski o Havlu: odszedł wyjątkowy człowiek i przyjaciel Polski
Czyli nie ma młodego Obamy lewicy, jak to twierdził Leszek Miller?
No nie ma. Obama rozpoczął karierę od wystąpienia na konwencji partyjnej Johna Kerry'ego, gdzie zrobił ogromne wrażenie. Później bardzo szybko wygrał wybory do Senatu. Idąc tropem Obamy, musielibyśmy szukać ludzi, którzy wygrali jakieś wybory. Może Krzysztof Matyjaszczyk, prezydent Częstochowy? Żeby kreować kogoś na Obamę lewicy, to tylko on mi przychodzi do głowy. Tu Chicago, tu Częstochowa. Jakieś podobieństwo jest. Więcej ich nie widzę.

Czyli stary ład personalny, który ukształtował się w partiach po roku 1989, wciąż istnieje. Kto z liderów zużyje się najszybciej?
Zazwyczaj rządzący zużywają się najszybciej, bo to jest największa odpowiedzialność i stres. Z drugiej strony, władza daje adrenalinę, odmładza, tworzy aurę, której ulegają nawet kobiety. Niezwykle dużo rzeczy działa na to, żeby zużywanie nie było aż tak dramatyczne.

Rząd PO przetrwa cztery lata?
Nie widzę dzisiaj żadnych powodów, dla których kadencja mogłaby ulec skróceniu. Chyba że rzeczywiście mielibyśmy do czynienia z całkowitą zapaścią Unii, wypowiedzeniem obecnych traktatów, to wtedy fala nastrojów społecznych będzie szła w kierunku nacjonalistycznym. Ale nie przewiduję takiego scenariusza.

To czym są ostatnie marsze narodowe?
Protestem, który jest naturalną częścią demokracji. Jakkolwiek by patrzeć, Polska ma 30 milionów ludzi uprawnionych do głosowania, chodzi 15 milionów. 30 proc. z tych 15 milionów zabiera PiS. Jeśli z tych 5 milionów 10 tys. przychodzi na marsz, to jest to ułamek. Ale pokazuje, że istnieje zaplecze dla tych ludzi. Poza tym słuchacze Radia Maryja to jest dobry milion ludzi, czytelnicy gazet prawicowych to też kolejnych kilkaset tysięcy osób. Ci ludzie mają prawo do marszu. Oczywiście, kiedy słyszę hasła "Herr Tusk", "Herr Sikorski", to mi się wątroba przewraca, bo to zachowanie prymitywne i niegodne. Ale demokracja ma to do siebie, że jest miejsce również na głupstwa.

Radykalizmy będą się powiększać w Polsce?
Radykalizmy karmią się kryzysem. Jeżeli kryzysu będzie więcej, a on będzie miał charakter gospodarczy, będzie coraz mniej zaufania do Unii Europejskiej, to ekstremizmy będą wzrastać. A ekstremizmy mają to do siebie, że wzajemnie się zasilają. Czyli ekstremizm prawicowy będzie powodował, że po drugiej stronie będzie więcej ekstremizmu lewackiego. Dzisiaj można powiedzieć, że są marginesem. Nie widzę sytuacji, w której mogłyby się przerodzić w coś poważniejszego. Wydaje się, że dzisiaj w Polsce z tego względu, że nie mamy skupisk emigrantów, że jesteśmy krajem homogenicznym, że ciągle mamy rozwój gospodarczy, nie ma miejsca na zwiększanie się radykalizmów. Z drugiej strony, jak spojrzymy na Zachód, to też się okazuje, że nawet jeśli ruchy oburzonych były silne, jak w Hiszpanii, to jak doszło do wyborów, ich wpływ na nie był bardzo ograniczony. Nigdzie do tej pory z ruchów oburzonych nie wyszedł żaden poważny ruch społeczny. Żadna zachodnioeuropejska czy północnoafrykańska Solidarność nie powstała. W warunkach demokracji to niemożliwe. Zatem wraz z pogłębiającym się kryzysem ekstremizmy zwiększą się, ale nie staną się mainstreamem.

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
MAX wyborca PIS

mam gadane wygrał ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI ale przegrała Polska

w
wyborca

ALEK WIESZ JAK JEST KASA SIĘ KOŃCZY A NIE MA CO JUŻ UKRAŚĆ W POLSCE A I NA ZACHODZIE 7 BILIONÓW W PLECY SĄ A I U RUSKICH SIĘ NIE PRZELEWA CO TERAZ GDZIE TAM SZUKASZ FRAJERÓW ?

m
maRta

notabene, bez pełnej wiedzy prezydenta i bez akceptacji całości parlamentu. A skądinąd, uzbierane przez podatników latami w pocie czoła na czarną godzinę.

Mnie to się dopiero wątroba przewraca i krtań nadmiernie pulsuje, w momencie, kiedy wysłuchuję w TVN mydlanych wywodów leciwych kaznodziejów z leciwej lewicy. Wtedy w domu panuje istny cyrk, gdyż utrzymanek się wydziera... no przełącz tych... albo wyłącz całkiem to pudło. Dzieci twierdzą, kpiąc ze mnie na okrągło, że akurat na YouTube jest całkiem odwrotnie! W końcu zawsze muszę zrejterować i przyznać im rację. Abowiem rzeczywiście, serwują nieustannie te same face, zestarzałe i opatrzone od lat. Jak one włączą w ruch te swoje monotonne CD, to martwa zawartość ich treści jest taka sama, jak przy odsłuchiwaniu szpul Tesli z ględzącym godzinami Gomułką. Oczywiście, że to wszystko mają teraz w dobrej jakości obrazu HD² z fonią THX na 7-Box, ale nic poza tym. Jednak i po wyłączeniu plazmy i pójściu o zmierzchu z psem na spacer, też nie ma nic przyjemniejszego. Bowiem widać na odległość bidę, smutek, pustkę. Od czasu do czasu przemknie tylko jakaś wypomadowana w pośpiechu strojnisia, lecąca na high heels wykonać swoje expresowe zamówienie. To właśnie przez ich sterydowych typków cuchnących Old Spice'm muszę się siłować z moim Dobermanem, i jeszcze dodatkowo go żywić. A przecież stówka za końcówki Donalda, to akurat tyle samo, co za końcówki Gierka.

Natomiast lewicowy Miller, żonglujący, jeszcze nic nie zaczął, a już po raz drugi ugrzązł. I chyba znowu nie doczeka laurów. A tak właściwie, to ja go bronię! Gdyż co ma zrobić z wyraźnym prikazem z Ordynacka Club, stanowiącym, o zaciśnieniu związków z silikonowym wyznawcą chaosu i marychy, oraz z pozostałymi liberałami z PO. Jak komuś zawodzi pamięć, to ja mogę podrzucić trochę stosownych linków, gdyż moje dzieci spisują się na medal. Zawsze mają wszelkie ekranizacje na bieżąco! Obecnie, tj. po tych kilku wylewnych i obszernych medialnych wywodach przedstawicieli szanownego grona z Ordynacka Club, nikt normalny już nie mówi o tym, że Miller jest jakimś samodzielnym politykiem. Za czym przemawia chociażby i fakt, wywiezienia jego teczki na listę do Gdyni. Przypuszczalnie, znajduje się chyba w ustawicznym stresie, gdyż po każdą drobną decyzję musi latać wte i wewte na Ordynacka Old Street. O czym niemal analogicznie mówił wczoraj także czcigodny Cimoszewicz.

Jeśli wolno wyrazić jakieś swoje zdanie, to ono jest następujące: Otóż, lewicę rozwaliła tylko i wyłącznie zasiedziała burżuazja. A ściślej, polityka ich błędnych decyzji, liczonych w kopach, i konformistyczna postawa wobec liberałów z PO, oraz wobec wszystkich innych, tak skądinąd daleko odstających od lewicowej ideologii. Owszem, też prawdą jest to, że jeszcze tylko przysłowiowy głupi Jasio może uwierzyć w cuda, choćby takie, że lewica w obecnym zestawieniu i korelacji się odrodzi. Może owszem, kiedyś to jeszcze nastanie, lecz raczej wówczas, kiedy ta prawdziwa lewica zneutralizuje medialnie swoich dotychczasowych kaznodziei. Albo może i wtedy, kiedy rozpocznie jakąś oficjalną i konstruktywną współpracę z PiS!

Jednak zupełnie pewnym już jest, że ten wariant POśrodku, czyli co innego gadać w tvn-skich telerankach, a całkiem inaczej głosować w W-wie, a więc ręka w rękę z PO i Palikotem, naprawdę już dalej ciągnąć się nie da! Szanowne wydelikacone grono z Ordynacka Club powinno raczej wrócić do filozofii i ideologii swojego protoplasty Gierka. Który kredyty też brał, ale wydał je na zdynamizowanie gospodarki i uprzemysłowienie kraju. Przecież nie wydał ich na jaguarowe kolekcje, kłując w oczy wyborców PiS-u. Czyli jaki z tego wniosek... ano taki, że pracę trzeba zacząć od podstaw. Słowem, mniej blichtru, mniej występów w TVN, a więcej na ambonie w terenie. Oczywiście, to wszystko w siodle Skody w koralowym metaliku, lecz nie w siodle srebrzystego Mustanga.

a
al

Wystarczy komentowac to co robi rzad - jak zle to zganic jak dobrze to pochwalic. Dlaczego Kwasniewski zawile tlumaczy, ze niektore reformy rzadu nie sa lewicowe - niech powie czy sa potrzebne i sluszne.

G
Gość

Szczerze mowiac opinie i rady Kwasniewskiego traktujemy bez sympatii a raczej bardzo niechetnie.Czujemy niesmak i gniew widzac te nieciekawe postac znow przy glosie.

G
Gazda z Diabelnej

Może to kogoś zdziwi że ja ubolewam nad faktem że PO nie ma realnej opozycji. Lewica podzielona na SLD i RP wzajemnie się licytuje kto kogo przeciągnie na swoją stronę a prawica to już jest kuriozum opozycji. Obydwie partie to jest PiS i SP zachowują się jak radny Myćko z Wilkowyi albo jak pies ogrodnika sam nie myśli i nie da drugiemu myśleć. Jeszcze na początku 21 wieku była nie pisana umowa że o Polsce za granica mówi się tylko dobrze albo wcale tej zasady nie przestrzegał od początku opozycyjna prawica PiS choćby wystąpienie na początku polskiej prezydencji Ziobry a potem zaproszenie Mesjasza z Torunia do Brukseli. Grudniowe wystąpienie opozycji w Strasburgu potwierdziło zasadę że ani PiS ani SP nie mają zamiaru dotrzymywać żadnych umów Polsce nie zaszkodzili bo Tusk obronił się sam i obroniły go fakty ale że sobie zaszkodzili to już ich sprawa.

G
Gość

Polska powinna się skupić na reformach i trzymać jak najdalej od tego eurociotowania. Nie brać udziału w “ściepie” 200 mld dolarów, które via MFW zaraz przepalimy we Włoszech, tak jak już przepalono bez sensu 100 mld w Grecji. Trzeba też trzymać finansowy nadzór unijny z dala od Polski, bo po tym jak narobili szkód w swoich bankach, teraz będą chcieli popsuć też nasze.

Wspólny rynek TAK. Schengen TAK. Eruciotowanie NIE.
rybinski.eu

c
cezar

Polscy politycy z min. Rostowskim na czele mają przecież gest. Cóż, obetnie się jeszcze zasiłek pogrzebowy nad Wisłą. Zamrozi na kolejne 2-3 lata wynagrodzenia w sferze budżetowej – niech pielęgniarki i urzędniczki nie szaleją tak z zakupami w centrach handlowych. A wypłaci się średnią pensję urzędnika w Atenach na poziomie 17-18 tys zł.

Z polskiego becikowego przecież można swobodnie dołożyć na premie dla Greków za ich punktualne przychodzenie do pracy, za mycie rąk czy za włoskie ulgi podatkowe na rzecz rodzin, które posyłają i kształcą dzieci na wybitnych piłkarzy, kierowców rajdowych czy zwykłych poliglotów!

Bo choć Włosi obiecują, że zaoszczędzą 30 mld euro to dostać muszą w ramach pomocy i to szybko ok. 300 mld euro. Cóż my sprywatyzujemy kolejne wodociągi i SPEC-e podniesiemy ceny energii elektryczne (w ostatnich latach już ok. 50 proc. poszły w górę) gazu, diesla, podatki. A niech tam nasi serdeczni przyjaciele z Irlandii dalej korzystają ze zwolnień za korzystanie z wody. A gdyby tak przesympatyczni Irlandczycy stracili nie daj Boże pracę, a wcześniej nieopatrznie wzięli tani kredyt mieszkaniowy, to irlandzki rząd będzie mógł dalej spłacać za swoich obywateli odsetki od kredytu w ramach finansowej pomocy.

d
dlugo_pis

teraz motorem do zap...nia w u.eu... czasy sie zmieniaja nie da sie ukryc

Dodaj ogłoszenie